O czym marzą Polacy

O czym marzą Polacy

Pieniądze i dobra przyszłość dzieci

– Miło jest pomarzyć, ale najpierw musimy wyprowadzić się od rodziców – mówi żartobliwie Natalia w przerwie między podawaniem posiłku pięcioletniej córce a przewijaniem kilkumiesięcznego niemowlaka. – Teraz to chyba najbardziej potrzebujemy pieniędzy – śmieje się. – I trochę odpoczynku.

– Chciałabym dostać w końcu pracę w swoim zawodzie, na stałą umowę. No i żeby się dało z tego wyżyć – odpowiada z kolei 28-letnia Anna, iberystka pracująca w hiszpańskojęzycznym call center. – Moglibyśmy zacząć myśleć o własnym mieszkaniu i dziecku. Żeby było jakoś łatwiej.

Marzenia Polaków brzmią gorzko. Szczególnie przy założeniu, że dotyczą one zazwyczaj tego, czego się nie ma. Żeby było łatwiej – to jedno z najczęściej pojawiających się podsumowań. Wiele wskazuje, że polskie fantazje są opowieścią o braku i o nadziei na stabilizację. Ale także o nieufności i zamknięciu.

Fantazje o sprawczości

Andrzej, ojciec czteroosobowej rodziny: – Żebyśmy w końcu spłacili kredyt. Można byłoby pojechać na jakieś fajne wakacje, zafundować dzieciom obóz językowy. Na razie można pofantazjować.

W badaniach CBOS z 2018 r. pierwsze miejsce wśród aspiracji respondentów zajmują te związane z życiem rodzinnym i osobistym (64%), np. zdrowie i długie życie, szczęście rodzinne czy założenie rodziny. Aspiracje statusowo-materialne (np. dobrobyt, wyższe zarobki, poprawa poziomu życia) wskazuje natomiast 34% badanych. W dalszej kolejności są aspiracje zawodowe (25%), mieszkaniowe (14%), związane z wykształceniem i ogólnospołeczne (po 11%).

O ile jednak to, o czym marzymy, zależy od tego, czego nam brakuje, o tyle to drugie bywa rozmaicie uwarunkowane. – To, do czego aspirujemy i na co liczymy, zależy głównie od pozycji społeczno-zawodowej, a poza tym od wieku i płci. Na przykład odsetek osób, dla których najbardziej liczy się zdrowie, rośnie razem z wiekiem. Marzenia o dobrym wykształceniu – swoim lub dzieci – lub awansie zawodowym są z kolei związane z wysokim statusem społecznym – wyjaśnia prof. Henryk Domański, socjolog i specjalista od badań nad przemianami struktury społecznej. – Co do zarobków, teoretycznie wszyscy chcieliby dużo zarabiać. Jednak respondenci różnią się pod względem tego, jakie kwoty rozumieją przez wysokie zarobki. Ale i w tym wypadku aspiracje zarobkowe zwiększają się wraz z poziomem dochodów: osoby uzyskujące najwyższe zarobki chcą uzyskiwać jeszcze więcej, a wraz z obniżaniem się dochodów aspiracje dochodowe maleją.

Według innych badań CBOS z 2018 r., dotyczących m.in. aspiracji dochodowych Polaków, dostatnie życie to dla większości dochody nieco powyżej 4 tys. zł miesięcznie. „Dochód pozwalający na zaspokojenie podstawowych potrzeb wynosi 1790 zł (mediana 1647 zł), umożliwiający życie na średnim poziomie – 2835 zł (mediana 2414 zł), a pozwalający na dostatnie życie – 4434 zł (mediana 3333 zł)”, czytamy w raporcie.

Wydaje się jednak, że fantazje o dobrobycie i dostatku są w rzeczywistości marzeniami o poczuciu bezpieczeństwa. Jeśli wierzyć osobom opowiadającym o swoich marzeniach, pieniądze są zazwyczaj środkiem i punktem wyjścia do tzw. wyższych aspiracji. „Gdybym miał lepszą pracę, mógłbym pomyśleć o założeniu rodziny”, „Jak uda się spłacić kredyt, wreszcie pojedziemy na wakacje” – podobna logika wybrzmiewa w większości głosów.

– Pieniądze są środkiem nie tylko konsumpcji, ale także wchodzenia w pewną relację ze światem, narzędziem komunikacji. Poza tym wysoka pozycja materialna daje poczucie sprawczości i podmiotowości, człowiek nie jest tak bardzo zależny od warunków zewnętrznych i może sam wybierać, kim jest, w co się ubiera i jak spędza czas wolny – tłumaczy dr Roman Chymkowski, antropolog kultury z Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. – W kulturze, w której żyjemy, powodzenie życiowe mierzone jest sukcesem edukacyjnym i finansowym, bo właśnie te elementy rozumie się jako środki sprawczości. Obsesja finansowa wynika z pragnienia wyjątkowości i kontroli.

Jeśli to prawda, w takim razie – przy założeniu, że marzy się zazwyczaj o tym, czego się nie ma – przeciętny Polak nie czuje się panem swojego losu. Z drugiej strony punkt widzenia dr. Chymkowskiego wydaje się przynajmniej częściowo pokrywać z wynikami innego zeszłorocznego badania polskich marzeń, przeprowadzonego przez Bank Ochrony Środowiska. Zaraz po zdrowiu dla siebie i najbliższych najczęściej wymienianym pragnieniem jest właśnie to związane z finansami i statusem materialnym. „Pieniądze odgrywają istotną rolę w odpowiedziach respondentów, którzy podkreślają, że to one dają im poczucie bezpieczeństwa – podsumowują autorzy owego badania. – Marzenia te są formułowane różnorako, większość pragnie stabilizacji i niezależności finansowej, żeby zapewnić bezpieczeństwo sobie i rodzinie”. To także kwestie finansowe są dla badanych najczęstszą blokadą w spełnianiu marzeń – 63% deklaruje, że właśnie brak pieniędzy przeszkadza im w zrealizowaniu swoich aspiracji.

Na trzecim miejscu plasują się marzenia związane z własnym domem lub mieszkaniem – tu również widać silny związek między brakiem a tym, do czego się dąży. Najmniej marzą o własnym domu lub mieszkaniu (39%) osoby zarabiające powyżej 7 tys. zł, zapewne z tej prostej przyczyny, że – jak piszą autorzy raportu – deklarujący takie zarobki już mają własne cztery kąty. Czwarte miejsce natomiast zajmują podróże. „Podróże nie tylko wiążą się z poznawaniem nowych rejonów i kultur, ale też z wolnym, swobodnym, spontanicznym czasem. Może dlatego wydają się tak atrakcyjnym marzeniem, które umożliwia zapracowanym i przemęczonym Polakom spełnienie potrzeby odpoczynku”, czytamy w raporcie BOŚ.

Zbudować sobie twierdzę

Wydaje się, że o ile Polacy nieco się różnią pod względem konkretnych marzeń, o tyle w większości poszczególnych pragnień chodzi w gruncie rzeczy o to samo, czyli o poczucie bezpieczeństwa i sprawczości, a więc to właśnie jest podstawowym głodem Polaków.

Jest jednak jeszcze coś – w fantazji o absolutnej niezależności kryje się nieufność. – Chciałbym móc posłać dzieci do jakiejś lepszej szkoły – wyznaje Andrzej. – Albo żeby chociaż na jakieś poważniejsze zajęcia pozalekcyjne.

Dr Roman Chymkowski: – Zastanawiające, że wśród deklarowanych marzeń coraz częściej pojawiają się te dotyczące edukacji dzieci, czyli tego, co teoretycznie jest zagwarantowane przez państwo. Dostatek okazuje się dla niektórych środkiem zapewnienia sobie niezależności także od tego, co jest odgórnie zapewnione, np. prywatnej edukacji czy prywatnej opieki medycznej. Oznacza to, że Polacy coraz rzadziej ufają państwu i jego instytucjom. Chcą się od nich uniezależnić, mieć wybór.

– Rodzina i bezpieczeństwo materialne są ze sobą ściśle związane, szczególnie tam, gdzie nie możemy liczyć np. na opiekę czy pomoc państwa – tłumaczy z kolei prof. Małgorzata Jacyno z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Proszę zwrócić uwagę, że w opowieściach rodziców małych dzieci niezmiennie pojawia się postać babci, cioci czy innych członków rodziny, bez których niemożliwe byłoby chociażby pogodzenie obowiązków zawodowych i rodzicielskich. W społeczeństwie, w którym nie ma polityk publicznych, rodzina staje się warunkiem przetrwania w rozmaitych granicznych bądź nieprzewidzianych sytuacjach życiowych.

Z drugiej strony polskie marzenia o dobrobycie przenikają się z marzeniami o szczęściu osobistym – dla większości osób biorących udział w badaniu BOŚ dostatek jest jednym z warunków szczęścia rodzinnego. Ścisły związek między rodziną a kwestiami materialnymi wybrzmiewa również w słowach tych, z którymi ja rozmawiałam. – Gdybyśmy mieli więcej pieniędzy, moglibyśmy więcej czasu spędzać w domu, z dziećmi – przypuszcza Natalia. – Nie byłoby tak nerwowo.

Wydaje się, że podział marzeń na te o szczęśliwej rodzinie i te o dostatku bywa umowny. Jeśli wsłuchać się w poszczególne deklaracje, jedno zależy od drugiego. To zresztą szczęście rodzinne, według tegorocznych badań CBOS, polskie społeczeństwo wymienia wśród najważniejszych życiowych wartości.

Zdaniem dr. Romana Chymkowskiego marzenia o rodzinie i szczęściu osobistym są rewersem tych samych fantazji o sprawczości, które przejawiają się w aspiracjach materialnych: – Jeśli zestawić marzenia o rodzinie i własnym domu z danymi mówiącymi o tym, ilu Polaków angażuje się społecznie, działa w różnych organizacjach czy regularnie bierze udział w życiu publicznym, np. w wyborach, wychodzi na to, że rodzina ma zapewnić azyl. Boimy się świata zewnętrznego i chcemy się od niego odizolować. Narzędziem do tego mogą być zarówno pieniądze, jak i zatopienie się w małej wspólnocie, jaką jest rodzina.

Zastanawiające, że we wspomnianym badaniu CBOS z tego roku aż 48% respondentów wskazało, że najważniejszą wartością w ich życiu codziennym jest spokój – zaraz po szczęściu rodzinnym (80%) i zachowaniu dobrego zdrowia (55%).

– Czasy niepokoju i kryzysu przejawiają się m.in. tym, że z większych wspólnot wycofujemy się do małych, zamkniętych, często odwołujących się do tradycji. To daje większe poczucie sprawczości i izoluje od napięć, na które jesteśmy nastawieni „na zewnątrz” – wyjaśnia prof. Małgorzata Jacyno. – Nie marzy się o tym, co oczywiste. Polacy przywiązują do rodziny większą wagę niż kiedyś, bo jest to sfera życia, na którą mogą, jak uważają, mieć największy wpływ i poczucie kontroli.

Znamienne, że to odgrodzenie pojawia się też wśród elementów idealnego, wymarzonego domu lub mieszkania – jeśli dom, to za miastem, jeśli mieszkanie, to na „nowoczesnym osiedlu na przedmieściach”. Ani jedna z cytowanych tu osób nie wymieniała wśród elementów idealnego domu np. łatwej komunikacji z miastem.

Stracone złudzenia

Inna ciekawa rzecz – jak podkreśla prof. Domański, w marzeniach i wartościach krystalizuje się często strategia, którą wyobrażamy sobie jako „przepis na szczęśliwe życie”. W tym kontekście zastanawia fakt, że coraz więcej Polaków wątpi, czy warto się uczyć. „Jeszcze w 2004 i w 2007 r. aż 93% ankietowanych zgadzało się ze stwierdzeniem, że warto się uczyć i zdobywać wykształcenie, potem jednak zaczęła się powiększać grupa osób podających tę opinię w wątpliwość. W 2007 r. zaledwie 5% badanych uważało, że nie warto się uczyć i zdobywać wykształcenia, a w 2013 r. odpowiedź taką podaje aż 16% ankietowanych”, informuje portal Nauka w Polsce. Wśród badanych przez CBOS w roku 2018 tylko dla 11% liczą się aspiracje związane z wykształceniem.

Prof. Małgorzata Jacyno: – Upowszechnienie się dostępu do edukacji, w szczególności do studiów, miało złagodzić niepokoje społeczne. Na początku lat 90. mówiło się o tym, że to sukces edukacyjny będzie miał największy wpływ chociażby na powodzenie na rynku pracy i że kraj potrzebuje wykwalifikowanych specjalistów. Ludzie więc masowo inwestowali w edukację, szli na studia. Związane z tym oczekiwania ostatecznie jednak się nie sprawdziły.

To rozczarowanie wybrzmiewa także w wypowiedziach niektórych osób opowiadających o swoich nadziejach. – Kiedy byłam w szkole, moi rodzice bardzo cisnęli na oceny, naukę języków czy studia. Ja sama kiedyś chciałam robić doktorat. Teraz jest mi wszystko jedno. Nie sądzę, żeby to miało mi coś dać – wyznaje Anna. – Z dyplomu nic nie wynika. Czuję się tak, jakbym nie miała zawodu.

Andrzej: – Chciałbym, żeby moje dzieci dobrze znały języki. Mogłyby potem wyjechać za granicę. Nie sądzę, że samo skończenie studiów ustawi im życie. Mnie nie ustawiło.

Żeby było normalnie

Jeśli prawdą jest, że marzenia są odbiciem strategii i obaw, z polskich aspiracji wyłania się obraz człowieka niepewnego i pełnego lęków, który wycofuje się w rejony sobie znane. Jest jednak jeszcze coś – choć zarobki i poziom życia Polaków teoretycznie rosną, z jakiegoś powodu wciąż fantazjujemy o spłacie długów, własnym mieszkaniu i większym poczuciu bezpieczeństwa.

– Żeby spokojnie żyć, trzeba mieć na to środki. Trudno cokolwiek zaplanować, jeśli wynajmuje się mieszkanie, którego cena ciągle rośnie, a jak rozstanę się z chłopakiem, nie będzie mnie na to stać – podsumowuje Anna.

– Szczerze mówiąc, nie potrzeba nam wiele do szczęścia – wyznaje Andrzej. – Nie musimy podróżować dookoła świata, ale miło byłoby móc czasem wyjechać z rodziną na wakacje dłuższe niż kilka dni, zamiast brać dodatkowe nadgodziny. Przecież wiadomo, że tam, gdzie mowa o pieniądzach, rzadko chodzi po prostu o pieniądze.

Natalia: – Żeby jakoś dawać sobie radę, potrzebujemy innych ludzi. To ważne, żeby mieć na kogo liczyć. Z drugiej strony chciałabym czasem po prostu nie być nikomu za nic wdzięczna. I żeby nie musieć wszystkiego planować z miesięcznym wyprzedzeniem. Żeby było normalnie.

Fot. Mateusz Skwarczek/Agencja Gazeta

Wydanie: 32/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy