Pierwsze powstanie w demoludach

Pierwsze powstanie w demoludach

17 czerwca 1953 r. w NRD doszło do strajków i krwawych zamieszek

Zaledwie cztery lata po proklamowaniu Niemieckiej Republiki Demokratycznej, powstałej w odpowiedzi na utworzenie przez mocarstwa zachodnie Niemieckiej Republiki Federalnej, 17 czerwca 1953 r. w Niemczech Wschodnich doszło do strajków i krwawych zamieszek. Był to pierwszy buntowniczy zryw ludności w krajach demokracji ludowej. Wydarzenia te długo pozostawały białą plamą, ponieważ w NRD wracano do tematu niechętnie, a jeżeli już, to poprzestawano na lakonicznych tekstach, w dodatku rażąco upraszczających fakty. Z kolei historykom i publicystom w PRL nie wypadało wersji tej kwestionować. Szczególnie że sami nie byliśmy lepsi w opisie dramatycznych zrywów własnej ludności.

Budowlańcy na czele buntu

Wstępem do tych wydarzeń była decyzja Rady Ministrów NRD z 28 maja 1953 r. o wprowadzeniu w gospodarce wyższych norm pracy. Kłóciło się to z ogłoszoną niemal równolegle (11 czerwca) polityką „nowego kursu”. Z narady w Moskwie przywódcy przywieźli nakaz szybkiego złagodzenia stalinowskiego kursu „przyśpieszonej budowy socjalizmu”, ogłoszonego latem 1952 r. Zapowiadano odwilżowe, liberalne ułatwienia w codziennym życiu, obiecano podjęcie reformatorskich kroków w zarządzaniu państwem. Zapowiedź rewizji wyroków w procesach politycznych obudziła nadzieję, że nastąpi otwarcie na demokratyzację. Być może władze sądziły, że ułatwi to przełknięcie podwyższenia norm. Prawdopodobnie obietnica liberalizacji w połączeniu ze śmiercią Stalina i wywołaną tym przejściową dezorientacją polityczną i w Moskwie, i w Berlinie w jakimś stopniu ośmieliły ludność do wyjścia na ulice.

Pierwsi, już 15 czerwca, przerwali pracę i zaprotestowali w kilku punktach Berlina robotnicy budowlani. Była to wówczas arystokracja robotnicza, najbardziej świadoma swojej wartości i dobrze zorganizowana. Poza przerwaniem pracy skierowano pismo protestacyjne do premiera Ottona Grotewohla, a 16 czerwca manifestacja budowlańców, do których dołączyli liczni przechodnie, przemaszerowała głównymi ulicami miasta pod siedzibę rządu. Po drodze pochód zatrzymał się przed gmachem centrali związkowej FDGB, jednak żaden z funkcjonariuszy związkowych nie wyszedł porozmawiać z protestującymi. Zamknięte drzwi manifestanci zastali także w Urzędzie Rady Ministrów, nadaremnie domagając się spotkania z Grotewohlem bądź z I sekretarzem SED, Walterem Ulbrichtem. W końcu do tłumu wyszli (nie wiadomo, czy z własnej inicjatywy, czy delegowani) sekretarz berlińskiej organizacji partyjnej Heinz Brandt oraz profesor Uniwersytetu Humboldta, znany późniejszy dysydent, Robert Havemann. Obiecali odwołanie zwiększonych norm. Ale czy ich ustne zapewnienia mogły uspokoić nastroje?

Władze oficjalnie i jednoznacznie wycofały się z tej decyzji 17 czerwca, ale było już za późno, by zapanować nad sytuacją; w międzyczasie zgłoszone zostały nowe żądania. Góra partyjna i związkowa popełniły błąd – zamiast błyskawicznie zareagować na pierwszy sygnał niezadowolenia, ociągały się z wysłuchaniem protestujących. W końcu zdobyły się na suchy komunikat, nadal nie kwapiąc się do bezpośrednich rozmów z przedstawicielami wzburzonej ulicy.

Od rana 17 czerwca robotniczy bunt zaczął się rozlewać na całą NRD. Zastrajkowało ok. 600 zakładów pracy, czyli mniej więcej pół miliona zatrudnionych – do strajku generalnego było zatem jeszcze daleko. Nie doszło do niego głównie dlatego, że władza zastosowała środki siłowe, tłumiąc rozruchy przede wszystkim przy użyciu wojsk radzieckich. Lokalne niepokoje o różnym stopniu natężenia miały miejsce w ok. 400 miejscowościach. Na terenach przemysłowych wokół Halle, Lipska, Chociebuża, Gery i Magdeburga były nawet silniejsze niż w samym Berlinie. W niektórych rejonach do protestujących przyłączyli się chłopi. Demonstranci wdarli się do ok. 140 budynków partyjnych bądź związkowych, administracji państwowej i policji. Szturmowano nawet więzienia, uwalniając ok. 1,3 tys. więźniów, nie tylko politycznych. Nie należało do rzadkości zrywanie emblematów partyjnych i państwowych, haseł państwowotwórczych, niszczenie portretów przywódców. Doszło również do pojedynczych podpaleń.

Kule przeciw robotnikom

Buntom brakowało jednak „jasno określonych celów”, jak czytamy w jednym z posthoneckerowskich opracowań. Wybuchały bez uprzedniego przygotowania, chaotycznie. Nie mniej chaotyczne były żądania niezadowolonych. Postulaty socjalne mieszały się z politycznymi, wśród których dość głośno rozlegało się żądanie ustąpienia rządu i przeprowadzenia wolnych wyborów. W tłumie padały okrzyki „Precz ze Szpicbródką!” (Ulbricht) i „Rosjanie do domu!” (jeszcze przed wkroczeniem wojsk radzieckich do akcji). Czy krzyczeli tylko miejscowi, czy także, lub głównie, zachodni berlińczycy, trudno powiedzieć. Rosjanie początkowo czuli się zdezorientowani, wykazywali powściągliwość. „Ulbricht prosił Rosjan o interwencję, lecz ci początkowo nie chcieli się angażować. To wasza sprawa – mówili. – Dopiero za pośrednictwem Moskwy Ulbricht spowodował, że jednak wkroczyli”. Władze NRD szukały wsparcia u Rosjan – nie tylko dlatego, że własne, nieokrzepłe jeszcze siły policyjne były słabe. Nie było pewności, czy można zaufać policji, czy w godzinie próby niektóre jednostki nie przeszłyby na stronę demonstrantów lub po prostu zachowały bierność.

Jednostki radzieckie pojawiły się na ulicach Berlina 17 czerwca, po wprowadzeniu przez komendanturę radziecką o godz. 13 stanu wyjątkowego, ogłoszonego też w kilku innych miastach. Demonstracje szybko rozpraszano, strzelając ostrą amunicją. Ehrhart Neubert, autor prawie 1000-stronicowej pracy o opozycji w NRD, utrzymuje, choć nie podając źródeł, że z powodu odmowy wykonania rozkazu rozstrzelano 40 żołnierzy. Władze wojskowe przyznały się jedynie do siedmiu takich przypadków.

Radzieccy komendanci wydali m.in. rozkaz publicznej egzekucji kilku cywilów, w tym mieszkańca Berlina Zachodniego Willy’ego Göttlinga. Między dzielnicami miasta istniał swobodny przepływ ludności. NRD zamknęła granicę dopiero 13 sierpnia 1961 r. Ostatnie strajki wygasły 20 czerwca. Bilans ofiar to co najmniej 50 zabitych demonstrantów i 10 policjantów. Liczba rannych szła w setki. Jeszcze bardziej bolesne dla uczestników bądź sympatyków powstania były represje po jego zdławieniu. Aresztowano ok. 6 tys. osób, z czego jedną trzecią wkrótce zwolniono, chociaż zapewne fakt zatrzymania odnotowano w ich aktach personalnych. Wśród aresztowanych było 3,5 tys. robotników i ok. 1,8 tys. pracowników umysłowych, chłopów i rzemieślników. Charakterystyczną cechą powstania była nieobecność wśród demonstrantów środowisk inteligenckich i intelektualnych. Częste były przypadki deklarowania z ich strony poparcia dla władz.

Zdławienie ulicznego zrywu spotęgowało falę ucieczek do Berlina Zachodniego. Kilka tysięcy osób oddało legitymacje partyjne, setki osób wykluczono z partii, a w instytucjach państwowych i na uczelniach doszło do czystek personalnych. Najwyżej postawioną ofiarą tych czystek był socjaldemokrata, minister sprawiedliwości Max Fechner, który nie obronił się przed zarzutem niedopuszczalnej w początkowym okresie powściągliwości organów ścigania. Został nie tylko usunięty z SED, ale i skazany na karę więzienia.

Kościół ewangelicki stał na uboczu zrywu ulicznego, a nawet odradzał udział w demonstracjach. Po przegranej w kołach kościelnych mówiono o bezcelowości wszelkiego sprzeciwu i opozycji, bo władzy się nie pokona.

Zachód mieszał?

W NRD unikano przypominania daty 17 czerwca. Gdy już trzeba było ją zauważyć, mówiono o inspirowanym przez Zachód puczu. Wersję tę przyjęli nawet tak szanowani intelektualiści jak Anna Seghers, Bertolt Brecht, Stefan Heym1 czy Erich Loest. Prof. Robert Havemann jeszcze długie lata twierdził, że w powstaniu miały udział elementy faszystowskie. W przeciwieństwie do wykładni SED intelektualiści nie byli jednak bezkrytyczni i wskazywali wewnętrzne, uzasadnione przyczyny niezadowolenia. Erich Honecker, wieloletni przywódca, w wydanej w 1980 r. autobiografii „Aus meinem Leben” kwituje datę 17 czerwca jakby mimochodem kilkudziesięcioma zdaniami: „Błędem okazało się przede wszystkim podwyższenie w sposób administracyjny norm. Wśród robotników wywołało to niezadowolenie. Ich zaufanie do partii i rządu zostało zakłócone. Na początku czerwca 1953 r. KC SED i Rada Ministrów podjęły kroki zmierzające do skorygowania błędnych decyzji, ustabilizowania gospodarki i poprawy poziomu życia ludzi pracy. Zanim jednak decyzje mogły wejść w życie, uderzył przeciwnik. 17 czerwca 1953 r. w Berlinie i w kilku innych miastach doszło do przerwania pracy i demonstracji. Wrogowie socjalizmu wykorzystali niezadowolenie pracujących, żeby podjąć próbę kontrrewolucyjnego puczu, od dawna przygotowywanego przez imperialistyczne wywiady i centrale agentów. Do oczekiwanego przez nich »strajku generalnego« jednak nie doszło. Gdy robotnicy zorientowali się, że kontrrewolucyjni prowokatorzy szaleją jak faszyści, szybko odcięli się od nich. W wielu zakładach zdecydowanie przeciwstawili się podżegaczom. Do akcji wkroczyły zbrojne organa NRD, wspierane przez stacjonujące w NRD radzieckie siły zbrojne. Przesądziło to o szybkim załamaniu się prób puczystów. Ugaszono potencjalne źródło kryzysu jako zapalnik konfliktów militarnych w centrum Europy”. Tak myślał Honecker jeszcze w 1980 r.

Źródła zachodnie oceniają obecność zachodnich berlińczyków znacznie skromniej. W publikacji Ehrharta Neuberta2 znajdujemy podsumowanie: „W demonstracjach licznie uczestniczyli zachodnioberlińczycy, którzy w większej liczbie napłynęli do sektora wschodniego, by wesprzeć demonstrantów. (…) Małe ugrupowania polityczne wspierały propagandowo rewoltę z terenu Berlina Zachodniego, a media RFN i Berlina Zachodniego odegrały dużą rolę w przekazywaniu informacji o rozruchach. Także ze strony odpowiedzialnych polityków nie brakowało oświadczeń i deklaracji solidarności, jak również krytyki działań militarnych”. Autor nie uważa jednak, żeby mieszkańcy Berlina Zachodniego byli siłą sprawczą powstania, tym bardziej że protesty poza Berlinem odbywały się już bez ich udziału, bo swoboda poruszania się istniała tylko w samym Berlinie.

Heiner Müller3, naoczny świadek wydarzeń 17 czerwca, zanotował: „Z całą pewnością również Zachód tutaj mieszał, to jasne, aczkolwiek zapewne nie tak skrajnie, jak to przedstawia Stefan Heym”. Jedynym masowym łącznikiem między ludźmi było wówczas radio, telewizja stawiała dopiero pierwsze kroki. W RFN zarejestrowanych było zaledwie 10 tys. telewizorów, a w NRD chyba nie było ani jednego.

Rząd wybierze sobie nowy naród

Alianci zachodni w Berlinie od początku zachowali rezerwę wobec zdarzeń we wschodnim sektorze. Brytyjska policja wojskowa rozpraszała na granicy swojego sektora większe zgromadzenia zachodnich berlińczyków. Podobnie postępowała policja amerykańska. Ponadto Amerykanie nie dopuścili do przekazania przez amerykańską rozgłośnię radiową RIAS wezwania do strajku generalnego w NRD. Po zdławieniu buntu zorganizowali pomoc żywnościową dla ludności.

Świadome lekcji udzielonej 17 czerwca władze NRD wytargowały od Moskwy tolerowanie bardziej liberalnego kursu oraz deklarację rządu radzieckiego z sierpnia 1953 r. o rezygnacji z wszelkich dalszych reparacji ze wschodniej strefy. Zatroszczono się bardziej o podniesienie stopy życiowej, o bogatszą ofertę towarów konsumpcyjnych, podwyższono świadczenia socjalne, złagodzono naciski na rolników i sektor prywatny w mieście. Jednocześnie w zakładach pracy zaczęto tworzyć bojówki partyjne. tzw. Kampfgruppen.

Sensacją, która utrwaliła się w annałach historycznych, była postawa Bertolta Brechta wobec buntu w NRD. Po pierwszym sygnale buntu Brecht, pisarz lewicujący, lecz niebędący członkiem rządzącej SED, skierował do szefa partii Waltera Ulbrichta, premiera Ottona Grotewohla i ambasadora ZSRR Władimira Siemionowa pisma opatrzone zastrzeżeniami i wątpliwościami. List do Ulbrichta opublikował organ SED „Neues Deutschland” dopiero 21 czerwca, kiedy powstanie już dogorywało. Tekst, generalnie akceptujący kroki reżimu, dziennik ocenzurował, usuwając zdanie: „Obejmująca szeroką wymianę zdań rozmowa z masami co do tempa budowy socjalizmu spowoduje usunięcie braków i zabezpieczy zdobycze socjalizmu”. Zapisano natomiast: „Czuję potrzebę wyrazić w aktualnej sytuacji moją więź z SED”.

Po zdławieniu powstania sekretarz Stowarzyszenia Pisarzy Kurt Barthel polecił rozprowadzać w Alei Stalina (tam zaczął się bunt budowlańców) ulotki ze zdaniem: „Naród roztrwonił zaufanie rządu, które może przywrócić tylko zdwojoną pracą”.

Brecht zareplikował wierszem „Lösung” (Rozwiązanie), w którym znalazło się głośne później zdanie: „Czy nie byłoby lepiej, prościej zdecydować, że rząd rozwiąże sobie naród i wybierze nowy?”.

Fot. Bundesarchiv


1 Stefan Heym, bardzo popularny pisarz w NRD. W połowie lat 30. wyemigrował do USA. Walczył w armii amerykańskiej przeciwko Niemcom, jako lewicujący odczuł po wojnie kampanię McCarthy’ego i przeniósł się do NRD, lecz wkrótce popadł w niełaskę władz NRD.

2 Ehrhart Neubert, Geschichte der Opposition in der DDR 1949-1989, Bonn 1998.

3 Heiner Müller, dramaturg niemiecki, który często miał na pieńku z władzami NRD, autor książki Krieg ohne Schlacht. Leben in zwei Diktaturen, Kolonia 1992.

Wydanie: 25/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy