Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No to mamy drugą falę odwołań ambasadorów. Na szczęście bez podłych uzasadnień, tak jak było to poprzednio.
Do Warszawy wraca m.in. Sławomir Dąbrowa, ambasador w Bułgarii. To jeden z najlepszych polskich dyplomatów, o wielkiej wiedzy i doświadczeniu. Wychował całe grono dyplomatów, którzy do dziś wspominają, jak był wymagający, oschły i nie puszczał fuszerek. Do Sofii pojechał na zakończenie kariery. No i to zakończenie trwało krócej, niż można było się spodziewać. A może to i dobrze, bo wyobraźmy sobie – pojechałaby do Sofii pani minister Fotyga, a on by ją potraktował jak aplikantkę…
Wraca też Paweł Kulka-Kulpiowski, ambasador w Brasilii. To także jeden ze sprawniejszych naszych dyplomatów. Co pewnie mniej zdolnych kłuło w oczy. Razem z nim do kraju zjeżdża Marek Kryński, konsul generalny w Săo Paulo.
Odwołany jest też Janusz Rydzkowski z Lizbony, a także Artur Tomaszewski z Tirany oraz Wojciech Tomaszewski z Meksyku. Wymieniona ma także zostać obsada w Rzymie. Tam uplasowali się ludzie z dawnej Unii Wolności, więc nowa minister – jak się domyślają w MSZ – będzie chciała zrobić tam porządek. Bo jak wiadomo, dla PiS-owców ludzie UW to największa zaraza. Wraca więc Hanna Suchocka, nasza ambasador przy Stolicy Apostolskiej. Ciekawe, kto ją zastąpi? Może Alicja Grześkowiak, była marszałek Senatu, która również, sześć lat temu, o tę placówkę walczyła?
Wrócić też ma ambasador w Rzymie, Michał Radlicki, były dyrektor generalny MSZ, a wcześniej asystent Bronisława Geremka. A kto pojedzie na jego miejsce?
To jest zresztą najczęściej zadawane w MSZ pytanie, bo placówek bez ambasadorów mamy coraz więcej. Można by długo wyliczać, wymieńmy tylko te najbardziej rzucające się w oczy – Londyn, Seul, Ateny, Kopenhaga, Hawana…
I jest to ciekawe, jakimi ludźmi nowa ekipa będzie te i inne placówki zapełniać.
Bo nie będą mieli źle. Krąży po MSZ pomysł, który ma poprawić życie ambasadorom, a raczej ich żonom. Polega on na tym, żeby żony ambasadorów, z automatu, otrzymywały w MSZ etat specjalisty. Do tej pory są przy mężu, ambasador zarabia (to zależy, w jakim kraju urzęduje), 3 tys. euro, no i dostaje 500 euro na żonę. Teraz byłoby tak, że żona miałaby dodatkowo etat w centrali (jako specjalista), z opłacanym ZUS.
Czy ten pomysł ma szansę realizacji? Pewnie tak, tym bardziej że chodzi za nim Piotr Kaszuba, szef gabinetu dyrektora generalnego. Jego żona również pracuje w MSZ, zajmuje się rodzinami dyplomatów, więc wie, na czym takie sprawy polegają. On sam z kolei wie, że jest na takim stanowisku, z którego można wyjechać jako ambasador. W MSZ już obstawiają, gdzie będzie celował. Na razie na pierwszym miejscu jest Słowenia, piękny, spokojny kraj, z którego wszędzie jest blisko – i nad morze, i w góry, i do kraju.
Żyć nie umierać, mając u boku żonę – specjalistę.

Wydanie: 23/2006

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy