Rekwizyty PRL-u

Rekwizyty PRL-u

Chris Niedenthal

– Czego Brytyjczyk z niemieckim nazwiskiem szukał w PRL-u?
– Przyjechałem niby dlatego, że zakochałem się w dziewczynie. Dla młodego chłopaka, którym wtedy byłem, była to wielka mobilizacja, chociaż nic z tego nie wyszło. Natomiast zostałem, bo byłem zauroczony Polakami. Polską młodzieżą. Pomijając rzeczywistość ekonomiczną i polityczną, czułem się jak ryba w wodzie, jeśli chodzi o ludzi. Innych niż Anglicy. Nie mówię, że lepszych, ale bardziej mi pasowali. To byli wspaniali ludzie i to mnie zatrzymało tutaj.
– Dlaczego na wystawę wybrał pan zdjęcia z PRL-u?
– Nie chcę gloryfikować PRL-u w żadnym stopniu, ale to był dla mnie ciekawy okres. Chociaż mogłem w każdym momencie wyjechać, wcale tego nie chciałem. PRL był dla mnie zjawiskiem bardzo specyficznym i bardzo przez to ciekawym. Nie mówię, że kochałem PRL, ale myślę, że tak idiotyczny system tworzy wspaniałych ludzi. Tam, gdzie jest walka, nie wręcz, nie fizyczna, ale walka mózgów, czyli ludzi mądrych przeciwko kretyńskiemu systemowi, tam zawsze wygrywają ludzie. W takim sensie, że ich polot, fantazja, inteligencja wygrywają nad czymś tak idiotycznym jak system PRL-owski.
– Ale wystawę nazwał pan „Rekwizyty”.
– Tę nazwę wymyślił Jacek Hugo-Bader. W pierwszym momencie brzmi dziwnie, ale właściwie nikt tej nazwy nie zakwestionował. Żadna inna po prostu nie pasowała. Wybrane zostały takie zdjęcia, gdzie albo ktoś pali papierosa, albo pije flaszkę, albo trzyma coś w ręku. Przedmioty, które uważam za świetny pomysł na album fotograficzny. Z bardzo mądrym tekstem. Jacek bardzo ładnie to zmontował. Stworzył cały styl tej książki.
– Dlaczego wcześniej nie pokazywał pan tych zdjęć?
– Ich było przeszło 10 tys.! Leżały przez ponad 20 lat w pudełeczkach. Okazało się, że nie robiłem wyłącznie zdjęć prasowych. To były moje osobiste zdjęcia, nie do sprzedania, o których zapomniałem. Iza Wojciechowska (fotoedytorka, właścicielka Green Galery) musiała u mnie siedzieć i przejrzeć te tysiące zdjęć, żeby znaleźć sto trzydzieści parę, które znalazły się w albumie. Miałem najmniej do powiedzenia, kiedy zapadała decyzja co do wyboru zdjęcia. Ale na wystawie są takie, których nie ma w książce, nie mogłem ich nie pokazać. Jeśli można powiedzieć o moich zdjęciach, że są liryczne, to właśnie takie chciałem powiesić.
– Dopiero po tylu latach możliwa jest taka podróż sentymentalna?
– Taką książkę chciałem robić od kilkunastu lat. Z tym że pomysł był szerszy – o całej Europie Wschodniej i Związku Radzieckim, kiedy padł mur. Byłem jedynym, który robił wyłącznie tę tematykę. Mój debiut to były wyłącznie Europa Wschodnia i ZSRR. Pomysł jednak umarł śmiercią naturalną, bo wtedy był przesyt tą tematyką. Po tych kilkunastu latach, przed naszym wejściem do Europy warto było do tego wrócić.
– Na zdjęciach są absurdy codziennego życia PRL-u, a jakie absurdy widzi pan dzisiaj?
– Dla mnie PRL był o wiele ciekawszy niż dzisiejsza komercyjna rzeczywistość. Niedosyt komercyjny jest ciekawszy niż przesyt komercyjny. Nie mam dziś wielkiej weny do robienia zdjęć. Noszę przy sobie tzw. małpkę i czasami robię zdjęcia, ale nie mają już tej wagi co kiedyś. Jest za normalnie. To, że to był system komunistyczny, podnosiło rangę zdjęcia. Chociaż wtedy tego nie wiedziałem. Dzisiaj mam wrażenie, że trzeba było zrobić więcej zdjęć, szczególnie tych, które rejestrowały codzienność.
– Plany na przyszłość?
– Kiedy skończyła się tematyka PRL-u, poczułem się, jakby wyciągnięto spode mnie dywanik. Nie mam planów na przyszłość. Na razie pożegnałem się z przeszłością. Tą wystawą zamykam długi i ważny okres.


Wystawę „Rekwizyty PRL-u” można oglądać do 31 lipca w Green Galery w Warszawie, ul. Krzywe Koło 2/4


Chris Niedenthal mówi, że od razu wiedział, że jego miejsce jest w Polsce. Pokochał ją pomimo, a może właśnie z powodu problemów i trudności, w jakie wikłał ją komunizm. Wystawa to podróż sentymentalna z przymrużeniem oka. Przedstawia część zdjęć z albumu Niedenthala stworzonego wraz z Jackiem Hugo-Baderem „Polska Rzeczpospolita Ludowa. Rekwizyty”. Po 15 latach życie codzienne w PRL ogląda się bez złych emocji i rozgoryczenia, ale jak zdumiewającą, śmieszną, wzruszającą mieszankę miejsc czy przedmiotów, wśród których żyliśmy „o wiele lat młodsi i piękniejsi”. W myśl słów Antoniego Libery, że „dawniej to były czasy”, słońce świeciło mocniej, a ciastka były słodsze. Nawet te z masą czekoladopodobną.

Chris Niedenthal (ur. 1950, Londyn). Do Polski wpadł na randkę, został do dzisiaj. Pracował jako zagraniczny korespondent dla „Newsweeka”, następnie dla tygodnika „Time”, gdzie zamieszczał reportaże z krajów bloku wschodniego. Współpracuje z niemieckim „Der Spiegel”, a także z „Geo”, „Stern”, „Fortune” i „Forbes”. Jest laureatem World Press Photo 1986 za portret Jánosa Kádára.

 

Wydanie: 26/2004

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy