Szwadrony śmierci

Szwadrony śmierci

Fala niemieckiego terroru przelała się we wrześniu 1939 r. przez Górny Śląsk

Dwa zdjęcia Katowic z września 1939 r. Na jednym żołnierze Wehrmachtu obsypywani kwiatami przez mieszkańców, na drugim – grupa mężczyzn podążająca na egzekucję główną ulicą miasta. Obydwie fotografie ukazują złożoność śląskich losów.

O tych kwiatach po 1945 r. starano się zapomnieć. Można jednak je zrozumieć – centra miast polskiego Śląska wciąż miały dużą mniejszość niemiecką, a wielu Ślązaków było rozczarowanych międzywojenną Polską. Aby przyćmić to wspomnienie, przypominano o obronie regionu – po wycofaniu się polskich wojsk – przez harcerzy i powstańców śląskich. Kazimierz Gołba napisał wówczas słynną powieść „Wieża spadochronowa” o rzekomych obrońcach wieży – śląskich harcerzach. Prof. Ryszard Kaczmarek i dr Grzegorz Bębnik skutecznie jednak podważyli ten mit, badając niemieckie archiwa.

Opór na Śląsku był jednak faktem. Jeszcze 3 września grupie powstańców i młodzieży udało się na krótko odbić ratusz w Chorzowie. – Postawa obrońców musiała być dla Niemców dokuczliwa, skoro do miasta skierowano też pododdział grupy operacyjnej (Einsatzgruppe I) Brunona Streckenbacha, której zadaniem było „zabezpieczanie” tyłów Wehrmachtu, jak nazywano brutalną pacyfikację opanowanych terenów, m.in. poprzez egzekucje – mówi historyk dr Mirosław Węcki. Do starć dochodziło w wielu miastach regionu.

O oporze świadczą także hitlerowskie represje, które od razu po wkroczeniu Wehrmachtu spadły na propolskich Ślązaków. W sprawozdaniu Einsatzgruppen der Sicherheitspolizei z 15 września 1939 r. Śląsk określono jako „kolebkę grup powstańczych”. Zapowiedziano wprost: „Bezwzględna likwidacja band, partyzantów i sabotażystów doprowadzi do usunięcia czynników niepokoju”. W samym Chorzowie w walkach i egzekucjach zginęło we wrześniu prawie 50 polskich powstańców i harcerzy.

Siewcy przemocy

Pion śledczy IPN w Katowicach prowadzi postępowanie w sprawie zbrodni popełnionych „przez naruszenie prawa międzynarodowego wobec ludności cywilnej obszaru okupowanego”, dokonanych od 2 do 15 września 1939 r. w Katowicach, Chorzowie i Świętochłowicach.

Zbrodni dokonywali żołnierze Wehrmachtu i członkowie odtworzonych freikorpsów, złożonych ze Ślązaków, którzy wcześniej uciekli na niemiecką stronę granicy, a przede wszystkim policja bezpieczeństwa.

Udział Ślązaków z polskiej strony regionu, zwłaszcza w szeregach słynnej Sonderformation Ebbinghaus, sprzyjał wykrywaniu polskich działaczy – często ich sąsiadów – ale również prowadził do bezpośrednich porachunków. Przemoc polityczna w obu częściach Śląska po dojściu Hitlera do władzy zaczęła bowiem narastać i ta walka stawała się coraz brutalniejsza.

Prawdziwymi siewcami przemocy były jednak specjalne grupy policji bezpieczeństwa, Einsatzgruppen. W sierpniu 1939 r. w ramach akcji „Tannenberg” powstało pięć takich grup specjalnych w sile ok. 2,4 tys. funkcjonariuszy. Ich zadaniem było zwalczanie „potencjalnych przeciwników”, ale we wrześniu wielokrotnie prowadziły one działalność eksterminacyjną.

Na Górnym Śląsku początkowo działała wiedeńska grupa SS Brigade-führera Brunona Streckenbacha. Ten jeszcze jako szef monachijskiego gestapo wsławił się brutalnością wobec więźniów. W rozmowach prywatnych wspominał później, jak to we wrześniu 1939 r. upijano się przed rozstrzeliwaniem zakładników.

Dołączyła do niego specjalna grupa, którą dowodził Udo von Woyrsch. Powołano ją do życia dopiero 3 września, uznano bowiem, że ze względu na walki z powstańcami śląskimi sytuacja staje się niebezpieczna dla zaplecza niemieckiego frontu. Należy zauważyć, że była to ocena na wyrost – mimo wszystko opór był punktowy – lecz Himmler nakazał powołać tę nową grupę operacyjną, przypominając przy tym, że obowiązuje rozkaz rozstrzeliwania na miejscu powstańców schwytanych z bronią w ręku. Można jedynie przypuszczać, że wyolbrzymianie „działalności terrorystycznej” powstańców śląskich mogło być dobrym pretekstem do zaostrzenia represji wobec polskich działaczy.

Znany z okrucieństwa Udo von Woyrsch już od 1930 r. stał na czele śląskiej SS. Himmler nakazał mu stłumienie „radykalnymi, będącymi w jego dyspozycji środkami polskiego powstania”, o czym prof. Kaczmarek pisał w monografii Śląska pod rządami nazistów. Wehrmacht w ten sposób nie musiał brudzić sobie rąk, przekazując siłom bezpieczeństwa „zwalczanie i rozbrajanie polskich band, egzekucje i aresztowania”. Od celu militarnego ważniejszy był jednak cel polityczny – uderzenie w propolską część Ślązaków.

Policjanci mieli ułatwione zadanie, gdyż dysponowali specjalną księgą gończą (Sonderfahndungsbuch Polen), obejmującą ponad 61 tys. nazwisk Polaków „szczególnie niebezpiecznych dla Rzeszy”. Znaleźli się na niej także, co warto podkreślić, niemieccy socjaliści z polskiego Śląska, tacy jak Johann Kowoll czy Zygmunt Glücksmann. Tę listę proskrypcyjną gestapo przygotowało jeszcze przed wojną, korzystając też z informacji swoich agentów w Polsce (zdigitalizowaną księgę można znaleźć na stronie Śląskiej Biblioteki Cyfrowej). Ponadto w Lublińcu policji bezpieczeństwa udało się przejąć kartotekę Związku Powstańców Śląskich, a w regionie prowadzono kolejne „akcje oczyszczające” (Säuberungsaktion). Zarząd wojskowy nakazał zgłaszanie kryjówek powstańców i miejsc przechowywania przez nich broni. Za udzielenie schronienia groziła kara śmierci.

Śledztwa w sprawie byłych powstańców śląskich ciągnęły się przez całą jesień 1939 r. Najczęściej trafiali oni do więzienia w Katowicach, tymczasowego obozu koło Gliwic (Neubersdorf – Nieborowice) i obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Według obliczeń badacza historii Górnego Śląska prof. Andrzeja Szefera do końca 1939 r. zginęło 900 byłych powstańców.

Czas apokalipsy

Od początku września trwały masowe egzekucje dokonywane przez policję bezpieczeństwa, zarządzającą katowickim więzieniem sądowym. Więźniów wyprowadzano w grupach i rozstrzeliwano w różnych punktach miasta: na ulicach, w parkach, na boisku sportowym. Zwłoki przewożono do krematorium w Gliwicach i mogił zbiorowych w Lesie Panewnickim, na obecnym południu Katowic. Gajowy Franciszek Kuźnik już po zakończeniu wojny wskazał miejsce pochówku polskim śledczym, dzięki czemu przeprowadzono tam ekshumację. Niestety, odsłonięto wówczas tylko trzy duże groby, zawierające łącznie zwłoki 46 osób, z których zidentyfikowano zaledwie cztery.

Na podstawie ankiet Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach i śledztw przeprowadzonych przez komisję ustalono, że w Katowicach we wrześniu 1939 r. rozstrzelano ok. 750 osób. Udało się ustalić nazwiska jedynie 100 ofiar, co może wskazywać, że liczba ta jest przeszacowana – co oczywiście nie umniejsza skali zbrodni.

Krew polała się nie tylko w Katowicach. Znamy nazwiska większości ofiar, często pochodzących z niewielkich miejscowości, zwłaszcza z terenu na południe od Katowic – uznawanego przez hitlerowców za centrum polskiej irredenty. 3 września w Orzeszu aresztowano 29 Polaków wskazanych przez członków freikorpsu. Następnego dnia zostali rozstrzelani. Już 2 września w Łaziskach Dolnych rozstrzelano 17 osób. W ciągu dwóch dni w pobliskich Łaziskach Górnych zamordowano 26 osób. Łaziska Średnie – 19 ofiar, w tym czterech członków rodziny Bajdołów i dwie kobiety. Tychy – co najmniej 13 ofiar. Pszczyna – rozstrzelano 13 harcerzy. Jankowice niedaleko Pszczyny – 13 osób, w tym sześcioosobowa rodzina Gazdów (wśród ofiar czwórka ich dzieci w wieku 8-14 lat). Ta lista jest długa…

Historyk prof. Czesław Madajczyk oceniał, że liczba ofiar egzekucji na Górnym Śląsku sięgnęła we wrześniu ok. 1,4 tys.; mordowano głównie byłych powstańców, propolskich działaczy i harcerzy. O wiele więcej niż na innych ziemiach ówczesnej Polski było wśród ofiar robotników – dawnych powstańców. Fala terroru miała bowiem zastraszyć środowiska propolskie. „Po zakończeniu działań wojennych zapobiegnie się powrotowi zdecydowanych na wszystko polskich elementów”, czytamy w cytowanym już sprawozdaniu Einsatzgruppe z 15 września 1939 r. Tak jednak się nie stało.

Fot. NSO

Wydanie: 6/2022

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy