Pociągi pod czeskim nadzorem

Pociągi pod czeskim nadzorem

W kolejnictwie Czesi wygrywają na całej linii – pociągi są lepsze, tańsze, jeżdżą szybciej i punktualniej

Czeskie koleje należą do najtańszych, najbardziej komfortowych i dostępnych w naszej części Europy. Polacy korzystają z nich z zachwytem. Czesi zaś przygody z PKP opowiadają sobie niczym historie z krajów Trzeciego Świata.

36-tysięczny Cieszyn na granicy polsko-czeskiej sąsiaduje z 25-tysięcznym Czeskim Cieszynem. Te dwie miejscowości mogą służyć za modelowy początek tekstu o polskich i czeskich kolejach. Także dlatego, że ze względu na położenie i turystyczną popularność są miejscem pierwszych doświadczeń: Czechów z polskimi kolejami, a Polaków z czeskimi. Budynek dworca w Cieszynie – jak wiele podobnych w całym kraju – czasy świetności ma za sobą. Dziś jest rozsypującą się i niedostępną dla podróżnych ruderą. Gminny samorząd próbuje znaleźć pieniądze na remont, po tym jak w 2013 r. budynek dworcowy i przyległe działki zostały przekazane miastu Cieszyn. W 2009 r. zawieszono przewozy pasażerskie między Cieszynem i Bielskiem, w tym samym roku zlikwidowano połączenia z Czeskim Cieszynem. Dziś funkcjonuje kilka połączeń z Cieszyna do Katowic przez Goleszów, a podróżni narzekają na czas przejazdu dwukrotnie dłuższy niż autobusem na tej samej trasie.

Tymczasem dworzec kolejowy w Czeskim Cieszynie jest otwarty całą dobę, ma poczekalnię, kiosk, kasy biletowe i dwie restauracje. Z Czeskiego Cieszyna bez problemu można bezpośrednio dojechać pociągiem do Pragi, słowackiej Żyliny, nie mówiąc o Ostrawie, stolicy województwa śląsko-morawskiego. Nie sposób wytłumaczyć tej dysproporcji jedynie historią – po podziale Cieszyna w 1920 r. na część polską i czeską główny dworzec pozostał u naszych sąsiadów. Stan dworców w Cieszynie i Czeskim Cieszynie jest konsekwencją prowadzonej od lat w Polsce i Czechach polityki transportowej.

Gęsta sieć

To wina historii i zaniedbań polskich polityków. W przeszłości Czechy, które wchodziły w skład monarchii austro-węgierskiej, mocno rozwijały połączenia kolejowe i budowały infrastrukturę. Dlatego sieć jest tu znacznie gęstsza niż w Polsce, która w czasach rozwoju kolei była podzielona między trzy zabory. – Państwo czeskie od lat prowadzi bardzo konsekwentną politykę transportową, polegającą na tworzeniu spójnej sieci komunikacyjnej integrującej poszczególne regiony kraju i niewykluczającej transportowo żadnego z nich. Praktycznie wszystkie średniej wielkości miasta mają połączenie z resztą kraju, pociągi lokalne i regionalne są bardzo sprawnie skomunikowane z dalekobieżnymi – tłumaczy prof. Radosław Zenderowski, politolog specjalizujący się w tematyce państw Europy Środkowej i Wschodniej.

– W Polsce jest 100 miast powyżej 10 tys. mieszkańców bez czynnego połączenia kolejowego – wylicza Karol Trammer z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn”. W Czechach – tylko jedno takie miasto, w innych krajach naszego regionu po kilka. Największe miasto bez kolei w Polsce ma 92 tys. mieszkańców. To Jastrzębie-Zdrój. Odcięte od sieci kolejowej są także: Lubin (75 tys. mieszkańców), Siemianowice Śląskie (70 tys.), Łomża (63 tys.), Mielec (61 tys.), Bełchatów (60 tys.), Piekary Śląskie (58 tys.), Knurów (39 tys.), Police (34 tys.) oraz Czeladź (33 tys.).

Czeska sieć kolejowa należy do najgęstszych w całej Europie i jest dwa razy gęstsza od polskiej. Czesi mogą dojechać niemal do każdego zakątka swojego kraju i robią to stosunkowo często. Jak podaje branżowy „Rynek Kolejowy”: „W 10,5-milionowym kraju w 2012 r. kolej przewiozła 172 mln podróżnych – to oznacza, że statystyczny mieszkaniec wsiadał do pociągu częściej niż 16 razy w roku. W tym czasie w niemal czterokrotnie ludniejszej Polsce z usług przewoźników kolejowych skorzystało tylko 274,4 mln pasażerów (około siedmiu podróży na mieszkańca rocznie)”.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 5/2015

Kategorie: Świat

Komentarze

  1. mr.pen
    mr.pen 3 lutego, 2015, 22:46

    Wszystko dlatego ze w Polsce rzadzi PiS a w czechach PO

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Adam
    Adam 5 lutego, 2015, 22:39

    Diagnoza raczej trafna, choć trochę za dużo tu emocji, a za mało analizy problemu, jaką w Polsce proponuje choćby wspomniany na początku Karol Trammer z pisma „Z Biegiem Szyn”. Całkowicie nietrafiony jest natomiast argument z konkurencji, o którym wspomina autor i jego rozmówcy. Pociągów nie można prowadzić na zasadach konkurencji nie wysuwając zarazem istotnych regulacji. Linie kolejowe – podobnie jak rolnictwo czy poczta – są zarazem działalnością gospodarczą i podstawowym dobrem publicznym. Nie usprawni się linii kolejowych przez postawienie na torach dwóch pociągów i obserwowanie, który pojedzie szybciej, przewiezie więcej pasażarów, zaoferuje tańsze sushi itp., tak jak się stawia na półce dwa rodzaje masła i porównuje, które sprzeda się lepiej. Dziwią mnie argumenty z konkurencyjności kolei w stylu Margaret Thatcher w lewicowym tygodniku. Jeszcze raz – polecam analizy Karola Trammera!

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy