W poszukiwaniu nowych dźwięków

W poszukiwaniu nowych dźwięków

Podczas Warszawskiej Jesieni usłyszymy nowe lub mało znane instrumenty.
Ale eksperymentów z kamieniem rzucanym na struny fortepianu już się nie przewiduje

Jubileuszowy, 50. Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej, który odbędzie się w Warszawie w dniach 21-29 września, przyniesie kilka niespodzianek także w dziedzinie nowych instrumentów. Na nocnym koncercie 23 września występuje np. rumuńska grupa Electric pro contemporania, która proponuje muzykę na typowych instrumentach elektronicznych używanych przez współczesnych twórców, takich jak syntezator, sampler, live electronics, gitara elektryczna, ale również wprowadza do koncertu, chyba po raz pierwszy na festiwalu, toy piano, czyli po prostu fortepian zabawkę. Nie jest to wielkie odkrycie, ale przynajmniej jakaś odmiana. Podczas tego koncertu zostanie też wykonany utwór 37-letniego założyciela zespołu, znanego już z wcześniejszych Warszawskich Jesieni Andrei Kivu, który zapisał się w historii muzyki współczesnej tym, że skonstruował kilka nowych instrumentów o dosyć intrygujących nazwach: tromba lontana, sound retorte, rushtophone i panaphonium.
Inną niespodzianką będzie występ 28 września słoweńskiego muzyka i kompozytora, Urosia Rojki, który zaprezentuje mało znaną miniodmianę klarnetu, zwaną halbklarinette.

Tubafon Pendereckiego
A na czym się grało na 50 Warszawskich Jesieniach? Odpowiedź jest prosta. Grało się na wszystkim, co tylko skonstruowano do grania. Ponieważ instrumentarium klasyczne jest bardzo bogate, zawiera ok.
200 różnych „przyrządów wydających dźwięki”, od klasycznych instrumentów smyczkowych (skrzypce, altówki, wiolonczele, kontrabasy) poprzez dęte drewniane i blaszane po ogromną rodzinę instrumentów perkusyjnych, kompozytorzy korzystają najczęściej z tego, co już jest. Może brakuje im wyobraźni, by projektować nowe instrumenty, może boją się wysokich kosztów, może wreszcie nie wierzą, by udało się skonstruować coś, co rzeczywiście wydaje dźwięki dotąd nieznane, jakich nie daje się uzyskać na żadnym z istniejących instrumentów strunowych, dętych, perkusyjnych ani nawet elektronicznych.
Ostatnim Polakiem, który zaprojektował nowy instrument, był chyba Krzysztof Penderecki. Do stworzenia niezwykłego napięcia w kompozycji „Siedem bram Jerozolimy” potrzebował specyficznego instrumentu perkusyjnego. Warunki te spełniał tubafon wykonany trochę chałupniczą metodą z kilkunastu rur PCV różnej długości i grubości. W zakończenia tych rur uderza się paletką zrobioną z rakietki pingpongowej z przyklejoną pianką. Było to w roku 1996 i od tej pory nic nowego nie wynaleziono, jeśli nie liczyć nieustannego doskonalenia wszelkich instrumentów elektronicznych i zastosowań programów komputerowych do generacji lub przekształcania dźwięku.

Theremin z brodą
Większość „nowych” instrumentów, które jakoś wzbogaciły brzmienie współczesnej muzyki poważnej, powstała dosyć dawno, w latach 20. XX w., czyli jeszcze przed pierwszą Warszawską Jesienią. Jednym z pierwszych instrumentów elektronicznych był theremin, skonstruowany w 1917 r. przez rosyjskiego fizyka i wynalazcę, Lwa Termena. Dźwięki wytwarzane przez theremin brzmieniem przypominają nieco skrzypce.
Cechą tego urządzenia są m.in. zakłócenia dźwiękowe, gdy w polu działania znajdzie się ciało ludzkie. Instrument jest strojony, ale dodatkowe modulacje i zmiany w częstotliwości dźwięku powodowane są ruchem rąk wokół jednej z anten. Z pomocą drugiej, w podobny sposób, reguluje się głośność. W byłym ZSRR zbudowano 600 egzemplarzy tego instrumentu. W 1928 r. jego twórca uzyskał amerykański patent na swoje urządzenie. W USA theremin był też produkowany w wersji tranzystorowej. Instrument miał dosyć szerokie zastosowanie, w szczególności przy ścieżkach dźwiękowych do filmów. Jego specyficzna „magia” spowodowała zainteresowanie nim muzyków rockowych w latach 60. i 70. Nawet grupa Led Zeppelin użyła go w nagraniu przeboju „Whole Lotta Love” z 1969 r. Na thereminie grał także Jean-Michel Jarre na wielu koncertach, m.in. podczas ostatniego występu w Stoczni Gdańskiej.
Theremin dał początek całej rodzinie instrumentów. Do najbardziej znanych należały fale Martenota oraz La Croix Sonore. Fale Martenota również są dziełem Lwa Termena, który jednak współpracował przy ich konstrukcji ze skrzypkiem Maurice’em Martenotem. Początkowo instrument obsługiwało się linką doczepioną do pierścienia zakładanego na palec. Sterowanie dźwiękiem odbywało się w sposób dosyć prymitywny. Z czasem fale Martenota wyposażono w klawiaturę oraz dodatkowe urządzenia pozwalające na tworzenie efektu glissando i vibrato. We wczesnych wersjach instrumentu klawisze były niestrojne. Dopiero w 1938 r. zaczęto produkować model ze strojoną klawiaturą ćwierćtonową. Fale Martenota zrobiły sporą karierę w muzyce współczesnej. Utwory na ten instrument komponowali m.in. Pierre Boulez, Edgar Varese, Olivier Messiaen, Darius Milhaud, Arthur Honegger i Maurice Jarre. Niektóre kompozycje „z falami” wykonywano na Warszawskich Jesieniach.

Fałszujące fortepiany
Mniejsze powodzenie u muzyków miały modyfikacje zwykłego mechanicznego fortepianu, zwłaszcza fortepianu ćwierćtonowego skonstruowanego przez czeskiego kompozytora Aloisa Habę w latach 20. XX w. Haba był muzycznym eksperymentatorem, który próbował podzielić zwykłe półtony gamy chromatycznej na mniejsze cząstki tonu, np. jedną czwartą, jedną ósmą, a nawet jedną szesnastą tonu. Do wykonywania swej dosyć specyficznej muzyki konstruował nowe instrumenty mikrotonowe, których dziś jednak nikt już nie używa. Sam Haba był nie lada oryginałem, z jednej strony zafascynował się komunizmem, z drugiej był zwolennikiem chrześcijańskiego mistycyzmu i ten dosyć szokujący zestaw poglądów z pewnością nie przysparzał mu zwolenników. Podczas Warszawskiej Jesieni z 1964 r. wykonano nawet jedną kompozycję tego twórcy, jednak skonstruowanego przezeń fortepianu ćwierćtonowego do Polski nie przywieziono. Dziś o Aloisie Habie można jedynie znaleźć krótką wzmiankę w encyklopedii.
Karierę natomiast zrobiły różnorakie próby „preparowania dźwięku” dokonywane na zwykłym, klasycznym fortepianie. Prekursorem fortepianu preparowanego był w latach 40. amerykański kompozytor John Cage. Preparacja polegała na wkładaniu między struny fortepianu różnych elementów, np. śrub, sztućców, gwoździ, kawałków gumy, taśmy klejącej itp. Muzyka Cage’a gościła na Warszawskich Jesieniach wielokrotnie i z pewnością wywarła spory wpływ na innych twórców. Fortepian preparowany zadomowił się w Polsce na stałe i występuje w wielu utworach rodzimych artystów. Należy do nich Zygmunt Krauze, kompozytor i pianista, który poddawał fortepian nierzadko dosyć ciężkim próbom, np. wrzucając kamienie na struny instrumentu albo grając w grubych rękawicach roboczych („Gloves music” na Warszawskiej Jesieni w 1991 r.).
Mimo tych wszystkich wynalazków krótki przegląd wzbogacania współczesnej muzyki o nowe instrumenty nie wygląda imponująco. Znakomity twórca, kompozytor, dramaturg i muzykolog Bogusław Schaeffer w książce „Mały Informator Muzyki XX wieku” wydanej przed ponad ćwierćwieczem pisał, iż „nowych instrumentów w ciągu ostatnich 100 lat przybyło bardzo niewiele, zaskakująco niewiele, jak na olbrzymi rozwój samej techniki kompozytorskiej. (…) Olbrzymiemu zainteresowaniu dla możliwości tradycyjnych instrumentów nie towarzyszy powstawanie nowych”.
Niestety, mimo wkroczenia w XXI w. niewiele się w tej kwestii zmieniło.

Wydanie: 38/2007

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy