Rozmowy polskie wiosną 2015

Rozmowy polskie wiosną 2015

Szatan i majtki w grochy, czyli co nas bawi, ekscytuje, boli i dręczy

Za całą sławę krótki płacz kobiecy
I długie nocne rodaków rozmowy.
Adam Mickiewicz, „Do matki Polki”

Rodaków rozmowy pisywali Wyspiański, Rymkiewicz, Konwicki. My nie mierzymy tak wysoko. Nie „piszemy rozmów”. My tylko protokółujemy.
O polityce dyskutują wszyscy, ale rzadko słychać coś zajmującego. Chyba że Grzegorz Braun da interpretację „Gwiezdnych wojen”: „Za fasadą demokracji jest kółko, któremu przewodzi nieduży jegomość. I to tam podejmuje się realne decyzje. Tu się robi politykę. Decydują rycerze Jedi, czyli bezpieka. Intergalaktyczna bezpieka. Ubecy z tym całym małym Yodą na czele”.
Publicyści są przewidywalni. Witold Gadowski na portalu Stefczyk.info: „Szemrane typki z chewry Tuska narzuciły swoje knajackie obyczaje, a niepolskie media upowszechniają ten smród”. Politycy też. Jarosław Kaczyński o ewentualnej wygranej Andrzeja Dudy: „To byłby, w zmienionych okolicznościach, powrót do prezydentury śp. Lecha Kaczyńskiego”.
Od ziewania bolą szczęki.

Kap, kap, kap…

Gdzie bije źródełko narodowego dyskursu? Gdzie Polacy rozmawiają na okrągło? W telenowelach! Rodacy dialogują, a z kranu cieknie woda. Trudno dostrzec różnicę. „M jak miłość”:
– Sonia, hej! Cześć!
– Dzień dobry. Która jest godzina?
– Ósma dochodzi.
– Ósma?
„Przyjaciółki”:
– Dzień dobry.
– Świadków Jehowych nie przyjmujemy.
Ale zdarzają się wyjątki. Bohaterowie „Na dobre i na złe” biją rekordy w wymienianiu się mądrościami życiowymi o bezcennej wprost wartości:
• Magicy to oszuści.
• Dzieci zawsze od nas odchodzą.
• Każdy popełnia czasem błąd.
• Jak się jest na bezrobociu, każdy grosz się liczy.
W sentencjach „Na dobre i na złe” ma poważnego konkurenta – „Klan”:
• Każdy człowiek musi mieć ojca.
• Robienie dzieci to jest najfajniejsza zabawa.
• Do facetów najlepiej mieć luźny stosunek.
• Z facetami jest najfajniej, kiedy ich w ogóle nie ma.
• W domu powinna być kobieta.
W tej sytuacji niepokojąco twórcze wydają się toasty wznoszone w „Świecie według Kiepskich”:
• Dupa kościotrupa!
• Hop siup, cztery baby, osiem dup!
• Jan Sebastian Bach!
• Jedzie ksiądz na karuzeli!
• Kręci cement betoniara!
• Pobrał emeryt emeryturę!
• No to enter!

Ja w kwestii majtek!

Telenowela o miedzę sąsiaduje z portalami plotkarskimi typu Pudelek.pl. Tam dyskusje Polaków kręcą się wokół pań, ich urody i bielizny.
Oto Maja Sablewska. Była babysitterką dzieci piosenkarek, ale zorientowała się, że między dopieszczaniem niemowlaków a dopieszczaniem gwiazd różnica prawie żadna. Między opiekunką gwiazd a samą gwiazdą też. Więc Maja gwiazdorzy. Jak da się pstryknąć na ściance, to komentarze na Pudelku nie schodzą poniżej 400:
• Ona się od Dody botoksować nauczyła.
• Wygląda jak Rozenek. (To obelga? Komplement? – W.K.).
• Lepiej być ładnym niż brzydkim.
• Strasznie ma rozbudowaną szczękę, jak zwierzę kopytne…
• Oczy jak z obrazów Picassa, jakieś takie krzywe.
A co się działo, jak Karolina Korwin-Piotrowska rozjechała Magdę Ogórek! „Od kilku miesięcy niejaka Magdalena Ogórek udowadnia, że dawanie praw wyborczych kobietom mogło jednak być pewnym błędem”. Natychmiast ujawniły się tysiące ekspertów:
• Pani Ogórek cofnęła obecność kobiet w polityce o 50 lat.
• Z przykrością stwierdzam jako kobieta, że Pani Ogórek może i do garów się nie nadać, a co dopiero na głowę państwa naszego.
• Pięknie klepana na nowo.
Ten temat musiał jednak ostro rywalizować na Pudelku z faktem założenia przez Edytę Pazurę nowych majtek (w grochy):
• Jeszcze trochę, a pokaże więcej…
• Niewykształcona, bardzo prosta (by nie powiedzieć – prostacka), młoda kobieta, której jedynym życiowym „sukcesem” okazało się usidlenie podstarzałego aktora (którego sława dawno minęła).
• Panna Nikt niestety…
• Tani lans. Zaraz dupsko pokaże.

Tusk nosi rogi

Wejdźmy nieco wyżej. Rodacy dialogują także na kartach ambitnej prozy. Tej wiosny czytamy choćby pozycję z zakresu political fiction. Autor ukryty pod pseudonimem Ronald Yust daje własną wersję biografii Donalda Tuska. Oto rozmowa państwa Tusków, kiedy jeszcze im się nie śniło, że będą premierostwem. Wprawdzie wydawca nalega, aby niczego nie cytować bez jego zgody, ale fragment jest tak przekonujący, że trudno się oprzeć…
„– Co z tego, że pracujesz, skoro i tak ledwie wystarcza – odparła ze stoickim spokojem. – Prawdziwy mężczyzna już dawno zarobiłby na samochód, a ty, co? Sprzedajesz te swoje bułki, piszesz i roznosisz »bibułki«, a wszystko to psu na budę. W domu nie ma ani pieniędzy, ani ciebie. Pewnie nawet zapomniałeś, że masz żonę!
Wstała tak, że górowała nad siedzącym mężem i ujęła się pod boki, mówiąc podniesionym głosem.
– Za to Wojtek świetnie to zauważył i postanowił wykorzystać! – wypalił prosto z mostu.
– A żebyś wiedział! – odparła bez pardonu. – Dobrze, że chociaż ty wreszcie to zauważyłeś, bo już wszyscy gadali o twoich rogach, tylko ty nie wiesz, jaki z ciebie jeleń! Skoro ty nie potrafisz zająć się kobietą, jak trzeba, musi się znaleźć prawdziwy mężczyzna, który cię nauczy! Świat jest pełen prawdziwych mężczyzn, tylko ja miałam pecha i trafiłam na takie jakieś nie wiadomo co!”.
Przejdźmy do prozy obyczajowej, gdzie – tradycyjnie – inteligencja (obecnie budżetówka) dialoguje z alkoholikami. Zresztą trudno odróżnić, kto jest kim. „Stefan Kołtun, zmasakrowany kacem bohater powieści, wokalista rockowy w średnim wieku, obudzony rykiem syren alarmowych, rusza przez rozgrzaną niewyobrażalnym upałem Warszawę w poszukiwaniu znajomych i przyjaciół, którzy pożyczą mu pieniądze”, tak wydawca streszcza powieść „Masakra” uznanego prozaika Krzysztofa Vargi. Ten podsłuchuje w knajpie:
„Dziewczyna pojawiła się nagle, jakby czekała w gotowości na rozkaz, a Prorok ujął jej dłoń w swoją i powiedział: – Przynieś, proszę, panom po dużym piwie i małej okowicie.
Piwonia, gdy tylko Prorok zwolnił delikatny uścisk i musnął jej dłoń na odchodnym, zaraz zniknęła (Prorok powiódł wzrokiem za jej okrągłym tyłkiem ukrytym pod spódnicą) i nie później niż po trzech minutach przyniosła po zmrożonej lufie gorzały, a zanim panowie odstawili puste kieliszki, już stawiała przed nimi dzbanki z piwem.
– Społeczeństwo polskie… – zaczął powoli Doktor z właściwą sobie godnością i spokojem.
– Naród, naród! Furda społeczeństwo, do bakulitu ze społeczeństwem, pies jebał społeczeństwo, tak jest, panowie, pies je jebał! – Prorok podniósł głos. – Tylko naród czegoś dokonać może, a nie społeczeństwo. (…) My, jako Polacy, musimy wyplenić stąd polskie społeczeństwo i zamiast niego ustanowić naród polski”.
No tak, ale autor Varga, który ma tyle lat, ile „wydarzenia marcowe”, notuje głosy rówieśników. Oni mają jeszcze złudzenia.
Prozaik Jakub Żulczyk to „generacja 1989”. Bohaterowie jego „Radia Armageddon” nie mają już żadnych złudzeń:
„– Ładnie nas ujebali – szepnął do mnie Gnat, studiując zawieszony na ścianie poczet królów polskich. – Zaraz będziemy przez trzy godziny słuchać, jak to był jednym z czterech pancernych. – O, mój ulubiony uczeń – powiedział Mośliwski. – Witaj, Cyprianku. Dziecko Okrągłego Stołu. (…) – Nie mówiłeś nam, kiedy się urodziłeś – zreflektował się Gnat. – Stary, to jak ten film, w którym Tom Cruise próbuje wyru… kochać się z dziewczyną, chociaż jeździ na wózku. Urodzony 4 czerwca”.
Pisarze mówią też własnym głosem. Z Ignacym Karpowiczem (otarł się o Nike i o Kingę Dunin; o nią do krwi) rozmawia Jarosław Czechowicz („Rok w rozmowie”), który przedstawia się jako „niezależny recenzent”… Kurczę, to mnie pod tym tekstem proszę dopisać do nazwiska „niezależny dziennikarz”! I pani redaktor prowadzącej dopiszcie, że jest „niezależną redaktor”. Bo inaczej zostaniemy bandą tanich sługusów! W odróżnieniu od recenzenta Czechowicza. W każdym razie Karpowicz (jego „Ości” docenią, jak opadnie kurz) został bezlitośnie skonfrontowany z kwestią, od której Kant uciekłby z Królewca:
„– Wiara – jakakolwiek – szkodzi rozumowi i prawdzie?
– Jestem ateistą albo też apateistą, czyli człowiekiem, który ziewa, gdy słyszy coś o bogu. Kto chce, ten wierzy. Kto nie chce, nie wierzy. Jego wybór. Niedawno napisałem felieton o bogu. Że albo go nie ma, albo jest zły, bo gdyby nie był zły, to nie poszedłby w świat będący łańcuchem zjadanych i jedzących. O dziwo, tekst wywołał spory rezonans wśród czytelników. Otrzymałem wiele nawracających mnie mejli oraz trochę płyt z rekolekcjami dla młodzieży. Jak byś chciał, to ci prześlę”.

Szatan i okolice

Ignacy Karpowicz wszedł jednak na nie swoje podwórko. Od czego mamy bowiem media katolickie? Na ultrakatolickim portalu Fronda.pl tradycyjnie trwa wymiana zdań na temat szatana. To główny bohater tej witryny – papież pojawia się tam o wiele rzadziej. Najpierw więc materiał publicystyczny:
• Dziś szatan atakuje wszystkich.
• Szatan jest prawdziwszy, niż myśli wielu ludzi.
• O. Józef Witko o tym, jak wygląda szatan i gdzie najczęściej atakuje człowieka.
• Kard. Burke: Szatan zasiał w Kościele ziarno chaosu i błędu.
• Papież przypomina o szatanie – i są wspaniałe efekty.
A potem opinie ekspertów:
• Szatan przemawia przez zachłannych żydów.
• Wiedzcie, że wielu jest ludzi u władzy, którzy oddają pokłon szatanowi. On w zamian daje im władzę, karierę, pieniądze.
• Z Nergalem to trzeba się rozprawić, jego zachowanie nie może pozostać bez stosownej reakcji Narodu Polskiego.
• Dlaczego Kościół i Bóg pozwalają na wszystko szatanowi, gdzie jest niebiańskie lotnictwo?
Z kolei na portalu PCh24.pl prowadzonym przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Piotra Skargi więcej zatroskania np. o wizerunek Polski zszargany takimi filmami jak „Ida”. Po materiale „Jeszcze zapieją z zachwytu nad kolejnym Oscarem” ujawniają się dyskutanci: „Funkcjonariusze komunistycznego aparatu represji członkowie partii komunistycznej ateiści byli też pochodzenia żydowskiego”. „Koniec z mitem, że Żydzi to niewiniątka. Oni są zdolni do wszelkich zbrodni, co udowodnili światu ponad wszelką wątpliwość (przypominam holocaust gojów – 66 mln ofiar w ZSRR)”.
Z redaktorami tygodnika opinii o najwyższym w Polsce nakładzie, czyli „Gościa Niedzielnego”, czytelnicy dyskutują nad wyraz chętnie. Jeżeli pani red. Agata Puścikowska potępia ratyfikowanie „konwencji antyprzemocowej”, to czytelnik przyklaśnie: „Sami z własnej głupoty pozwalamy na budowę totalitarnego ustroju w Polsce i w Europie, sami też będziemy płakać, nad własną głupotą. Urzędnicy mają mniejszą winę niż my, którzy głosujemy i pozwalamy na budowanie faszystowskiego państwa”.
Jeżeli red. Marcin Jakimowicz wyraża poważne zaniepokojenie postawą młodzieży: „Wyrosło pokolenie, które kompletnie nie buntuje się przeciwko systemowi”, to natychmiast odezwą się rezonerzy: „Z przerażeniem odkryłam, że moi znajomi są dumni z tego, że ich kilkuletnie dzieciaki znają na pamięć reklamy”.

Powiedziane w spreju

Niestety, w większości polskich rozmów przekonani rozmawiają z przekonanymi. Gdzie więc występuje pluralizm? Po staremu – na ścianach. Oto garść proklamacji spisanych z murów podczas objazdu kraju tej wiosny:
• Polska: waleczne serca, zniszczone wątroby.
• You’re fuckin’ kidding with me, bitch?!
• Polska mistrzem Polski.
• Jezus przyjdzie w glanach.
• Jestem wariat. Rozkurwię każdy komisariat.
I ta najważniejsza dyrektywa:
•Nie wiesz, o co chodzi? To weź się, kurwa, dowiedz!


Rozmowy polskie – zasłyszane w przeszłości

CZEPIEC
Cóz tam, panie, w polityce?
Chińcyki trzymają się mocno!?
DZIENNIKARZ
A, mój miły gospodarzu,
mam przez cały dzień dosyć Chińczyków.
CZEPIEC
Pan polityk!
DZIENNIKARZ
Otóż właśnie polityków
mam dość, po uszy, dzień cały.
Stanisław Wyspiański, „Wesele”, 1901

– A skąd ty, Bimber, wiesz, co będzie potem i kogo, i jak wykończyli, jak ty w połowie dopiero jesteś?
– Bo czytałem to już dwa razy.
– To samo? Co ty?
– Jak 200 książek przeczyta kto, z biblioteki wziętych, to może wygrać tak: piłkę do futbolu, zdjęcie artysty z napisem, że dla niego, a nawet i wycieczkę.
– Wycieczkę? Jaką wycieczkę? Gdzie?
– Jak to gdzie? W obie strony. Tam i z powrotem. Zawiozą i przywiozą.
– 200 książek! To tyle chyba nie ma nawet wydrukowane.
– A nie ma, nie ma. Stąd i trudno co wygrać. 47 jest tylko. To trzeba parę razy obrócić, żeby 200 nabiło.
Stanisław Tym, „Rozmowy przy wycinaniu lasu”, 1975

Edek: – A pamiętasz, jak my brali udział w takich zawodach na weselu Kurczukowej?
Wiesław: – Jak mogę pamiętać, padłem zaraz po Mundku.
Edek: – Podkład ze smalcu żem zrobił, a i tak pobudka była na intensywnej terapii. Podobno zawał w trakcie koronacji.
Wiesław: – Młody człowiek był, to i głupi.
„Wesele”, reż. Wojciech Smarzowski, 2004

Wydanie: 20/2015

Kategorie: Obserwacje
Tagi: Wiesław Kot

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy