Pościg za bin Ladenem

Pościg za bin Ladenem

Gen. Kapkowski i gen. Petelicki mówią, jak Amerykanie będą polować na terrorystów

Specjaliści, z którymi rozmawialiśmy, mówią zgodnie: polowanie na Osamę bin Ladena, rozbicie jego grupy, rozbicie innych podobnych grup to operacja, która potrwa długo. Będzie musiała być prowadzona na wielu płaszczyznach, wieloetapowo. „Tu nie mamy do czynienia ze zwykłym przestępcą, którego można osaczyć – tłumaczy gen. Andrzej Kapkowski, były szef UOP. – Osama bin Laden to człowiek przeszkolony przez służby specjalne, biorący udział w tajnych operacjach od prawie 20 lat. Do tego dysponuje milionowymi funduszami, posiada siatkę firm rozsianych na całym świecie. To jest struktura – pieniądze, ludzie. Ale przede wszystkim bin Laden nie działa w społecznej próżni. Telewizja pokazała ludzi cieszących się z udanego zamachu terrorystycznego. To jest jego zaplecze, jego tarcza. On może liczyć na życzliwość i pomoc, dla wielu jest bohaterem. Pamiętajmy też, że jego ludzie to osoby, które przeszły przeszkolenie, fanatycy oddani sprawie. Dlatego operacja jego unieszkodliwienia będzie bardzo trudna i skomplikowana”.

Nowi terroryści

O Osamie bin Ladenie piszą w ostatnich dniach wszyscy, przypomnijmy więc, w telegraficznym skrócie, najważniejsze fakty. Bin Laden w latach 80. został skierowany przez szefa wywiadu saudyjskiego do Pakistanu, by organizował tam bojowników do walki z okupującymi Afganistan Rosjanami. Wtedy też nawiązał współpracę z wywiadem amerykańskim. Po wycofaniu się Rosjan z Afganistanu Osama zaczął budować swoja siatkę Oparł ja na żołnierzach z Afganistanu, na niezadowolonych, na islamskich ekstremistach. Ich program ograniczył się do obrony islamu, walce z zachodnią cywilizacją, wypędzeniem niewiernych, a także pognębieniu tych władców państw arabskich, którzy z Zachodem współpracują. Osama de facto wypowiedział wojnę naszej cywilizacji. Dlatego działania kierowanych przez niego grup zdecydowanie różnią się od poprzedników.
Po pierwsze, nie ogłaszają oni, że są autorami ataków czy zamachów. Osama nie przyznaje się, że akt terroru to dzieło jego grupy, a raczej daje do zrozumienia, że stała za tym ręka opatrzności. Po drugie, ataki terrorystyczne nie polegają na tym, że jego ludzie biorą zakładników, stawiają żądania, szantażują. Po trzecie – są zdecydowani na samobójcze akcje.
Ta strategia działania jest pochodną celów, które wyznaczył sobie Osama bin Laden – jeżeli celem wcześniejszych grup terrorystycznych było, umownie mówiąc, zmiana, na swoją korzyść, obowiązujących reguł w istniejącej cywilizacji, to celem bin Ladena jest zniszczenie tej cywilizacji i zastąpienie jej tą wyczytaną w świętych księgach islamu.

Sieć Osamy

Inaczej też niż terrorystyczni poprzednicy bin Laden zbudował swoją organizację. Opiera się ona na dziesiątkach firm rozsianych po świecie, w znacznym stopniu prowadzących legalne interesy. „Taka sieć – przestrzega gen. Sławomir Petelicki, twórca jednostki „Grom”, uczestnik amerykańskich szkoleń w dziedzinie zwalczania terroryzmu – to znakomita baza dla wszelkich działań. Osama bin Laden może świetnie zbierać informacje, jego informatorzy nie muszą w ogóle wiedzieć, dla kogo pracują, jak są zaangażowane duże pieniądze i jak wygląda stworzony przez niego system. On działa inteligentnie, oczywiście, próbuje stwarzać pozory, że jest odcięty od świata, od telefonów komórkowych – ale ja w to osobiście nie wierzę”.
Sieć bin Ladena zbudowana została w sposób zdecentralizowany. To niezależnie działające grupy, których wzajemny kontakt jest ograniczony do minimum. „Osama bin Laden ma obozy szkoleniowe dla swoich ludzi na terenie Afganistanu – mówi Petelicki. – Ale jeżeli podejmie decyzję, że kogoś trzeba przeszkolić jako pilota, to ją realizuje. Jest wiele szkół, w których szkolą się piloci. Także na terenie Stanów Zjednoczonych. Na terenie USA jest mnóstwo wyszkolonych w ten sposób pilotów. Przy takich pieniądzach, jakimi dysponuje Osama, może on pozwolić sobie na trzymanie przeszkolonych ludzi w Stanach, w Kanadzie, w Meksyku, przez kilka lat. Uśpionych wojowników. Potem, na sygnał, połączyć ich w grupki. W momencie, kiedy są połączeni, to zaczynają się jakieś struktury”.
Bezpośrednim zapleczem sieci są też grupki ekstremistów islamskich, rozsiane po całym świecie. To olbrzymia sieć – niech przykładem będą Niemcy, na terenie których działa, jak ostatnio ujawnił Urząd Ochrony Konstytucji, 17 takich grup, liczących w sumie ponad 30 tys. ludzi.

Dlaczego nie można przeniknąć?

Dlaczego ich działalność jest dla zachodnich służb tajemnicą? Dlaczego tak trudno je spenetrować? Dlaczego nas tak często zaskakują? Z wielu względów. Po pierwsze, jest szalenie trudno wprowadzić do takiej organizacji swojego człowieka. „To są fanatycy – samobójcy – przypomina Petelicki. – A żaden z oficerów nie będzie chciał być samobójcą. Oficerowie służb nie są samobójcami. Pamiętajmy też, że trudniej jest spenetrować strukturę organizacji bin Ladena niż strukturę państwową. W żadnym państwie nie wybierze się takich urzędników, jak można mieć w prywatnej firnie. W państwie przecieki są możliwe. I jakiś wywiad by o tym wiedział. Natomiast tutaj mamy do czynienia z człowiekiem, który sam podejmuje decyzje, sam może wybrać zespół. I jak się do niego dobrać? Wprowadzić swojego człowieka tam w zasadzie nie można, bo nikt z oficerów nie chce być samobójcą. A kupić? Na tych ludzi nie działają pieniądze”.
To wszystko powoduje, że grupy bin Ladena są bardzo hermetyczne. Ich rozproszenie dodatkowo utrudnia ich inwigilowanie i zwalczanie. Czy znaczy to, że nasza cywilizacja w starciu z nimi jest bez szans?

Scenariusze wojny

Tak nie jest. Osamę bin Ladena można złowić w sieć. Ale musi być tu spełnionych kilka czynników. Przede wszystkim współpraca międzynarodowa. Po to, by świat udzielił Amerykanom politycznego poparcia w akcjach przeciwko terrorystom. Bez tego te działania byłyby szalenie utrudnione. Współpraca potrzebna jest również po to, by bin Laden i jego ludzie nigdzie nie czuli się bezpieczni. „To nie jest tak, że oni wszyscy są fanatykami i nie boją się śmierci – mówi Petelicki. – Osama bin Laden nie wsiadł do porwanych samolotów. On chce żyć. Chce dalej kierować akcjami przeciwko Stanom Zjednoczonym. On jest mózgiem – trzeba uderzyć w ten mózg”.
Sieć na bin Ladena składa się więc z wielu warstw. Mówi o tym gen. Kapkowski: „Amerykanie na pewno wykorzystują swoje możliwości techniczne. Jest prowadzony monitoring telekomunikacyjny – pozwala podsłuchać praktycznie każdą rozmowę w dziesiątkach milionów innych, pozwala śledzić pocztę elektroniczną, przelewy bankowe, płatności dokonywane kartami kredytowymi. Te ślady mogą doprowadzić do terrorystów. Po drugie, podjęte zostaną próby złapania bin Ladena na łączności osobowej. Ten człowiek ma współpracowników, rodzinę. Dzięki nim można do niego dotrzeć. Tu mogą być organizowane wszelkiego rodzaju pułapki – próby docierania do jego otoczenia poprzez inspirowanie określonych wydarzeń. Inspiracja jest najgroźniejszą bronią każdego kontrwywiadu – można na przykład zainspirować atak terrorystyczny, przygotowania do niego, żeby potem dokonać penetracji środowiska przeciwnika”.
Jest jeszcze jeden element, który na pewno wykorzystają Amerykanie: współpraca międzynarodowa.
Tu, zdaniem naszych rozmówców, kluczowa będzie współpraca z Rosją. „Rosjanie, nie wątpię w to, mają wciąż znaczące aktywa wywiadowcze w Afganistanie – mówi gen. Kapkowski. – Takie siatki mogą dostarczyć cały szereg niezwykle użytecznych informacji. Choćby takich, które pozwolą zlokalizować bin Ladena. On przecież nie przemieszcza się sam, ale w otoczeniu ochrony. To są duże grupy ludzi. Łatwo je zauważyć”.
Amerykanom potrzebne będą również sygnały napływające z innych służb wywiadowczych, zwłaszcza państw arabskich. Tu niezwykle istotne są takie sygnały jak ten, który nadszedł z Syrii – że tamtejsze tajne służby pomogą w ściganiu bin Ladena. Nie ma bowiem wątpliwości, że taki człowiek jak bin Laden od lat był w kręgu żywotnego zainteresowania wielu służb specjalnych – państw arabskich, pakistańskiej – i każda z nich dysponuje wieloma przydatnymi informacjami. A może i agenturą. „Z takimi ludźmi jest tak, że różne służby starają się do nich dotrzeć – mówi Petelicki. – Żeby dotrzeć, oferują niby-poparcie. Bo jeżeli nie można kogoś wyeliminować, to trzeba go przynajmniej kontrolować. Więc na pewno różne próby docierania do bin Ladena musiały być. Ale jak wygląda to w tej chwili – nie wiem”.
Tak więc wiadomo, że po całym świecie rozsiane są ślady po bin Ladenie. Rzecz tylko w tym, żeby służby poszczególnych państw chciały te „skarby” udostępnić.
Dlatego tak ważna dla Ameryki jest deklaracja Rosji o pomocy w ściganiu bin Ladena. Rosjanie są również potrzebni Amerykanom, bo z ich terytorium najłatwiej jest przeprowadzić operację. Oni sami zainteresowani są rozbiciem gangu Osamy, bo mają na głowie własnych muzułmanów – Czeczeńców.

Czas

Ile taki pościg i zastawianie pułapek może trwać? Zdaniem naszych rozmówców, nawet wiele miesięcy. Tajne operacje wymagają miesięcy przygotowań, to gra dla najbardziej cierpliwych. Pamiętajmy też, z jakim przeciwnikiem mamy do czynienia: bin Laden na pewno przewidział, że po zamachach w Nowym Jorku polować na niego zacznie cywilizowany świat. Więc pewnie przygotował sobie drogi ucieczki. A nie zapominajmy, że uciekać ma gdzie – rzut oka na mapę wystarczy, by uświadomić sobie jak wiele miejsc na kuli ziemskiej jest poza kontrolą cywilizowanego świata: Afganistan, południowy Sudan, Somalia, inne państwa Afryki… Co więc zrobić w sytuacji, w której amerykańscy obywatele domagają się natychmiastowych działań?
„Bombardowanie obozów bin Ladena nic nie da, bo jego już tam dawno nie ma – mówi Kapkowski. – Poza tym Ameryka nie może pozwolić sobie na nieudane akcje, bo one – zwłaszcza jeżeli przyniosłyby ze sobą śmierć cywilów – skompromitowałyby ją. Myślę więc, że działania pójdą w dwóch kierunkach. Pierwszy będzie przeznaczony dla mediów. To będą spektakularne działania, których celem będzie pokazanie swojemu społeczeństwu, że nie jest się bezczynnym – bombardowania, wyłapywania pojedynczych terrorystów, puszczanie w świat informacji mających zdenerwować bin Ladena. A w ich cieniu będzie prowadzona prawdziwa wywiadowcza robota, która doprowadzić ma bezpośrednio do Osamy. Tak, żeby móc wykonać chirurgiczne cięcie”.

 

Wydanie: 38/2001

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy