Nie rzucać władzy na kolana

Nie rzucać władzy na kolana

Konflikt Tadeusza Mazowieckiego z korowcami Po południu 22 sierpnia 1980 r. Tadeusz Mazowiecki wraz z Bronisławem Geremkiem wsiedli do auta tego ostatniego i ruszyli do Gdańska, do strajkującej stoczni. Nie wiedzieli, że wyprawili się właśnie w podróż swojego życia, po której już nic nie będzie takie jak przedtem. Od lipca fala strajkowa przelewała się przez kraj. Po 10 latach zadłużania państwa ekipa Gierka stanęła przed groźbą bankructwa. W sklepach brakowało dosłownie wszystkiego, a warunki życia bardzo się pogorszyły – atmosfera społeczna była taka, że wystarczyłaby iskra, żeby doszło do wybuchu nastrojów społecznych. I ta iskra padła. Władze podwyższyły ceny niektórych gatunków mięsa i wędlin – a ludzie zaczęli domagać się podwyżek pensji. W Lublinie rządzący byli nawet zmuszeni negocjować z robotnikami ich powrót do pracy. Jednak strajk, który od 14 sierpnia trwał w Gdańsku, swoim rozmiarem przewyższał pozostałe. Stanęło Wybrzeże, to samo, które 10 lat temu doprowadziło do upadku ekipę Władysława Gomułki. Do strajkujących stoczniowców przyłączyli się robotnicy z innych zakładów, powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, który wysunął 21 postulatów – od politycznych po ekonomiczne. W pierwszym robotnicy żądali prawa do tworzenia wolnych związków zawodowych, dalej wymieniano prawo do strajku i wolności słowa – a więc postulaty polityczne – dopiero po nich następowały liczne żądania ekonomiczne, od podwyżek pensji po skrócenie czasu oczekiwania na mieszkanie. To zdecydowało o fenomenie strajku na Wybrzeżu – władza nie mogła liczyć na ugaszenie strajków poprzez podwyżki, musiała, choć z oporami, usiąść do stołu negocjacyjnego. Mazowiecki z Geremkiem jechali do Gdańska z listem intelektualistów – nazwanym Listem 64 – wzywającym władze polityczne i strajkujących robotników do rozmów. Mazowiecki miał swój udział w powstaniu listu. Intelektualiści pod nim podpisani wzywali do „umiaru i wyobraźni”. Widzieli siebie pomiędzy władzą i strajkującymi robotnikami, ustawiali się też w roli pośredników. Dlatego wśród podpisanych osób, by nie drażnić władz, brakło ludzi z Komitetu Obrony Robotników. Zresztą tak brak ich podpisów, jak sam wyjazd do Gdańska były źródłem kontrowersji i przedmiotem długich dyskusji. „Również Mazowiecki zgłosił liczne zastrzeżenia, które zmierzały w niejas­nym dla mnie kierunku”, wspominał Tadeusz Kowalik, jeden z inicjatorów listu. „Czasem myślałem, że chodzi mu o doprecyzowanie pomysłu, a czasem – że o sam sens przedsięwzięcia. Dopiero później miałem się przekonać, że Tadeusz nigdy nie zapala się do projektów, a swą rolę widzi głównie w tym, by rzecz rozważyć ze wszystkich możliwych stron”. Sprzeciw Mazowieckiego wobec podpisów korowców pod listem wynikał z autentycznej troski, by list został poważnie odebrany. Starał się, by nawet nie stworzyć pozorów, że inicjatywa może być przez jakieś środowisko zawłaszczona. – Ja też chciałem jechać z listem do Gdańska, ale Tadeusz odradził mi to, twierdząc, że jak pojedzie dwóch działaczy katolickich, to będzie zachwiana równowaga, bo inicjatywa powinna być bardziej międzyśrodowiskowa. Przyjąłem to – mówi Cywiński. Choć więc początkowo ani Mazowiecki, ani Geremek nie wyobrażali sobie, że staną jednoznacznie po stronie strajkujących, list intelektualistów wieźli, dochowując wszelkich zasad konspiracji. Zorientowawszy się, że mają „ogon”, za Warszawą skręcili na Płońsk, Toruń i Lębork, by wjechać do Gdańska z zupełnie innej strony, niż gdyby jechali z Warszawy. (…) W Gdańsku byli pod wieczór. Poszli do klasztoru Ojców Pallotynów, stamtąd do stoczni, gdzie wielkie wrażenie wywarła na nich brama z zawieszonymi portretem Jana Pawła II i obrazem Matki Boskiej. W środku emisariusze z Warszawy spotkali nową Polskę – Mazowieckiego uderzył porządek i zorganizowanie strajku. Pierwszy na ich spotkanie wyszedł Andrzej Gwiazda, Lecha Wałęsę poznali około północy. Zrobił na Mazowieckim wrażenie człowieka „silnego, twardego, który wie, czego chce”. – Daliśmy mu apel, który przywieźliśmy. Wałęsa przeczytał go i pyta: „A tak konkretnie: jak możecie nam pomóc?” – opowiadał Mazowiecki. – Zaczęliśmy rozmawiać i zrodziła się idea Komisji Ekspertów doradzającej strajkującym. Zastrzegłem od razu, że to musi być Komisja Ekspertów bez prawa podejmowania decyzji. „Inaczej będziecie oskarżani o to, że działacie z poduszczenia innych”. Pomysł wykrystalizował się w pełni następnego dnia, kiedy po nocy spędzonej w stoczni Mazowiecki i Geremek udali się do siedziby wojewody. (…) Wraz z Geremkiem zdecydowali się

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 14/2015, 2015

Kategorie: Historia