Tag "edukacja"

Powrót na stronę główną
Kraj

Kupujemy święty spokój czy wiedzę?

Nie chcemy oszczędzać na edukacji naszych dzieci

W raporcie „Polska szkoła w liczbach” z 27 sierpnia 2026 r. Główny Urząd Statystyczny podaje, że w roku szkolnym 2025/2026 w placówkach szkolnych kształciło się 5,3 mln uczniów, przed tablicami stało ponad pół miliona pedagogów, a publiczne nakłady na oświatę w 2025 r. sięgnęły 169,1 mld zł.

Te oficjalne dane stanowią jednak część obrazu publicznej edukacji. Tuż obok placówek państwowych wyrasta druga, w pełni sprywatyzowana rzeczywistość – świat korepetycji. Widać to, gdy na początku września rodzice gorączkowo przeglądają portale ogłoszeniowe w poszukiwaniu pomocy dla dzieci.

Rynek ten to bardzo zróżnicowana mozaika: od studentów, którzy biorą 50-60 zł za godzinę lekcji, po wyspecjalizowane platformy i nauczycieli inkasujących za 60 minut powyżej 100 zł.

Opłaty za prywatne lekcje na stałe wpisały się już w domowe budżety. Przy tym w powszechnym przekonaniu, zwłaszcza rodziców, korepetycje to „łatwe pieniądze”. Na forach rodzicielskich wylewają się pretensje o windowanie stawek. Po drugiej stronie stoją edukatorzy – zderzający się z nadmiernymi, często nierealistycznymi oczekiwaniami.

Cenny wymiar edukacji pozaszkolnej

Fakt, że prywatne lekcje stały się standardem, potwierdzają dodatkowe statystyki. Według raportu Centrum Badania Opinii Społecznej „Wydatki rodziców na edukację dzieci w roku szkolnym 2025/2026” (Komunikat z badań nr 107/2025) odsetek rodziców dzieci w wieku szkolnym finansujących pozalekcyjne zajęcia edukacyjne lub ogólnorozwojowe był najwyższy w historii tych badań.

W analizach CBOS pojawia się jednak podział. Jeden z rodzajów zajęć stanowi systematyczna nauka języków obcych (np. w prywatnych szkołach językowych lub konwersacje z native speakerami), traktowana jako ogólne rozwijanie kompetencji dziecka – za to płaciło w roku szkolnym 2025/2026 aż 48% rodzin. Drugim rodzajem są klasyczne korepetycje oraz kursy przygotowawcze nastawione na egzaminy i nadrabianie szkolnych zaległości – te opłaca 34% rodzin z dziećmi w wieku szkolnym, co stanowi najwyższy wynik w historii badań CBOS od 1998 r.

Deklaracje zebrane przez CBOS pozwalają obliczyć, że średnie miesięczne wydatki na wszystkie zajęcia dodatkowe (sport, hobby, naukę) wynoszą 944 zł na rodzinę, a w przeliczeniu na jedno dziecko – 675 zł. Finansowy wymiar zjawiska potwierdzają dane uzyskane od Krzysztofa Jedlaka, rzecznika prasowego prezesa GUS. Zestawienia z badania budżetów gospodarstw domowych za 2025 r. pokazują rachunki rodzin płacących za dodatkowe lekcje. W szkołach podstawowych przeciętny wydatek to ponad 249 zł miesięcznie na gospodarstwo domowe, a w szkołach ponadpodstawowych – przeszło 318 zł.

GUS w swoim koszyku cenowym dodatkowo ujmuje korepetycje w sposób rynkowy, dzieląc je na konkretne usługi: korepetycje z matematyki oraz z języka obcego. Zestawienie udostępnione przez rzecznika prezesa GUS (z monitoringu cen artykułów szkolnych „Wyprawka 2026”) pokazuje

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Szokujący artykuł „The Economist”

Co piąty polski student jest na poziomie 10-latka

Najważniejszy magazyn ekonomiczny na świecie, brytyjski „The Economist”, ujawnił, że 20% polskich studentów jest mniej więcej na poziomie 10-latków – mają problem z rozumieniem tego, co czytają. Nie potrafią się wysłowić, a matematyka to dla nich czarna magia. To niewygodna prawda ukrywana przez władze oświatowe od lat.

Problem widoczny od dawna

Dziennikarze „The Economist” przyjrzeli się badaniu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) z 2024 r. i sprawdzili, jak wypadli w nim studenci do 35. roku życia z różnych państw. Dane dla nas są kompromitujące – 20% polskich studentów ma problem z rozumieniem czytanego tekstu i nie radzi sobie z podstawowymi obliczeniami. Według „The Economist” takie właściwości intelektualne odpowiadają poziomowi 10-letnich dzieci.

Dydaktycy widzą to na co dzień – z każdym kolejnym rokiem spada poziom podstawowej wiedzy studentów. Nie umieją wymienić wszystkich 16 województw. Nie odróżniają części mowy od części zdania. Norwegii nie potrafią umieścić w Skandynawii. O Gierku pierwszy raz słyszą. Mając do czynienia z taką materią, wykładowcy nadrabiają szkolne zaległości, zamiast rozwijać wiedzę. Około połowy studiujących rezygnuje przy pierwszych trudnościach, najczęściej jeszcze w trakcie pierwszego roku. Co jest powodem? Wykładowcy wskazują zaniedbania sięgające szkoły podstawowej, obniżenie wymagań oraz przekonanie, że wiedzę zawsze można znaleźć w internecie.

– Nie mam wątpliwości, że poziom wiedzy ogólnej studentów jest dziś niższy niż dawniej. Obserwuję to od wielu lat, ale w ostatnim czasie zmiany stały się szczególnie widoczne. Dotyczy to zarówno umiejętności matematycznych, jak i orientacji w podstawowych zagadnieniach geograficznych czy społecznych. To zjawisko, które powinno być poważnym sygnałem ostrzegawczym dla całego systemu edukacji – mówi demograf prof. Piotr Szukalski, dydaktyk z przeszło 30-letnim stażem, profesor Uniwersytetu Łódzkiego.

Według badania PISA realizowanego przez OECD w 2024 r. 20% polskich studentów znalazło się poniżej poziomu 2 minimalnych podstawowych kompetencji. To próg, który pozwala młodemu człowiekowi samodzielnie funkcjonować w społeczeństwie, kontynuować naukę i odnaleźć się na rynku pracy. Uczeń osiągający ten poziom potrafi wyszukać najważniejsze informacje w tekście, zrozumieć jego główną myśl, wykonać proste obliczenia, wyciągnąć wnioski z tabel i wykresów oraz wykorzystać podstawową wiedzę naukową do wyjaśniania zjawisk. Osoby, które nie osiągają poziomu 2, są uznawane za zagrożone analfabetyzmem funkcjonalnym.

Jeśli podobne deficyty pojawiają się już na etapie szkolnym i nie zostają skutecznie wyrównane, uczelnie coraz częściej stają przed problemem przyjmowania osób, którym brakuje kompetencji niezbędnych do samodzielnego studiowania.

Eksperci wskazują kilka możliwych przyczyn pogarszających się kompetencji studentów. Jedną z nich są skutki pandemii COVID-19 i związanej z nią nauki zdalnej. Jak zauważa Jessica Hooten Wilson z amerykańskiego Uniwersytetu Pepperdine, w pierwszych latach po pandemii część uczniów sprawiała wrażenie, jakby niemal nie uczestniczyła w edukacji na poziomie szkoły średniej. Znaczenie mogą mieć również media społecznościowe, które wypierają dłuższe formy czytania, oraz rozwój sztucznej inteligencji ułatwiającej wykonywanie zadań bez większego zaangażowania intelektualnego.

– Najbardziej niepokojące nie jest to,

k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Czy Polska potrzebuje tak dużo uczelni?

Prof. Leszek Pacholski,
były rektor UWr, inicjator powołania Międzynarodowego Instytutu Nauki i Technologii

Problemem jest nie liczba uczelni, lecz brak ich dywersyfikacji. W efekcie w jednej placówce uzdolniona młodzież kształci się obok osób szukających wyłącznie łatwego dyplomu, a wybitni uczeni pracują obok przeciętnych, podczas gdy w dobrze zbudowanym systemie ten poziom powinien być wyrównany. Trudno jednak zreformować strukturę, która przez dekady ewoluowała w niedobrym kierunku, a w kraju brakuje dobrych wzorców. Najgorszy wpływ ma jednolite traktowanie przez ministerstwa ambitnych uczelni akademickich i szkół masowych. W dyskusjach nad projektami rozwiązań brakuje głosu spoza akademii: pracodawców i konsumentów, a przede wszystkim ekspertów, którzy potrafiliby realnie ocenić skuteczność oraz konsekwencje rządowych decyzji.

Prof. Andrzej Jajszczyk,
członek rzeczywisty PAN, specjalista ds. polityki naukowej AGH w Krakowie

Mamy zbyt wiele słabszych placówek, które na siłę próbują udawać pełnowymiarowe uniwersytety badawcze. Państwa nie stać na tak rozległą sieć. Rozdrabnianie publicznych pieniędzy sprawia, że wiodące ośrodki mają ich za mało na kształcenie elit intelektualnych i badania na światowym poziomie. Wyższe wykształcenie musi być dostępne,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Perspektywy Women in Tech Summit 2026

Kobiety zmieniają oblicze światowej technologii

Konferencja Perspektywy Women in Tech Summit 2026, dwudniowe wydarzenie, które odbyło się 10 i 11 czerwca w halach warszawskiego centrum EXPO XXI, jest największym w tej części Europy świętem liderek z branży technologicznej i innowacji. Pokazuje ich ogromny wpływ na globalną naukę.

Za całe to potężne przedsięwzięcie odpowiada Fundacja Edukacyjna „Perspektywy”, a hasłem spotkania było w tym roku dynamiczne „Unleash New Energy” (Uwolnij nową energię). I choć na tego typu imprezach naukowych spodziewać się można raczej garniturów i sztywnej atmosfery, wydarzenie z nudą nie miało nic wspólnego – całkowicie odbiegało od akademickiej sztampy.

W programie konferencji były panele, prezentacje naukowe i wystawy gigantów technologicznych oraz znanych firm – od Netfliksa, przez Polskie Elektrownie Jądrowe, aż po Google’a. Tętniło też życie targowe, z interaktywnymi punktami doświadczalnymi oraz humanoidalnymi robotami AI.

Różnorodność i wspieranie kobiet nie ograniczały się do marketingowych sloganów – organizatorzy realnie ułatwili życie uczestniczkom,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Rekrutacja do szkół średnich jest sprawiedliwa czy krzywdząca?

Dr Karol Dudek-Różycki,
nauczyciel chemii, przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych

Rekrutacja jest zdecydowanie krzywdząca. Szkoły często dla świętego spokoju podwyższają oceny w ósmej klasie, a te „wychodzone” przez rodziców stopnie odbierają dzieciom równe szanse. Z kolei egzamin ósmoklasisty jest nieróżnicujący – najzdolniejsi nie mogą się wykazać wiedzą. Na dodatek to jedyny egzamin w życiu, którego nie da się poprawić. Kolejny problem to kupczenie punktami za wolontariat, co uczy młodzież interesowności. Cały system jest wypaczony: rekrutujemy do klas biologiczno-chemicznych na podstawie wyników z polskiego czy angielskiego, co nic nie mówi o predyspozycjach ucznia. Należy zlikwidować oceny w podstawówkach i rekrutować wyłącznie na podstawie rzetelnego egzaminu z różnych przedmiotów, a w liceach wprowadzić najpierw klasy ogólne.

 

Bartłomiej Rosiak,
polonista z Łodzi, wykładowca AHE, lider zespołu polonistycznego Więcej niż Matura

Obecny model rekrutacji próbuje sprawić, by egzamin nie decydował o wszystkim, ale wciąż generuje niesprawiedliwości. Bazowanie na stopniach ze świadectwa to błąd – przez zjawisko „inflacji ocen” rzadko odzwierciedlają one realną wiedzę, bo nauczyciele bywają po prostu zbyt szczodrzy. Wyścig napędzają też rankingi szkół średnich, którymi ślepo kierują się rodzice. Tymczasem kluczem powinna być edukacyjna wartość dodana (EWD). Ten wskaźnik pokazuje prawdę: renomowane licea często jedynie utrzymują poziom już zdolnych uczniów, podczas gdy mniej medialne szkoły wykonują tytaniczną pracę, wyciągając słabszych w górę. Nowe rozwiązania powinny premiować aktywność społeczną czy sukcesy w konkursach, a nie oceny z poszczególnych przedmiotów.

 

Agnieszka Borkowska,
dyrektorka II LO im. św. Królowej Jadwigi w Siedlcach (Królówki)

Moim zdaniem rekrutacja jest sprawiedliwa, ponieważ jest ujednolicona – w każdej szkole obowiązują takie same zasady, co daje poczucie transparentności i jasności. Pod uwagę brane są rzetelne i miarodajne wyniki egzaminów zewnętrznych, oceny na zakończenie klasy ósmej, a także wolontariat czy osiągnięcia opisane w oficjalnym wykazie olimpiad przedmiotowych. Wszystko to ściśle reguluje rozporządzenie. Oczywiście w oddziałach sportowych, dwujęzycznych czy szkołach artystycznych obowiązują dodatkowe kryteria – takie jak sprawdziany sprawnościowe, językowe czy predyspozycji kierunkowych. Jednak w przypadku liceów o profilu ogólnym obecne zasady są w pełni uzasadnione.

 

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Promocja

Najlepsze kierunki w szkole branżowej dla dziewczyn – na jaką profesję postawić?

Artykuł sponsorowany Wybór ścieżki edukacyjnej po szkole podstawowej to istotny moment w życiu każdej młodej osoby. Szkoła branżowa przyciąga coraz więcej dziewczyn chcących szybko zdobyć konkretny fach i usamodzielnić się finansowo. Odpowiedni kierunek pozwala

Kraj

Egzaminoza nasza powszednia

Maj to nie tylko matury, ale też czas egzaminów klas ósmych. To wyścig napędzający rynek korepetycji

Egzaminy ósmoklasisty 2026 trwały trzy dni – między 11 a 13 maja. Pierwszego dnia uczniowie mieli 150 minut na rozwiązanie zadań z języka polskiego. Drugiego – 125 minut na egzamin z matematyki. W dniu trzecim 110 na język obcy. Na wyniki poczekamy do 3 lipca – wtedy w systemie ZIU ogłosi je Centralna Komisja Egzaminacyjna.

Koszmar rekrutacji

W tym roku do egzaminu zostało zgłoszonych 393 338 uczniów z ponad 12 953 szkół. Media rozpisują się, że to taki pierwszy poważny sprawdzian dla uczniów szkół podstawowych. Jednocześnie jest to egzamin, którego nie można nie zdać, ponieważ nie obowiązuje tutaj próg zdawalności. Ministerstwo Edukacji Narodowej, by wykazać się nowoczesnością (w stylu skandynawskim), wyjaśnia, że egzamin pozwala ocenić poziom zdobytej wiedzy na tym etapie nauki. I być może tak właśnie – zupełnie bezstresowo – według ministry Nowackiej jest. W lipcu, przy porannej kawie, przejrzy wyniki ósmoklasistów i cmoknie – z dezaprobatą lub zadowoleniem.

Zupełnie czym innym wynik egzaminu jest dla samych uczniów. Zdobyte punkty zadecydują o ich losie – o tym, do jak dobrej szkoły średniej się dostaną. A konkurencja jest bardzo duża, szczególnie jeśli chodzi o najlepsze licea w danym mieście. Liczą się procenty zdobyte z każdego z trzech egzaminów i oceny na świadectwie. Dodatkowe punkty zdobywa się za uczestnictwo w wolontariacie, świadectwo z wyróżnieniem oraz konkursy. Teoretycznie licznik powinien zatrzymywać się na 200 pkt. Są jednak szkoły, a w nich klasy, do których dostać się można, mając znacznie więcej niż 300 pkt.

Podkreślmy: napisanie wszystkich trzech egzaminów na 100% daje łącznie zaledwie 100 pkt. Wyniki egzaminów z języka polskiego i matematyki przelicza się za pomocą specjalnego kalkulatora rekrutacyjnego. Policzy on również punkty za wszystkie dodatkowe osiągnięcia, dzięki czemu każdy ósmoklasista dowie się, czy ich liczba wystarczy do rekrutacji w danej szkole średniej.

Przyjrzyjmy się kilku wybranym placówkom. W XIV LO im. Stanisława Staszica w Warszawie rozpiętość progów rekrutacji w roku 2024/2025 według strony internetowej samego liceum wahała się od 172,50 pkt aż do 324,45 pkt – zależnie od wybranej klasy. Mieszczące się w pierwszej dziesiątce warszawskie Liceum im. Stefana Batorego również daje do wiwatu. Przykładowe minimalne progi wynosiły od 172,97 pkt do 195,86 pkt (rekrutacja 2025/2026). Dodatkowo dla klas dwujęzycznych i IB (z maturą międzynarodową) wymagane jest zaliczenie sprawdzianu kompetencji językowych.

Udajmy się teraz na drugi biegun, do jednego z najszybciej wyludniających się miast w Polsce – do Grudziądza. Przyjrzyjmy się dwóm najlepszym szkołom średnim. Strona WaszaEdukacja.pl podaje, że minimalna liczba punktów w rekrutacji do I Liceum im. Bolesława Chrobrego na rok szkolny 2025/2026 wynosiła 133,6 pkt, a do II Liceum im. Króla Jana III Sobieskiego 129,75 pkt. Przy czym średni próg punktowy wynosić miał ok. 170 pkt. Czy to oznacza, że uczniów z najlepszych warszawskich szkół czeka bardziej świetlana przyszłość niż tych z Grudziądza?

Odpowiedź może być tylko jedna – to zależy.

Dorośli udają, że coś mierzą

O miejsca w najlepszych rankingowo szkołach toczy się walka. To oznacza, że uczniowie muszą uczestniczyć w masie zajęć dodatkowych, wolontariatach, olimpiadach i konkursach (oczywiście najlepiej być finalistą, i to konkursu międzynarodowego). Najlepsze wyniki gwarantują zaś korepetycje i zajęcia przygotowawcze. Według badania CBOS w tym roku szkolnym rodzice wydawali średnio 944 zł miesięcznie na zajęcia dodatkowe. Kurs przygotowujący do olimpiady przedmiotowej kosztuje nawet 3 tys. zł. Tak samo jak w przypadku matur podejście do państwowego egzaminu generuje dodatkowe koszty pokrywane z prywatnej kieszeni.

Z drugiej strony dydaktycy od lat biją na alarm, jeśli chodzi o ogólny poziom wiedzy uczniów. Portal Samorządowy pisał w kontekście zeszłorocznych wyników egzaminów, że uczniowie mają problemy z przecinkami i logicznym myśleniem. Część uczniów nie rozumie, że przecinek może zmienić nie tylko rytm zdania, ale i jego sens. Dużo większe problemy mamy jednak z królową nauk. „Matematyka to nie tyle dział wiedzy, co sposób postrzegania świata. Uczy myślenia systemowego, konsekwencji i szacunku do procesu. A my jako społeczeństwo coraz częściej pozwalamy młodym ten sposób myślenia porzucać”, mówiła w zeszłym roku Dorota Żuchowicz, doradczyni edukacyjna i współzałożycielka Forum Wiedzy i Edukacji.

Według CKE w 2025 r. ósmoklasiści podczas każdego z trzech egzaminów mieli największe problemy z zadaniami wymagającymi samodzielnego i logicznego myślenia: „Z języka polskiego trudność sprawiło uczniom zadanie z zakresu kształcenia językowego, które sprawdzało

k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Matura szyta na miarę

Nie załamujcie rąk nad wynikami egzaminów – były i będą takie same

Gdy spojrzeć na statystyki maturalne kolejnych roczników, wyłania się zaskakująco stabilny obraz: niezależnie od zmian podstawy programowej i modyfikacji formuły rezultaty pozostają niemal takie same. To każe podejrzewać, że matura jest w praktyce „skalibrowana” – tak aby zdawalność utrzymywała się na społecznie akceptowanym poziomie, a egzamin spełniał funkcję państwowego filtra, który ma działać przewidywalnie.

Kalibracja matury

Co roku w maju powtarza się ten sam rytuał: jedni zaciskają kciuki, drudzy wieszczą katastrofę, a nagłówki podkręcają emocje, sugerując, że „matury znów poszły gorzej niż kiedyś”. Tyle że w tej opowieści zwykle brakuje najważniejszego pytania: czy wyniki mówią nam cokolwiek o realnym poziomie wiedzy uczniów? Śledząc statystyki poszczególnych roczników, można zauważyć wyraźny trend – wyniki niezależnie od zmiennych są wręcz identyczne.

„Nie ma możliwości porównywania nieporównywalnych wyników egzaminów maturalnych, gdyż każdy rocznik zdaje egzamin na poziomie skalibrowanym do jego kompetencji. Przygotowywane testy mają własną skalę, toteż wynik np. 78% zdawalności z danego przedmiotu w jednym roku w porównaniu z 75% w poprzednim absolutnie nie oznacza, że nastąpiła poprawa o 3 pkt proc. Testy egzaminacyjne są konstruowane pod decyzję polityczną w sprawie pożądanego odsetka porażek, do którego dobiera się progowy wynik. Jeśli politycy rządzącej koalicji założą,

k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Dzieci z przedmieść

Jak Francja radzi sobie z edukacją imigrantów?

Korespondencja z Francji

Poziom nauczania obniża się na całym świecie. Możliwości intelektualne dzieci, którym sami rodzice nieraz przyklejają ekran do twarzy już w najmłodszych latach, coraz bardziej maleją. We Francji te zaniedbania nakładają się na nieudane polityki integracyjne, co dodatkowo degraduje edukację. A podobnie jak w wielu krajach europejskich rośnie tu liczba uczniów z rodzin imigranckich, zwłaszcza w dużych miastach. W niektórych dzielnicach Paryża w podstawówkach i liceach przeważają już dzieci, których rodzice przybyli do Francji z Afryki Północnej, Afryki Subsaharyjskiej czy Bliskiego Wschodu. Te zmiany demograficzne wpływają na jakość nauczania i funkcjonowanie szkół, które w dodatku zmagają się z brakiem nauczycieli.

Katastrofę edukacyjną wynikającą z połączenia nieudanej integracji dzieci z rodzin imigranckich ze zmianami technologicznymi i ogólnym zaniedbaniem sektora edukacji najlepiej ilustruje przykład 93. Departamentu, znajdującego się na północny wschód od Paryża. Na domiar złego mniej więcej od początku roku 2000 francuski system edukacyjny przestał zapewniać uczniom równe szanse, co poskutkowało m.in. radykalizacją młodzieży z przedmieść i często wiąże się z próbą kontroli i segregacji.

Szkolna nędza

93. Departament, Seine-Saint-Denis, uchodzi za najbardziej zróżnicowany etnicznie w regionie paryskim, a edukacja jawi się tam jako problem najważniejszy. Ponad 31% mieszkańców departamentu to osoby urodzone za granicą lub mające status imigranta. Spośród 512 207 imigrantów tylko część ma obywatelstwo francuskie. Liczba dzieci imigranckich w szkołach jest tutaj znacząca, dotyczy to zarówno szkół podstawowych, jak i średnich, a poziom placówek należy do najniższych w regionie, co skłania do zastanowienia się nad związkiem między problemami edukacyjnymi a modelem integracyjnym Francji.

Jak podaje radio RFI, nauczyciele, rodzice oraz samorządowcy w Seine-Saint-Denis od lat alarmują o pilnych potrzebach inwestycyjnych, szacowanych na 358 mln euro – tyle zakłada „pilny plan” dla 93. Departamentu (Olivier Chartrain, „Le ministère fait mine de découvrir les inégalités scolaires en Seine-Saint-Denis”, „L’Humanité”, 12 marca 2026), który miałby poprawić sytuację tamtejszych szkół.

Według mieszkańców brakuje 5 tys. nauczycieli i personelu pomocniczego (informacje zebrane przez nauczycielskie związki zawodowe SE UNSA), budynki szkolne są w złym stanie (część w ścianach ma azbest, w innych brakuje izolacji, co powoduje, że dzieci zimą są proszone o przynoszenie koców).

Podkreśla się ponadto nierówności pomiędzy szkołami w Seine-Saint-Denis a tymi w Paryżu czy innych, bogatszych rejonach Francji. Z danych wynika m.in., że w 93. Departamencie częściej nie zastępuje się nauczycieli, którzy odchodzą (niektóre szkoły mają nawet 20% wakatów), w klasach jest mniej doświadczonych nauczycieli, brakuje zajęć uzupełniających (muzyka, wychowanie fizyczne itd.). Nauczyciele podlegający ministerstwu edukacji (tzw. agrégés) omijają 93. Departament szerokim łukiem.

Pogłębiające się podziały

W ostatnich latach francuskie służby wielokrotnie alarmowały o przypadkach radykalizacji nieletnich, także w Seine-Saint-Denis, gdzie zatrzymywano młodych ludzi posiadających materiały związane z islamskim ekstremizmem. Zwraca się też uwagę na wzrost przemocy. W lutym 2025 r. władze objęły „wzmocnionym zabezpieczeniem” 21 gimnazjów i liceów w 93. Departamencie. Po serii wydarzeń związanych z agresją (np.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jan Widacki

Jeszcze o patologii w nauce

Kilka lat temu w Krakowie toczył się dziwny proces. Kuratorium, które bezskutecznie chciało dopaść dyscyplinarnie nauczyciela jednego z najlepszych polskich liceów, ale było w tym tak nieudolne, że sprawa zdążyła się przedawnić, złożyło na niego doniesienie do prokuratury. Zarzucane przewinienie dyscyplinarne, jakkolwiek by na nie patrzeć, nie dało się zakwalifikować jako przestępstwo, więc kuratorium, wtedy jeszcze pod światłym kierownictwem słynnej kurator Barbary Nowak, znalazło sobie coś innego.

Wykryto, że nauczyciel ten, skądinąd wychowawca wielu olimpijczyków, wielokrotnie nagradzany i wysoko oceniany przez dyrekcję liceum, parę razy wpisał do dziennika temat lekcji, a lekcji nie odbył! Raz wpisał jakiś temat, ale zamiast go realizować, poszedł z uczniami do nowo otwartego ogrodu profesorskiego obok Collegium Maius. Innym razem puścił uczniów, na ich prośbę, z ostatniej lekcji do domu. Kiedy indziej znów co innego wpisał do dziennika jako temat lekcji, a co innego robił z uczniami. Jeszcze innym razem – o zgrozo! – na lekcji informatyki, wychodząc widać z założenia, że nie samą informatyką człowiek żyje, napisał im na tablicy przepis na bigos! Oczywiście wzmianki o bigosie nie umieścił w dzienniku.

Nie wiem, czy na lekcji informatyki nie można poświęcić chwili bigosowi, a jeśli już się poświęci, czy trzeba z tego uczynić w dzienniku stosowny zapisek, uzupełniający temat lekcji. Pewnie nauczyciel nie powinien uczniów, nawet na ich prośbę, zwalniać z lekcji ani wpisywać do dziennika tematu,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.