Piekło domowe

Piekło domowe

Prawie 4 miliony kobiet w Polsce dotyka przemoc w rodzinie

Dlaczego wyrzucił telewizor przez okno? Bo oglądała film, zamiast pójść do sklepu. Co myślała? Że mogła iść do tego sklepu od razu i go nie denerwować. – Jak zwykle wzięłam winę na siebie – kiwa głową z politowaniem 43-letnia Agnieszka, magister inżynier technologii chemicznej. – Klasyczne, książkowe zachowanie ofiary przemocy domowej. Teraz, po latach terapii, to wiem. Ale wtedy nie dostrzegałam, a tak naprawdę nie chciałam dostrzec tego, co oczywiste. Usprawiedliwiałam, bagatelizowałam te wszystkie awantury, wyzwiska i złe słowa. Nie było siniaków na ciele i podbitych oczu, bo nie bił ani mnie, ani dzieci, więc wydawało mi się, że u nas przemocy domowej nie ma. Poza tym obydwoje jesteśmy przecież wykształceni, skończyliśmy wyższe uczelnie. Pracujemy. Mieszkamy w pięknym, nowym domu. Mamy dwóch udanych synów. A przemoc jest tam, gdzie bieda, bezrobocie i wykluczenie. Tak myślałam.

Agnieszka jest jedną z niemal 4 mln Polek, które doświadczyły przemocy domowej. Tymczasem polski rząd pracuje nad wypowiedzeniem Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. PiS chce zdemontować system antyprzemocowy, który z dużym trudem udało się wypracować w Polsce w ciągu ostatnich 12 lat. Właśnie przestał działać warszawski numer Niebieskiej Linii. – Musieliśmy 1 stycznia wyłączyć telefon z braku pieniędzy. Od lat byliśmy finansowani z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Na ten rok Ministerstwo Sprawiedliwości, które nim kieruje, ustaliło, że o środki mogą się ubiegać wyłącznie instytucje pomagające bezpośrednio, a nie zdalnie przez telefon czy mejlowo, tak jak my – mówi Renata Durda, kierowniczka Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”. – Dlaczego? Ministerstwo nie musi się tłumaczyć. Zostaliśmy na lodzie. Zawiesiliśmy pomoc telefoniczną i mejlową. Teraz pomagamy tylko bezpośrednio w naszej siedzibie przy ul. Korotyńskiego 13 w Warszawie i intensywnie szukamy pieniędzy. Bo pomoc telefoniczna jest ważniejsza – dociera do szerszego kręgu zainteresowanych, ofierze łatwiej jest psychologicznie, logistycznie i finansowo zadzwonić czy zamejlować niż przyjechać i szukać wsparcia. Rocznie odbieraliśmy ok. 4 tys. telefonów i ok. 2 tys. mejli. Potrzebujemy 180 tys. zł, żeby znów przez sześć godzin, od 12 do 18, czekać na wszystkich pokrzywdzonych przestępstwami pod numerem 22 668 70 00.

Na szczęście ciągle działa druga ogólnopolska, bezpłatna i od niedawna całodobowa Niebieska Linia 800 12 00 02, której istnienie wymusza konwencja antyprzemocowa. Odbiera rocznie ok. 14 tys. telefonów. Niestety, to tylko czubek góry lodowej. Według unijnej Agencji Praw Podstawowych aż 19% polskich kobiet, czyli ponad 3,7 mln, doświadcza przemocy. Ten fakt zgłosiło policji tylko 28%. Aż 26% Polek nie zna żadnej organizacji pomagającej kobietom, czyli również Niebieskiej Linii.

Przystojny i czarujący

Agnieszce wydawało się, że jedynym problemem jest alkoholizm męża. Też zresztą późno dostrzeżony: – Dopiero gdy w czasie przedświątecznych porządków zaczęłam znajdować poutykane gdzieś butelki po alkoholu, dotarło do mnie, że to jednak nie jest normalne. Że potrzebujemy pomocy. Postanowiłam zawalczyć o małżeństwo, przede wszystkim dla dzieci Zaczęliśmy się leczyć. On z alkoholizmu, ja ze współuzależnienia. I zaczęło się błędne koło. Szedł do szpitala, wracał do domu i niestety do picia. Awantura za awanturą. Wyprowadzałam się, on przyrzekał poprawę. Wierzyłam i wracałam. Chwilę było dobrze. I znów picie, tłuczenie naczyń, rozwalanie mebli, wzywanie policji. I znów szpital.

Dopiero na terapii usłyszała: – To, co się dzieje u ciebie w domu, to zwykła przemoc emocjonalna.

– W każdym środowisku występuje przemoc. Ma tylko różne oblicza – stwierdza Edyta Cholewińska, pedagog i psycholog, terapeutka dziecięca. – Problemy alkoholowe zwykle wiążą się z przemocą fizyczną. A jedno i drugie trudno ukryć. Natomiast tam, gdzie alkoholizm nie występuje, częściej mamy do czynienia z przemocą psychiczną, ekonomiczną. I latami nawet bliskie otoczenie może się nie orientować, że dochodzi do przemocy. Rodziny o wyższym statusie społecznym, finansowym potrafią lepiej ukrywać każdą przemoc. Nawet fizyczną. A im wyższy poziom inteligencji sprawcy, tym bardziej wyrafinowane metody dręczenia ofiar.

– Nie od razu uwierzyłam w tę przemoc emocjonalną – opowiada Agnieszka. – Bo nie od razu byłam gotowa na zmiany. Chociaż byłam strzępem człowieka, kłębkiem nerwów. Jako kobieta nie istniałam. Dbałam o to, żeby być czysta, ponieważ pracowałam między ludźmi. Nic więcej. Żadne wyjście do fryzjera czy manicure, kawa z koleżanką, chodzenie po sklepach. Wykluczone! Znów musiałabym stać godzinami pod drzwiami i prosić o wpuszczenie do środka. Albo dzwonić po pomoc na policję. Wytresował mnie tak, że po pracy najkrótszą drogą przyjeżdżałam do domu.

Szukanie pomocy na zewnątrz komplikował fakt, że nikt nie chciał jej wierzyć. – Bo mój mąż był duszą towarzystwa, szarmancki, czarujący, spokojny. Żołnierz, oficer – dobrze się prezentował w mundurze. U sąsiadów, znajomych i w rodzinie miał świetną opinię.
Psycholog dr Ewa Pragłowska: – Sprawcy przemocy emocjonalnej posługują się kamuflażem i często naruszając prawo moralne, nie naruszają prawa karnego. Swoich zachowań i przekonań nie ujawniają osobom, od których zależy ich funkcjonowanie, np. szefowi czy współpracownikom. W oczach innych prezentują się jako układni, czarujący, dowcipni. To powoduje, że nie ma świadków przemocy emocjonalnej.

– Na policję pierwszy raz zadzwonił najstarszy syn, wtedy nastolatek. Ja nie potrafiłam – przyznaje Agnieszka. – Przyjechali, popatrzyli. Cisza, spokój. Mąż obrażony zamknął się w samochodzie, więc pojechali. Dopiero na terapii nauczyli mnie, że muszę użyć konkretnych sformułowań, żeby policja zareagowała: „Czuję się zagrożona. Boję się o swoje życie i o bezpieczeństwo dzieci”. Zaczęli go zabierać na 24 godziny do aresztu, bo coraz częściej widzieli zdemolowany dom. Agresja męża narastała. W końcu, dzięki terapii, odważyłam się pójść na komisariat i poprosić o założenie nam Niebieskiej Karty. I złożyłam pozew o rozwód. Co zadecydowało? Na terapii słyszałam, jak dzieci alkoholików mówią, że nie mają żalu do ojca, że pił i bił, tylko do matki, że nic z tym nie zrobiła. Bardzo nie chciałam, żeby moi synowie też tak kiedyś powiedzieli. Po rozstaniu z mężem usłyszałam od dzieci: „Mamo, wreszcie będziemy mieć spokój”.

– Wiele kobiet tłumaczy, że latami znosiły bicie i złe traktowanie dla dobra dzieci. Ale czy warto tolerować przemoc? Jaki obraz rodziny dzieci mogą wynieść z takiego domu? – pyta Edyta Cholewińska. – Jakie jest ich poczucie bezpieczeństwa, własnej wartości? Jak w przyszłości będą się odnosić do własnych dzieci? Czy po dorastaniu w takim domu mogą być szczęśliwe?

Wiara w spisek kobiet

– Do naszego programu dla osób niekontrolujących agresji zgłaszają się ludzie wszystkich zawodów. Pełen przekrój społeczny, od bezrobotnego murarza po wziętego lekarza i prawnika – wylicza Krzysztof Jankowski, dyrektor Bydgoskiego Zespołu Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych, który od kilkunastu lat pracuje ze sprawcami przemocy. – Z tymi ostatnimi jest taki kłopot, że najchętniej leczyliby się korespondencyjnie. Albo na zajęciach indywidualnych. Bo przecież nie są patologią – podkreślają. Wielu, pewnie większość naszych pacjentów, wierzy, że to wszystko spisek kobiet: żony, teściowej, sędzi, policjantki, pracownicy pomocy społecznej, sąsiadki, a przede wszystkim koleżanek żony, które ją podburzają. Bo oni – twierdzą – nie mają żadnego kłopotu z agresją. Panowie potrafią udowadniać, że małżonka dysponuje obdukcją lekarską po pobiciu tylko dlatego, że ma delikatną skórę. Oni jej wcale nie uderzyli, tylko tak chwycili, że od razu spuchła albo zsiniała. Wmawiają, że uderzyli tylko raz, choć jest wiele dowodów, że to nieprawda. Przekonują, że kontakty z dziećmi mają świetne, a my sprawdzamy i okazuje się, że są równie złe jak z żoną. Zwykle nie chcą uznać za przemoc dręczenia psychicznego. Nawet jeśli trwało latami. Groźby karalne? Tak, mówiłem, że ją zabiję, ale przecież to nie było na serio – przekonują. Poza tym wierzą, że ich agresja ma racjonalne przyczyny. Biją, bo żona czy partnerka jest niegospodarna, wydaje za dużo pieniędzy. No to na terapii każemy mu zrobić zakupy za 100 zł w Aldi lub w Biedronce. A potem porównać z jej zakupami. I wtedy wychodzi, że on kupuje, co widzi, a jego kobieta wybiera tańsze produkty. Bardzo często uzależnieni od alkoholu za przyczynę nieporozumień małżeńskich uznają brak seksu. Bo żona jest za mało chętna, nie inicjuje zbliżeń, nie dba o siebie. A jeśli dba, to pewnie zdradza. Ignorują fakt, że po latach picia każdy staje się impotentem. I problem tkwi w nich, nie w partnerce.

Przemoc w mundurze

Są trzy rodzaje pacjentów. Z nakazów sądowych, z Niebieskiej Kary i wreszcie ci, którzy nie radząc sobie z agresją, sami szukają pomocy. Ciągle rośnie grupa pacjentów ze służb mundurowych: policji, wojska, więziennictwa, ostatnio nawet ze straży pożarnej. To przede wszystkim mężczyźni. W 25-osobowych grupach jeśli w ogóle są panie, to nie więcej niż dwie-trzy. I zwykle chodzi o przemoc psychiczną. Łączy ich wiek – najczęściej to ludzie między 35. a 50. rokiem życia (choć ostatnio widać falę dwudziestoparolatków) – oraz skłonność do alkoholu i innych używek. A także najczęściej przemocowy dom rodzinny.

– Skąd się bierze agresja? Z nieradzenia sobie ze złymi emocjami – tłumaczy Krzysztof Jankowski. – Dobry przykład to strażacy. Dopóki tylko gasili pożary, rzadko potrzebowali terapii. Od czasu gdy jeżdżą do wypadków samochodowych i muszą np. wycinać zmasakrowane ciała dzieci zakleszczone w autach, rośnie udział strażaków wśród naszych pacjentów. Nie nauczyli się rozładowywać nadmiaru złych emocji. A nie każdemu pomoże wędkowanie. Sięgają po alkohol, używki, hazard. Uciekają z domu przed problemami. Gdy wracają, one nadal są, tylko bardziej nabrzmiałe, więc wybuchają. W wielu przypadkach reagują agresywnie, bo nauczyli się siłowego rozwiązywania problemów już w domu rodzinnym.

Przesuwanie granic

– Znam kobietę, którą mąż pobił w noc poślubną, ale zwykle przemoc wkrada się pomału – podkreśla Edyta Cholewińska. – Najpierw jest frustracja, gniew, wściekłość. Potem wyzwiska, umniejszanie wartości partnerki. Agresor przejmuje kontrolę, wszystko wie najlepiej, wszystko zależy od niego. Kobieta podporządkowuje się coraz bardziej. Staje się coraz bierniejsza. Potem jest pierwsze popchnięcie, szarpnięcie, pociągnięcie za włosy. W końcu on uderza czymś lekkim, np. ręcznikiem, potem otwartą dłonią, pięścią. Wkrótce tłucze, czym popadnie. A ofiara tłumaczy, że nic wielkiego się nie stało. Przecież mógł zabić, a nie zabił. Siniaki zejdą.

Bydgoski program dla osób nieradzących sobie z agresją trwa sześć miesięcy. Spotykają się raz w tygodniu na dwie-trzy godziny. Z 25 uczestników do końca terapii zostaje zwykle ok. 10. Dostają propozycję odbycia kolejnego cyklu. Bo zmiana mentalności jest bardzo trudna. Przekonanie o dobrym wpływie bicia, klapsów jest w Polsce ciągle bardzo silne.

– Jednak ludzie powoli zaczynają zdawać sobie sprawę, że można wychowywać bez przemocy – zapewnia Arletta Kęcik, psycholog, biegła sądowa. – Że nie ma co wchodzić w dyskusję z dzieckiem. Trzeba umieć przerwać rozmowę, odejść na bok, uspokoić się. I wrócić do tematu w stosowniejszej chwili. Że źle świadczy o dojrzałości rodzicielskiej matki, jeśli oddaje, gdy syn ją uderzy. Taką wiedzę rodzice zdobywają m.in. na tzw. warsztatach dla dobrych rodziców, które organizujemy w naszej poradni pedagogiczno-psychologicznej. Nie brakuje chętnych. Są wśród nich rodzice, którzy szukają pomocy, bo czują, że nie radzą sobie z dzieckiem. Ale i tacy, którzy zjawiają się dopiero po policyjnych interwencjach, z obawy przed odebraniem praw rodzicielskich.

Ciągłe proszenie

Mąż Iwony (55 lat) od razu po ślubie zadecydował, że on pokrywa rachunki za wodę, prąd, gaz i ewentualne remonty oraz płaci podatek od nieruchomości. Finansuje także paliwo i naprawy samochodu, którym jeździ, swoje ubrania, papierosy, alkohol i to, co niezbędne nałogowemu wędkarzowi. Natomiast ona ze swojej pensji kupuje całą resztę: jedzenie, kosmetyki i środki czystości dla czteroosobowej rodziny, ubrania dla siebie, córki i syna. Ona także płaci za wszystko, czego dzieci potrzebują do szkoły, prywatnego stomatologa, szewca, pralnię. Kwiaty i prezent, gdy razem idą z wizytą, też kupuje ona.

Ponieważ Iwona jako pomoc laboratoryjna zarabia niewiele, pieniędzy nigdy nie wystarcza jej na cały miesiąc. Zwykle już po dwudziestym musi prosić męża o dofinansowanie domowej kasy. A on – strażnik więzienny – daje albo nie. Gdy nie daje, ona pożycza po sąsiadkach, co on wulgarnie komentuje. Uważa, że to wina niegospodarności żony. – Nie wiem, ile dokładnie mąż zarabia, bo nigdy mi tego nie powiedział, ale wedle moich szacunków co najmniej trzy razy tyle co ja i bez trudu może dać te brakujące 200-300 czy nawet 500 zł, ale on lubi, żeby go prosić – komentuje z goryczą Iwona. Dlatego prosi ona, proszą dzieci. Czasem przez wiele dni. Przez 30 lat małżeństwa przyzwyczaiła się do proszenia o każdą złotówkę. I bardzo się zdziwiła, gdy dorosła już córka powiedziała, że to przemoc ekonomiczna.

– Mężczyźni zwykle uważają za naturalne, że wydzielają pieniądze i w ten sposób kontrolują partnerkę – stwierdza Krzysztof Jankowski. – Może dlatego źle się czują, gdy ona zaczyna zarabiać więcej, usamodzielnia się. Czują, że tracą kontrolę.

Iwona najbardziej ma za złe mężowi sytuację, gdy zabrakło jej pieniędzy kilka dni przed świętami. Z lodówki i spiżarni zaczęła znikać nawet żelazna rezerwa, a on ciągle nie mógł się zdecydować na otwarcie portfela. Wreszcie oznajmił, że sam zrobi świąteczne zakupy rano w Wigilię. Wyszedł i wrócił dopiero wieczorem, pijany i bez niczego. – Za swoje piłem – zgasił bełkotliwie pretensje Iwony i padł na kanapę. Wieczerzy wigilijnej nie było. Płakała Iwona, płakały dzieci. Święta przetrwali dzięki sąsiadce, która dała im trochę jedzenia.

O biciu Iwona nie chce rozmawiać. – Jest i było – przyznaje niechętnie. Ale ile było? – Niewiele. I tylko po alkoholu – broni męża. – Na pewno dużo mniej niż w innych rodzinach. Nie ma o czym mówić – kwituje. Jej dorosła córka widzi to zupełnie inaczej. – Ojciec pił i bił wcale nie tak rzadko – twierdzi. Ale skoro mama nie chce o tym mówić, to i ona nie będzie. Musi być lojalna.

– Przemocowe rodziny są bardzo zamknięte – podkreśla psycholog Edyta Cholewińska. – Nieufne. Pilnie strzegą swoich tajemnic. Rzadko ktoś je odwiedza, rzadko gdzieś wychodzą. I są bardzo wtopione w otoczenie, zachowują się jak inni. Nieważne, że w sobotę on ją pobił i wymusił seks, wyrywając jej połowę włosów. W niedzielę weźmie żonę pod rękę i pójdą z dziećmi do kościoła jak sąsiedzi.

– Dzieci bardzo niechętnie mówią o przemocy w domu. Cierpią, ale na zewnątrz bronią ojca oprawcy. Wypierają się faktów i kłamią kolegom, że ojciec jest najlepszy, a matka to anioł. Kochają i nienawidzą jednocześnie – ocenia były policjant i szef Stowarzyszenia „Bezpieczeństwo dziecka” Robert Lubrant. A jest za co nienawidzić. – Przywiązywanie dziecku nocnika do nogi, żeby wyrobić nawyki higieniczne, rzucanie niemowlęciem o ścianę czy zrzucanie na podłogę, żeby je uspokoić – Lubrant długo może opowiadać o przypadkach agresji wobec dzieci, z którymi się zetknął. – Najczęściej po tak drastyczną przemoc sięgają 20-latki. Ludzie niby dorośli, ale nieumiejący dojrzale reagować na to, co niesie życie, nieprzygotowani do roli rodziców. Oczywiście powielają zachowania, które obserwowali w swoim dzieciństwie, sądzę jednak, że nie bez wpływu jest morze agresji dookoła nas: w szkole, na filmach, w mediach.

Edyta Cholewińska: – Gdy podejrzewamy, że dochodzi do przemocy, powinniśmy zgłosić nasze podejrzenia instytucjom zajmującym się przemocą. Zadzwonić na Niebieską Linię czy policję, zawiadomić pomoc społeczną. Można to zrobić anonimowo. Jeśli przemoc dotyczy dzieci, warto zainteresować pedagoga szkolnego. Czego nie należy robić? Odwracać głowy, „bo to ich prywatna sprawa”. Zakładać, że to wina ofiary. Nie warto namawiać do przeciwstawienia się agresorowi, nie dając żadnego wsparcia. Nie wolno obiecywać, że sprawca zniknie z życia ofiary, aresztują go czy dostanie zakaz zbliżania. O tym decyduje sąd, prokurator. I nigdy, przenigdy nie wolno obiecywać, że nikomu się nie powie. Bo nie pomożesz, nie przekazując dalej informacji o przemocy.

Opór społeczny

Każdy, kto zawodowo zajmuje się przemocą, podkreśla, że w Polsce od 2005 r., czyli od uchwalenia ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, wiele się zmieniło na korzyść. Dyrektor Jankowski: – Bo wreszcie precyzyjnie ustalono, co jest przemocą. Choć to nie było łatwe, był duży opór społeczny. Pamiętam, jak marszałek Marek Jurek mówił publicznie, że on też daje klapsy swoim dzieciom. Dużo dobrego zrobiła kampania billboardowa o zupie, która była za słona. I dyskusja o przemocy seksualnej, także w małżeństwie. Pierwszy raz zaczęto szeroko i na serio dyskutować o przemocy psychicznej, tak trudnej do udowodnienia. To przeorało świadomość i sprawców, i ofiar. Poza tym zmieniło się nastawienie służb mundurowych, inne są procedury policyjne. Dzisiaj na interwencję domową przyjeżdża również policjantka. Zgwałconą czy pobitą też przesłuchuje kobieta. Do tego upowszechniła się Niebieska Karta – dobre narzędzie do walki z przemocą domową. Powoli maleje przyzwolenie społeczne na przemoc. Kiedyś, gdy rodzic na ulicy czy w sklepie szarpał dziecko, nikt nie interweniował. Dzisiaj od razu robi się raban i najczęściej ktoś wyciąga komórkę, żeby zadzwonić na policję.

– Ale nadal kobieta bita czy poniżana musi wykazać dużo determinacji, żeby otrzymać pomoc – zastrzega Agnieszka. – Nie ma miejsca, w którym długofalowo pokierowano by taką kobietą i zaoferowano wsparcie różnych specjalistów. Poza tym pomoc ze strony państwa czasem rozmija się z potrzebami. Brakuje np. jednorazowych, niewielkich zapomóg nie tylko dla tych najbiedniejszych. W żadnej placówce nie otrzyma się pomocy psychologicznej już po odejściu od męża agresora. A kobieta po rozstaniu z przemocowcem potrzebuje terapii, żeby odbudować kompletnie rozwalone poczucie własnej wartości.

Żeby wypełnić te luki pomocowe, Agnieszka założyła Fundację „Wyjść z cienia”. Chce oddać dług, pomagając kobietom takim jak ona kiedyś. Dziś to Agnieszka przekonuje: – W przemocy najgorsze jest milczenie. Odważ się! Wyjdź z cienia!

Żeby pomóc jej fundacji, kilkanaście znajomych wydrukowało kalendarz ścienny na 2017 r. Oddadzą jej cały zysk ze sprzedaży. Iwona przyrzekła, że kupi jeden egzemplarz.

Korzystałam m.in. z artykułu Ewy Pragłowskiej „Zbrodnia doskonała. Mechanizm działania przemocy emocjonalnej – podejście poznawczo-behawioralne”.

Niektóre personalia zostały zmienione.


Jak skuteczniej przeciwdziałać przemocy domowej?

Luis Alarcon Arias,
prezes Stowarzyszenia na rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”
W Polsce mamy sensowne rozwiązania prawne i nieźle zbudowaną strukturę organizacyjną pomocy ofiarom przemocy w rodzinie. Ale to nie działa dobrze, bo wszystko rozbija się na dole tej struktury (w gminach) o ludzi nieprzygotowanych do niesienia pomocy. O ich brak wiedzy czy postawy życiowe. Nie potrzebujemy rewolucji, tylko szkoleń dla tych ludzi. Czyli trzeba nam czasu i pieniędzy, żeby szkolić, szkolić i jeszcze raz szkolić.

Renata Durda,
kierowniczka Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” w Instytucie Psychologii Zdrowia
Przez nadanie policji nowego uprawnienia, żeby policjant mógł natychmiast wydać sprawcy przemocy nakaz opuszczenia lokalu. U nas takie uprawnienie ma prokurator, ale rzadko z niego korzysta; jeśli już, to dopiero po kilku dniach. A tak naprawdę największa potrzeba izolacji napastnika jest w trakcie awantury domowej albo zaraz po niej.

Alina Bonna,
pedagog Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie w Tucholi
Bardzo pomógłby lepszy przepływ informacji. Żeby – jak w Szwecji czy Norwegii – jedna osoba, najlepiej psycholog, raz a dogłębnie porozmawiała z ofiarą przemocy. I ten pogłębiony wywiad udostępniła wszystkim służbom. Bo, niestety, formularz Niebieskiej Karty nie zawiera wszystkich potrzebnych nam informacji, np. o przeszłości czy sytuacji rodzinnej. Obecnie przepytujemy (m.in. my, policja, pomoc społeczna) ofiarę przemocy kilka razy i o to samo. Co na pewno jest dla niej dyskomfortowe i niepotrzebnie zabiera czas.

Piotr Mikiciuk,
pastor Kościoła Zielonoświątkowego w Polsce
Dla mnie, osoby głęboko wierzącej, odpowiedzią jest Jezus Chrystus. Jeśli moja wiara jest praktyczna, a nie tylko teoretyczna, to będę praktykował miłość w swoim domu, a wtedy nie ma w nim miejsca na przemoc. Będę walczył z nałogami, takimi jak alkoholizm, które są idealnym podglebiem dla przemocy domowej. Bez miłości w domu tylko pudrujemy problemy.

Dorota Wróblewska,
przewodnicząca Zespołu Interdyscyplinarnego ds. Rozwiązywania Problemów Przemocy w Rodzinie oraz Ochrony Ofiar Przemocy w Rodzinie w Toruniu
Żyjemy w czasach, gdy przemoc jest wpisana w działanie osób i firm. Ludziom się wydaje, że mogą siłą wymuszać pożądane zachowania. I przenoszą ten sposób działania do własnych domów. Przemoc zamiast dobrej komunikacji. Dlatego myślę, że bardzo potrzebna byłaby już edukacja na poziomie szkoły podstawowej, która uświadamiałaby ludziom elementarną prawdę, że na pewne zachowania nie można sobie pozwalać. Że trzeba umieć ze sobą rozmawiać. Dogadywać się, a nie walczyć.

Robert Lubrant,
były policjant, szef Stowarzyszenia „Bezpieczeństwo dziecka”
Skuteczność pomocy na pewno zwiększyłaby się, gdyby ludzie zaczęli chętniej informować policję i inne służby o niepokojących sytuacjach, które zaobserwowali w swoim otoczeniu. Tak jak to jest na zachodzie Europy. Lepiej, żeby policyjny patrol przyjechał na darmo, niż miałoby dojść do tragedii za ścianą. Potrzeba również dalszej integracji i szkolenia służb zajmujących się przemocą oraz dużo intensywniejszej pracy ze sprawcami.


Znaki ostrzegawcze

Edyta Cholewińska,
pedagog i psycholog, terapeutka dziecięca
1. Izolowanie od przyjaciół, którzy mogliby otworzyć oczy na pewne zachowania. Najczęściej przez deprecjonowanie: „Te koleżanki na ciebie nie zasługują”, „Jesteś od nich mądrzejsza”, „Zasługujesz na lepszą przyjaciółkę”. Albo karanie milczeniem, obrażanie się za koleżeńskie spotkanie przy kawie.
2. Minimalizowanie kontaktów rodzinnych, odcinanie od wsparcia krewnych. Pod różnymi pretekstami i na różne sposoby, np. przez deprecjonowanie partnerki. Że zapominalska, głupia, nieporadna, niestabilna emocjonalnie. A on musi interweniować, bo dom by się rozsypał.
3. Nadmierna kontrola, zawężanie swobody: „Gdzie byłaś?”, „Z kim?”, „Dlaczego tak długo? Kupowałaś mleko czy doiłaś krowę?”.
4. Skrupulatne rozliczanie z wydatków. Niemiłe komentowanie każdego zakupu. Konfitura wiśniowa okazuje się nagle niezrozumiałą fanaberią.
5. Przerzucanie winy na ofiarę: „To ty mnie sprowokowałaś!”, „Gdybyś tak długo na niego nie patrzyła”, „Gdyby dzieci nie były niegrzeczne”, „Gdybyś była posłuszna”, „Gdyby zupa nie była za słona”.


Typowe zachowania sprawcy przemocy emocjonalnej
1. Rozbudowany system kontroli bliskich (z wykorzystaniem sfery seksualnej).
2. Wypowiedzi krytykujące i deprecjonujące, z wulgarnymi włącznie.
3. Zastraszanie.
4. Kompletne nieprzyjmowanie argumentów drugiej strony.
5. Egoizm w zaspokajaniu swoich potrzeb (z nieliczeniem się z ograniczeniami finansowymi).
6. Nieprzyjmowanie jakiejkolwiek odpowiedzialności, obarczanie innych winą za swoje życie.
7. Przekraczanie norm społecznych oraz naruszanie praw innych, w tym najbliższych.


Niebieska Karta
Niebieska Karta to procedura opracowana przez policję przy współpracy z Państwową Agencją Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i wprowadzona w życie w 1998 r. Kartę można założyć na policji, u pedagoga szkolnego, w służbie zdrowia, w placówkach pomocy społecznej oraz w gminnych komisjach rozwiązywania problemów alkoholowych. Procedurę wszczyna się, gdy zachodzi podejrzenie stosowania przemocy wobec członków rodziny lub gdy o przemocy informuje ofiara albo świadek. Osoba przyjmująca zgłoszenie wypełnia kilkustronicowy, szczegółowy formularz Niebieskiej Karty opisujący, kto, gdzie, wobec kogo, w jaki sposób, jak często i z jakim skutkiem dopuszcza się przemocy. NK jest informacją dla służb państwowych (m.in. policji, pomocy społecznej), że w tej konkretnej rodzinie dochodzi do przemocy, i nakłada obowiązek monitorowania sytuacji i pomocy.

Tylko z pomocą policji w 2015 r. wypełniono 75 495 Niebieskich Kart. Ogólną liczbę ofiar przemocy, z którą miała do czynienia policja, oszacowano na 97 501 osób. Z czego 69 376 to kobiety, 17 392 – małoletni, a 10 733 – mężczyźni.


O Zenku, który dręczył ludzi i zwierzęta
52-letni Zenon spod Suwałk do pracy się nie garnął. Zaniedbywał 10-hektarowe gospodarstwo odziedziczone po rodzicach, za to chętnie chodził z flaszką po wsi. W domu, też odziedziczonym po rodzicach, do którego 19 lat wcześniej sprowadził Katarzynę, często się pieklił. Bił, kopał i wyzywał ją i sześcioro dzieci, które z nią spłodził. Po pijaku i na trzeźwo. Bo taki miał charakter. Dwukrotnie opieka społeczna – na której utrzymaniu rodzina była od lat – kierowała go na leczenie odwykowe. Odmawiał. Nie uważał się za alkoholika. I trwało to Zenkowe pieklenie się całe 17 lat. Aż w końcu Katarzyna nie wytrzymała i poszła na policję. Opowiedziała, co się działo w ich domu. Troje starszych dzieci potwierdziło słowa matki, dodając, że ojciec nie tylko znęcał się nad rodziną, ale także katował zwierzęta. Sąsiedzi dołożyli swoje obserwacje, bo cała wieś wiedziała, co się wyrabia w Zenkowej chałupie. Wkrótce decyzją sądu Zenka zamknięto w areszcie na trzy miesiące.
A wtedy wieś podzieliła się na dwa obozy. Pierwszy uważał, że sprawiedliwości stało się zadość. Drugi wziął Zenka w obronę. Ludzie wprawdzie nie zaprzeczali, że pił – i może bił – ale czy zaraz trzeba o to robić taki raban? Uznali, że wszystkiemu winna Katarzyna. Ledwo ją szturchnął, a ona awanturę na pół wsi robiła – dowodzili. Poza tym nawet jeśli bił, to pewnie miał powody. Wałęsał się po wsi? Widocznie Katarzyna nie potrafiła dobrego domu stworzyć. A przecież weszła goła i bosa w Zenkowe hektary. I co? Jeszcze ma pretensje? W głowie się poprzewracało!


O doktorze, który lubił kopać
Poznali się i pokochali w Białymstoku, gdy ona była w klasie maturalnej, a on kończył medycynę. Zaraz po maturze zamieszkali razem. On ją nosił na rękach. Na wieść o ciąży zareagował entuzjastycznie. Urodziła piękną i zdrową córeczkę. I było jak w harlequinie aż do pierwszych urodzin córeczki. Zaprosili wtedy sporo gości. Biesiadowanie się przeciągnęło. Gdy goście wyszli, nie miała sił na sprzątanie. Schowała resztki jedzenia, a naczynia włożyła do zlewu. Wykąpała córkę i ułożyła do snu, wzięła prysznic i poszła spać. Niespodziewanie mąż wyciągnął ją z łóżka z krzykiem: „Marsz do kuchni sprzątać, brudasie!”. Próbowała protestować. Dostała kopniaka. Ciągnął ją za włosy. Sprzątała, połykając łzy. A nazajutrz mąż czule przepraszał i tłumaczył, że tak odreagował stres na uczelni. Po kilku tygodniach nie mógł znaleźć ulubionej koszuli. I znów chwycił za włosy, wepchnął ją w bieliznę wysypaną z kosza na brudy, w którym była ta ulubiona koszula. „Masz prać na bieżąco”, zarządził i zwyzywał od brudasów. Nazajutrz – jak poprzednio – były przeprosiny i czas miodowy. Do następnego razu…

Z awantury na awanturę stawał się coraz bardziej agresywny. Kopał, bił. Po ciele, po twarzy. Dłonią, nogą, głową, łokciem. Nawet gdy była w ciąży z drugą córeczką. Każdy powód był dobry. Nawet krzywo wiszący ręcznik. Z czasem przestał przepraszać. Do tego zaczął ją drobiazgowo rozliczać z każdego grosza. Wyraźnie sprawiało mu frajdę, że musiała szczegółowo wykazywać, ile potrzebuje i na co, żeby w ogóle dostać pieniądze na codzienne zakupy.

Poszła na studia, bo chciała się uniezależnić, ale miała też nadzieję, że zacznie ją inaczej traktować. Nie zaczął. Jednak skończone studia pielęgniarskie dodały odwagi. Zaczęła robić obdukcje po kolejnych pobiciach. Dzwoniła do szefa i informowała, że nie może przyjść do pracy, bo mąż ją pobił. Przełamała wstyd i otoczeniu zaczęła pokazywać siniaki i rany po atakach furii męża. W końcu wystąpiła o rozwód. On nie chciał się zgodzić. Przed sądem zapewniał, że kocha i wszystko można naprawić. W końcu dostała rozwód, ale gehenna trwała, bo ciągle mieszkali w jednym domu. Nadal potrafił znienacka ją kopnąć albo wziąć jej pieniądze. Nie wytrzymała i uciekła z domu razem z córkami. Do dziś leczy depresję.


O tatusiu, który usypiał żonę herbatką
Zofia z Olsztyna chciała mieć tylko troje dzieci, ale Witold naciskał na więcej. I na świat przyszło sześcioro. Pracował tylko on. Ona nigdy nie wykorzystała zawodowo swojego dyplomu uczelni, bo nie mogła się wydobyć spod stosów pieluch i brudnych ubranek. Choć Witold był pomocnym ojcem. To on całą szóstkę odwoził do szkół, codziennie mył czy układał do snu. Długo uchodzili za wzorową rodzinę. Najstarsze dziecko miało 14 lat, gdy okazało się, że ojciec wszystkie molestował seksualnie.

Przez kilkanaście lat Witold wieczorami podawał żonie herbatę, do której dodawał środek nasenny, a gdy zapadała w głęboki sen, szedł do dziecięcych sypialni. I tam realizował swoje chore fantazje, zachęcając dzieci do uprawiania seksu między sobą. Na dodatek filmował to. Witold zapewniał, że wszyscy tatusiowie tak robią, tylko że o tym się nie mówi. Groził, że jeśli nie dotrzymają sekretu, zabije ich i ujawni filmy.
Gdy sprawa wyszła na jaw, Zofia przyznała, że były sygnały, które powinny ją zastanowić. Ale zbagatelizowała je uwięziona w kieracie obsługi ośmioosobowej rodziny. Na przykład to, że wszystkie dzieci są znerwicowane, agresywne, z dużymi problemami z koncentracją. Że najstarszy, 14-letni syn jest nadpobudliwy seksualnie, obsesyjnie skoncentrowany na seksie. Że przedszkolanka informowała, że młodszy syn zachowuje się dziwnie i wkłada sobie klocek do pupy. Widziała też, że mąż zastrasza dzieci, bije i wiecznie na nie krzyczy.

Ta niekontrolowana agresja była głównym powodem, dla którego Zofia w końcu zagroziła mężowi rozwodem. W ramach terapii małżeńskiej zmusiła go do uczestnictwa w wyjazdowych rekolekcjach, bo Witold bardzo się obnosił ze swoją religijnością. A tam otrzymała wsparcie od innych kobiet, które z niepokojem obserwowały, jak Witold odnosi się do dzieci i żony. Jak je szarpie, krzyczy, zwłaszcza gdy myśli, że nikt ich nie obserwuje. Rekolekcyjne znajome pomogły Zofii złożyć pozew o rozwód i w sprawie znęcania się nad dziećmi. W czasie rozmowy z psychologiem dzieci niespodziewanie zaczęły opowiadać, co wieczorami robiły z ojcem… Zaszokowana Zofia nie chciała uwierzyć.

Wydanie: 6/2017

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Zonia Switajska
    Zonia Switajska 6 lutego, 2017, 16:45

    NIE KA ZADA ZONA MA MĘŻA KATA.,,,.. KTÓRY NIĄ I DZIEĆMI OBIJA I POMIATA

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Darek
      Darek 14 lutego, 2017, 11:26

      Szanowna Pani Redaktor

      Będzie długi komentarz…

      Niestety, ale tak zwana przemoc domowa, jak każdy kij ma 2 końce. Tak zwana przemoc domowa jest wykorzystywana w 80 -90% przez kobiety w trakcie rozwodu. Teraz również molestowanie dzieci. I wtedy normalny człowiek musi udowodniać, że „nie jest wielbłądem”.

      Chyba nie ma pani zielonego pojęcia jak to naprawdę wygląda, bo ja też przez lata będąc w związku małżeńskim zawsze byłem przeciwko przemocy domowej i nigdy jej nie stosowałem, byłem świadomy, że takie instytucje jak niebieska linia są potrzebne i nie miałem nic przeciwko ich istnieniu.

      Teraz całkowicie zmieniłem zdanie, gdy zobaczyłem jak to działa w praktyce więc

      1. Niebieska linia

      Po co jest potrzebna taka niebieska linia i co daje kobietom będącym ofiarą przemocy?
      Nic nie daje, bo po psychologicznych pogaduszkach ofiara wraca do sprawcy i dalej jest maltretowana. Niebieska linia nie informuje policji, nie oddziela ofiary od sprawcy, w praktyce służy jedynie od posiadania papierka…. i finansowania wszelkiej maści pseudo psychologów.

      I tu przykład z mojego życia. Pierwszy raz wyprowadziłem się z mieszkania w 2010 roku (tu nadmienię że sytuacja już jest zabawna, bo sprawca ma dosyć ofiary i się wyprowadza ze swojego mieszkania), miesiąc póżniej żona zgłosiła się do niebieskiej lini, zapewne za namową 6 innych koleżanek po rozwodzie… Oczywiście nic o tym nie wiedziałem, i zapewnie nikt inny również… Pogodziliśmy się. Wróciłem do mieszkania. Kolejny raz wyprowadziłem się w 2013 roku. Żona po wyprowadzce zrobiła sobie obdukcję z jakimś siniakiem (dodam, że żona jest przedstawicielem medycznym i firma w której pracuje sponsoruje lekarzom wyjazdy na drogie konferencje, w tym zagraniczne i może takich obdukcji mieć kilka nawet na telefon…) Pogodziliśmy się. Wróciłem do mieszkania.
      W 2014 roku w marcu wynająłem już dom i się do niego wyprowadziłem. Po 3 miesiącach miało znów być fajnie i przecież mamy dzieci, więc czego się nie robi dla dzieci spróbowaliśmy jeszcze ostatni raz. Jak już żona przyszła kiedyś do mojego domu to potem się okazało, że tym razem ma obdukcję moja młodsza córka, którą do dziś nie wiem czym uderzyłem aluminiową rurką, czy folią aluminiową 😉 . Wróciłem do naszego mieszkania i dalej było beznadziejnie (żona biegała po dyskotekach, a ja opiekowałem się dziećmi). 12 lipca 2104r. po kolejnej nieudanej próbie nagrania mnie, że niby krzywdzę dzieci i nie daje na nic pieniędzy zabrałem jej telefon i pojechałem na policję, że mnie nagrywa bez mojej zgody i żeby policja zabezpieczyła nagranie. Było już jasne, że więcej prób ratowania małżeństwa nie będzie, bo żona miała mnie już nigdy nie nagrywać i tą obietnicę złamała.

      Więc policja ma to w d… i nie chciała zabezpieczyć nagrania i kazała oddać telefon żonie (bo nie jest mój), która również przyjechała na policję. Tego też dnia jak żona założyła mi niebieską kartę na policji. W zasadzie pozaznaczane wszystkie rubryki wobec niej i dzieci (nie byłem jedynie przestępcą seksualnym…). 12 lipca 2014 (sobota) się też definitywnie wyprowadziłem zabierając 2 torby swoich ubrań. 14 lipca (poniedziałek) zabrałem od matki dzieci na 1 tydzień i pojechaliśmy na wakacje. Jestem aktywnym ojcem więc zwiedzaliśmy codziennie (Kraków, Energolania, Wadowice, Wieliczka, Tarnowskie Góry, Ogrodzieniec itd). Wyprowadzając się z mieszkania poinformowałem żonę że w związku z rozstaniem nie jadę na zakupione wcześniej wakacje na Wyspy Kanaryjskie. Przez cały czas dzieci (które podobno biłem…) namawiały mnie, abym zmienił zdanie i pojechał na wakacje bo beze mnie nie będzie fajnie (zawsze rozpieszczałem dzieci i nie oszczędzałem na atrakcjach).
      Dzieci mnie przekonały pojechałem na wakacje. Z „jeszcze żoną” i dziećmi. Kompletnie nie spędzałem czasu z żoną, tylko i wyłącznie z dziećmi wieczorem usypiałem dzieci i zostawałem w pokoju na tarasie, a żona piła w barach. W sierpniu 2014 roku mieszkałem w hoteleach i u znajomych i szukałem czegoś do wynajęcia blisko dzieci.

      Od 1 września 2014 wynająłem mieszkanie, kilka kilometrów od mieszkania dzieci. Przez przynajmniej rok wszystko było normalnie. Ustaliliśmy, że dzieci są ze mną co 2 weekend i w środę. W praktyce widziałem dzieci prawie codziennie, podwoziłem i odbierałem ze szkoły, zwoziłem na liczne zajęcia pozalekcyjne (tenis, basen, tańce, zajęcia plastyczne itd). Relacje z żoną były na tyle dobre, że spędziliśmy razem święta i sylwestra.

      1. września 2015 roku moja starsza córka została zapisana bez mojej zgody (a w zasadzie wbrew mojej woli) do drogiego prywatnego gimnazjum. Pomimo tego że wymagana jest zgoda obojga rodziców dyrektorka przyjmuje dziecko do szkoły z podpisem jedynie matki!

      9 września 2015 roku żona obrobiła mi samochód firmowy i ukradła dokumenty.
      I tu jak działa policja…. Sprawa ewidentna => monitoring na basenie, jakość HD wszystko się nagrało jak plądruje samochód, kradnie dokumenty i widziałem to nagranie na własne oczy. Policja nie zabezpieczyła nagrania i umorzyła postępowanie. Zażalenie do sądu. Wyrok „niska szkodliwość czynu”. Więc teraz życzę temu sądowi, żeby też ktoś im obrobił samochód może to może zrozumieją co to znaczy

      15 grudnia 2015 odkrywam, że córka mnie nagrywa na polecenie dla matki. Zabieram iPhona, dziecko wpada w szał, wali pięściami w drzwi, zruca młodszą siostrę z łóżka, idę ratować mołdszą córkę zostaję zaatakowany przez nastolatkę, mam podartą koszulę. Każę się dziecku spakować i informuję, że odwożę „szpiega” do matki. Dzwonię do matki. Celowo nie odbiera. Bo rozmawia już z córką. Córka zamyka się w łazience. Wszystko na szczęście dzieje się na oczach moich rodziców, którzy do mnie przyjechali. Są w szoku. Po 1h przyjeżdża matka z policją, że znęcam się na dzieckiem i stosuję wobec dziecka przemoc. Przemoc polegała na tym, że jak trzymałem dziecko za ręce to dziecko mnie kopało nogami…

      Od tego momentu nie widzę dzieci.

      Składam pozew o rozwód.

      2. Prokuratura
      Toczy się postępowanie, że znęcam się od kilkunastu lat nad żoną. Przez cały rok słyszę tylko w sprawie o rozwód, że toczy się postępowanie, nie mam do niego wglądu, nie mogę się w żaden sposób odnieść, nie wiem co się dzieje. Zdobyłem numer sprawy, znalazłem prowadzącą postępowane policjantkę dzwonie, że chciałbym złożyć wyjaśnienia, dostaję informację że nie ma takiej możliwości. Przez ponad rok prokuratura prowadzi na mnie nagonkę, gdzie zeznają koleżanki mojej żona, dzieci są ciągane po psychologach, matka oczywiście przygotowuje dzieci do takich spotkań co mają mówić… Zadawane pytania są tak standardowe, że można je interpretować jak się chce… oczywiście z założeniem że ojciec wszystkich maltretuje.

      więc jest ten upragniony dzień wreszcie mam wezwanie na policję. Przychodzę z pełnomocnikiem, odczytany zostaje akt oskarżenia, ale jeszcze nie znam materiałów. Więc opowiadam jak było naprawdę, że jest to sprawa założona wyłącznie, aby pozbawić mnie kontaktów z dziećmi. Domyślam się co może być w aktach sprawy, bo cześć rzeczy była już w sprawie rozwodowej więc tłumaczę kłamstwa, złączam nawet fałszywą obdukcję (której nie było w tych aktach), a w tym dniu moja żona była widziana przez 6-cioro funkcjonariuszy policji. Żaden nie widział śladów przemocy, a żona była „bita przez wiele godzin”…

      Co robi PANI prokurator? 😉
      Jak moje zeznania całkowicie nie zgadzają się z materiałem dowodowym (w aktach jest że wyprowadziłem się w lipcu 2015 roku, a nie w lipcu 2014 roku ;-), bo żona próbuje mi zdradę wmówić na sprawie rozwodowej, bo mam nową partnerkę od sierpnia 2015) to wszystkie logiczne wątki się posypały… Więc dostaję wezwanie na ponowne przesłuchanie. Teraz już znam sprawę i przygotowuję się na wyprostowania wszystkich fałszywych zeznań, nieścisłości, półprawd itd. Mam ze sobą niezbite dowody, aby tą sprawę umorzyć i nie tracić życia na bieganie po sądach.

      Otrzymuję rozszerzenie zarzutów ze znęcania się nad dziećmi od lipca 2015, aż od 2014 roku… Spoglądam na moją panią pełnomocnik, policjantki twarz mówi sama za siebie, że nie ważne co powiem, co złożę i tak będzie sprawa w sądzie. Więc krótka rozmowa i decydujemy, że nie przyznaję się do winy i odmawiam składania zeznań (pomimo, że mam cały segregator faktów). Pani policjantka mówi, że mamy również wezwanie do prokuratury na za 3h. Mój pełnomocnik protestuje, że za 3h jest w sądzie i co to za jakieś zwyczaje nakazie w stawianiu się za 3h… Uspokajam sytuację, że spokojnie ja się sam bez pełnomocnika stawię u Pani prokurator.

      U Pani prokurator 12.12.2016, która jest zaaaaaaawalona aktami, nie ma czasu… dostaję zakaz kontaktów z dziećmi, zakaz zbliżania do żony i dzieci oraz coś czego kompletnie do dziś nie rozumiem => dozór policyjny. Nie mieszkam w Warszawie od kilku lat. Nie mieszkam, z żoną od kilku lat i teraz muszę kilkaset kilometrów przyjeżdżać co piątek do Warszawy, aby zameldować się na komisariacie przez 5 minut. Ale przecież Pani prokurator jest obrażona, że ktoś raczył nie składać zeznań i wykorzystuje jedynie przysługujące jej prawo… Ale przecież to ONA rządzi.

      Zaskarżamy postanowienie prokuratora.
      Zostaje uchylone w zakresie moich kontaktów z dziećmi, które nie odbywają się już od ponad roku.

      3. Niebieska karta
      To jedna wielka ściema. Zadzwonił do mnie dzielnicowy. Jechałem wtedy na basem, powiedziałem, że oczywiście podjadę na komisariat. Zapytał się co się dzieje w mieszkaniu. Powiedziałem, że nie wiem bo się wyprowadziłem, nie mieszkam z żoną i będziemy się rozwodzić. Powiedział, że OK. Zapytałem a co z tą niebieską kartą… jak Pan nie mieszka to nic nie trzeba robić. Więc temat potratowałem jako zamknięty.

      4. Sąd
      O sądzie cywilnym, szkoda pisać, bo jest to żenujące. Nie akceptowanie oczywistych faktów łamania praw rodzicielskich ojca,… alimenty o 4 000 PLN wyższe niż zarobki (a są pity…), żona chciała 15 000 PLN/m-c alimentów, więc chyba powinienem się cieszyć, że to alimentacyjna „promocja….”. Więc sprzedałem firmę, komornik zają konto. I tak wegetuję dzięki dobrym ludziom którzy mnie otaczają… Pewnie za jakiś czas będzie o mnie głośno, bo juz niedługo będę zapewne największym dłużnikiem alimentacyjnym w tym kraju… a może po zmianach prawa nawet będę za nie płacenie siedział w więzieniu… Zasądzone kontakty z dziećmi oczywiście się nie odbywają, ale sąd nie umie (albo nie chce) sobie z tym poradzić pomimo, że ma takie narzędzia…

      Sąd Karny
      Nigdy nie byłem, ale to moja ostatnia deska ratunku na obronienie prawdy.
      Przynajmniej sędzia to pierwszy mężczyzna w tej całej sprawie…

      Więc pomimo, że nikogo nie skrzywdziłem (o przepraszam nazwałem żonę biegającą po dyskotekach kurwą), są przeciwko mnie postawione wszystkie represje państwa. I tak właśnie wygląda przemoc po polsku. A moja żona jest bezkarna. Przecież chroni tylko siebie i dzieci…

      Więc gwarantuję, że widząc jak to działa w rzeczywistości jak byłbym premierem to w pierwszym tygodniu ograniczyłbym finansowanie takich przemocowych organizacji z budżetu państwa do zera. Nie napisałem, że niebieska linia zarabia kasę na sprawcach przemocy robiąc im płatne szkolenia więc w ich interesie jest to aby mieć tych sprawców jak najwięcej…

      Żyjemy w XXI wieku i jak ktoś uważa, że w stosunku do niego jest stosowana przemoc to bierze telefon wzywa policję i ta prowadzi dochodzenie. Sprawca przemocy ma się natychmiast wyprowadzić ze wspólnego mieszkania, ale jak się okaże, że jest niewinny to zgłaszający płaci wysokie odszkodowanie. I temat przemocy można w chwilę rozwiązać…

      Pozdrawiam
      Darek

      Odpowiedz na ten komentarz
      • kruk
        kruk 13 marca, 2017, 18:12

        Wbrew pozorom to w temacie: kiedyś był taki polski film z Lindą, był zatytułowany „Tato”. To było w roku 1995, 21 lat temu.

        Odpowiedz na ten komentarz
  2. kruk
    kruk 8 lutego, 2017, 17:57

    Zastanawiam się jak wiele niekorzystnych czynników musiało się nałożyć, by „grzeczny” narzeczony zaraz po ślubie okazywał się katem.
    1. zawodzi osławiona kobieca empatia – kobiety jednak nie znają się na ludziach,
    2. zawodzą przyjaciółki – żadna nie powie, że coś z tym facetem jest nie tak, żadna nie „prześwietli” mu życiorysu,
    3. zawodzą rodzice – żadne z nich, korzystając ze swojego doświadczenia życiowego – nie potrafi właściwie ocenić kandydata na męża. Wydają ukochaną córkę za kata.
    4. zawodzi sama kobieta – nie sprawdziła rodziny kandydata na męża. Czy przyszły teść pije? Bije? Pracoholik? Bił dziecko pasem do pręg? Zaniedbywał? Może matka oziębła? Może wiecznie zajęta pracą? Może przyszli teściowie wychowali sobie narcyza?

    Tyle potencjalnych czerwonych flag, tyle potencjalnych znaków, że coś jest nie tak z narzeczonym. Tak wiele rzeczy musiało pójść źle.

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. Z nożem przy szyi
    Z nożem przy szyi 12 lutego, 2017, 01:12

    Jesteś Zoniu w tej bardzo niewielkiej grupce która nie zaznała przemocy. Jest prawdą Kruku, że trudno przed ślubem wykryć wynaturzone instynkty narzeczonego. Ślub jest jakby uhonorowaniem praw, które dają bydlęciu władzę nad kochaną osobą, że traktują ją jak własny worek treningowy. Większość kobiet i dzieci kilka- lub wielokrotnie narażonych jest na przemoc domowego sadysty, większość chodzi zapięta po szyję lub kuli się, gdy słyszy podniesiony głos. Dziwi mnie, dlaczego Prezydent jest ślepy??? na krzywdę kobiet i dzieci, białej laski nie nosi – ślepotę wykluczamy. No to jaki powód, że nie chce podpisać Konwencji antyprzemocowej, może silna wiara w słowa księży, że nie ma takiej przemocy, a może odpycha od siebie co niewygodne, nie chcąc ograniczać domowej władzy damskim bokserom. Jeżeli Polski Prezydent odrzuci tę Konwencję to tak, jakby zatwierdził bezkarność dla pięści grzmocących twarze, łamiących nosy, podbijających oczy, siniaczących ciało. A co będzie jak role się odwrócą? I ofiary zostaną obdarzone większą mocą?

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy