W Zimbabwe dokonuje się ostatni etap krwawej reformy rolnej Mike Campbell i jego zięć Ben Freeth próbowali bronić swej farmy Mount Carmel przed sądem. Ale zwycięstwa prawne nie zdały się na nic. Podpalacze przyszli nocą. Nie udało się ugasić pożaru i posiadłość doszczętnie spłonęła. Wkrótce potem wśród dymiących zgliszcz doszło do tajemniczej eksplozji. Freeth został na krótko aresztowany. Policja oskarża go o gromadzenie broni i materiałów wybuchowych. Nieszczęsny farmer twierdzi, że to prowokacja, często stosowana przez agentów reżimu, lecz śledztwo przeciw niemu się toczy. Campbell i Freeth stoją na czele ostatnich białych farmerów w Zimbabwe, rozpaczliwie usiłujących uniknąć wywłaszczenia. Prawdopodobnie poniosą klęskę. 85-letni autokrata, prezydent Robert Mugabe, uważa bowiem kontrowersyjną reformę rolną za największy sukces swego rządu i zamierza doprowadzić ją do końca. Kiedy brytyjska kolonia Rodezja zdobyła niepodległość w 1980 r. i przyjęła nazwę Zimbabwe (Dom Wodza), w kraju było ok. 6,5 tys. „rolników komercyjnych”, wyłącznie białych. Zimbabwe cieszyło się wtedy sławą spichlerza Południowej Afryki, kraj eksportował kukurydzę, pszenicę, tytoń i inne płody rolne. Reforma rolna była koniecznością, ponieważ nieliczni biali obszarnicy posiadali większość najlepszych ziem ornych i pastwisk. Zmiany należało jednak przeprowadzić stopniowo, w sposób cywilizowany, zapewniając rolnikom komercyjnym jakąś rekompensatę lub też pozostawiając im część posiadłości, aby nie doszło do upadku rolnictwa. Ale Robert Mugabe, przywódca o skłonnościach despotycznych, który do dziś rządzi w Harare, wybrał drogę „bolszewicką”, czy, jak sam głosi, rewolucyjną. W 2000 r. rozpoczęło się wywłaszczanie. Władze wręczały nowym czarnoskórym „właścicielom”, często funkcjonariuszom rządowej partii Zanu-PF, niemającym pojęcia o agrotechnice, „świadectwa własności” farm komercyjnych. Dotychczasowy posiadacz otrzymywał pisemną informację: „Farma już do ciebie nie należy. Prosimy, nie stawiaj oporu”. Tych, którzy usiłowali się bronić, terroryzowały uzbrojone bojówki młodzieżowej organizacji Zanu-PF. Podczas reformy rolnej zamordowano co najmniej 13 farmerów, dziesiątki innych zostało ciężko pobitych lub trafiło do więzień. Obecnie w Zimbabwe pozostało niespełna 500 białych rolników komercyjnych. Ci, którzy przetrwali, często musieli oddać część ziemi i zazwyczaj płacą wysoki haracz małym hienom. Tak nazywani są wpływowi funkcjonariusze reżimu, którzy w zamian za pieniądze zapewniają białym obszarnikom ochronę. Opłacania się hienom odmówił 67-letni Malcolm Clark, właściciel 67-hektarowego gospodarstwa rolnego w Welston na przedmieściach Harare, którego wartość ocenia na 5,4 mln dol. W styczniu br. banda zbrojnych osiłków wypędziła go z domu. Żona Malcolma nie wytrzymała stresu, zmarła na atak serca. Clark usiłuje uzyskać sprawiedliwość na drodze sądowej – podkreśla, że jego gospodarstwo znajduje się na gruntach miejskich i nie podlega ustawie o wywłaszczeniu. Wydał na koszty procesu dziesiątki tysięcy dolarów bez żadnego rezultatu. Spośród pozbawionych majątków farmerów zaledwie 3% dostało rekompensatę finansową – najwyżej jedną dziesiątą wartości utraconej ziemi. Nadziały gruntów otrzymało 144 tys. ubogich czarnych obywateli, jednak jedna trzecia skonfiskowanej ziemi trafiła w ręce funkcjonariuszy reżimu, którzy najczęściej nie chcą lub nie potrafią jej uprawiać. W rezultacie 50 tys. ha dawniej urodzajnych gruntów leży odłogiem. Na domiar złego dla nowych właścicieli zabrakło nawozów, narzędzi, ziarna na siew. Produkcja rolna załamała się. Według ocen FAO, agencji ONZ ds. wyżywienia i rolnictwa, w bieżącym roku w Zimbabwe zebrana zostanie zaledwie jedna czwarta płodów rolnych potrzebnych do wyżywienia ludności (do zapaści rolnictwa przyczyniła się także susza). Reforma rolna oznaczała także katastrofę dla 320 tys. zatrudnionych przez rolników komercyjnych czarnoskórych robotników rolnych, którzy utracili pracę i środki do życia. W ubiegłym roku bezrobocie w Zimbabwe wynosiło kilkadziesiąt procent, inflacja zaś sięgnęła 3 bln rocznie (sic!). Urzędnicy ministerstw w Harare nie przyjeżdżali do pracy, ponieważ nie mieli pieniędzy na bilety komunikacji miejskiej. W marcu ub.r. mimo utrudnień i szykan ze strony reżimu, sukces wyborczy odniosła partia opozycyjna – Ruch na rzecz Demokratycznej Przemiany – MDC, którego liderem jest Morgan Tsvangirai. Autokrata Mugabe nie zamierzał jednak oddać władzy. Dopiero po długich negocjacjach i kłótniach doszło w lutym br. do utworzenia
Tagi:
Jan Piaseczny







