Niepozorne początki dramatów

Niepozorne początki dramatów

Co roku w Polsce popełnia samobójstwo około 450 osób do 24. roku życia, w tym co najmniej 100 niepełnoletnich

Gdyby. Gdyby rodzina, szkoła i system zdrowotny w Polsce działały tak jak w wypadku Magdy*, wielu samobójstwom młodych ludzi dałoby się zapobiec. Gdy 19-letnia dziś dziewczyna kilka lat temu wpadła w spiralę zaburzeń odżywiania, depresji, fobii społecznej i samookaleczania, po dwóch latach „odważyła się na rozmowę z mamą”, jak mówi. Przy wsparciu rodziców szybko trafiła najpierw do psychologa szkolnego, później do psychiatry. Termin następnej wizyty wyznaczono miesiąc później, jednak Magda coraz bardziej się staczała, nasilały się myśli samobójcze. – Rodzice widzieli, że jest coraz gorzej, i powiedzieli, że jedziemy zaraz – opowiada. Psychiatra zaproponował jej miejsce w szpitalu. Mimo że nie stwierdził bezpośredniego zagrożenia życia, a i Magda nie mówiła o myślach samobójczych, do kliniki trafiła już następnego dnia. W obydwu przypadkach miała szczęście, czas oczekiwania na wizytę i terapię był krótki. – Gdybym wówczas nie trafiła do szpitala psychiatrycznego, jestem pewna, że dzisiaj by mnie tutaj nie było. Szpital uratował mi życie, dał mi drugą szansę. Ogromnym wsparciem byli i są moja pani psycholog i rodzice.

Gdy 10 września zaangażowane osoby i organizacje w ramach światowego dnia wzywały do zapobiegania samobójstwom – wskutek których co roku ginie na świecie ponad 800 tys. osób – jedna grupa powinna była znaleźć się w centrum uwagi. Młodzi ludzie, także w Polsce. W 2018 r. w naszym kraju skutecznie targnęły się na życie 92 osoby w wieku 13-18 lat i 344 w wieku 19-24 lata. Rok wcześniej – 115 nastolatków i 353 osoby w wieku 19-24 lata. Polska pod tym względem należy w Europie do niechlubnej czołówki. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę (FDDS) zrobiła ogólnopolskie badanie na reprezentatywnej próbie nastolatków w wieku 11-17 lat. 7% dzieci – co przekłada się na prawie ćwierć miliona – deklarowało, że jest po próbie samobójczej. Dane nie są przesadzone. Według Światowej Organizacji Zdrowia na każdy przypadek zarejestrowany w statystykach jest od 100 do 200 niezarejestrowanych. Przy 746 zarejestrowanych w Polsce w ubiegłym roku próbach samobójczych osób w wieku 13-18 lat oznaczałoby to do 150 tys. takich prób rocznie. – Sytuacja jest katastrofalna, to kryzys wychowania, więzi, pomocy i jej dostępności – mówi Lucyna Kicińska, koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 prowadzonego przez FDDS.

Zabójcze niedostatki opieki zdrowotnej

Za każdą liczbą kryje się osobisty dramat brutalnie zakończonego życia, ale i dramat bliskich, rodziców, przyjaciół. I pojawiają się przynajmniej dwa pytania: dlaczego to zrobił/zrobiła i czy mogliśmy temu zapobiec? W wielu przypadkach na to drugie pytanie nie tylko eksperci, psychiatrzy, psychoterapeuci, ale również młodzież, która była bliska śmierci samobójczej, odpowiadają stanowczo „tak!”. – Trzeba do znudzenia powtarzać rodzicom i nauczycielom, że młody człowiek nie musi być w krytycznej sytuacji, żeby pójść do psychologa. Trzeba informować młodych, dokąd mogą się udać. Opiekunowie muszą wiedzieć, co robić, dzieci muszą wiedzieć, co się z nimi dzieje. Nikt nie musi przechodzić przez to sam – tak mówi 17-letnia Laura, która próbowała popełnić samobójstwo, ale dziś wychodzi na prostą.

Jednak dobre relacje rodzinne i towarzyszenie zagrożonym młodym ludziom nie wystarczą, gdy brakuje psychiatrów, psychologów i pedagogów szkolnych, a organizacje pozarządowe służące pomocą nie dostają wystarczającego wsparcia. W Polsce pracuje dziś zaledwie 362 psychiatrów dziecięcych i młodzieżowych – na 7 mln dzieci, z których przynajmniej 400 tys. potrzebuje pomocy, nie tylko z powodu prób samobójczych, ale także depresji, zaburzeń odżywiania, samookaleczeń itd. Niemal połowa psychiatrów dziecięcych leczy wyłącznie prywatnie, ponieważ porady w publicznej służbie zdrowia są przez NFZ wyceniane zbyt nisko. Od lipca br. NFZ podwyższył ich wycenę o… 4 zł, do 86 zł, z czego lekarze otrzymują tylko część, reszta to koszty szpitala.

W lipcu br., wobec przerażających liczb samobójstw nastolatków skontrastowanych z informacjami o zamykających się oddziałach psychiatrycznych dla dzieci, Ministerstwo Zdrowia przedstawiło propozycje zmian dotyczących opieki psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży. Projekt zakłada lepszą koordynację działań pomiędzy podmiotami udzielającymi świadczeń psychiatrycznych, aby można było wcześniej wychwycić przypadki zaburzeń psychicznych. Jednak minister zdrowia Łukasz Szumowski sam zastrzegł, że nie ma co liczyć na szybki przyrost kadry. – W medycynie nie ma rozwiązań, dzięki którym z miesiąca na miesiąc podwoimy liczbę specjalistów – powiedział. A problem jest tu i teraz i widać go choćby w działalności Telefonu Zaufania 116 111. – Jeszcze w 2015 r. dziennie były dwa-trzy telefony dotyczące samobójstwa, dziś jest średnio 18. A system pomocowy nie działa – wskazuje Lucyna Kicińska i podkreśla, że minimum raz dziennie potrzebna jest bezpośrednia interwencja: wezwanie karetki i czekanie z dzieckiem na linii. – Liczba naszych interwencji rośnie co roku. To przypadki, w których dzieci mówią nam: nie wiem, czy jeszcze jutro będę w stanie powiedzieć o tym mamie. Stan opieki psychiatrycznej dla młodzieży jest tak fatalny, że w lipcu br. rzecznicy praw obywatelskich, praw dziecka i praw pacjenta we wspólnym oświadczeniu alarmowali: „Niewydolność państwa w kreowaniu i koordynowaniu polityki zdrowotnej prowadzi do zagrożenia bezpieczeństwa zdrowotnego tej grupy pacjentów”.

Ta niewydolność zabija. Danuta Wieczorkiewicz zna takie przypadki ze swojej pracy psychologa, psychoterapeuty i prezesa warszawskiej Fundacji Zobacz… JESTEM, pomagającej dzieciom i młodzieży w przypadkach zaburzeń odżywiania, autoagresji, depresji i zachowań samobójczych. Relacjonuje niedawną historię 17-latka, który trafił do kliniki. – Chłopiec przebywał dwa dni w szpitalu psychiatrycznym na oddziale młodzieżowym, po czym został wypuszczony, a rodzice otrzymali od lekarzy informację, że ich syn jest w stanie zagrożenia życia, więc należy go dobrze pilnować. Następnego dnia po wyjściu chłopak popełnił samobójstwo, ponieważ rodzic nie dał rady upilnować dziecka.

Danuta Wieczorkiewicz tylko częściowo wini lekarzy. – Oni muszą na co dzień podejmować decyzje w stylu: które dziecko jest najbardziej zagrożone. Miejsc jest tak mało, że dzieci czasami śpią w klinice na podłodze.

W całym kraju szpitale i oddziały psychiatryczne dla dzieci dysponują mniej więcej 900 łóżkami, ale dwie trzecie z 30 całodobowych placówek korzysta z dostawek, w tym roku to 115 miejsc. – Na bezpłatną wizytę u psychiatry w ramach NFZ czeka się kilka miesięcy, na bezpłatną terapię – kilkanaście miesięcy – rozkłada ręce prezeska Fundacji Zobacz… JESTEM. W trybie pilnym lub zagrożenia życia na miejsce w klinice trzeba czekać średnio 12-13 dni. Przytoczony wyżej przypadek Magdy, która do kliniki trafiła z dnia na dzień, nie jest regułą. – Myśli i próby samobójcze podyktowane są cierpieniem, chorobą psychiczną, uzależnieniem – tłumaczy Danuta Wieczorkiewicz. – W leczeniu i hospitalizowaniu tych osób chodzi o to, by przetrzymać czas, w którym nie mają świadomości czy władzy nad sobą. Ci, których przetrzymamy w kryzysie samobójczym, wracają do myślenia i często mówią: „Dobrze, że mi się nie udało”.

A potem przestałam jeść

Dlatego istotne jest, aby wykorzystywać wszelkie instrumenty mogące pomóc młodym ludziom. Jednym z nich są grupy wsparcia, w których można się dzielić swoimi myślami i problemami: w realu i w sieci. Z rekomendacją Fundacji Zobacz… JESTEM loguję się do zainicjowanej i współtworzonej przez wolontariuszy fundacji facebookowej grupy wsparcia „Wybieram Życie”. Pytam, czy ktoś może się podzielić swoją trudną historią, i niemal natychmiast zgłasza się prawie dziesięć osób. Jedną z nich jest Laura.

Jej problemy zaczynają się już w podstawówce. Zmiana szkoły i wychowawcy, liczna klasa i związany z tym chaos oraz brak relacji z rówieśnikami powodują strach przed szkołą. – Myślę, że to niestabilne środowisko było początkiem. Nie dlatego, że źle mi szło, wręcz przeciwnie, ale ze względu na otoczenie. Nienawidziłam kłaść się spać, miałam koszmary, a rano nie chciałam wstawać, skręcał mi się żołądek i mdliło mnie. Cieszyłam się z choroby, bo to oznaczało wolne od szkoły – opowiada Laura. Nie wychodzi z domu, coraz bardziej zamyka się w sobie, choć w szkole jest „dzieckiem idealnym: cichym i czytającym”. – W domu jednak płakałam i mówiłam, że nie chcę żyć, ale po kolejnym uśmiechu mamy i słowach „To tylko histeria” przycichłam. Płakałam z dala od wszystkich, nie rozmawiałam z rodziną, bo po co, skoro to tylko histeria.

W podstawówce zaczyna się samookaleczanie. W gimnazjum jest nieco lepiej. Laura znajduje nowych przyjaciół, ma chłopaka. – Problem wrócił, kiedy chłopak chciał seksu. Byłam nieśmiała, nie mogłam wykrztusić z siebie słowa, ale lekko odpychałam jego ręce i nawet udało mi się cicho powiedzieć „nie”. Nie przestał. Już nic więcej nie zrobiłam. Problemy wróciły: gwałt, na dodatek cięcie się. Po rozstępach na udach. Nowe cięcia wyglądały jak nowe rozstępy, a blizny jak stare. Nikt nie zauważył. Wróciłam do punktu wyjścia. A potem przestałam jeść.

W liceum Laura przestaje się ciąć, ale nie znajduje nowych przyjaciół. – Tam moja depresja i lęk społeczny sprawiły, że niemal spróbowałam się zabić. Ale wtedy się rozpłakałam na całego, bo to się stało takie realne. Myślałam o śmierci każdego dnia, ale teraz faktycznie mogłam umrzeć. Tata wszedł do pokoju. I się nie zabiłam. Postanowiłam iść do psychologa.

Obecnie Laura jest pod opieką psychiatry i psychoterapeuty. – Staram się rozmawiać otwarcie o uczuciach z rodzicami, aczkolwiek jeszcze muszę nad tym popracować. Mimo to jest o wiele lepiej. Mama po rozmowie z psychoterapeutą również bardziej się stara mnie zrozumieć. W szkole pracuję nad relacjami z innymi uczniami. W sumie: powoli, ale do przodu.

Wyjście bywa bliższe, niż się wydaje

Młodzi ludzie, którzy jak Laura wychodzą lub wyszli z kryzysu psychicznego, pokazują, jak bliskie może być rozwiązanie nawet w najgorszej sytuacji. Klaudia Lewandowska, która jako 17-latka miała myśli samobójcze, opisuje taką ścieżkę: – Do psychologa trafiłam przez koleżankę, która zaproponowała mi spotkanie ze znajomą studentką psychologii. Ona dała mi wizytówkę stowarzyszenia udzielającego młodzieży bezpłatnej pomocy i tam po jednej indywidualnej wizycie polecono mi grupę wsparcia, do której chodziłam cały rok szkolny. Dopiero tam zobaczyłam, że moi rówieśnicy mają podobne odczucia i problemy i że warto mówić o tym wszystkim, ponieważ to jest bardzo oczyszczające. A to potem przekłada się na życie. Łatwiej wyrażać własne emocje i szanować odczucia innych.

Powodem jej problemów były, jak wyjaśnia, „poczucie niedopasowania, częste zmiany szkoły, nieakceptowanie siebie i niemożność rozmawiania szczerze na temat swoich uczuć”. Dziś ma 30 lat, dopiero teraz przeszła indywidualną terapię. Siedem lat temu jej nastoletnia koleżanka popełniła samobójstwo, co sprawiło, że Klaudia sama udziela się w Fundacji Zobacz… JESTEM.

Jednak nie przed wszystkimi młodymi ludźmi otwierają się takie drzwi do rozmowy. Wielu z tych, którzy wyszli z kryzysu po nieudanej próbie samobójstwa, niechętnie o tym mówi. Powód? – W Polsce nadal jest bardzo silna stygmatyzacja tego zjawiska, podobnie jak w wypadku wszystkich chorób psychicznych – wskazuje Renata Chronowska z Zobacz… JESTEM.

Owa stygmatyzacja przyczynia się do tego, że chłopcy trzy razy częściej niż dziewczyny popełniają samobójstwa, bo z powodu głęboko zakorzenionych, wątpliwych wzorców męskości typu „chłopaki nie płaczą” mniej uzewnętrzniają swoje problemy. – Chłopcy rzadziej sygnalizują chęć samobójstwa, rzadziej szukają drogi do psychologa i wybierają drastyczniejsze metody, dlatego próby samobójcze częściej są skuteczne – tłumaczy Danuta Wieczorkiewicz.

Ofiary dążenia do sukcesu

Gdzie jednak w tych dramatach są najbliżsi, z reguły rodzice? Dzieci często nie idą do nich po pomoc. Dlaczego? – Bo nie uczymy ich, jak rozwiązywać problemy. Uczymy dochodzenia do sukcesu, oczekujemy bezproblemowości – zwraca uwagę Lucyna Kicińska. – Dzieci boją się pójść do rodziców, żeby ci nie pomyśleli, że są gorsze, bo nie pasują do lansowanego obrazka uśmiechniętej, nieprzeżywającej problemów rodziny. Nam się wydaje, że gdy będziemy pokazywać dzieciom efekty naszej zaradności albo zaprzeczać, że miewamy kłopoty, zbudujemy w nich poczucie własnej wartości. Niestety, nie. Takie dzieci nie przyjdą do rodziców z problemami, będą je ukrywać. Mam 1,2 mln dowodów, że tak się stanie – mówi Kicińska, powołując się na liczbę konsultacji Telefonu Zaufania 116 111 w ciągu ostatnich dziesięciu lat. – Dzieci potrzebują rodziców codziennie, również wtedy, gdy coś je martwi albo jest dla nich trudne.

Jak stwierdza prof. Marta Makara-Studzińska w badaniu „Przyczyny prób samobójczych u młodzieży w wieku 14-18 lat”, przeprowadzonym w grupie 100 młodych ludzi po przynajmniej jednej próbie samobójczej, „czynnikiem mającym najistotniejszy wpływ na podejmowanie przez młodzież prób samobójczych jest uczucie emocjonalnego odtrącenia przez rodziców, to zdanie ponad połowy badanych”.

Często rodzice nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że budują mur między sobą a dzieckiem. Aby to unaocznić, Fundacja Zobacz… JESTEM zamieściła na swojej stronie przejmujący film „Jeden dzień – wart całe życie”. Pokazuje on, co rodzice powinni robić, jak budować relacje z dziećmi. Danuta Wieczorkiewicz ostrzega jednak, że nawet dobre relacje rodzinne i społeczne nie oznaczają zupełnego braku ryzyka. – Także młodzież z tzw. dobrych domów może wpaść w depresję, a dzieci, które mają dobre relacje, mogą trafić do klasy, gdzie ktoś stosuje wobec nich przemoc.

Psycholog i psychoterapeuta systemowy Anna Holeniewska opisuje obrazowo ten potencjalny wpływ rodziców na rozwój dzieci: – Łatwiej zatrzymać pociąg, który dopiero rusza, niż ten, który już pędzi.

Oznacza to konsekwentną uważność, której podstawą jest bliska relacja z dzieckiem. – Gdy dostrzegamy zmiany w jego zachowaniu, ważne, aby mu o tym powiedzieć, np.: „Zauważyłam, że od wczoraj jesteś smutny i rzadziej wychodzisz z pokoju. Coś się wydarzyło?”. Okażmy troskę i zainteresowanie.

W zależności od sytuacji można wyjść z propozycją konsultacji np. z psychoterapeutą. – Przy czym proponowanie pomocy specjalistycznej w chwili największego wzburzenia emocjonalnego nie jest dobrym pomysłem. Przy tak silnych emocjach poziom autorefleksji jest zbyt niski, aby taka propozycja mogła zostać przyjęta. Poczekajmy na moment, w którym samopoczucie naszego dziecka będzie trochę lepsze.

Szkoła – ognisko i straż pożarna

Oprócz domu rodzinnego jednym z głównych środowisk, które wpływają na rozwój psychiczny młodych ludzi, jest szkoła. Gdy 1 września uczniowie wkroczyli do swoich przepełnionych ponad miarę szkół, tysiące dziewczyn i chłopaków znów zaczęło konfrontację z nękającymi ich rówieśnikami i przemocą, presją systemu, niepodejmowaniem na lekcjach tematów zdrowia psychicznego, postaw etycznych, asertywności. Tylko niektórzy zaangażowani nauczyciele poruszają takie kwestie. – Na lekcjach WDŻ zauważyłam, jak bardzo dzieci chcą rozmawiać o swoich problemach, ale i o zainteresowaniach, chcą dzielić się osiągnięciami – opowiada Dorota Małysz, nauczycielka historii i etyki w szkole podstawowej. – Dlatego w ramach tych lekcji dużo czasu poświęcam na kwestie związane właśnie z ich życiem. Widzę, że jest tyle bodźców i presji – media społecznościowe, internet, rówieśnicy – a za mało instrumentów, aby sobie z tym wszystkim poradzić.

W prawie połowie szkół uczniowie nie mają jednak dokąd pójść ze swoimi problemami. – Z raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że 44% szkół nie zatrudnia pedagoga czy psychologa na odrębnym etacie – mówi Lucyna Kicińska. Jeśli chodzi o technika i zasadnicze szkoły zawodowe, odpowiednio 60% i 55% nie zapewnia uczniom takiego wsparcia. A jest ono niezbędne. – To właśnie pedagodzy szkolni są z zasady bliżej uczniów. I to oni są najbardziej otwarci na zewnętrzne szkolenia dla kadry i uczniów dotyczące profilaktyki psychozdrowotnej czy zachowań samobójczych – podkreśla socjolog medycyny dr Urszula Marcinkowska, która prowadziła takie warsztaty. Dyrekcje są częściej niechętne, według niej z dwóch powodów: braku pieniędzy i zwykłego lęku. – Szkoły chętniej sięgają po warsztaty z zarządzania czasem niż te dotyczące radzenia sobie z trudnymi emocjami i poprawy zdrowia psychicznego.

U Anny Holeniewskiej tytuł warsztatów brzmi po prostu: „Profilaktyka depresji i zapobieganie samobójstwom”. Program wypracowała kilka lat temu, oferując je placówkom szkolnym. Dla każdej grupy osobno – dla uczniów klas gimnazjalnych, dla nauczycieli i rodziców. Odzew ze strony dyrekcji szkół był różny. Choć większość była przychylna, zdarzały się odmowy oparte na stwierdzeniu: „nie mamy takiego problemu”. – Jedna ze szkół wstępnie odmówiła, ale gdy kilka tygodni później uczeń próbował odebrać sobie życie, dyrekcja sama się do mnie zwróciła.

Jej warsztaty dla kadry obejmują wiedzę o metodach postępowania w przypadku wystąpienia depresji lub (prób) samobójstwa, dla uczniów zaś, w odrębnym scenariuszu, wspólny dialog o depresji oraz samobójstwach wśród młodzieży – i o tym, jak rozpoznawać niepokojące zachowania, jak pomóc rówieśnikom. – Młodzi ludzie są bardzo otwarci, zadają mnóstwo pytań – choćby takie, czy samobójstwo to odwaga, czy tchórzostwo. Takie warsztaty potwierdzają, jak ważne są rozmowy na ten trudny temat – nawet wśród 13-latków.

Ratowanie życia jako półtoraroczny projekt?

Ważne w świetle tych zagrożeń jest zaangażowanie stowarzyszeń i fundacji, które łagodzą braki w szkołach i w systemie zdrowia. Choć takie organizacje istnieją, często muszą się borykać z niewystarczającym wsparciem ze strony państwa czy samorządów. – Nie ma czegoś takiego jak zapewnione długofalowe finansowanie, projekty są kilkumiesięczne, roczne, czasami dwu- albo trzyletnie. Z tego powodu nasze działania mają charakter doraźny. Mamy pieniądze – robimy, ogłaszamy, przyjmujemy; nie mamy – ograniczamy – mówi Danuta Wieczorkiewicz. Fundacja Zobacz… JESTEM, którą prowadzi, korzysta z grantów miasta, ale musi regularnie w ramach konkursów starać się o środki. – Założyliśmy odpłatną poradnię obok fundacji, bo chcemy być niezależni od darczyńców, których nie mamy.

Małym fundacjom, takim jak Zobacz… JESTEM, znacznie trudniej funkcjonować niż większym, jak choćby działającej od 28 lat Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, którą wspiera pokaźna liczba dużych firm i darczyńców. Ale i FDDS boleśnie odczuwa braki wsparcia ze strony państwa – w 2016 r. musiała zamknąć pięć z dziesięciu linii Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111, po tym jak dwa ministerstwa nie ogłosiły konkursów, w których można było ubiegać się o dofinansowanie pomocy telefonicznej dla dzieci. Teraz co prawda pojawił się nowy konkurs, zostanie rozstrzygnięty na dniach – ale FDDS jest zmuszona konkurować np. z Fundacją ITAKA. Dofinansowanie może zostać przyznane do końca 2020 r. Czyli ratowanie życia jako półtoraroczny projekt?

Jest niemal pewne, że część młodych ludzi zagrożonych samobójstwem da się uratować poprzez stabilność, powszechność oraz większe i długotrwałe uposażenie całego systemu publicznego – od profilaktyki, przez interwencje i hospitalizacje, aż po wsparcie po przejściu kryzysu czy choroby. O ile w przypadku 17-latka z Warszawy niwewydolny system zawiódł, o tyle dla Magdy sprawne działanie w ramach tego systemu, po części prywatnie, okazało się kołem ratunkowym. Magda w szpitalu przebywała dwa miesiące, dziś myśli samobójcze zniknęły, dziewczyna dalej walczy z samookaleczaniem i depresją, jest pod opieką lekarza. W październiku rozpoczyna studia na psychologii.

„Warto pamiętać, że ludzie nie zabijają się dlatego, że nie chcą żyć – pisał niegdyś prof. Bruno Hołyst, jeden z pionierów suicydologii w Polsce. – Raczej dlatego, że nie wiedzą, jak dalej żyć”. Na to podstawowe pytanie w niektórych fazach życia samemu trudno odpowiedzieć. – Osobę zagrożoną trzeba cały czas trzymać za rękę – mówi Magda. – Ona musi mieć pewność, że ma kogoś, że nie jest sama. A ludzie muszą nauczyć się słuchać – słuchać uważnie.
Jan Opielka

*Imiona bohaterów zostały zmienione


Gdzie szukać pomocy?
1. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę prowadzi telefony zaufania:
Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 (bezpłatny i anonimowy, codziennie w godz. 12.00-2.00, www.116111.pl),
Telefon dla Rodziców i Nauczycieli w sprawie Bezpieczeństwa Dzieci 800 100 100 (https://800100100.pl/).

2. Bezpłatny telefon zaufania dla dzieci i młodzieży Rzecznika Praw Dziecka 800 12 12 12 (od poniedziałku do piątku w godz. 8.15-20.00).

3. Fundacja Zobacz… JESTEM, www.zobaczjestem.pl, prowadzi bezpłatne grupy wsparcia dla rodziców i opiekunów dzieci i młodzieży przejawiającej zachowania ryzykowne, autodestrukcyjne i dokonującej prób samobójczych.

W ramach kampanii Zobacz… ZNIKAM i na stronie zobaczznikam.pl umieszczone są informacje związane z przeciwdziałaniem samobójstwom. Aby dołączyć, napisz na adres: zobacz.znikam.kampania@gmail.com lub kontakt@zobaczjestem.pl.


Sygnały ostrzegawcze i czynniki ryzyka
80% samobójców informuje o swoich zamiarach – bezpośrednio i pośrednio. Zwracaj uwagę na:

  • zmiany w nastroju i zachowaniu dzieci trwające dłużej niż dwa tygodnie, np. smutek, wybuchy złości, wycofanie się z kontaktów społecznych, zachowania autoagresywne, pogarszające się wyniki w nauce, zmiany nawyków, zaniedbywanie higieny,
  • bezsenność lub nadmierną senność, nadmierny apetyt lub jego brak, nieadekwatne zmęczenie, poczucie beznadziejności, myśli rezygnacyjne,
  • różnego rodzaju bóle, np. głowy, brzucha,
  • widoczne zainteresowanie tematyką śmierci, np. pytania do rodziców, czy będą tęsknić, jeśli dziecko umrze, sporządzanie testamentów, symptomy żegnania się, nietypową chęć odwiedzania bliskich, rozdawanie rzeczy, przeglądanie stron www i FB związanych z tematyką śmierci i samobójstwami,
  • używanie alkoholu i/lub narkotyków,
  • utratę zainteresowań, porzucenie dotychczasowego hobby, niechęć do rozrywek,
  • mówienie o własnej beznadziejności i bezwartościowości: „wszystko jest bez sensu”, „do niczego się nie nadaję”, „mogłoby mi się coś przydarzyć”, „lepiej by było, gdybym się w ogóle nie urodziła”,
  • wcześniejsze próby samobójcze.

Co robić?
1. Jeżeli pojawiają się konkretne myśli i skłonności samobójcze, dziecko chce się zabić, ma plan popełnienia samobójstwa, emocje i uczucia wskazują na ryzyko próby samobójczej, nie zostawiaj dziecka samego, wezwij karetkę lub/i policję. W sytuacji, w której podejrzewamy, że ktoś chce popełnić samobójstwo, nie musimy nawet znać danych tej osoby, służby sobie poradzą. Osoba zawiadamiająca nie musi być pełnoletnia.

2. Jeżeli podejrzewasz, że dziecko myśli o samobójstwie, koniecznie skonsultuj je ze specjalistą – psychologiem, psychoterapeutą, lekarzem psychiatrą.

3. Jeżeli ktoś mówi nam o myślach samobójczych, rozmawiajmy o tym wprost. Nie bagatelizujmy, nie zaprzeczajmy, nie wyśmiewajmy. Rozmawianie o myślach samobójczych nie podnosi ryzyka popełnienia próby samobójczej.

4. Pamiętajmy: niepełnoletni nie mogą samodzielnie skorzystać z pomocy psychiatry czy psychologa w ramach państwowego systemu zdrowia – mogą najwyżej zwrócić się do pedagoga/psychologa szkolnego, zadzwonić na telefon zaufania.

5. Jeśli zauważysz, że kolega/koleżanka ma myśli samobójcze, nigdy nie trzymaj tego w tajemnicy! Powiedz o tym osobie dorosłej, której ufasz – mogą to być rodzice, nauczyciel w szkole, pedagog lub psycholog szkolny, ktoś z rodziny, sąsiad itp. Pamiętaj, że informując o tym dorosłych, nie jesteś zdrajcą, donosicielem, złym przyjacielem. Tylko w taki sposób możesz uratować komuś życie!


Fot. materiały prasowe

Wydanie: 38/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy