Rzeź muzycznych talentów

Rzeź muzycznych talentów

Poziom konkursu chopinowskiego okazał się bardzo wysoki

Wiadomo było od początku konkursu, że do drugiego etapu nie dostanie się połowa uczestników. Problem w tym, która połowa. Najbardziej zrozumiałe byłoby wykreślenie muzyków, których udział w wielkiej imprezie okazał się nieporozumieniem. Takich jednak właściwie nie było. Poziom okazał się bardzo wysoki, należało więc wykluczyć tych, którzy nie pasują do przyjętych kryteriów albo po prostu zdobyli zbyt mało punktów.

Nie wiemy, jak przebiegały obrady jury i co przeważyło w ostatecznym werdykcie. Można tylko przypuszczać, że dyskusje były gorące, bo, po pierwsze, poszerzono listę uczestników drugiego etapu o trzy osoby, a po drugie, ogłoszenie nazwisk pianistów, którzy przeszli do dalszych rozgrywek, mocno się opóźniło. Możemy tylko snuć domniemania.

Jak grać, aby wygrać?

Komentatorzy konkursu podają rozmaite recepty na sukces. Jacek Marczyński z „Rzeczpospolitej” uważa, że trzeba grać tak, jak lubią jurorzy. A jak lubią? By gra była stonowana, dojrzała i okraszona ładnym dźwiękiem steinwaya. Przypomnijmy, że do wyboru są jeszcze trzy inne fortepiany. To oczywiście bardzo ogólna wykładnia, pod którą można podłożyć rozmaite treści. Podobnie jednak sądzi prof. Elżbieta Tarnawska, która przed wielu laty brała udział w konkursie chopinowskim i miała bardzo duże szanse na nagrodę, ale nerwy uniemożliwiły jej ukończenie turnieju. Zdaniem pani profesor, pianiści muszą jakoś się zapisać w pamięci jurorów, ale powinni to robić z umiarem. Nie mogą być ani brutalni, ani zbyt efekciarscy, natomiast zbytnia poprawność i ostrożność sprawia, że stają się „tacy jak wszyscy” i nic ich nie wyróżnia. Być umiarkowanie oryginalnym, ale nie wychodzić zanadto przed orkiestrę – oto dobra rada dla uczestników.
Lista 43 szczęśliwców, którym się udało przejść do dalszej gry, potwierdza te przewidywania. Niektóre ciekawe indywidualności i nietuzinkowe talenty zostały wycięte. Nie dano też szansy niezmiernie obiecującym „dzieciom”, czyli 16-letnim pianistom. Szczególnie szkoda młodziutkiej Czeszki Natalie Schwamovej, która grała nie tylko palcami, ale i wszystkimi mięśniami twarzy. Z jej ust nie schodził piękny uśmiech w różnych odmianach. Mówiono, że Natalie muzykę Chopina odbiera jako pogodną, niemal rados­ną i nie zagłębia się w mroczne zakamarki jego duszy. Czy to źle? Okazało się, że tak.

Szkoda 16-latki z Japonii Nagino Maruyamy. Żal, że nie usłyszymy już w konkursie 17-letniej Chinki z Hongkongu Tiffany Poon. I że rozdzielono siostry Czistiakowe z Moskwy – starsza Galina przeszła do drugiego etapu, ale młodsza Irina odpadła, choć była lepsza od wielu innych artystów.

Szkoda również kilku Polaków. Nasza ekipa nadal jest liczna, chociaż z 14 osób zmniejszyła się do ośmiu. Odpadły wszystkie nasze panie. Ale żałować trzeba przynajmniej dwóch pianistów. Tymoteusz Bies zapłacił chyba za to, że otwierał konkurs. Zgodnie z wylosowaną literą B grał jako pierwszy i otrzymał chyba najdłuższe oklaski. Nienagannie ubrany, pewny siebie i rozluźniony pokazał, że umie tworzyć piękne konstrukcje muzyczne (w balladzie F-dur) i siać niepokój (w nokturnie H-dur). Specjaliści mówią, że utalentowanego artystę można poznać już po kilku pierwszych taktach. Tymoteusz Bies z pewnością do utalentowanych się zalicza. Przykro też, że nie dostał się do dalszych rozgrywek Piotr Ryszard Pawlak, 17-latek z Gdańska, charakteryzujący się dużą wyobraźnią dźwiękową.

Strony: 1 2

Wydanie: 42/2015

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy