Polska nie jest już liberalną demokracją

Polska nie jest już liberalną demokracją

Krzysztof Jasiewicz Archiwum prywatne

Gra toczy się o to, kto będzie kontrolował media, proces wyborczy i całość państwa Prof. Krzysztof Jasiewicz – profesor socjologii na Washington and Lee University w Lexington, Virginia, redaktor naczelny kwartalnika „East European Politics and Societies”   Dlaczego w czasie kryzysu gospodarczego i pandemii, gdy rola państwa jest tak ważna, lewica, czyli ta siła, która chce sprawniejszego i silniejszego państwa – nie zyskuje? – Bo partia, która jest w Polsce u władzy, choć nazywa się prawicą, faktycznie sama ma program skrajnie lewicowy. Skrajnie?! – Według dzisiejszych standardów, owszem. Niech mi pan pokaże państwo, które dziś chce większej interwencji w gospodarkę, większej centralizacji i bardziej uznaniowego dysponowania środkami publicznymi niż Polska czasów PiS. Polscy liberalni i lewicowi krytycy PiS odpowiedzą panu natychmiast, że to nie jest lewicowa polityka, bo opiera się tylko na świadczeniach i gotówce do ręki, a nie na rozbudowie usług publicznych: edukacji, ochrony zdrowia, instytucji służących obywatelom. – To jest dobry argument, ale nie przeczy temu, że PiS dąży do centralizacji w sposób porównywalny tylko z PRL. Oczywiście, gdy spojrzymy na wartości, język i prawa mniejszości, nikt PiS lewicą nie nazwie. Ale jeśli chodzi o model redystrybucji, politykę adresowaną do uboższych grup społecznych, utrzymywanie władzy za pomocą świadczeń, to dziś we współczesnych kategoriach PiS można porównywać do Wenezueli. Może panu to porównanie się nie podobać, ale mamy do czynienia w Polsce z pewną „podwójną renacjonalizacją”. Po pierwsze, produkcji i gospodarki – rola państwowych spółek, szczególnie energetycznych, i w ogóle państwa w gospodarce. Po drugie, co trochę z tym się łączy, sfery informacyjnej i medialnej – wystarczy spojrzeć, co właśnie stało się w Sejmie. A jeśli nie Wenezuela, to albo Węgry Orbána, albo Turcja Erdoğana – to są bardzo podobne modele. Innym partiom trudno to przebić. Dlaczego? – Bo świadczenia bezpośrednie są mocniejsze jako mechanizm wyborczy niż usługi publiczne. Słowem, co mi po tym, że będę miał autobus co 15 minut, jeśli zamiast tego mogę dostać 500 zł – przynajmniej 500 zł! – co miesiąc do ręki. Najwyżej wezmę taksówkę czy Ubera. Ale może język usług publicznych nie działa z innego powodu. Po prostu w wielu miejscach Polski – przede wszystkim na wsi, choć nie tylko – przychodnię, linię autobusową, pocztę czy sąd zlikwidowano. Dlaczego ludzie mają się domagać lepiej działającej komunikacji albo opieki żłobkowej, skoro nie mają ich wcale? – To prawda i dlatego sięgnąłem po przykład komunikacji zbiorowej. Bo upadek transportu widać szczególnie. I to ma dalekosiężne skutki: nie ma transportu, ludzie inwestują w samochody, więc infrastruktura i tak się nie polepsza, a jakość powietrza jest coraz gorsza. Druga taka sprawa to ochrona zdrowia. Oczywiste jest dziś, że trzeba w nią inwestować, pandemia to pokazała. Ale na kim się wzorować? Ameryka, Włochy, Wielka Brytania, Niemcy – nikt nie wytrzymał starcia z koronawirusem, wszystkie gospodarki musiały się zamknąć. Może więc mówienie o tym, że powinniśmy mieć taki system jak u zamożniejszych sąsiadów w Europie, też nie działa. Można wyborcom pokazywać Skandynawię jako wzór, ale czy porównywanie się do Skandynawii w Polsce ma w ogóle sens? Czyli pańskim zdaniem postulat inwestowania w lepszą służbę zdrowia też jest atrakcyjny tylko w teorii? – Widać, że te inwestycje są konieczne, ale nie ma gwarancji, że ktokolwiek będzie w stanie tę konieczność uczciwie i w przekonujący sposób Polakom przedstawić. A wielu próbowało. I tu wracamy do tego, że PiS jest partią centralizacji i załatwienia wszystkiego za pomocą większych nakładów i decyzji partii – czyli teoretycznie i tu reprezentuje optykę lewicową. W Polsce pojęcia lewicy i prawicy, podobnie jak ich recepty, skrajnie się wymieszały. Pan w badaniach podkreśla, że ludzie o lewicowych poglądach społecznych – na aborcję, rolę mniejszości czy świeckość państwa – i lewicowych przekonaniach co do gospodarki i państwa, to dwie osobne grupy. Osie tych światopoglądów nie są zbliżone. – Co więcej, stało się to już dawno temu. Ten rozjazd można prześledzić w badaniach, sięgając lat 80., a już na pewno lat 90. W przeciwieństwie do USA, gdzie do niedawna te pakiety poglądów – postępowość i sprawiedliwość społeczna, konserwatyzm i wolny rynek – były ściśle związane, w Polsce nic nie trzyma ich razem. I na tym polega problem naszej lewicy. Mówiąc o jednym, zniechęca połowę sympatyków, mówiąc o drugim –

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2021, 34/2021

Kategorie: Kraj, Wywiady