W paszczy Lwa

W paszczy Lwa

Afera Rywina – etap sądowy

We wtorek rusza wreszcie długo oczekiwany proces Lwa Rywina. Według ocen prawników, potrwa on cztery, sześć miesięcy. Czyli skończy się gdzieś w kwietniu, maju, na samo zakończenie kampanii do Parlamentu Europejskiego.
Czy wówczas będziemy wiedzieli, kto wysłał Rywina do Michnika? Czy też, co chętnie podkreślają obrońcy oskarżonego, o czym tak naprawdę była rozmowa?
To są odpowiedzi, na które czekają tysiące Polaków. Ta afera zdominowała życie polityczne w mijającym już roku. Relacje z przesłuchań przed Komisją Śledczą biły rekordy popularności. Internetowe czaty poświęcone aferze liczyły tysiące wpisów.
Emocje były tym większe, że centralna postać afery – Lew Rywin – wybrała milczenie. W ciągu ostatnich 11 miesięcy usłyszeliśmy go ledwie trzykrotnie. Raz w Sejmie, gdy przyszedł, by ogłosić, że odmawia odpowiedzi na pytania Komisji Śledczej. I dwa razy w prasowych wywiadach, w „Trybunie” i „Super Expressie”. Wtedy też dowiedzieliśmy się, że wcześniej spisał swoje zeznania i liczący ponad 30 stron dokument złożył u notariusza. Poza tym cisza, milczeli również jego obrońcy.
Teraz to milczenie przełamują – w rozmowie z „Przeglądem” Rywin mówi o swojej firmie Heritage Films, o ostatnich miesiącach, o planach. Potwierdza też, że będzie mówił, że

nie ma zamiaru iść na ugodę z sądem

i dobrowolnie poddać się karze, że będzie się bronił.
Jak?
Pytaliśmy i Rywina, i jego obrońców o linię obrony, którą przyjmą na procesie. De facto jest to w tej sprawie największa niewiadoma i rzecz najciekawsza. Rozmawialiśmy też na ten temat z osobą, do której Rywin ma zaufanie i z którą przegadał na temat całej sprawy wiele godzin.
Po tych rozmowach, mimo że obrońcy byli w nich bardzo wstrzemięźliwi, tak jakby od tego wcześniejszego ujawnienia jego linii obrony zależało, czy ona się uda, czy też nie, w zarysie można się domyślać, jak Rywin będzie się bronił. Naturalne, że będzie próbował podważyć wartość dowodów oskarżenia – notatki Wandy Rapaczyńskiej i kasety z nagraniem. Jeśli chodzi o notatkę, to dla obrońcy jest banał. A co do nagrania rozmowy, adwokaci najpewniej będą chcieli udowodnić, że nagranie dotyczy tylko części sprowokowanej rozmowy. Więc nie można z części wyrwanej z kontekstu wysnuwać pochopnych wniosków. Obrońcy będą chcieli również wykorzystać opinię zespołu biegłych psychologów, która głosi, że z rozmowy wynika, iż to Michnik kierował Rywina na wygodne sobie tory. Czy te argumenty trafią do sędziów?
Pamiętajmy – na taśmie jest nagrane, że Rywin mówi o 17,5 mln dol. Płatnych w ratach. I tego nie da się wymazać.
Obrona będzie więc pewnie chciała swoją linię wzmocnić dodatkowymi elementami. Jakimi? Jest prawdopodobne, że Rywin zezna podczas procesu, iż na pójście do Michnika

namówiła go Wanda Rapaczyńska.

W wywiadzie dla „Trybuny” Lew Rywin mówił, że ich rozmowa w Bristolu miała zupełnie inny przebieg, niż opisała to podczas przesłuchania przed Komisją Śledczą szefowa zarządu Agory. Inny przebieg miały też ich rozmowy w siedzibie Agory.
Że oni wzajemnie ze sobą współpracowali. Od czasów wspólnego przedsięwzięcia w Canal Plus. Czy tak Rywin będzie mówił? On sam, gdy pytaliśmy go o to, odmówił komentarzy. „Mówił będę w sądzie”, odparł.
Czy więc sąd przejmie popularność sejmowej Komisji Śledczej? Raczej nie. I to z paru powodów. Po pierwsze, nie będzie bezpośredniej transmisji telewizyjnej z rozprawy. Po drugie, specyfika pracy sądu jest inna niż pracy komisji, na fajerwerki liczyć tam nie można. Po trzecie, nie wiadomo, jak się zachowa sam Rywin. Specjaliści, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że nie należy wykluczać i takiego zachowania Rywina: odpuści sobie słowo wstępne, natomiast tak naprawdę zacznie się bronić po zeznaniach świadków.
Z drugiej strony, rozprawa sądowa będzie o tyle ciekawsza, że komisja sejmowa, po tym jak Rywin odmówił zeznań, dziś de facto ogranicza do rekonstruowania procesu pisania ustawy o mediach. No i do snucia domysłów.
Afera i przesłuchania przed komisją zmieniły Polskę. Polacy stali się bardziej wyczuleni na rozmaite manipulacje, próby gry pod stołem. Tak bardzo, że w społecznej świadomości zatarły się granice między tym, co dozwolone, a tym, co gorszące. Tym, co publiczne, a tym, co prywatne. Widać to znakomicie podczas przesłuchań w komisji. Bo jak porównać rolę, jaką odegrał przy konstruowaniu ustawy Włodzimierz Czarzasty, bądź co bądź sekretarz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, z rolą Wandy Rapaczyńskiej, prezesa prywatnego koncernu?
Sprawa Rywina przemeblowała również świat mediów i polityki. W polityce dokonała wielkiej zmiany – Jan Rokita rok temu był przegranym politykiem z Krakowa, dziś, jeśli chodzi o poziom zaufania, jest drugim politykiem w Polsce. Z drugiej strony, afera zahamowała karierę polityczną Aleksandry Jakubowskiej,

I podcięła skrzydła premierowi

Leszkowi Millerowi. Nie tylko jemu. Wytworzył się bowiem mechanizm, że każdy, kto zbliżył się do afery, tracił. Niezależnie od swoich intencji. Mogliśmy więc w ostatnich miesiącach oglądać bardzo ciekawą rozgrywkę – próby zaciągnięcia politycznych przeciwników przed oblicze komisji, upaprania ich w sprawie.
Ale reperkusje są szersze. Afera zaowocowała spadkiem zaufania obywateli do instytucji państwa, do klasy politycznej.
No i odcisnęła się na polskiej kulturze. I to nie tylko dlatego, że po faktycznym odejściu Rywina w polskim rynku filmowym powstała olbrzymia wyrwa. Także dlatego, że do polskiego języka trafiły tak piękne określenia jak „grupa trzymająca władzę” czy też „mataczenie”.
Przeanalizowaliśmy te wszystkie elementy. Staraliśmy się spojrzeć na sprawę z różnych punktów widzenia – Rywina, jego obrońców i oskarżycieli (Adam Michnik do czasu wyroku sądowego odmawia komentarzy w sprawie) – zastanowić się, jakie piętno odcisnęła na Polakach, jak zmieniła nasze życie publiczne, obowiązującą w nim hierarchię, świat kultury i świat sal sądowych.
Mając świadomość, że data rozpoczęcia procesu, 2 grudnia, nie oznacza zakończenia afery, tylko otwarcie nowego rozdziału.

 

Wydanie: 49/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy