Niewygodni z „Pekinu”

Niewygodni z „Pekinu”

Overview

Na Wzgórzu Dreszera w Gdyni ma powstać osiedle z widokiem na Zatokę Gdańską. Przeszkadzają tylko dotychczasowi mieszkańcy

– Żyjemy w ciągłym lęku, że jak wrócimy z pracy, zastaniemy dom z dziurą w dachu – mówi Sławomir Durzyński, mieszkaniec „Pekinu”, gdyńskiego osiedla przy ul. Orlicz-Dreszera, między Grabówkiem a Leszczynkami. – To nie są żarty. Gdy jeden z sąsiadów wyjechał do pracy w Niemczech, jego dom zdemolowano. Kolejnego sąsiada pozbawiono dachu nad głową, gdy był w szpitalu.

Prowizorka

Wysiedlenie grozi ok. 300 mieszkańcom „Pekinu”. Osiedle powstało jeszcze przed wojną. Przyjeżdżającym do Gdyni ludziom pozwolono na budowę domów na okres tymczasowy. Budowali je za własne pieniądze, takie, na jakie było ich stać. Po wojnie grunty przeszły na rzecz miasta. Prawie do końca lat 90. mieszkańcy dzierżawę i podatek od nieruchomości wnosili do gdyńskiej kasy. Teraz czynsz dzierżawny płacą właścicielom i ich pełnomocnikowi. Wielu już otrzymało wypowiedzenia dzierżawy gruntu, niektórzy nakazy eksmisji, trwa batalia w sądach. Ciągnący się od ćwierć wieku konflikt zaostrzył się, gdy pojawiła się informacja, że umowę przedwstępną w sprawie ziemi, na której znajduje się osiedle, zawarto z firmą budowlaną Beijing z Sopotu. Według planów na Wzgórzu Dreszera ma powstać osiedle wieżowców z widokiem na Zatokę Gdańską.

– Jestem zawodowym wojskowym – kontynuuje Sławomir Durzyński. – Zarabiam za mało, żeby dostać kredyt na zakup mieszkania, a za dużo, żeby kwalifikować się na lokal socjalny czy komunalny od miasta. Zresztą takich lokali nie ma. Nie dam się stąd wyrzucić, żyję tu od urodzenia, mam rodzinę, zainwestowałem w remonty budynku z 1934 r. Odkąd pamiętam, ten teren był w gestii miasta. W 1967 r. miejska komisja przeprowadziła oględziny domu. Moja ciocia w 1983 r. dostała na tym osiedlu domek z urzędu miasta.

– Dziadkowie sprowadzili się na Wzgórze Dreszera zaraz po wojnie, ja mieszkam tu od urodzenia – dodaje Marcin Dybikowski. – Pracuję w stoczni, jak mój ojciec i wujek. Obecnie na umowie śmieciowej w jednej ze stoczniowych spółek. Żaden bank nie da mi kredytu na zakup mieszkania. Miasto zachęca nas do wynajmu, obiecuje dopłaty do czynszów przez dwa lata, a co dalej?

Barbara Kamińska jest w szoku, po tym jak wiosną zburzono przylegającą do ściany jej domu połowę bliźniaka. Teraz na jej strychu hula wiatr, a podczas burz leje się woda. – Nie wiem, czy dach wytrzyma, czy zimą zdołam ogrzać dom. Jestem na rencie rodzinnej po zmarłym mężu – 1,7 tys. zł na rękę. Złożyłam wniosek o mieszkanie komunalne, nie dostałam jeszcze odpowiedzi. Chciałabym w tym domu dożyć swoich dni. Zbudował go mój dziadek w 1928 r., mieszkały w nim trzy pokolenia. Mam malutki ogródek, przygarniętego pieska, koty. Tych zwierząt nie zabiorę do wynajętego mieszkania, zresztą na wynajem mnie nie stać. Dzierżawę i podatek od nieruchomości płacę regularnie.

– Mieszkam z żoną w domu po jej rodzicach – mówi Marek Jagła, też potomek przedwojennych mieszkańców dzielnicy. – Przodkowie żony, tak samo jak mój dziadek – kołodziej, przyjechali budować port w Gdyni. Zawsze uważaliśmy, że żyjemy na swoim, dbaliśmy o dom, we własnym zakresie doprowadziliśmy media, jak wielu mieszkańców tutaj. Nie jesteśmy żadną patologią.

– Tu mieszkają normalni ludzie: stoczniowcy, portowcy, kolejarze, nawet dwóch policjantów – przyświadcza Sławomir Durzyński. – Większość reguluje zobowiązania, mogę też pokazać rachunki za wywóz śmieci czy nieczystości. Oczywiście zdarzają się tacy, co nie płacą, jak wszędzie. Lecz gębę dorabia się wszystkim. My dla tej dzielnicy zrobiliśmy więcej niż rzekomi właściciele gruntu. Płyty na ul. Orlicz-Dreszera, które dostaliśmy od miasta, kładliśmy sami. Nawet dziadkowie o lasce przyszli, kobiety upiekły ciasta, było jak w rodzinie. Ludzi trzyma tu sentyment i złe opinie tego nie zmienią.

Księga wieczysta z doklejoną kartką

Walkę o Wzgórze Orlicz-Dreszera rozpoczęła nieżyjąca już Jadwiga Kaczyńska. W skargach z 1989 r. do Urzędu Rady Ministrów i Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku zwracała uwagę na katastrofalne warunki życia na tym osiedlu – brak sieci wodociągowej, kanalizacyjnej itp. Otrzymała obietnicę od prezydenta Gdyni, że została opracowana koncepcja nowego zagospodarowania osiedla, która przewiduje domy jednorodzinne i wielorodzinne 10-kondygnacyjne, do których będą przenoszeni sukcesywnie mieszkańcy Wzgórza Komuny Paryskiej, jak wówczas nazywało się Wzgórze Dreszera. W piśmie prezydenta z 19 kwietnia 1989 r. nie ma wzmianki o tym, że teren należy do prywatnych właścicieli. Zaznaczono jedynie, że „sytuacja prawna zamieszkujących na nim rodzin jest skomplikowana”.

Po roku 1990 miasto zaniechało realizacji obiecanych planów nowej zabudowy. „Władze Gdyni, żeby nie inwestować w tę dzielnicę, kazały dokumentację sprzed 1995 r. zniszczyć, a następnie bez wiedzy i zgody mieszkańców podzieliły grunty na działki, dając je na własność (razem z ludźmi i ich budynkami) rzekomo przedwojennym czterem właścicielom, którzy prawa do tej własności nie mieli z powodu przedwojennych i powojennych niespłaconych wysokich długów”, pisała Jadwiga Kaczyńska 1 sierpnia 2001 r. do Urzędu Miejskiego w Gdyni.

– Skrupulatność Niemców jest nadzwyczajna – podkreśla Marek Jagła. – W księdze wieczystej nr 299, w karcie 130, dokładnie wymieniono sumy długów i przedwojennych wierzycieli. Zaznaczono, że grunty z powodu tych obciążeń od 1942 r. przechodzą na własność miasta, bez prawa powrotu do pierwszych właścicieli.

Pięć lat później założone przez Kaczyńską Stowarzyszenie Mieszkańców Wzgórza Dreszera wniosło ostrzeżenie do V Wydziału Ksiąg Wieczystych w Sądzie Rejonowym w Gdyni. Była w nim mowa o podejrzeniu fałszowania wpisów do księgi wieczystej przez spadkobierców. 12 stycznia 2007 r. stowarzyszenie zawiadomiło Prokuraturę Rejonową w Gdyni o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez właścicieli w sprawie nielegalnego wejścia w posiadanie gruntów położonych w rejonie Wzgórza Dreszera. Już 19 czerwca 2007 r. śledztwo zostało umorzone. Prokuratura nie znalazła żadnych dowodów na to, że spadkobiercy działali z zamiarem oszukania. A gdyby nawet, to po upływie 10 lat takie przestępstwo się przedawniło.

W maju tego roku wątpliwości co do tytułu prawnego nieruchomości zgłosił jeden z mieszkańców. Miejscy urzędnicy wyjaśnili, że „wpisy z lat 1940-43 zostały dokonane przez okupanta, a na mocy dekretu z 1945 roku wszelkie wpisy hipoteczne i rejestrowe na rzecz państwa niemieckiego ulegają wykreśleniu”.

– Rozumiem historyczną sprawiedliwość – mówi Marek Jagła – lecz czy księga wieczysta z wyrwanymi stronami i doklejoną taśmą kartką nie powinna budzić pytań? Moim zdaniem każda ingerencja w księgę unieważnia ją.

Zabezpieczenia i pożary

O tym, co się dzieje na Wzgórzu Dreszera, decyduje pełnomocnik właścicieli Arkadiusz Związek. Prowadzi firmę zajmującą się doradztwem prawnym i windykacyjnym. Mieszkańcy osiedla oskarżają go o pożary i celowe niszczenie domów. – Wyburzając taki pustostan jak bliźniak, często narusza się zamieszkaną część domu. Potem przychodzi inspektor budowlany i stwierdza, że obiekt nie nadaje się do użytku. Ludzie muszą się wynosić, a pan Związek nie naraża się na żadne konsekwencje prawne – tłumaczy Sławomir Durzyński.

– 28 stycznia tego roku, w sobotę, o godz. 9 rano – mówi pan Andrzej – zaczęto niszczyć pustostan graniczący z moim budynkiem. W domu była 80-letnia babcia, dzieci w wieku 8 i 11 lat i moja chora na raka żona. Jak huknęło, to myśleliśmy, że wszystko się zawali, uszkodzono wspólny dach. Miesiąc później nadzór budowlany stwierdził, że domowi grozi zawalenie. Wyprowadziliśmy się dopiero w lipcu, bo nie mieliśmy dokąd. Wynajmujemy, ale jest bardzo ciężko. Miałem już czarne myśli, tylko troska o dzieci mnie powstrzymuje.

W zeszłym roku strażacy gasili na Wzgórzu Dreszera osiem pożarów, w tym roku do kwietnia wybuchło ich już pięć. Największy 13 kwietnia – palił się 150-metrowy pustostan. – Po pożarze, gdy zawiadomiono prokuraturę, pojawiły się ogłoszenia, że osoba, która wskaże sprawcę podpalenia, otrzyma 5 tys. zł nagrody – opowiada Marek Jagła. – Pod ogłoszeniem widniało nazwisko pełnomocnika z dopiskiem, że warunkiem wypłaty jest skazanie sprawcy prawomocnym wyrokiem sądu.

Jednak ludzie nie wierzą w szczerość intencji pełnomocnika. Świadczą o tym napisy na murach osiedla: „Związek Piroman”, „Związek, oszuście, oddaj pieniądze”.

– Nie wyburzamy budynków, tylko zabezpieczamy opuszczone pustostany przed nowymi lokatorami. Bzdurą są także oskarżenia o celowe podpalenia – wyjaśniał w mediach pełnomocnik.

Reprezentująca Związka Anna Stępień twierdzi, że jej klient i właściciele gruntów są regularnie pomawiani także na stronie internetowej „Pekin Stop Oszustom”. I że strona ta zawiera same nieprawdziwe informacje. Jeden z właścicieli podkreśla, że wszystkie działania podejmowane wobec mieszkańców są zgodne z prawem, a ich legalność potwierdzają wyroki sądów, poza tym ludzie byli informowani o konieczności opuszczenia tego terenu.

Zarobić na bałaganie

Beata Jędrzejewska z rodziną przyjechała do Gdyni z Czerska. Najpierw mieszkali w wynajętych mieszkaniach, potem znaleźli dom na stronie internetowej OLX. – Dom wystawiał na sprzedaż Dariusz W. – opowiada pani Beata. – Nie mieliśmy pojęcia, co to za dzielnica. W maju 2016 r. w urzędzie miasta zameldowano nas na Wzgórzu Dreszera na pobyt stały, a pan Związek, pobierając od nas dzierżawę za grunt, zapewniał, że możemy tu żyć aż do starości. W styczniu 2017 r. dowiedzieliśmy się od sąsiadów, że mamy zostać wysiedleni. Gdy zapytaliśmy o to pana Związka, odpowiedział, że w ciągu roku może nas wyburzyć i podjąć różne inne środki, „takie tam” – jak to określił. Złożyliśmy zawiadomienie przeciw W. i Związkowi do prokuratury. W dom zainwestowaliśmy 40 tys. zł. Nawet idąc po zakupy, nie mamy pewności, czy będziemy mieli dokąd wrócić.

Gdy 17 sierpnia rozmawiam z panią Beatą, trwa właśnie „zabezpieczanie” kolejnego budynku na osiedlu.

Elwira Majewska sprzedała trzypokojowe mieszkanie w Suwałkach i z synem przeprowadziła się w 2014 r. do Gdyni, ponieważ prowadziła firmę zajmującą się montażem stolarki okiennej na trójmiejskich osiedlach. Ofertę lokum znalazła na portalu Otodom. – Budynek sprzedawał Zbigniew K. – mówi. – 40 m kw. z pełną własnością za 100 tys. zł. Umowę wyglądającą jak akt notarialny zawarliśmy w Redzie, u notariusza wskazanego przez sprzedającego. I to był mój błąd. Wkrótce okazało się, że dom wymaga generalnego remontu i są w nim lokatorzy, z którymi mieszkam do dziś. W międzyczasie fabryka, z którą współpracowałam jako podwykonawca, zbankrutowała i nie wypłaciła mi zaległych pieniędzy. 11 maja dostałam od pana Związka wypowiedzenie umowy dzierżawy gruntu. Wyburzono już przylegającą do mojego domu połowę bliźniaka, na ścianie pojawił się grzyb. Liczę się z eksmisją, chyba pod estakadę.

Zbigniew K. domaga się od pani Elwiry wpłacenia reszty pieniędzy za dom (40 tys. zł). Sprawa toczy się w sądzie cywilnym w Gdyni. Kobieta zawiadomiła prokuraturę o oszustwie.

Ludzie twierdzą, że wprowadzonych w błąd zostało ok. 10 rodzin, np. młode małżeństwo, które wzięło kredyt bankowy na 70 tys. zł. Ktoś opowiada o mężczyźnie, który trafił do pustostanu w „Pekinie”, gdy wyłudzono od niego dwa mieszkania. Ostatecznie wyrzucono go do noclegowni, a w pustostanie umieszczono Ukraińców. W dzielnicy jeszcze niedawno pojawiały się ogłoszenia: „Kupię każdy domek przy Dreszera”.

– Cały ten zamęt jest po to, żeby nas zdezintegrować i złamać, i jeszcze na tym bałaganie zarobić – podsumowuje Durzyński.

Rewitalizacja

U podnóża Wzgórza Dreszera stoi szary kontener z niebieskim nadrukiem „Gdynia Odnowa”. Dyżurują w nim miejscy pracownicy, którzy mają wcielać w życie przyjęty w kwietniu 2017 r. przez radę miasta program osłonowy przygotowany w ramach Gminnego Obszaru Rewitalizacji Miasta Gdyni. Program ma trwać do 25 kwietnia 2018 r.

– Do 21 sierpnia 2017 r. z programu osłonowego skorzystały 24 rodziny, 48 osób – informuje wiceprezydent Gdyni Michał Guć. – Kryteria dochodowe ustalone przez program są dwuipółkrotnie wyższe niż te przewidziane w ustawie o pomocy społecznej. Określono je tak, by możliwość skorzystania z programu mieli praktycznie wszyscy mieszkańcy „Pekinu”. Mieszkania, do których się przeprowadzają, wynajmowane są na wolnym rynku, w lokalizacjach najbardziej odpowiadających preferencjom lokatorów. Skorzystanie z programu ma charakter dobrowolny, jeśli ktoś zdecyduje się mimo fatalnej sytuacji pozostać w dotychczasowym miejscu zamieszkania, władze miasta uszanują tę decyzję. Spodziewamy się, że uda się uniknąć kolejnych oszustw polegających na „sprzedawaniu” prawa do zamieszkania w „Pekinie”. Jeśli chodzi o niszczenie zamieszkanych obiektów, władze miasta są w stałym kontakcie z policją oraz strażą miejską.

– Myśleliśmy, że nastąpi rzeczywista rewitalizacja naszej dzielnicy – mówi Marek Jagła. – Czekamy na nią od kilkudziesięciu lat. Tymczasem słyszymy, że teren jest prywatny i rewitalizacji rzeczowej przeprowadzić się nie da. Można tylko wdrożyć socjalną, która tak naprawdę polega na wyrzuceniu nas z naszych domów do wynajętych mieszkań.

Postępowania prokuratorskie dotyczące stosowanych na osiedlu praktyk połączono. Prokurator Mariusz Duszyński z prokuratury okręgowej informuje, że dochodzenie prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko komuś.

– Nie wierzymy, że prokuratura cokolwiek wyjaśni. Ale jest faktem, że odkąd zajmuje się sprawą, nie było pożaru – przyznaje Marek Jagła. – „Pekin” pustoszeje, zostali najzagorzalsi i tacy, których nie stać na wynajem nawet przy wsparciu miasta. Kilka osób, w tym ja, ubiega się o zasiedzenie. Samo złożenie wniosku w sądzie kosztuje 2,4 tys. zł, geodeta – ok. 2 tys. zł, prawnik – 5 tys. zł i jeszcze można sprawę przegrać.

21 sierpnia na osiedlu pojawiły się ulotki informujące, że wszystkie budowle na tym terenie zostały postawione na mocy decyzji wydawanych w latach 30. XX w. o tzw. prowizorium budowlanym, czyli zgodzie na postawienie obiektu na krótki okres (od trzech do pięciu lat) z bezwarunkowym obowiązkiem rozbiórki po upływie tego czasu. – Czy można człowieka jak śmiecia wyrzucić z domu, w którym mieszkał 70 lat? – pyta Barbara Kamińska.

Wydanie: 36/2017

Kategorie: Kraj
Tagi: Gdynia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy