Czy puste miejsce przy stole wigilijnym jest już tylko symbolem bez treści?

Czy puste miejsce przy stole wigilijnym jest już tylko symbolem bez treści?

Czy puste miejsce przy stole wigilijnym jest już tylko symbolem bez treści?

prof. Roch Sulima,
kulturoznawca, antropolog kultury, Uniwersytet SWPS
To wciąż kultywowany zwyczaj, choć w treści zaledwie pusta forma. To znak, że o czymś powinniśmy pamiętać. Trudno dziś objaśniać dzieciom czy wnukom, że to miejsce dla niezapowiedzianego przybysza – jak się kiedyś mówiło, „człowieka gościńca”, czyli gościa, bo kulturową definicją gościa był właśnie ktoś, kto przychodził z gościńca, czyli z drogi. Dziś może to być nie tylko znak trwałej tradycji, bo rzeczywiście jest ona trwała, ale też swego rodzaju samorozgrzeszenie, gdy wspomnimy tysiące „przybyszów” stojących u bram Europy.

ks. Roman Pracki,
Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP
W tym roku wolne miejsce przy wigilijnej wieczerzy ma wyjątkowe znaczenie, ponieważ oznacza uchodźcę, człowieka wykluczonego, niechcianego. Tego, którego się brzydzimy, którego nie chcielibyśmy widzieć ani przy stole, ani w swoim mieście, ani nawet w swoim kraju. Pamiętajmy jednak, że Biblia to jest tradycja uchodźców, a Jezus to osadzony w areszcie, uchodźca, niechciany.

dr hab. Bożena Karolina Bielenin-Lenczowska,
etnolożka, UW
Dawniej uważano, że puste miejsce przy stole wigilijnym jest przeznaczone dla dusz bliskich zmarłych. Zwyczaj ten ma korzenie pogańskie, wywodzi się z obrzędowości przesilenia zimowego. Później sądzono, że jest to miejsce dla niespodziewanego gościa, wędrowca. W kontekście współczesnej ogromnej mobilności ludzi, w tym uciekających przed wojną i prześladowaniami, wolne miejsce przy wigilijnym stole jest szczególnie znaczące. Chciałabym wierzyć, że to nie tylko miły symbol, ale przede wszystkim zwyczaj prawdziwie wyrażający naszą staropolską gościnność. W rzeczywistości jednak rzadko wpuszczamy do domów obce osoby, a nawet z bliskimi umawiamy się na wizyty w konkretnym dniu i o konkretnej godzinie. Obcych się boimy, zwłaszcza gdy wyglądają inaczej, mają inne zwyczaje i mówią innym językiem.

Bruno Skalski,
czytelnik PRZEGLĄDU
Myślę, że niestety jest jeszcze gorzej. Nawet w bliskim gronie mamy znajomych, którzy święta spędzają samotnie, a zaproszenie ich na nasze rodzinne święta często nie wchodzi w grę, bo wiemy, że części rodziny taki pomysł zdecydowanie by się nie spodobał. Moja dziewczyna powiedziała ostatnio, że kiedy będziemy robić Wigilię, przygotujemy nie jedno, ale kilka miejsc ekstra i w dodatku symboliczne, ale miłe prezenty na zapleczu (tak, by można je szybko i niepostrzeżenie dorzucić pod choinkę). Na tę Wigilię będziemy zapraszać wszystkich znajomych, którzy nie mają za bardzo gdzie się podziać. Zacznijmy od tego, a może łatwiej nam będzie kiedyś pomóc w podobny sposób bezdomnym lub uchodźcom. Wesołych i solidarnych świąt życzę!

Wydanie: 51/2017

Kategorie: Aktualne, Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy