Podróżni boją się września

Podróżni boją się września

Zamiast siedmiu minut z Ząbek jedzie się 20, i to z półgodzinnym opóźnieniem
– tak wygląda przejazd  na trasie Małkinia-Warszawa

– Jest o wiele mniej pociągów, a mimo to potrafią przyjeżdżać z półgodzinnym opóźnieniem, jechać dwa razy dłużej niż zwykle, stać na stacji kwadrans lub odjeżdżać z kilkunastominutowym opóźnieniem. Każdy skład jest wypełniony po brzegi, więc przymusowe postoje w upale są koszmarem – mówi Juliusz, student z Wołomina, czekający na pociąg na dworcu Warszawa Wileńska. – To trwa już z miesiąc, półtora.
„Pociągi stają przy ul. Radzymińskiej na wysokości hipermarketu Tesco, w szczerym polu, przed stacją Zielonka i na stacji Zielonka, a konduktorzy potrafią odburknąć tylko: »Nie jestem od informowania pasażerów, lecz od sprawdzania biletów«” –  to fragment listu przysłanego do naszej redakcji  przez panią Magdalenę. Ten list to obywatelska skarga mieszkańców podwarszawskich miejscowości, dojeżdżających do stolicy pociągami Kolei Mazowieckich i wysiadających na Dworcu Wileńskim. Wąskiego gardła nie da się ominąć, bo samochody i autobusy stoją w korku na Radzymińskiej i Ząbkowskiej.

postój kontrolowany

Źródłem kłopotów pasażerów jeżdżących trasą Małkinia-Warszawa Wileńska jest budowa stacji Zacisze-Wilno na Targówku Fabrycznym. To właśnie z jej powodu od stacji w Zielonce wprowadzono ruch jednotorowy oraz ograniczono liczbę kursujących pociągów. Ludziom mieszkającym pod Warszawą czas dojazdu do pracy wydłużył się dwukrotnie. – Patrząc od strony Wileńskiej, są dwie możliwości zmiany toru – na drugiej stacji w Zielonce i na piątej w Wołominie. Jeśli więc pociąg wyjeżdżający z Warszawy jedzie przeciwległym torem i dojeżdża do nowo wybudowanej stacji, to pociąg jadący do Warszawy musi stanąć najpóźniej w Zielonce i poczekać, aż tamten zmieni tor przed Zielonką, i wtedy dopiero ruszyć. Często się zdarza, że pociąg dojeżdża z opóźnieniem. Wtedy musi albo dłużej stać na jakiejś stacji przed Zielonką, albo jedzie i opóźnia wyjazd z Wileńskiej innego pociągu – tłumaczy pan Tomasz, który codziennie dojeżdża z Tłuszcza do pracy w Warszawie.
Wiele osób skarży się także na chaos na samym dworcu. – Na dwóch peronach, lekko licząc, około tysiąca osób biega między peronami w oczekiwaniu na pociąg, który MOŻE przyjedzie i KIEDYŚ odjedzie w kierunku domu. I nadjeżdża – pociąg do Małkini lub Łochowa, zaledwie dwa wagony, w których te setki mają się zmieścić – tłok, duszno, brak informacji, kiedy odjedzie, czekamy… Wczoraj
55 minut – relacjonuje wydarzenia z poniedziałku, 13 sierpnia, pani Magdalena.
– Tego samego dnia w Zielonce na odjazd pociągu czekałam 30 minut – dodaje pasażerka spotkana na Dworcu Wileńskim. Na stronie internetowej Kolei Mazowieckich można było się dowiedzieć jedynie, że tego dnia „na jednotorowym szlaku Warszawa Wileńska-Zielonka (drugi tor zamknięty w związku z budową przystanku) nastąpiła awaria urządzeń sterowania ruchem kolejowym. Z powodu awarii pociągi Kolei Mazowieckich – KM kursujące linią Warszawa-Małkinia mogą być opóźnione nawet powyżej 30 minut. Opóźnienie może ulegać zmianie”. Sfrustrowani pasażerowie, chcąc wyegzekwować od przewoźnika godne warunki podróży, dzwonili nawet do samego dyrektora Kolei Mazowieckich. Ale bez rezultatu.

to my płacimy za udrękę

Teraz sytuacja na stacji Warszawa Wileńska nieco się poprawiła. 20 sierpnia w godzinach szczytu podstawiane pociągi były dłuższe, jednak ludzie nadal tłoczyli się w nich, a niektóre jechały z otwartymi drzwiami. Tym razem jednak przynajmniej ruszały zgodnie z rozkładem i informacjami podawanymi przez megafon. Pasażerowie byli zdziwieni brakiem opóźnień i podkreślali, że zdarza się to pierwszy raz od dawna.
Wciąż nierozwiązany pozostaje problem czasu podróży. – Zawsze z Ząbek w godzinach szczytu jechałam siedem minut. Teraz – ok. 20. A rozkłady są bez sensu. Podstawione zostały dwa pociągi. Jeden ruszał o 16.42, drugi o 16.47. Przyszłam o 16.50 i teraz muszę czekać do 17.20 – mówi zrezygnowanym głosem pani Maria.
Pasażerowie, którzy jeżdżą Kolejami Mazowieckimi, podkreślają, że nie chodzi tu o jedno lub kilka konkretnych wydarzeń czy awarii, ale o codzienną praktykę. – Raz czy dwa coś może się zdarzyć, ale kiedy się jedzie tędy codziennie, spieszy się do pracy, to nawet najkrótszy postój w Zielonce zaczyna męczyć i irytować – zauważa pan Marek. Pasażerowie podkreślają, że Koleje Mazowieckie to spółka powołana przez samorząd województwa mazowieckiego, który ma w niej większość udziałów. Środki przeznaczone na funkcjonowanie KM w pewnej części pochodzą więc z podatków mieszkańców województwa mazowieckiego, którzy w takim razie mają prawo oczekiwać od Kolei Mazowieckich wypełniania misji spółki, czyli „prowadzenia pasażerskiego transportu kolejowego o wysokim standardzie w aglomeracji warszawskiej oraz na pozostałym obszarze województwa mazowieckiego, jako elementu zintegrowanego transportu publicznego”. „Bądź co bądź, to NASZE mazowieckie pieniądze, z NASZEGO wspólnego
budżetu finansowane są te niefrasobliwe poczynania KM. Dlaczego MY, mieszkańcy, mamy ponosić koszty indolencji i braku kompetencji pracowników KM? To MY spóźniamy się do pracy i ponosimy konsekwencje nieudolnych i źle zorganizowanych poczynań KM”, pisze pani Magdalena.

nikt nie jest winien

Pasażerowie podróżujący na trasie Małkinia-Warszawa Wileńska najbardziej obawiają się powrotu z wakacji uczniów, studentów i ostatnich urlopowiczów. Budowa stacji Zacisze-Wilno ma trwać do 2013 r. Jeżeli częstotliwość kursowania pociągów nie zostanie zwiększona, będzie to oznaczać jeszcze większy tłok na dworcach i w pociągach. Możliwe, że zdarzą się sytuacje obserwowane na linii Grodzisk Mazowiecki-Warszawa, gdzie w porannym szczycie w okresie poza wakacjami podróżni wsiadający na stacji w Ursusie często mają problemy z wejściem do zatłoczonego pociągu.
Koleje Mazowieckie przyznają, że część pociągów odwołano, zmieniono rozkłady jazdy, a pociągi jeżdżą jednym torem. Te utrudnienia wiążą się nie tylko z budową stacji Zacisze-Wilno, ale też z pracami remontowymi prowadzonymi przez PKP Polskie Linie Kolejowe. To wyjaśnienie nie tłumaczy jednak, dlaczego składów pociągów nie wydłużono na tyle, by ludzie nie tłoczyli się w nich jak sardynki w puszce, dlaczego konduktorzy są aroganccy, a rozkłady ułożone bez sensu.
Przewoźnik zapewnia jednocześnie, że udręka podróżnych skończy się
31 sierpnia. Pasażerowie na Dworcu Wileńskim nie bardzo w to wierzą. – Boimy się września – stwierdzają zgodnie.

Wydanie: 35/2012

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy