Jak Bóg da, nic się nie stanie

Jak Bóg da, nic się nie stanie

Bałagan w trakcie przygotowań do ŚDM może dziwić, ale nie powinien zaskakiwać

W raporcie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa dotyczącym organizacji Światowych Dni Młodzieży lista zidentyfikowanych problemów jest długa, ale na czoło wybijają się dwa. Oba ze sobą powiązane.
Pierwszy to kwestia opieki medycznej. Zdecydowana większość łóżek szpitalnych, które mają być do dyspozycji ŚDM, znajduje się nie w Wieliczce, w pobliżu której leżą Brzegi, główne miejsce uroczystości, ale w Krakowie. Odległość do centrum miasta to wprawdzie tylko 15 km, ale w sytuacji zagrożenia życia to aż 15 km. W dodatku czas przejazdu może się znacznie wydłużyć, ponieważ w czasie wielkiego spotkania pielgrzymkowego system komunikacyjny miasta będzie sparaliżowany. Głównym środkiem transportu – jak zapowiadają urzędnicy – będą wówczas własne nogi. A duża część głównych arterii miasta zostanie zamieniona na parkingi dla autokarów.
Drugim, znacznie poważniejszym problemem jest otoczenie terenu w Brzegach, na którym ma się odbyć główna msza oraz spotkanie z papieżem Franciszkiem. Pełno tam wąskich wiaduktów kolejowych oraz przejść pod autostradą. W razie wybuchu paniki uciekający pielgrzymi w tych miejscach się stratują. Niewystarczająca jest też przepustowość dróg dojazdowych, istotna choćby w razie konieczności zapewnienia dojazdu karetek, służb porządkowych lub straży pożarnej, a także w wypadku prowadzenia ewakuacji. Jej czas przewidziano na osiem godzin.
W dodatku pod znakiem zapytania stoi funkcjonowanie łączności dla służb ratowniczych i policji. Podobno ma zostać przygotowana do końca czerwca.

Módlcie się o suszę

To wszystko może się okazać ważne, gdyby ktoś postanowił skorzystać z dogodnej okazji i w czasie Światowych Dni Młodzieży przeprowadzić w Polsce – kraju, który angażował się w niemal każdą wojnę toczoną w świecie arabskim, nie wyłączając chęci wysłania wojska do Syrii – zamach terrorystyczny. Ale to niejedyne zagrożenie. Wystarczy, co również wynika z raportu, solidna burza, ponieważ pole w Brzegach leży w pobliżu rzeki i jest narażone na podtopienia. Tymczasem możliwości ewakuacji są ograniczone. A scenariuszy awaryjnych nie ma.
Raport RCB zaleca zmianę miejsca wydarzenia, jednak na to nie zgadza się strona kościelna, ponieważ – jak można usłyszeć – Brzegi bardzo podobają się w Watykanie. A konieczność uzgadniania kwestii bezpieczeństwa z hierarchią wpisano do… specustawy dotyczącej ŚDM. Raport doczekał się zresztą szybkiej riposty ze strony rządowo-kościelnej. Powiedziano, że powstał w marcu, prawie cztery miesiące przed spotkaniem młodych z całego świata, zapisane tam zastrzeżenia są znane, a służby przygotowujące wydarzenie poradzą sobie z nimi. – Po to są raporty, żeby z nich wyciągać wnioski i na ich podstawie przeprowadzać konieczne zmiany oraz poprawić bezpieczeństwo – stwierdziła premier Szydło.
Bp Damian Muskus, przewodniczący komitetu organizacyjnego Światowych Dni Młodzieży, tak jak rząd mówi, że prace trwają i będzie bezpiecznie. Natomiast, dodaje, planu B nie ma i będzie się o nim myśleć tylko wtedy, kiedy jakiś kataklizm uniemożliwi wejście na wyznaczone w Brzegach miejsce mszy. Dlatego, (chyba) żartobliwie dodawał biskup, trzeba się modlić o suszę. I należy przyznać, że choć nasz Sejm modlił się dotąd głównie o deszcz, a susza może nie przypaść do gustu rolnikom, zalecenie odwołania się do siły wyższej jest tutaj na miejscu. Zwłaszcza gdy popatrzy się na stan przygotowań do imprezy, w której ma wziąć udział od 2 do 3 mln ludzi, i posłucha nowego wojewody małopolskiego.

Zamkniemy lotnisko?

Józef Pilch był wcześniej krakowskim radnym Prawa i Sprawiedliwości. Zasłynął stwierdzeniem, że poważnym ludziom nie przystoi jeździć na rowerze. Na wątpliwości RCB odpowiedział podobnie jak premier Szydło, ale dodał, że do 15 maja powstanie raport wojewody dotyczący przygotowań do ŚDM, w którym zostaną zaproponowane dwie alternatywne lokalizacje. Problem jest jednak taki, że w Krakowie nie ma odpowiednio dużych przestrzeni publicznych, bo wszystkie zabudowano.
Jedną z alternatyw mają być Błonia. Tam jednak nie zmieści się nawet połowa planowanej liczby pielgrzymów. I nie pomoże nawet proponowane przez Pilcha wykorzystanie leżącego obok Parku Jordana oraz terenów w Cichym Kąciku, gdzie wprawdzie jest najlepszy w Krakowie warsztat ustawiający geometrię kół oraz jedna z lepszych włoskich restauracji, ale nie ma wystarczającej przestrzeni ani infrastruktury.
Druga propozycja jest jeszcze gorsza. Ma nią być pas startowy lotniska w Balicach, o czym władze lotniska dowiedziały się od dziennikarzy. Tyle że realizacja tego pomysłu wymagałaby zamknięcia Portu Lotniczego im. Jana Pawła II na… miesiąc. Byłby to piękny prezent nie tylko dla żyjącego z turystyki miasta i jego mieszkańców, którzy na czas ŚDM planują masową ucieczkę, ale też dla pielgrzymów mających przylecieć samolotami. Oraz dla samego Franciszka, który również ma lądować w Balicach. Zdaniem wojewody, to nie problem, bo można skorzystać ze śląskiego lotniska w Pyrzowicach.

Jakoś to będzie?

Bałagan w trakcie przygotowań do ŚDM może dziwić, ale nie powinien zaskakiwać. Wynika on chyba przede wszystkim z tego, że zorganizować imprezę (oraz na niej zarobić) postanowił Kościół. Najpierw gorący kartofel podrzucił Krakowowi, który jednak – na miarę możliwości – zachował się dość asertywnie. Później do pomocy rzucili się urzędnicy „dobrej zmiany”, którzy pomysły mają takie jak wojewoda Pilch. Generalnie wszyscy liczą na to, że jakoś to będzie, a Polak odnajdzie się w chaosie.
Dlatego zaproponowana przez bp. Muskusa modlitwa – przynajmniej dla wierzących – nie jest wcale nierozsądnym rozwiązaniem. Bo jak Bóg da, nic się nie stanie. A jeśli Boga nie ma, zawsze można liczyć na szczęście. Chyba że akurat Bóg nie da i szczęścia także nie będzie.

Wydanie: 15/2016 2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy