Obraz Starowieyskiego przed sądem

Obraz Starowieyskiego przed sądem

Czy trzeba się odwoływać do prowokacji i fałszerstw, aby na rynku sztuki zapanowała uczciwość i rzetelność?

Poszło o obraz „Zjawa” przedstawiający ciało kobiety z oczami w miejscu piersi i udem przebitym cierniem. Rzeczoznawca
dr Łukasz Kossowski uznał, że „Zjawa” mająca podpis Franciszka Starowieyskiego to oryginalne dzieło artysty. Z kolei dziennikarz Janusz Miliszkiewicz wyszydził eksperta, który dopuścił sfałszowany obraz do licytacji. Rzeczoznawca zażądał przeprosin, bo krytykę swojej osoby uznał za naruszenie dóbr osobistych.
Duży pastel stał się więc dowodem w sprawie przeciwko dziennikarzowi. Logicznie rzecz biorąc, pojawienie się Starowieyskiego i oświadczenie, że nie on namalował „Zjawę”, powinno zakończyć proces i potwierdzić omyłkę rzeczoznawcy. Stało się jednak inaczej – to ekspert z pomocą adwokata natarli na artystę.
Wybitny malarz, Franciszek Starowieyski, długo tłumaczył się, dlaczego i jak maluje.

Do trzech razy sztuka

Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Pragi strony spotykały się już trzykrotnie i wciąż nie doszło do ogłoszenia wyroku. Za pierwszym razem przybył tylko pozwany i powód, nie pojawił się natomiast malarz, na którego sąd nałożył karę 300 zł. Na drugim posiedzeniu byli dziennikarz, rzeczoznawca i malarz, ale nie było obrazu. Na trzeciej rozprawie spotkali się dziennikarz, ekspert, malarz i obraz, ale zabrakło fałszerza.
Rozprawa miejscami przybierała absurdalny charakter. Starowieyski nie był oskarżonym, ale adwokat eksperta, który dopuścił do sprzedaży falsyfikat podpisany nazwiskiem znanego autora, próbował przed sądem wykazać, że Starowieyski wcale nie maluje w sposób jednolity, dający się łatwo rozpoznać, nie ma cech charakterystycznych, a jego obrazy często są bez sensu. Malarz bronił się przed tymi zarzutami, twierdząc, że inaczej niż na obrazie „Zjawa” trzyma kredkę, przez co kreski są grubsze, a linie bardziej zamaszyste. Dowodził, że stosuje jaśniejszą biel, wybiera inne tematy i daje obrazom inne, mniej oczywiste i jednoznaczne tytuły. Adwokat eksperta podważał wszystkie argumenty malarza, wyciągając z teczki kilkadziesiąt fotokopii oryginalnych prac artysty i dowodząc, że są tam wszystkie cechy rysunku, które tak kategorycznie zakwestionował w „Zjawie” Starowieyski. Wyglądało na to, że ekspert domu aukcyjnego Polswiss Art pragnie wydusić od Franciszka Starowieyskiego, aby przyznał się, że jednak namalował „Zjawę”, albo przynajmniej oświadczył, że „Zjawa” to idealna podróbka, której nawet sam twórca nie może odróżnić od swych oryginalnych prac.
Starowieyski nie dawał się złamać i nawet kąśliwie oceniał kompetencje rzeczoznawcy, który dał się zwieść podrobionemu podpisowi na obrazie. Jednak adwokat fatalnego rzeczoznawcy przez dwie godziny próbował udowodnić malarzowi, że nie zna swojej własnej twórczości i maluje bezsensowne obrazy, które nie nadają się do analizy nawet przez najznakomitszych ekspertów.

Wpadka rzeczoznawcy

Jaki będzie finał tej niezwykłej sprawy, w której przedmiotem jest wiedza na temat dzieł sztuki? Wydaje się, że autorom prowokacji dziennikarskiej, którzy celowo wypuścili na rynek falsyfikat obrazu Starowieyskiego, udało się przynajmniej częściowo nadszarpnąć autorytet niektórych ekspertów. Będą oni teraz musieli bardziej drobiazgowo przyglądać się wystawianym pracom, badać ich cechy, dokumenty, a także – o ile to możliwe – konsultować swoje opinie z samymi autorami.
Dr Łukasz Kossowski należy do tych ekspertów, którym wydawanie opinii przychodziło dotąd zbyt łatwo, przez co narazili na straty wielu nabywców dzieł sztuki. Fałszywy Starowieyski to nie jedyna „wpadka” rzeczoznawcy. Ma on na swoim koncie również dopuszczenie do sprzedaży rzekomego obrazu Siemiradzkiego „Salome”, falsyfikatów obrazów Kislinga i Cybisa. Na trzeciej rozprawie dotyczącej „Zjawy” rzeczoznawca przyznał się w końcu do pomyłki, ale sąd jeszcze nie wydał orzeczenia. Czy trzeba się odwoływać do prowokacji i fałszerstw, aby na rynku sztuki zapanowały uczciwość i rzetelność?

Fałszywa „Zjawa”
Obraz „Zjawa” to rezultat dziennikarskiej prowokacji. Dziennikarze „Rzeczpospolitej” i Telewizji TVN wstawili na aukcję fałszywy obraz Franciszka Starowieyskiego. Falsyfikat został dopuszczony do sprzedaży przez dr hab. Irenę Kossowską i dr. Łukasza Kossowskiego. Obrazowi nadano tytuł „Zjawa” i został on sprzedany jako autentyk, choć namalował go na zamówienie TVN młody malarz z Krakowa. Poszczególne etapy pracy sfilmowano. W telewizji wyemitowano film, w którym wystąpili m.in. autor falsyfikatu Bogdan Achimescu oraz Franciszek Starowieyski.

Wydanie: 21/2006

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy