Zbrodnia i kara w IV RP

Zbrodnia i kara w IV RP

Prokuratura ściga nastolatków, którym nie podoba się rząd

Skończyły się żarty, zaczęły schody. W IV RP nie ma litości dla nastolatków protestujących przeciwko rządowi. Prokuratura nie przepuści też bezdomnemu, jeśli ubliża prezydentowi, czy emerytowi rozsyłającemu żarty o kaczkach. Przeciążone sądy mają nowe zajęcie – rozstrzyganie, jaką karę wymierzyć tym, którym nie podoba się aktualna władza. A może raczej tym, którzy nie podobają się nowej władzy?
Po warszawskich sądach prokuratura ciąga pierwszego niepokornego ucznia, Aleksandra Pawłowskiego. Ma on odpowiedzieć za udział w zorganizowanej przez Inicjatywę Uczniowską nielegalnej demonstracji, podczas której domagano się dymisji ministra edukacji, Romana Giertycha. W ubiegłym tygodniu Pawłowski miał zasiąść na ławie oskarżonych w sądzie ds. wykroczeń, ale z powodu niestawienia się świadka rozprawa została przesunięta na listopad. Pawłowski odpowiada też w dwóch innych sprawach: zorganizowania demonstracji
20 maja oraz Wiecu Wolności z końca czerwca. Jednocześnie prokuratura zastanawia się, czy uruchamiać machinę prawniczą przeciwko Pawłowskiemu i 17 innym uczniom, którzy zostali zatrzymani po happeningu pod Ministerstwem Edukacji.

Sąd za „brawo Roman!”
W połowie września na ławie oskarżonych usiedli młodzi ludzie z Olsztyna, którzy w czerwcu przyszli na otwarte dla publiczności spotkanie programowe LPR. Zostali oni siłą wyprowadzeni z pomieszczenia, gdyż „głośniej niż inni bili brawo” oraz wznosili – zdaniem działaczy Ligi, wyjątkowo ironiczne – okrzyki: „Brawo Roman!” i „Roman, Roman!”. Doniesienie do prokuratury złożył Leszek Dąbrowski, dyrektor biura poselskiego posła Edwarda Ośki i szef LPR w powiecie olsztyńskim. Za to niestosowne zachowanie odpowiadają: Sebastian G., uczeń olsztyńskiego liceum, Maciej K. (obaj skazani już raz przez sąd grodzki za… zamalowywanie swastyk na olsztyńskich murach) oraz Kamil S., obecnie student I roku socjologii, i Mikołaj W., student weterynarii.
Sąd odroczył proces na koniec października. Wtedy dowiemy się, która z grożących kar – grzywna, areszt czy ograniczenie wolności – zostanie wymierzona przeciwnikom LPR.

Upiekło się emerytowi
Prokuratura podjęła też energiczne działania mające na celu ochronę godności RP i jej naczelnych organów wobec bezdomnego Huberta H., który podczas legitymowania go przez policjantów klął pod adresem prezydenta Kaczyńskiego. Sprawa trafiła do sądu, w przeciwieństwie do oskarżonego. Organy ścigania wysłały wprawdzie za nim list gończy, ale i tak nie udało się go wytropić do czasu rozpoczęcia rozprawy. Sąd zdecydował się więc na umorzenie sprawy.
Hubert H. nie może jednak odetchnąć z ulgą – jeśli wpadnie w ręce funkcjonariuszy, IV RP prawdopodobnie znajdzie mu lokal, tyle że z kratami w oknach. I to na długo, bo za przestępstwo znieważenia głowy państwa grożą aż trzy lata więzienia.
Do Polski nie powinien też przyjeżdżać niemiecki dziennikarz, który porównał polskiego prezydenta do kartofla. Wprawdzie udało się powstrzymać zapał posła Przemysława Gosiewskiego, który domagał się od prokuratury wydania listu gończego za żurnalistą, ale Marek Jurek gorąco apelował do niemieckiego wymiaru sprawiedliwości o ukaranie pismaka.
Upiekło się natomiast emerytowi z Elbląga, amatorowi żartów o „Kaczorach”. Wprawdzie pan Aleksander działalność sabotażysty prowadził w domowym zaciszu, ale skala jego bezeceństw była ogólnokrajowa, satyryczne obrazki rozsyłał bowiem przez internet. Przedstawiały one m.in. kaczory aniołki oraz kaczki z napisem: „A teraz kochani wyborcy… pocałujcie nas w kupry!”. Emeryt przestał się śmiać, gdy do jego drzwi zapukała policja. Tym razem jednak prokuratura uznała, że w demokratycznym kraju obywatele mają prawo rozsyłać nawet niepochlebne informacje na temat głowy państwa, i śledztwo umorzyła.

Bo bronił przed komornikiem…
Schludna cela czeka natomiast na Piotra Ikonowicza, lewicowego działacza, który wprawdzie nie rozsyłał żartów o Kaczyńskich, ale kilka lat temu bronił najuboższych przed eksmisjami na bruk. Teraz prokuratura wysłała za nim list gończy za napaść na funkcjonariuszy podczas utrudniania wyrzucenia z mieszkania rodziny z dzieckiem. 15-letnia dziewczynka została wówczas tak poturbowana przez prowadzących eksmisję, że trafiła do szpitala ze wstrząsem mózgu i arytmią serca. Sprawa przeciwko policjantom została już umorzona, ale postępowanie wobec ojca dziewczynki i polityka lewicy nadal się toczy i straszy perspektywą wieloletnich wyroków. W sierpniu Ikonowicza zatrzymano w Zakładzie Karnym w Białołęce, gdzie, o ironio, siedział jako internowany.
„(…) My, obrońcy eksmitowanych, broniliśmy rodzin, dzieci, ludzi starych, chorych, nierzadko niedołężnych przed nieludzkim i niezgodnym z Konstytucją prawem. Nasze pobudki były w oczywisty sposób szlachetne. Jeżeli na jednej szali położymy kilka siniaków na ciałach zdrowych policjantów, a na drugiej wszystkie te urazy psychiczne i osobiste tragedie wywołane eksmisjami na bruk, to nasuwa się oczywista konkluzja, że karanie nas jest barbarzyństwem czynionym w majestacie prawa. Już wkrótce przekonamy się, w jakiej Polsce żyjemy, liberalnej, która stawia prawo własności nad prawem człowieka do dachu nad głową, czy solidarnej, gdzie za gest solidarności ze słabszymi nie sądzi się i nie wsadza”, napisał w liście do ministra sprawiedliwości – prokuratora generalnego Piotr Ikonowicz. Odpowiedź pozna pewnie dopiero na sali sądowej.

 

Wydanie: 42/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy