Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

W MSZ stwierdzono, że słabo pracują nasze placówki zagraniczne. Że przesyłają do centrali mało wartościowe informacje, częstokroć są to przepisane z miejscowych gazet informacje, i że są mało aktywne. No i że zbyt często mamy na placówkach konflikty personalne.
Cóż na to powiedzieć… Nic nowego pod słońcem. Takie tendencje zawsze istniały. A rządziły się one jedną generalną zasadą – im słabszy personel, niedouczony, nieobyty, wysłany po znajomości, tym praca placówki była gorsza. Bo i materiały przesyłane do centrali były do niczego, i awantury na placówkach olbrzymie (bo jak ktoś nie potrafił wykazać się w realnej pracy, to miał oko na kolegę…). Do dziś opowiadane są w MSZ takie anegdoty – że wiele lat temu attaché prasowym w Londynie został człowiek nieznający… angielskiego. Cztery lata mu upłynęły na czujnym pilnowaniu, byleby tylko nie odebrać telefonu… Bo a nuż zadzwoni jakiś dziennikarz… Inna historia dotyczy pani, która miała zajmować się sprawami mediów w ambasadzie w Brukseli. Też nie znała narzecza, ale była przebiegła. Wertowała prasę, i jak tylko znalazła słowo Pologne, natychmiast artykuł wycinała i wysyłała faksem do centrali.
Więc wniosek jest, wydawałoby się, prosty – jak się wyśle dobrego ambasadora, doświadczonego, znającego reguły gry, a on sobie dobierze dobrych współpracowników – placówka będzie pracować dobrze. Jak pojedzie słabizna – będą kłopoty.
Tę zasadę więc minister Sikorski interpretuje, jak można przypuszczać, trochę odmiennie. Powołał oto specjalny zespół ds. zasad działań na placówkach. Znaczy się – jak opracuje zasady, regulamin, to ma być lepiej. Zespół liczy sześciu ludzi. Żaden z nich nigdy nie był na placówce.
Powodzenia.
A jeśli już jesteśmy przy zagranicznych placówkach, dorzućmy garść ploteczek. Do Kanady jechać ma Władysław Stasiak, wiceszef Kancelarii Prezydenta. Podobno przegrał wewnętrzne zapasy z Piotrem Kownackim i Witoldem Waszczykowskim, więc w nagrodę funduje mu się czteroletni wypas. Za państwowe pieniądze. Plotka poszła też po MSZ, że już niedługo szukana będzie jakaś ambasada dla Mariana Krzaklewskiego. Wspomógł on PO w eurowyborach, nie dostał mandatu, ale już marszałek Sejmu Bronisław Komorowski oświadczył, że Platforma nie zostawi go na lodzie i że mu wynagrodzi. Cóż, nie ma wątpliwości, że nie z własnej kieszeni…
Z kolei na Litwę jechać ma Jerzy Marek Nowakowski, ni to dziennikarz, ni to urzędnik państwowy. W tej sprawie mocno popierają go ludzie z dawnej ekipy Buzka. Pytanie tylko, czy nie zostanie on zablokowany w Kancelarii Prezydenta. Bo Kaczyńscy mają na niego oko. Więc tu podobno trwają zabiegi…
Przesądzony jest za to wyjazd dyrektora generalnego Rafała Wiśniewskiego. Wybrał Sztokholm (a też wahał się, czy nie wybrać Wilna). Ale wybrał mądrze. Ponieważ od 1 lipca zaczyna się szwedzka prezydencja w Unii, czyli multum pracy dla każdej placówki, Wiśniewski zdecydował, że pojedzie do Sztokholmu na początku przyszłego roku. Po prezydencji. Jak już będzie cisza i spokój.
To się nazywa gust konesera

Wydanie: 24/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy