Czy Polacy stali się punktualniejsi?

Czy Polacy stali się punktualniejsi?

Prof. Daniel Boćkowski,
historia najnowsza Polski, Instytut Historii im. Tadeusza Manteuffla PAN

Zupełnie tego nie zauważyłem. Jest coraz więcej bieganiny, więcej miejsc, w które trzeba dotrzeć o tej samej porze, i zaiste trudno poskładać wszystkie obowiązki. Nadal nie mamy takiego etosu punktualności. Może w pracy jest trochę lepiej, mniej się spóźniamy, ale już na spotkania zarówno studenci, jak i pracownicy naukowi nie mogą zdążyć. Jest nam dosyć trudno i obciąża nas tradycja. W sklepie zwykle znajdzie się osoba, która na czas otworzy drzwi, ale gdy gdzieś się przychodzi, to zwykle minutę, dwie, trzy, pięć albo i dłużej trzeba odczekać. Taki już mamy charakter, a on nie daje się szybko zmienić.

Dr Jerzy Głuszyński,
socjolog, Instytut Badania Opinii i Rynku PENTOR

Niewątpliwie jesteśmy na tej linii. Jeśli już przestajemy być zaliczani do Europy Środkowo-Wschodniej, a zaczynamy do Północnej, gdzie stosunek do czasu jest pewną wartością, jeśli zostajemy włączeni w pewne struktury międzynarodowe, gdzie obowiązują określone standardy zachowań, w których czas gra pierwszoplanową rolę, to coś się zmienia. Sprzedawczyni w socjalistycznym sklepie otwierała, kiedy chciała, i nikt nawet nie zwrócił jej uwagi, gdy się spóźniała, bo się obawiał, że nie dostanie 10 dkg mortadeli. Kiedyś czas był bardziej rozciągliwy. Dziś załamujemy ręce nad niepunktualnymi pociągami. Amerykański psycholog Philip G. Zimbardo pisze, że tacy jesteśmy, jaki jest nasz stosunek do czasu. W wymiarze europejskim oznacza to dla nas, że nie ma już miejsca dla różnych nieostrych określeń typu: spotkajmy się po południu, wrócę za chwilę itd. Określenie: po południu już nie istnieje, przynajmniej w metropolii. Musimy teraz podawać czas precyzyjnie i mieć przy sobie zegarek. Niektórzy snobują się, nie używając komórek, w których też jest zegar, ale ktoś taki istniejący poza czasem jest już ewenementem, bo świat nie toleruje takich jednostek. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że Rosja zamierza odejść od zmieniania czasu z letniego na zimowy. Jeśli nie dokonamy tego samego, zostaniemy w tyle za Rosją.

Dr inż. Irena Dudzik-Lewicka,
zarządzanie czasem, Akademia Techniczno-Humanistyczna, Bielsko-Biała

Mam zdanie bardzo negatywne, bo Polacy nie są punktualni. Niewiele w tej kwestii się zmienia. Może wykształcenie i zajmowane stanowisko skłania do większej punktualności. Jako doradca wielu firm zauważyłam, że prezesi, właściciele, dyrektorzy mogą już się zaliczyć do osób punktualnych i zwracających na to uwagę. Jeśli nawet zdarzy im się spóźnić na spotkanie, starają się o tym zawiadomić, uprzedzić, przeprosić. Oni mają silne poczucie czasu. Ale generalnie jest z tym źle albo bardzo źle. W grupie zawodów budowlanych jest fatalnie, wśród studentów – źle, choć ci z kierunków ekonomicznych, studiujący zarządzanie, czyli przyszli menedżerowie, mają nowy przedmiot – zarządzanie czasem. Próbujemy wpoić młodym, że to ważne sprawy, i może przykład płynący z góry, z wyższych stanowisk kierowniczych, kiedyś wreszcie zadziała.

Dr Beata Skowron-Mielnik,
Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu, Wydział Zarządzania

Odpowiem najpierw krótko: to zależy. A nieco dłuższa odpowiedź brzmi: gdyby zbadać sprawę statystycznie, raczej nie widzę zmian na plus, czyli w kierunku większej punktualności. Natomiast obserwacje zachowań Polaków wskazują na różne postawy wobec punktualności, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Prywatnie jesteśmy punktualni dlatego, że taki mamy system wartości, że punktualność jest wyrazem szacunku dla osoby, z którą mamy się spotkać, albo przejawem wpojonej nam kindersztuby i mamy to we krwi. Z drugiej strony, coraz częściej obserwuje się zachowanie, które można podsumować: „niepunktualność to cnota”, tzn. filozoficzne odrzucenie presji czasu jako postawa życiowa, jako przejaw wyłamania się z wyścigu szczurów. Zawodowo oczywiście również możemy być punktualni w związku z kindersztubą, ale raczej przyczyną punktualności jest obawa o dyscyplinarne konsekwencje niepunktualności. Jednak punktualność wydaje się nam dokuczać, bo osoby pracujące lub mające pracować (np. studenci) bardzo przychylnie wypowiadają się na temat elastycznego czasu pracy, który umożliwia sterowanie punktualnością, czyli takie wyznaczanie sobie np. momentu rozpoczęcia pracy, aby był dogodny i nie wiązał się z nieprzestrzeganiem sztywnych godzin pracy. Albo osoby, które z racji zajmowanego stanowiska nie muszą być o określonej godzinie w pracy, bardzo często uznają to za jeden z kluczowych przywilejów. Brak formalnego obowiązku bycia na konkretną godzinę w pracy to w pewnym sensie przyzwolenie na niepunktualność.
Ale należy pamiętać o tym, że punktualność jest bardzo różnie rozumiana i stanowi przede wszystkim kwestię kulturową. W niektórych regionach świata normalne jest kilkunastominutowe odchylenie od umówionego momentu, w innych kilkugodzinne, a w jeszcze innych trzeba być co do minuty. I międzykulturowość w pracy, a podróże zagraniczne w życiu prywatnym chyba jednak sprzyjają większemu rozluźnieniu norm czasowych u Polaków.

Wydanie: 8/2011

Kategorie: Kraj, Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy