Nie samym zyskiem

Nie samym zyskiem

Przepisy podatkowe powinny zauważyć, że spółdzielnie pełnią nie tylko funkcje ekonomiczne

Alfred Domagalski, prezes Zarządu Krajowej Rady Spółdzielczej

– Czy spółdzielnie mają w Polsce przyszłość?
– Wyszliśmy z okresu Polski państwowej, kiedy do państwa należało niemal wszystko łącznie ze spółdzielniami, a znaleźliśmy się w dobie Polski prywatnej, gdy wpaja się nam, że wszystko trzeba sprywatyzować spółdzielnie zaś powinny stać się spółkami prawa handlowego. Wpłynęło to oczywiście na spółdzielców, mieliśmy do czynienia z pewnym kryzysem tożsamości spółdzielczej. Czas pokazuje, że ten sposób myślenia zaczyna się zmieniać i mija zauroczenie indywidualną wyłącznie aktywnością gospodarczą. Ludzie widzą, iż kapitalizm nie jest najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich, niesie groźbę wykluczenia społecznego. Nie każdy może odnaleźć się w takim systemie.
– A w spółdzielczości?
– Spółdzielczość nikogo nie wyklucza, przeciwnie, gromadzi ludzi. Spółdzielnie nie są nastawione na maksymalizację zysków, jest w nich miejsce nie tylko na aktywność zawodową, lecz także na działalność społeczną, na rozwiązywanie wspólnych problemów, na wzajemną pomoc. Oczywiście, spółdzielnie zajmujące się klasyczną działalnością gospodarczą muszą być konkurencyjne i efektywne, powinny znaleźć swoje miejsce na rynku. Nie wolno jednak doprowadzać do tego, by upodabniały się do spółek prawa handlowego. Spółdzielnie nie są spółkami prawa handlowego i nie powinny być tak samo traktowane przez państwo. Jeśli system fiskalny nie będzie uwzględniać faktu, iż spółdzielczość jest odmienną strukturą, pełniącą także funkcje społeczne, czym przecież nie zajmują się spółki, to sprostanie konkurencji przez spółdzielnie będzie coraz trudniejsze.
– Może więc jednak lepiej, jeśli spółdzielnie przekształcą się w spółki, a sprawami społecznymi zajmą się odpowiednie stowarzyszenia?
– Jakoś nigdzie w Europie to nie nastąpiło i spółdzielnie wszędzie znajdują swe miejsce. Zbliżenie się do spółek prawa handlowego będzie powodować rozkład spółdzielni, bo trudniejsza z natury w zarządzaniu spółdzielcza forma gospodarowania nie przetrwa, jeśli przepisy będą ją traktować jak spółkę. W Polsce ciągle brakuje należytego zrozumienia istoty i specyfiki spółdzielczego działania. Nie wszystkie problemy można rozwiązać w systemie wyłącznie komercyjnym. Aby rozwój ekonomiczny był zrównoważony, w miarę przyjazny ludziom i tworzący warunki dla bezpieczeństwa życiowego, niezbędna jest gospodarka społeczna. W Europie Zachodniej mówi się, że spółdzielnie nieco temperują kapitalizm. To są swoiste szkoły demokracji. Tu trzeba aktywnie uczestniczyć w działalności spółdzielni, podejmować racjonalne decyzje, przekonywać do swych racji.
– Słów krytyki jednak nie brakuje, choćby pod adresem spółdzielczości mieszkaniowej.
– Te krytykowane spółdzielnie to jedyni zarządcy nieruchomości w Polsce, którzy organizują życie społeczne i kulturalne. W spółdzielniach mieszkaniowych prowadzone są domy kultury, świetlice, rozmaite kursy, amatorskie zespoły artystyczne, koła zainteresowań. Generalnie spółdzielnie, nie tylko mieszkaniowe, pomagają swym członkom w edukacji, opiece nad rodzinami, nad ludźmi starszymi i schorowanymi, w organizacji czasu wolnego. Na Śląsku odbywa się wielki pieszy rajd – rodzinny złaz spółdzielczy. I co roku bierze w nim udział coraz więcej ludzi, pragnących nie tylko odpocząć, ale i poznać się, zintegrować. Taka działalność oznacza wyższe koszty działania spółdzielczości, co powinno być uwzględniane w warunkach ekonomicznych tworzonych przez państwo.
– Czy władza bierze to pod uwagę?
– Wręcz przeciwnie. Przykładowo, wspomniane spółdzielnie mieszkaniowe jeszcze tylko w tym i przyszłym roku nie płacą podatku dochodowego i traktowane są jak organizacje non-profit. Od 1 stycznia 2007 r. będą już ten podatek odprowadzać od wszystkich swych przychodów, czyli głównie od opłat eksploatacyjnych ponoszonych przez posiadaczy mieszkań. Ale przecież te pieniądze nie są zyskiem spółdzielni, bo służą utrzymaniu substancji mieszkaniowej i prowadzeniu działalności statutowej. Spółdzielnia ma rozwiązywać problemy mieszkaniowe swoich członków, nie zarabiając na tym. Odchodzimy więc od sprawdzonego systemu spółdzielczego. Opłaty eksploatacyjne płacone przez mieszkańców staną się czynszami, które będą musiały zawierać w sobie określony procent zysku, tak by konieczność zapłacenia podatku dochodowego nie oznaczała uszczuplenia środków spółdzielni. Oznacza to konieczność wzrostu czynszów. Konsekwencje mogą być fatalne. Podobnie jest na wsi. Rolnik, który sam sprzedaje swe produkty, nie płaci podatku dochodowego. Jeśli jednak zbierze się ich kilku, połączą siły i stworzą spółdzielnię – to od dochodu spółdzielni ze sprzedaży produktów muszą zapłacić podatek dochodowy. Za rozwijanie spółdzielczości wiejskiej dostaje się więc po kieszeni. W wielu krajach dawnej Unii spółdzielnie nie płacą podatku dochodowego, jeśli ich przychody nie opuszczają spółdzielni.
– Do 2007 r. jest trochę czasu, czy będziecie walczyć o zmianę tych przepisów podatkowych?
– Jeśli rząd się utrzyma, będziemy zabiegać o spotkanie z premierem, ministrem transportu i budownictwa, rolnictwa. Premier mocno podkreślał wagę solidarnej polityki gospodarczej. Trudno zaś znaleźć bardziej solidarną metodę gospodarowania niż działalność spółdzielcza, opierająca się na odpowiedzialności za wspólne dobro. Poprosimy, by znalazło się dla niej zrozumienie w konkretnych rozwiązaniach prawnych. Chcemy też zaproponować stworzenie ponadpartyjnego, spółdzielczego zespołu poselskiego. Pożądana jest również bliższa niż dotychczas współpraca samych spółdzielni. Na polski rynek wchodzą wielkie korporacje. Spółdzielnie nie są w stanie przeciwstawić im większych kapitałów finansowych, ale mają kapitał ludzki, który może zrównoważyć siłę pieniądza.

 

Wydanie: 45/2005

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy