Odtajniony „Dziennik” ambasadora

Przekazane Stalinowi notatki Iwana Majskiego to dla historyków prawdziwy rarytas

„Na jednego rubla ambicji nie przypada ani gram amunicji”, tak politykę rządu polskiego oceniał 10 marca 1943 r. ambasador radziecki w Wielkiej Brytanii, Iwan Majski, w rozmowie z brytyjskim ministrem spraw zagranicznych, Anthonym Edenem. Jego misja, rozpoczęta 27 października (listy uwierzytelniające złożył 8 listopada) 1932 r., zbliżała się właśnie ku końcowi.

Spuścizna

Jako ambasador w Wielkiej Brytanii pozostawił po sobie ogrom dokumentacji źródłowej, z której miłośnicy historii i zawodowi badacze tamtych czasów znają tylko niewielką część; większość spoczywa nadal w moskiewskich archiwach.
Szczególne zainteresowanie badaczy wywołał obszerny memoriał Majskiego ze stycznia 1944 r., ujawniony w Moskwie 50 lat później, który w opracowaniu i tłumaczeniu własnym ogłosił prof. Andrzej Werblan na łamach kwartalnika Instytutu Historii PAN „Dzieje Najnowsze” (nr XXX-1997, 2).
W połowie lat 60. w Moskwie wydano trzytomowe „Wspomnienia” Majskiego, opublikowane następnie w wielu krajach, w tym także w Polsce. Ale najcenniejszy dokument osobisty nadal spoczywał w archiwum i był niedostępny aż do lat 90. Mam na myśli dziennik, czyli „Dziennik Iwana Michajłowicza Majskiego” (pod takim tytułem znajduje się w jednym z najważniejszych archiwów moskiewskich). To imponujące – nie tylko pod względem objętości dzieło – ma być opublikowane, choć zapewne nie w całości, ale jedynie w obszernym wyborze. „Dziennik” przechowywany jest w postaci kilkunastu opasłych zeszytów, liczących łącznie ponad 2,5 tys. stron gęsto zapełnionych pismem maszynowym (ale są też kartki pisane odręcznie). Są to dzienne zapisy Majskiego, w czasie kiedy pełnił swoją misję w Londynie i po powrocie do Moskwy.
W „Dzienniku” czytelnik znajdzie wyraziste, choć najczęściej stronnicze charakterystyki polityków, dyplomatów czy pisarzy i dziennikarzy, z którymi Majski się spotykał, opisy wydarzeń polityczno-dyplomatycznych, w których uczestniczył, szczegółowe zapisy rozmów z Winstonem Churchillem i Antonym Edenem oraz z innymi politykami. Nie brakuje tam też rozważań ogólniejszej natury, ocen sytuacji bieżących, prognoz politycznych i deklarowanych przekonań ideologicznych.
Swój „Dziennik” Majski przekazał Stalinowi, powierzając mu decyzję co do jego dalszych losów. Znalazł się w tajnym archiwum. Dziś z tym frapującym źródłem zapoznają się badacze, wśród nich i ja.

„Russian Age”

10 marca 1943 r. Majski po raz kolejny rozmawiał z ministrem Edenem. Spotykali się zresztą bardzo często, ich rozmowy były długie i obejmowały szeroki wachlarz problemów. Nawiązała się między nimi jakaś nić wzajemnej sympatii.
W przywołanej rozmowie wymieniali poglądy na różne tematy – w tym także dotyczące Polski i innych państw regionu środkowoeuropejskiego. W pewnym momencie Majski zauważył, że w wyniku trwającej wojny Związek Radziecki „stanie się decydującą siłą w Europie”. Europejscy sąsiedzi ZSRR winni z tego wyciągnąć wnioski i układać swoje stosunki na zasadach „przyjaźni i wzajemnego zrozumienia”. To był język zrozumiały dla Anglosasów.
Opisując swoje spotkanie z Edenem, ambasador kończył refleksją natury globalnej. Stawiając pytanie: „Czyj będzie wiek XX?”, ironicznie traktował przekonanie Amerykanów, że do Stanów Zjednoczonych, uważając, że będzie to stulecie ZSRR. Mało tego, prognozował, że w XXI w. świat będzie już socjalistyczny. Pisał, że „od 1917 r. następuje zmiana cywilizacji. Kapitalistyczna ustępuje socjalistycznej, a XX wiek stanie się stuleciem przejścia od kapitalizmu do socjalizmu. ZSRR to słońce wschodzące, USA – zachodzące”. Ciekawe, czy w połowie lat 70., kiedy zbliżał się kres jego życia, nadal tak myślał? W każdym razie śmiałe prognozy Majskiego podzieliły los przepowiedni wielu innych polityków i mędrców spod różnych szerokości i długości geograficznych, wpisując się na ogromnie długą listę niespełnień.
Trzy tygodnie po rozmowie z Edenem ambasador był u Churchilla i usłyszał od niego coś, co bardzo go poruszyło. Oto premier, mówiąc jakby do siebie, też zabawił się w proroka: „Idziemy na spotkanie nowej epoki […] Będzie to Russian Age”. Zdumiony Majski notował potem w „Dniewniku”: „Może to tylko gra lub echo mojej rozmowy z Edenem?”.

O Polakach

Podstawową treścią „Dziennika” są stosunki radziecko-angielskie, analizy życia politycznego Wielkiej Brytanii, starania Majskiego, by w latach 30. przedstawiać w jak najkorzystniejszym świetle politykę Kremla, a po 1941 r. dyskontować na rzecz Moskwy coraz wyraźniejsze przewagi wojenne Armii Czerwonej. Po wielkim zwycięstwie w bitwie stalingradzkiej nie wymagało to nawet zbyt wielkiego zachodu, bowiem nastroje społeczeństwa brytyjskiego były jednoznacznie proradzieckie, a na tym tle coraz bardziej krytyczne i niechętne wobec postawy i polityki konstytucyjnych władz Rzeczypospolitej Polskiej. I właśnie Polacy, Polska i jej elity to jeden z istotnych wątków „Dniewnika”. Jego lektura nie pozostawia żadnych wątpliwości. O polskiej polityce i polskich politykach Majski jest jak najgorszego zdania. Czy tylko dlatego, że dobrze odczytywał nastawienie Kremla, czy też rzeczywiście tak myślał? Sądzę, że jedno i drugie, jednak z przewagą pierwszego.
Majski opisuje sprawy różnego kalibru: drobne i naprawdę ważne. Zacznijmy od tych pierwszych.
1 września 1939 r. o godzinie 18.00 zebrała się Izba Gmin. Od wczesnych godzin rannych toczyła się już rozpętana przez Hitlera wojna niemiecko-polska, minął tydzień od dnia podpisania w Moskwie przez Mołotowa i Joachima Ribbentropa osławionego paktu radziecko-niemieckiego. Wprawdzie dyplomaci akredytowani w Londynie nie znali tajnego protokołu zapowiadającego podział stref interesów między Berlinem a Moskwą na znacznym obszarze Europy Wschodniej – w tym rozbiór Polski – ale nie mieli wątpliwości, że pakt zmieniał radykalnie stosunki międzynarodowe i niebywale wzmacniał pozycję Hitlera. Niektórzy nie wykluczali też, że między nim a Stalinem mogło dojść do jakichś porozumień dotyczących przyszłości niektórych państw europejskich. Atmosfera była więc bardzo napięta, choć szok wywołany moskiewską wizytą Ribbentropa i jej owocami zaczął powoli mijać.
W lożach zbierali się dyplomaci. Majski opisuje, jak to polski ambasador, hrabia Edward Raczyński, podał mu rękę „jakby z uczuciem”. Majski nie darzył go sympatią, uważał go „za kiepskiego przedstawiciela” ministra spraw zagranicznych, Józefa Becka.
Belg i Francuz pełnomocnemu przedstawicielowi ZSRR ledwo podali dłonie, a on im – jak pisze – odpowiedział dwoma palcami, Kanadyjczyk, by nie witać się z Majskim, poderwał się i poszukał innego miejsca. „Oczy ze wszystkich stron wpijają się we mnie. Nastrój wrogi. Spokojnie wytrzymuję to bombardowanie spojrzeń”. Ale to zaledwie drobiazgi.
Minęło trochę czasu. 30 lipca 1941 r. Majski podpisuje w Londynie z gen. Władysławem Sikorskim znany powszechnie układ. W „Dzienniku” odnotował kilka ciekawych szczegółów z samej ceremonii i ważnych uwag. Pierwsza to ogromne zdziwienie, że w ogóle do tego doszło: „Nie chce się wierzyć, ale to fakt”. Druga naprawdę istotna: „Układ wszedł w życie. Co da teraz i co przyniesie w przyszłości? Czy w stosunkach radziecko-polskich będzie punktem zwrotnym, czy nie? Przyszłość pokaże”.
Zwolennikiem pierwszego wariantu był Sikorski (przy zachowaniu triady: Polska wolna, cała i niezawisła) i o tym Majski musiał wiedzieć. Niewątpliwie zdawał sobie też sprawę, że stalinowski wariant stosunków radziecko-polskich z chwilą odwrócenia się karty w zmaganiach na froncie radziecko-niemieckim będzie zasadniczo się różnił od programowych dążeń Sikorskiego. Stąd też w miarę upływu czasu na kartach „Dziennika” ambasadora pojawiać się będzie coraz więcej uwag krytycznych o Polakach. Przytoczę tu jedną z nich, sumującą inne.
5 marca 1943 r. pisał: „Polacy to dziwny naród. Na przestrzeni całej swojej historii przejawiali absolutny brak zdolności do poważnego potraktowania budowy państwa. 1.W polityce międzynarodowej stawiali przed sobą zadania wyraźnie wykraczające poza ich możliwości gospodarcze, polityczne i wojskowe (np. podbój Moskwy na początku XVII w.), skutkiem czego były liczne klęski i porażki. 2.W sprawach wewnętrznych brakowało im minimalnego choćby podporządkowania interesu osobistego i prywatnego interesowi publicznemu, bez czego nie sposób zbudować trwałej państwowości (najbardziej jaskrawy przykład -liberum veto).
Odnosi się wrażenie – kontynuował – że Polacy w ogóle nie są zdolni do długotrwałego i stabilnego istnienia jako niezależny i w pełni suwerenny organizm narodowy. Przykładem tego mogą być losy Polski międzywojennej, a także postępowanie Sikorskiego w ostatnich 20 miesiącach. Zresztą zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Jednakże już dziś nie ulega wątpliwości, że w momencie zakończenia wojny Polska będzie jednym z najtwardszych orzechów do zgryzienia”. To ostatnie przewidział bardzo trafnie, a co do całości wystawionej Polakom cenzurki mogę jedynie powiedzieć, że gdyby nie wyraźna niechęć i ledwo skrywana pogarda, można by o niej spokojnie dyskutować bez tromtadracji i megalomanii, ale i bez nadmiernego posypywania własnych głów pokutnym popiołem. Jako naród historię mieliśmy różną, w której małość i głupota ścigały się – niestety, nazbyt często zwycięsko – z wielkością i mądrością.

O Sikorskim i jego ekipie

Informacji, uwag i opinii o polityce ekipy Sikorskiego i o nim samym w „Dniewniku” jest dość dużo. Ramy objętościowe tego szkicu nie pozwalają na odnotowanie wszystkich. Ograniczę się przeto do pierwszych miesięcy 1943 r.
Zwycięstwo w bitwie stalingradzkiej dawało Stalinowi niebywałe atuty polityczne i mógł już przystępować do przygotowania warunków realizacji własnego wariantu ułożenia stosunków z Polską. Anglosasi podobnymi nie dysponowali i chcąc nie chcąc, wkroczyli na drogę ustępstw wobec żądań Kremla. Ofiarą jednego i drugiego stać się miała już wkrótce polityka wobec wschodniego sąsiada konstytucyjnego rządu RP. Ten nadal usiłował pozostawać liczącym się podmiotem, jednakże w oficjalnym Londynie i w Waszyngtonie z miesiąca na miesiąc tracił na wartości i znaczeniu. W Moskwie nie został jeszcze spisany na straty, ale powołanie w lutym-marcu 1943 r. Związku Patriotów Polskich w ZSRR mogło to zapowiadać. Na dobitkę w „polskim Londynie” przeciwko Sikorskiemu aktywizowała się opozycja na czele z gen. Kazimierzem Sosnkowskim, wspierana przez gen. Władysława Andersa stacjonującego ze swoim wojskiem na Środkowym Wschodzie. Wszystko to działo się na oczach Anglików i tak bacznego obserwatora, jakim był Majski.
W takich okolicznościach i w takim klimacie ambasador rozmawiał o Sikorskim i jego ekipie z Edenem i Churchillem. Niestety, nie wiemy, jak przebieg tych spotkań przedstawiał w swych raportach dla Kremla (są jeszcze niedostępne). Mogę jedynie zakładać, że między nimi a „Dniewnikiem” nie ma merytorycznych różnic.
W czasie wspomnianych rozmów słuchał bardzo uważnie, starając się jednocześnie przekonywać do wyłuszczanych przez siebie racji.
10 marca 1943 r. poskarżył się Edenowi na wychodzącą w Londynie polską prasę i nie chciał przyjąć do wiadomości argumentacji ministra, że w Wielkiej Brytanii panuje wolność prasy oraz że niektóre druki Polacy wydają konspiracyjnie (w tym przypadku chodziło mu o zwalczające bezpardonowo Sikorskiego druki ulotne wydawane przez skrajną prawicę). Na co Majski zapytał nie bez ironii: „I co, Scotland Yard nie jest w stanie odszukać ich wydawców?”.
Eden wrócił jednak do poważniejszych spraw, dzieląc się z ambasadorem swoimi niepokojami o przyszłość Polski. Od swojego rozmówcy usłyszał, że on, Majski, „nie wie, jak ułożą się powojenne losy Polski”. Związek Radziecki – przekonywał – stoi „na gruncie Polski niezależnej i wolnej, w granicach etnograficznych. Takiej Polsce chętnie pomożemy. Chcemy utrzymywać z nią przyjazne stosunki. Do spraw wewnętrznych nie chcemy się wtrącać. Niech się urządzają, jak chcą. Nie jesteśmy przeciwni włączeniu Prus Wschodnich, łącznie z wymianą ludności.
Jednakże – mówił dalej – rząd polski myśli o czymś innym. Jest owładnięty dążeniami imperialistycznymi. Polacy zawsze uganiali się za mirażami (w oryginale: za sinimi pticami, tj. zwiastunami szczęścia – ED). Na jednego rubla ambicji nie przypada nawet gram amunicji”. Wedle zapisu ambasadora, Eden miał powiedzieć, że w tych słowach „jest wiele racji”.
Ale Majski jeszcze nie skończył. Wyraził pogląd, że jeśli przyszły (powojenny? – ED) rząd polski będzie podobny do obecnego, „trudno mi będzie wyobrazić sobie dobre stosunki między ZSRR a Polską. Również wówczas będziemy opowiadać się za niepodległością Polski, ale nasze stosunki z nią będą dalekie od ideału”. Dalej rozmowa potoczyła się o przyszłych rządach w Europie. Majski był zdania, że w przypadku wszystkich okupowanych dziś krajów Europy najlepsze byłyby rządy szerokiej koalicji narodowej (w domyśle z udziałem komunistów). Taki był zapewne ówczesny zamysł Stalina, jako pierwszy etap drogi prowadzącej do tego, co później nazwano „demokracją ludową”. Majski – najpewniej z polecenia Kremla – badał grunt, zastrzegając się, że „co będzie, zobaczymy”. Sprowadzając zaś sprawę do przypadku polskiego konkludował, że „Sikorski and company robią wszystko, by utrudnić wyłonienie takiego rządu”. To ostatnie zdanie można chyba interpretować jako bardzo ostrożnie ujętą sugestię rozpatrzenia możliwości zmian w składzie rządu polskiego i jego polityki idących w kierunku uwzględniana stanowiska Moskwy.

Co z polskim rządem?

Komunikat radia berlińskiego nadany w nocy z 12 na 13 kwietnia 1943 r. o wykryciu w lasku katyńskim masowych grobów pomordowanych oficerów polskich ze wskazaniem na moskiewskich sprawców zbrodni, a następnie zwrócenie się strony polskiej do władz Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie z prośbą o zbadanie sprawy określiły radykalną zmianę w stosunkach polsko-radzieckich. Natomiast niewiele, a właściwie nic nowego nie wprowadziły do relacji brytyjsko-radzieckich. Anglicy niemal od samego początku byli przekonani, że racja była po stronie niemieckiej, jednakże anglosaska strategia „przede wszystkim wygrać wojnę”, czego nie można było osiągnąć bez Armii Czerwonej, marginalizowała miejsce sprawy polskiej i kłopoty Polaków w ich polityce. Dowodzą tego także zapisy w „Dniewniku”. 23 kwietnia, po godzinie 20 Majski był u Churchilla w jego wiejskiej rezydencji. Wręczył mu list Stalina z 21 kwietnia, w którym ten zapowiadał zerwanie stosunków z rządem Sikorskiego. Rozmowa trwała około czterech godzin. Premier nie miał żadnych podejrzeń w sprawie katyńskiej. Ale ambasador odniósł wrażenie, że „co do naszej niewinności ma jakieś wątpliwości (The mental reservations – jak zapisał)”. Komentując zaś reakcje władz polskich, Churchill oceniał, że „Polacy to w ogóle kiepscy politycy, a teraz na emigracji całkowicie stracili głowę. Niemcy zastawili pułapkę (w sprawie katyńskiej – ED), a Polacy w nią wpadli”. Przekonywał też Majskiego, że Sikorski znajduje się w krytycznej sytuacji. „Ekstremiści prowadzą przeciwko niemu wściekłą kampanię, zarzucając mu słabość. (…) Nie wiadomo, czy Sikorski się utrzyma, a jeśli nie, to kto sięgnie po władzę? Rząd znajdzie się w rękach ekstremistów”. Premier najwidoczniej obawiał się, że Stalin zażąda głowy generała, starał się więc przekonać ambasadora, czym to może grozić. Ten zaś cztery dni później notował w „Dniewniku”, że w ciągu ostatniego półtora roku doszedł do wniosku, że „emigracja londyńska, łącznie z rządem Sikorskiego jest absolutnie beznadziejna” (oczywiście, z kremlowskiego punktu widzenia – ED).
Spore wrażenie na Anglikach zrobił artykuł Wandy Wasilewskiej ogłoszony w moskiewskich „Izwiestiach”, z tezą, że rząd Sikorskiego „nie reprezentuje narodu polskiego”. 29 kwietnia Majski był u Edena. Rozmawiano też o Wasilewskiej. Minister wprawdzie nie mógł sobie przypomnieć jej nazwiska, ale stwierdził, że to „bardzo niebezpieczna kobieta”. Ambasador ze śmiechem replikował, że to „wspaniała pisarka” i że właśnie wychodzi po angielsku jej „Tęcza”. Obiecał Edenowi, że prześle mu egzemplarz.
Nazajutrz Majski składał wizytę Churchillowi. Na biurku premiera leżał świeży numer „Sowiet War News” (był to biuletyn wydawany przez ambasadę radziecką) ze skrótem artykułu Wasilewskiej. Churchill był wściekły. „Podobno – pytał – macie zamiar tworzyć równoległy rząd polski w Moskwie?” Ambasador, który tuż przed wizytą otrzymał z Moskwy instrukcje, by dementował podobne pogłoski, zareagował krótko. „To bzdura. Ale, kontynuował, z obecnym rządem polskim stosunków nie będziemy wznawiać (…), moglibyśmy je przywrócić z rządem, który by znalazł drogę prowadzącą do ustanowienia przyjaznych stosunków z ZSRR”. Obecny przy rozmowie stały podsekretarz stanu w Foreign Office, Alexander Cadogan, wtrącił pytanie: „Czy cały rząd wam nie odpowiada? Może byście zrobili wyjątek dla kogoś, np. dla Sikorskiego?”. Majski: „Skład personalny rządu polskiego to sprawa Polaków. Co się tyczy Sikorskiego, to on wydaje mi się człowiekiem rozumiejącym znaczenie dobrych stosunków z ZSRR, ale niestety jest za słaby. Poczekajcie miesiąc, dwa, będą zmiany, zawołał Churchill”. Kilka dni później otrzymał list od Stalina, w którym ten pisał, że nie można wykluczyć podjęcia przez trzy mocarstwa koalicji „kroków do ulepszenia składu obecnego rządu polskiego”. W odpowiedzi Churchill zgadzał się z tą sugestią, opowiadając się jednak za utrzymaniem Sikorskiego na stanowisku premiera. Zapewniał, że przy każdej okazji ponagla szefa polskiego rządu, by działał w tym kierunku możliwie najszybciej. Tego samego dnia, a działo się to 11 maja, Eden informował Majskiego, że zmiany w rządzie polskim zostaną przeprowadzone po powrocie Sikorskiego z Bliskiego Wschodu (w tę ostatnią podróż Sikorski udał się 24 maja). I jeszcze jedno. Zdaniem wpływowego polityka brytyjskiego, lorda Beaverbrooka, przebywającego na początku czerwca z wizytą w Waszyngtonie, Sikorski jest jedynym Polakiem, „z którym Stalin w ogóle jest gotów rozmawiać”.
Zatrzymałem się dłużej nad tą kwestią, bo jest ważna, ale również w związku z polemiką na łamach „Dziejów Najnowszych”, czy Majski i Stalin naciskali na Churchilla, by ten usunął Sikorskiego. Przywołany materiał nie daje podstaw do jednoznacznej odpowiedzi. Krytyki pod adresem ekipy Sikorskiego i jego samego było wprawdzie sporo, jednak poza postulatem zmian w rządzie, z czym zresztą godzili się zarówno Churchill, jak i Eden, Moskwa zmiany osoby premiera nie domagała się. Trudno oczywiście przesądzać, jak potoczyłyby się wydarzenia, gdyby nie tragedia gibraltarska.

Kłopotliwe sąsiedztwo

W trakcie tego całego wiosennego napięcia Majski otrzymał ze Scotland Yardu propozycję specjalnej ochrony, bowiem – jak go informowano -chodziły słuchy, że w środowisku Polaków podobno rozważano projekt dokonania na niego zamachu. 6 maja Moskwa poleciła mu przyjąć propozycję Anglików.
Przy tej okazji ambasador zanotował w „Dniewniku”, że peszył go nieco fakt, iż naprzeciwko ambasady rezydowało polskie Prezydium Rady Ministrów – „sztab-kwartira” Sikorskiego, jak to określił. Istotnie od 1942 r. przy tej samej ulicy (Kensington Palace Gardens), w Pałacu Rotschildów, obradowała polska Rada Ministrów i od siedziby ambasady ZSRR dzieliła ją tylko niezbyt szeroka ulica. Po zerwaniu przez Moskwę stosunków dyplomatycznych z rządem polskim (25 kwietnia 1943 r.), dyskomfort odczuwać musiały obie strony.
Na zakończenie dwie niezbędne uwagi. Po pierwsze, wszystkie cytowane tu w ślad za „Dniewnikiem” Majskiego jego rozmowy z Anglikami wymagałyby koniecznie konfrontacji ze źródłami brytyjskimi. Jednakże celem tego szkicu nie jest przedstawienie stosunków radziecko-brytyjskich za czasów misji Majskiego, lecz jedynie zapoznanie czytelników „Przeglądu” z niektórymi fragmentami jego „Dziennika”. Po wtóre, cały czas musimy pamiętać, że jego utwór miał trafić do rąk Stalina i autor nie mógł, choćby tylko ze względu na własne bezpieczeństwo, pozwalać sobie na jakieś „nieprawomyślności”. Wyraźnie dbał o zgodność własnych zapisów z linią Kremla, oficjalnie ujawnianą lub odczytywaną i przewidywaną przez znakomitego znawcę polityki Stalina. Odnosi się to nie tylko do stosunków z Wielką Brytanią, lecz także z konstytucyjnymi władzami Rzeczypospolitej Polskiej.

Autor jest emerytowanym profesorem w Instytucie Historii PAN


 

Iwan Michajłowicz Majski (nazwisko właściwe w polskich encyklopediach – Jan Lachowiecki, w rosyjskich – Iwan M. Ljachowieckij) urodził się 7 (19) stycznia 1884 r., w pobliżu Wołogdy, jako syn lekarza wojskowego. Studia wyższe rozpoczął na Wydziale Historyczno-Filologicznym Uniwersytetu Petersburskiego, ale w 1902 r. został z tej prestiżowej uczelni relegowany za polityczną nieprawomyślność. Już w roku następnym wstąpił do Socjalistycznej Partii Robotniczej Rosji. Należał do mienszewików, działał politycznie w Samarze i w Saratowie. W 1908 r. emigrował do Szwajcarii, a później do Niemiec. Tam też – w Monachium – ukończył w 1912 r. studia uniwersyteckie, po czym przeniósł się do Wielkiej Brytanii. Do Rosji wrócił w maju 1917 r., pracował przez jakiś czas w aparacie słynnej Rady Piotrogrodzkiej (jej przewodniczącym od 25 września był Lew Trocki). Później w jego politycznej biografii przydarzyło się jeszcze to i owo – nieprawomyślne, tym razem z bolszewickiego punktu widzenia – ale w 1919 zerwał z nurtem przegrywających i w lutym 1921 r. znalazł się w szeregach Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików), którą w 1925 r. przemianowano na Wszechzwiązkową Komunistyczną Partię (b), a w 1952 r. na KPZR.
Bolszewicy wykorzystali jego znajomość Europy Zachodniej oraz języków i już w 1922 r. Majski zaczął służbę w dyplomacji ZSRR. Najpierw kierował wydziałem prasowym Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych, by w latach 1925-1929 pełnić funkcję radcy w „pełnomocnych przedstawicielstwach” (nazwy poselstw i ambasad przywrócono w Związku Radzieckim dopiero w 1941 r.) ZSRR w Wielkiej Brytanii i w Japonii. W 1929 r. został pełnomocnym przedstawicielem w Finlandii, a w latach 1932-1943 w Wielkiej Brytanii.
Po powrocie do Moskwy (23 października 1943 r.) Majski objął funkcję zastępcy ludowego komisarza spraw zagranicznych (obowiązki te pełnił do 1946 r.) – którym od maja 1939 r. był Wiaczesław Mołotow – i przystąpił do wykonywania zleconych mu zadań. Brał udział w konferencjach przywódców koalicji w Jałcie i w Poczdamie, a w Moskwie przewodniczył sojuszniczej komisji do spraw reparacji.
Wkrótce został jednak przesunięty na boczny tor. Wybrany 30 listopada 1946 r. na członka rzeczywistego Akademii Nauk ZSRR, rozpoczął pracę naukowo-badawczą w Instytucie Historii, kontynuując ją aż po rok 1975 (publikował m.in. rzeczy dotyczące dziejów najnowszych Hiszpanii) i wykładał na Uniwersytecie Moskiewskim.
Nie uniknął represji. W lutym 1953 r. został aresztowany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Wielkiej Brytanii i skazany na sześć lat więzienia. Wyrok unieważniono w 1955 r., przywrócono członkostwo w KPZR, wrócił do pracy w akademii i dalej zajmował się pisarstwem. Zmarł w Moskwie 3 września 1975 r.

 

 

Wydanie: 52/2003-1/2004

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy