Podsłuchują cię

Podsłuchują cię

W Polsce tysiące ludzi jest podsłuchiwanych Jeśli polityk myśli, że immunitet chroni go przed inwigilacją służb specjalnych, to jest w dużym błędzie. Nie jest też prawdą, że aby podsłuchiwać posła, trzeba mieć zgodę Sejmu. Dlatego nie powinniśmy się dziwić, że Andrzej Pęczak czy Wiesław Kaczmarek byli podsłuchiwani. Co więcej, w stolicy aż huczy od plotek, że sezon polowań na polityków dopiero się zaczął. Pluskwy trafiły też pod strzechy – szał szpiegomanii ogarnął zwykłych Kowalskich. Za PRL inwigilowaniem obywateli zajmowały się SB, milicja, Departament I i II MSW, WOP i WSW. Dziś uprawnienia do śledzenia, podsłuchiwania i podglądania mają: Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencja Wywiadu, policja, Wojskowe Służby Informacyjne, straż graniczna, policja finansowa i służba celna. Niekiedy dochodzi do absurdalnych sytuacji, gdy jedne służby natykają się na pluskwy innych służb. W Polsce nie ma jednostki, która miałaby nadzór nad wszystkimi operacjami tego typu. – Nowe uprawnienia operacyjne zmieniły sposób zbierania informacji przez wszystkie służby. Podsłuch miał być elementem pomocniczym, stał się podstawowym – uważa poseł Jerzy Dziewulski, były policjant. Teoretycznie inwigilację można prowadzić dopiero po uzyskaniu zgody prokuratora i sądu. W praktyce są sposoby, aby to obejść. – Można np. testować sprzęt. Czynności operacyjne prowadzi się po prostu w celach szkoleniowych. Namierza się kogoś przez 48 godzin, później robi się przerwę na dwie godziny i zaczyna zabawę od początku – mówi jeden z naszych rozmówców. Tajemnicą poliszynela jest, że służby nie zawsze działają zgodnie z prawem. I tak w samym CBŚ pracuje 1,5 tys. oficerów. Według nieoficjalnych informacji podsłuchują oni 3 tys. osób, z czego legalnych podsłuchów jest… 50! Dopiero kiedy podsłuchujący natkną się na ciekawy materiał, zastanawiają się, jak „ulegalnić” swoje działania, tak by mogły się stać dowodem. Jest to możliwe dzięki dobrej współpracy służb z prokuratorami. W ABW pracuje grupa świetnych prawników, którzy przychodzą na ratunek w przypadku wpadek. – Jeśli ktoś nas przyłapie, nawet nie dyskutujemy, tylko od razu kontaktujemy się z prawnikami i oni przejmują sprawę – opowiadają oficerowie operacyjni. Jak twierdzą, przynajmniej raz, dwa razy w tygodniu – pod pretekstem zagrożenia terrorystycznego – przeczesują Sejm. Wówczas szukają obcych pluskiew i zakładają swoje. – Pilnujemy, aby nikt nie zabierał nam roboty – żartują pracownicy służb. Takie praktyki nie oznaczają jednak, że służby czują się całkowicie bezkarne. Jak niesie wieść, podsłuchy prewencyjne nie są zgłaszane do prokuratury, bo wtedy sprawie musiałby zostać nadany oficjalny bieg. Gdyby podejrzenia się nie sprawdziły, podsłuchiwany musiałby się dowiedzieć o prowadzonych wobec niego czynnościach. A tak po prostu nie ma sprawy… – Gdybym miał jakiekolwiek informacje na temat nielegalnych podsłuchów, natychmiast wszczęlibyśmy postępowanie. Trudno mi też uwierzyć w to, że służby mogłyby omijać procedury, które są bardzo rygorystyczne. Traktujemy to bardzo poważnie, bo jesteśmy świadomi, że godzą w swobodę i wolność obywateli – przekonuje zastępca prokuratora generalnego, Kazimierz Olejnik. Podsłuchiwać legalnie można też bez zgody sądu, ale pod warunkiem że inwigilujemy… samego siebie. Otwiera to szerokie pole manewru. Wolno instalować urządzenia monitorujące w mieszkaniu, gabinecie, samochodzie. – Mamy prawo zamontować kamerę we własnym biurze, bo np. chcemy uniknąć oskarżenia o molestowanie, a przy okazji rejestrujemy rozmowę korupcyjną. Dlatego Michnik nie złamał prawa, nagrywając Rywina, bo nagrywał siebie – tłumaczy Bogumił Zawadzki, szef Stowarzyszenia Detektywów Polskich. Żona, która instaluje kamerę w mieszkaniu, bo chce wiedzieć, co robią dzieci pod jej nieobecność, przez „przypadek” może przyłapać męża na igraszkach z inną kobietą. Baza danych Jednym ze sposobów kontrolowania obywateli i budowania bazy danych o nich jest obowiązek wypełniania specjalnej ankiety przez wszystkich, którzy ubiegają się o certyfikat dostępu do informacji poufnych. W ankiecie (są trzy poziomy szczegółowości pytań) znajdują się pytania m.in. o przynależność do partii, zagraniczne wyjazdy (np. trwające dłużej niż 14 dni), o to, z kim się wówczas kontaktowano, czy za PRL wyjeżdżano do krajów bloku wschodniego, czy ma się rodzinę za granicą. – Moją żonę pytano, czy używała narkotyków i czy miała pozamałżeńskie kontakty seksualne! – opowiada jeden z naszych rozmówców. Od momentu wypełnienia i podpisania

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2004, 52-53/2004

Kategorie: Kraj