Polska nad Tybrem

Polska nad Tybrem

“Bardziej kochacie papieża niż religię”, żartowali obserwatorzy Narodowej Pielgrzymki

“Polska to taki dziwny kraj, o którym mówi się, że jest bardziej katolicki niż Włochy i Hiszpania razem wzięte, a równocześnie prezydent to niewierzący agnostyk, a premier – ewangelik”, zauważył dziennikarz agencji ANSA, oddelegowany do relacjonowania Narodowej Pielgrzymki Polaków. Przez kilka dni Rzym znalazł się nieomal w naszym władaniu. Nad Tyber przyjechało 35 tys. Polaków, by “podziękować papieżowi za dobroć i jego dzieło”. Podczas mszy nad placem św. Piotra powiewało mrowie narodowych flag i chust w biało-czerwonych kolorach. Emocje ludzi eksplodowały, kiedy pokazał się Jan Paweł II. “Chyba bardziej kochacie papieża niż samą religię”, żartowali włoscy obserwatorzy polskiego najazdu na Rzym.
Przytłaczającą większość pielgrzymów stanowili zwykli ludzie. Przeżywali to wydarzenie spontanicznie i szczerze. Ale nad Tybrem pojawiła się także pokaźna reprezentacja władzy, zarówno wykonawczej, jak i ustawodawczej. Wśród polityków, jacy stawili się na placu św. Piotra, znaleźli się nie tylko Aleksander Kwaśniewski, Jerzy Buzek, marszałek Sejmu Maciej Płażyński i marszałek Senatu, Alicja Grześkowiak. We włoskim skwarze czekali na Jana Pawła II także liczni ministrowie i parlamentarzyści, wśród których nie zabrakło i Jerzego Kropiwnickiego (zasłynął sprzeciwem wobec równouprawnienia kobiet), i szefa MSWiA, Marka Biernackiego, i ministra skarbu, Emila Wąsacza, o którym żartowano, że przyleciał modlić się o odsunięcie dymisji. To do nich mówił Jan Paweł II, napominając w homilii, by reformy gospodarcze służyły ludziom, zwłaszcza najbiedniejszym.
Polacy słuchali papieża, ale nie tylko jego osoba wzbudzała emocje. Wiele dyskusji wywołał udział w niej znanych postaci. Pytaniom, dlaczego przed bazyliką św. Piotra pojawili się prezydent (tłumaczył, że to naturalny obowiązek głowy państwa, w którym dominują katolicy) czy premier (ten mówił, że ważne jest nabożeństwo, a nie kościół, w jakim go odprawiają), towarzyszyły deliberacje, czy o miejsca w pierwszym szeregu pielgrzymów powinni się starać artyści, np. mający drugą żonę Krzysztof Krawczyk (wręczył papieżowi swoją płytę “Ojcu Świętemu śpiewam”) czy telewizyjni dygnitarze, np. Sławomir Zieliński i Radosław Piwowarski.
Zastanawiano się też, jak to się stało, że np. w samolocie specjalnym, którego przelot częściowo sponsorowały polskie firmy z myślą o pomocy “tym, których nie stać na taką podróż”, znalazło się sporo osób, które na pewno nie mają kłopotu z zapłatą za bilet; za niektórych zapłacą instytucje – za Mariana Krzaklewskiego NSZZ Solidarność, za wicemarszałka Franciszka Stefaniuka – Sejm. A co będzie z tzw. osobami towarzyszącymi, pytano przy okazji.
Zwyczajni pielgrzymi zauważyli bowiem, że większość spośród tych, którzy zajęli miejsca w tzw. sektorach dla VIP-ów, bez większej żenady wykorzystywała swoją pozycję. W pierwszych ławkach uważni obserwatorzy mogli dostrzec pokaźną liczbę pracowników Kancelarii Premiera, m. in. Centrum Informacyjnego Rządu. Dlatego m.in. nie udało się ucałować papieskiego pierścienia wystrojonym w galowe mundury generałom z policji, straży pożarnej i Straży Granicznej.
Paradoksalnie najwięcej cierpkich uwag padło pod adresem człowieka, który gorliwie demonstrował (m.in. przed kamerami tv) swoją “miłość do Ojca Świętego”, czyli Mariana Krzaklewskiego. “Zabrakło im cnoty skromności”, skomentował zachowanie małżeństwa Krzaklewskich jeden z watykanistów. Lider AWS nie dość, że wywalczył zaproszenia do sektora dla władz państwowych (choć oficjalnie pojawił się w Rzymie jako “pielgrzym związkowy”), to załatwił także dla żony miejsce wśród osób składających dary papieżowi (wręczała zieloną stułę), następnie oboje małżonkowie przyjęli w niewielkiej grupie szczęśliwców osobiście z rąk Jana Pawła II komunię, a na zakończenie kandydat na prezydenta z żoną znaleźli się (razem z prezydentem, premierem i biskupami) w jeszcze węższym gronie postaci, które mogły przywitać się z papieżem osobiście. “A normalny człowiek nawet nie dotknie choćby papamobile”, narzekali obserwujący Jana Pawła II wyłącznie z daleka.
Lider AWS znalazł się – obok premiera, który zabrał 19 dziennikarzy (prezydent zaprosił do samolotu polską pielgrzymkę z Sankt Petersburga) – w czołówce osób, które pobyt w Rzymie wykorzystywały do robienia publicity. Dzień przed mszą otworzył wystawę pod hasłem “XX lat Solidarności”. Podobno wcześniej żądał, by było “dużo prasy”, ale np. Włochów temat zainteresował umiarkowanie, bo przyszło ich tylko – żartowano – półtora, tzn. reprezentant agencji ANSA i dziennikarz-emeryt. Może to i dobrze, bo Polacy z zażenowaniem komentowali dobór fotogramów obrazujących historię Solidarności, gdzie bardzo skromne miejsce przeznaczono dla twórcy związku, czyli Lecha Wałęsy, a mnóstwo zdjęć… Marianowi Krzaklewskiemu. “Tak się pisze historię na nowo” – to komentarz Polaka mieszkającego od stanu wojennego nad Tybrem do faktu, że we wstępie do katalogu wystawy jej organizatorzy z (dzisiejszej) Solidarności ani razu nie wymienili nazwiska Wałęsy.

 

Wydanie: 28/2000

Kategorie: Kraj