Platynowa akcja posła Zbrzyznego

Platynowa akcja posła Zbrzyznego

Jak zablokowano wyprowadzenie przez liderów PiS miliardów złotych z kombinatu miedziowego

Gdy zbliżał się termin zwyczajnego walnego zgromadzenia akcjonariuszy KGHM, które jak co roku miało dzielić zysk, nic nie zapowiadało gigantycznego skoku na kasę tej firmy, zaplanowanego przez liderów PiS. Było co dzielić, bo w 2006 r. dzięki korzystnym cenom na światowych rynkach zysk netto KGHM na wydobyciu i przerobie miedzi wyniósł 3,4 mld zł, o prawie miliard więcej niż rok wcześniej.
Przed walnym zgromadzeniem zwołanym na 30 maja zarząd, zgodnie z prawem, zaproponował podział zysku. Na dywidendę dla akcjonariuszy przeznaczono 40% (1,4 mld zł), a pozostałe 60% zysku miało pozostać w firmie na konieczne inwestycje (eksploatacja nowych obszarów złóż miedzi). Akcjonariusze to głównie skarb państwa (właściciel 42% akcji), rozmaite fundusze inwestycyjne i osoby prywatne. Jedną akcję ma pos. Ryszard Zbrzyzny, szef związku zawodowego pracowników przemysłu miedziowego – i jak się okazuje, była to akcja już nie złota, ale platynowa, bo jako akcjonariusz Zbrzyzny mógł wziąć udział w walnym zgromadzeniu i przeciwstawić się działaniom na szkodę KGHM.

Zabierzemy wszystko

Podział zysku zaproponowany przez zarząd zaakceptowała rada nadzorcza (zdominowana przez przedstawicieli PiS-owskiego Ministerstwa Skarbu). Ale 30 maja walne zgromadzenie nie przyjęło propozycji zarządu i rady – i postanowiło, że cały zysk spółki zostanie przeznaczony dla akcjonariuszy! Większość głosów na walnym zgromadzeniu ma skarb państwa, więc to reprezentant ministerstwa zdecydował o takim przeznaczeniu 3,4 mld zł. Była to uchwała zdumiewająca, bo w dziejach spółki KGHM nie zdarzyło się jeszcze, by właściciel chciał wyprowadzić z niej cały zysk.
Zaskakujące też, że szefowie resortu, minister Wojciech Jasiński i ówczesny wiceminister Ireneusz Dąbrowski, którzy najpierw zgodzili się na pozostawienie w kombinacie 40% zysku, w przeddzień walnego zgromadzenia zmienili zdanie. Oczywiście nie była to ich samodzielna decyzja. Wykonano polecenie premiera, który uznał, że pożądane są większe wpłaty do budżetu państwa. Zapewne przewidująco patrząc w przyszłość, Jarosław Kaczyński zdecydował, iż większe pieniądze z KGHM przydadzą się, by rząd PiS miał co dzielić w ewentualnej kampanii wyborczej. Niewykluczone też, że liderzy PiS ulegli sile przekonywania prywatnych akcjonariuszy KGHM, dla których tak duża dywidenda była prawdziwą gratką.

Mniej niż zero

Skarb państwa miał dostać 1,43 mld zł, pozostali akcjonariusze niemal 2 mld zł, w kombinacie zaś miało zostać zero. Właściwie mniej niż zero, bo przedstawiciele skarbu państwa, chcąc wyprowadzić z firmy jak najwięcej, zawyżyli wartość akcji KGHM i wyszło im, że dywidenda ma być… o prawie milion złotych wyższa niż cały zysk kombinatu. Walne zgromadzenie przyjęło więc decyzję niewykonalną, sprzeczną z prawem, bo nie można wypłacić z zysku więcej, niż zysk wynosi.
– KGHM stał się zasobem finansowym dla politycznych celów PiS. Opatrzność zdecydowała, iż musiałem opuścić tę część walnego, na której dzielono zysk. Gdybym był, zaprotestowałbym przeciw nieprawidłowemu wyliczeniu dywidendy. Decyzja zostałaby wtedy skorygowana i nie miałbym żadnych formalnych podstaw do protestu. A tak mogłem skorzystać z drogi sądowej – mówi Ryszard Zbrzyzny.
W 2006 r. właściciel wyprowadził z KGHM niemal 80% zysku (2 mld zł), w 2007 chciał sięgnąć po cały (3,4 mld). Oznaczało to, że w ciągu dwóch lat zagarnięte zostałoby 95% zysków. Przeciw takiej polityce skarbu państwa zaprotestowały związki działające w KGHM (oprócz „Solidarności”) i większość załogi kombinatu, która wypowiedziała się w specjalnym referendum. Zarząd firmy uznał, że było ono nielegalne, zawiadomił prokuraturę, a prokuratorzy zaczęli natychmiast przesłuchiwać działaczy związkowych organizujących referendum.

Nieudany skok na kasę

Finansowa zachłanność liderów PiS nie mogła być podstawą zaskarżenia uchwały walnego zgromadzenia, bo właściciele mogą podjąć nawet absurdalną decyzję, jeśli formalnie nie jest sprzeczna z prawem. Zarząd KGHM, chcąc jak najszybciej wypłacić cały zysk firmy, skorygował dywidendę. Postanowiono przekazać 3,3 mld zł, w kombinacie zostawało więc około miliona złotych.
Zwołano nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy, które 9 lipca podjęło stosowną uchwałę i już następnego dnia zarząd wypłacił pierwszą transzę zysku – 1,7 mld zł, z czego 900 mln dostał skarb państwa (swoje 42% oraz podatek kapitałowy od pozostałych udziałowców). Druga transza miała zostać wypłacona dwa miesiące później.
Ryszard Zbrzyzny głosował przeciw, po czym zaskarżył uchwałę do sądu. Powód?
– Decyzję poprzedniego zwyczajnego walnego zgromadzenia zmieniło nadzwyczajne zgromadzenie, dokonując innego podziału zysku. Zgodnie z prawem może to robić tylko zwyczajne zgromadzenie. Prawo do dywidendy ustalono już na 25 czerwca, podczas gdy mógł to być najwcześniej dzień walnego zgromadzenia, czyli 9 lipca. Walne wyznaczyło termin wsteczny, czego nie miało prawa robić – twierdzi Zbrzyzny, który złożył również wniosek o wstrzymanie wypłaty drugiej transzy zysku.
Sprawa była dość oczywista, więc mimo że Zarząd KGHM wynajął jedną z najdroższych kancelarii, przegrał we wszystkich instancjach.
Najpierw sąd zabezpieczył przedmiot sporu i wstrzymał wypłatę drugiej transzy. Zarząd KGHM odwołał się od tej decyzji, ale sąd drugiej instancji utrzymał ją w mocy – i nie doszło do przekazania kolejnych 1,7 mld zł. Wreszcie 18 września sąd w Legnicy orzekł, że uchwała walnego zgromadzenia z 9 lipca o wypłacie dywidendy jest sprzeczna z prawem, i uchylił ją.
Pytanie, co z pieniędzmi, które 10 lipca udało się już wyprowadzić z KGHM. Odpowiedź jest jedna – gdy wyrok się uprawomocni, trzeba je będzie zwrócić.

 

Wydanie: 39/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy