ASP na sprzedaż

ASP na sprzedaż

Raczyńscy nie rezygnują z odebrania gmachu uczelni artystycznej

W Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie odbyły się już trzy happeningowe protesty. Dwa lata temu samorząd studencki zorganizował akcję \”Pożar na Akademii\”, a na zakończenie roku akademickiego 2007/2008 odbyła się akcja \”Jesteśmy na sprzedaż\”. W grudniu znowu studenci warszawskiej ASP przypomnieli o sobie. Akcja rozgrywała się w klimacie hipermarketu przed świętami i stała się parodią tego, co się wokół nas dzieje, tzn. nieustannych zapewnień, że wszystko można kupić. Studentom ASP pomagali studenci akademii teatralnej i akademii muzycznej. Znalazły się nawet odniesienia do muru berlińskiego, który został rozbity, aby połączyć i pojednać dwa skłócone światy, a poszczególne cegły były sprzedawane. Dochód ze zbiórki pieniędzy i sprzedaży różnych gadżetów został przeznaczony na potrzeby Komitetu Obrony Akademii, który zawiązał się po pierwszym proteście.

Na dezinformację – happening

Sytuacja uczelni wciąż nie jest jasna. Do opinii publicznej przenikają za pośrednictwem mediów sprzeczne informacje. Dr Dorota Optułowicz-McQuaid reprezentująca komitet zwraca uwagę, że ten stan zawieszenia i niedoinformowania bardzo stresuje społeczność ASP. Komitet pragnąłby, aby spór, jaki toczy się między akademią a spadkobierczyniami dawnego właściciela, został wreszcie zakończony. – Chcielibyśmy – mówi – by paniom Raczyńskim wypłacono jakieś odszkodowanie lub przekazano działkę w innymi miejscu, by z akademii został zdjęty status tymczasowości.
Ostatnio adwokat pań Raczyńskich mec. Krzysztof Labe z Krakowa oświadczył pod wpływem uporczywych pytań dziennikarzy: – Nie chcę się więcej wypowiadać na ten temat. Wcześniej jednak zapewniał: – Moje klientki nie podejmą żadnych wrogich działań wobec uczelni.
Tę wypowiedź podchwyciła prasa, twierdząc, że wszystko już znalazło pozytywny finał. Tymczasem od strony formalnej nic się nie zmieniło. Akademia nie była dotąd poinformowana o żadnych ustaleniach czy negocjacjach ze spadkobierczyniami, choć plotki mówią, że w sprawie terenu będącego własnością skarbu państwa toczą się jakieś negocjacje w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Co więcej, ktoś rozpuścił pogłoskę, że Akademia Sztuk Pięknych znajdzie miejsce na dolnych piętrach Muzeum Sztuki Nowoczesnej na placu Defilad, którego projekt swego czasu wzbudził silne kontrowersje. Jest to podobno koncepcja, którą nawet warszawski ratusz bierze pod uwagę, natomiast muzeum jest całkowicie nią zaskoczone, podobnie jak akademia. W tej nienormalnej, wręcz groteskowej sytuacji przedświąteczny protest i happening studentów wydawał się jak najbardziej \”normalny\”. Jednym z elementów happeningu był \”Woreczek na smuteczki\”, do którego dzieci miały wrzucać wymalowane lub wypisane na kartkach wszystkie swoje żale i smutki. Taki worek przydałby się też z pewnością społeczności ASP w Warszawie.

Sztuki piękn(i)e krzyczą

– Wszystkie nasze akcje mają znaczenie symboliczne – mówi dr Dorota Optułowicz-McQuaid. – Świadczą o twórczej aktywności uczelni i o jej wrośnięciu w tkankę miasta, w społeczność, która każdego dnia pojawia się na Krakowskim Przedmieściu. Akcje te nikogo jednak nie mają obrazić. Krzyczymy, ale nie zniżamy się do poziomu pyskówki. Pokazujemy, że spór też można prowadzić „na najwyższej kulturalnej półce”.
Czy ktoś jednak jest w stanie usłyszeć „krzyk z górnej półki”?

Wydanie: 1/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy