Saddam przyparty do muru

Saddam przyparty do muru

Wojna Stanów Zjednoczonych z Irakiem nastąpi najpóźniej wiosną

Bagdad przyjął wyjątkowo surową rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ i wpuści w swe granice międzynarodowych inspektorów. Saddam Husajn, przynajmniej na razie, ugiął się pod groźbą wojny.
Iracki dyktator, będący także politycznym pragmatykiem i „mistrzem przetrwania”, zdaje sobie sprawę, że jeśli stawi opór, utraci władzę, a pewnie i życie. Wszystko wskazuje jednak na to, że zbrojna wyprawa USA i Wielkiej Brytanii na Irak jest nieunikniona. Waszyngton podjął już decyzję o „zmianie reżimu” w Bagdadzie.
Rezolucja 1441 Rady Bezpieczeństwa ONZ jest dyplomatycznym triumfem Stanów Zjednoczonych. Inni stali członkowie tego gremium – Rosja, Francja i Chiny – zgodzili się na nią z konieczności, aby, jak ujął to niemiecki magazyn „Der Spiegel”, sprawić wrażenie, że to Rada Bezpieczeństwa kontroluje bieg wydarzeń. W rzeczywistości rezolucja nie autoryzuje wprawdzie jednostronnej

akcji wojskowej USA,

ale też jej nie zabrania. Prezydent George W. Bush uzyskał międzynarodowy mandat do wzniecenia wojny.
Szef inspektorów ONZ, 74-letni Hans Blix ze Szwecji, mógłby ze swym zespołem rozpocząć misję w Iraku w ciągu tygodnia. Tymczasem Rada Bezpieczeństwa postanowiła, że najpierw Bagdad powinien do 8 grudnia przedstawić „dokładną i pełną relację o swoim programie rozwoju broni chemicznej, biologicznej i nuklearnej, rakiet balistycznych i systemów przenoszenia”. Musi także przekazać informacje na temat cywilnych programów badawczych, które mogłyby posłużyć do produkcji takich broni.
Denis Halliday, były asystent sekretarza generalnego ONZ, uważa, że Irakijczycy, nawet gdyby zechcieli, i tak nie zdążą do 8 grudnia sporządzić takiego raportu. Twierdzi, że przynajmniej niektóre z warunków postawionych przez Radę Bezpieczeństwa zostały stworzone „przez pana Busha wyłącznie w celu wszczęcia wojny”.
Iracki ambasador przy ONZ, Mohammad al-Douri, od razu oświadczył, że Irak nie obawia się inspekcji, bowiem nie dysponuje bronią masowej zagłady. Jeśli jednak Bagdad podobne stanowisko przedstawi w raporcie 8 grudnia, wywoła furię amerykańskich polityków. Waszyngton i Londyn głoszą przecież, iż dysponują dowodami, że Saddam Husajn potajemnie przygotowuje broń ABC (aczkolwiek nie są to dowody miażdżące, inspektorzy ONZ pracujący w Iraku do 1998 r. wytropili i zniszczyli 90% arsenałów masowej zagłady). Być może wtedy Bush napiętnuje Saddama przed światem jako notorycznego kłamcę i rozpocznie wojnę, zanim jeszcze kontrolerzy Blixa rozpoczną swą misję. Dla polityków w Waszyngtonie, mających od dawna „obsesję Saddama Husajna”, dyktator znad Tygrysu jest zresztą inkarnacją zła, niemalże szatanem niezdolnym do zawierania rzetelnych układów. Powyższy pogląd dobitnie ujął publicysta dziennika „Washington Post”: „Dla niektórych w Stanach Zjednoczonych i w świecie nowa rezolucja ONZ oznacza nadzieję, że możliwe jest pokojowe rozwiązanie 12-letniego konfliktu (USA z Irakiem – przyp. JP). Ci, którzy skłaniają się do tego poglądu, straszliwie się mylą: Irak jest Irakiem, a nie…

nawróconym skazańcem.

Nie ma żadnych możliwości, aby reżim Saddama Husajna wykonał obecnie to, co nakazuje rezolucja”. Wojna z pewnością wybuchnie wiosną lub może nawet jeszcze wcześniej, konkluduje gazeta.
Jeśli inspektorzy zdążą rozpocząć misję nad Tygrysem, będą dysponowali niezwykle rozległymi kompetencjami, oznaczającymi poważne ograniczenie suwerenności kontrolowanego państwa. Zgodnie z rezolucją ONZ, mają uzyskać „natychmiastowy, całkowity, bezwarunkowy dostęp do wszystkich instalacji, budynków, planów i środków transportu”, w tym do ośmiu owianych legendami pompatycznych pałaców-rezydencji Saddama Husajna.
Inspektorzy będą mogli wstrzymywać ruch uliczny i wystawiać przy kontrolowanych budynkach straż. Teoretycznie otrzymali więc prawo, aby uwięzić irackiego prezydenta we własnej sypialni, dokonawszy w niej uprzednio rewizji. Nawet Hans Blix ma wrażenie, że jego misja dostała uprawnienia może zbyt szerokie, oświadczył bowiem, że inspektorzy nie muszą przecież wykorzystać wszystkich możliwości. Niektórzy komentatorzy twierdzą, że Rada Bezpieczeństwa musiała przyjąć tak surowe postanowienia, bowiem w latach 1991-1998 Irakijczycy bawili się z inspektorami w kotka i myszkę, ukrywając materiały wojenne i utrudniając im pracę wszelkimi sposobami.
Teraz jednak, jeśli kontrolerzy zaczną przeszukiwać prezydenckie komnaty, iracki dyktator może stracić cierpliwość i zamknąć przed nimi drzwi, chociażby z obawy o swój autorytet w armii i w służbach specjalnych. „Rzeźnik z Bagdadu”, jak niekiedy irackiego lidera nazywa anglosaska prasa, wie przecież dobrze, że USA usiłują wszelkim sposobami

zachęcić irackich generałów

do przeprowadzenia zamachu stanu. A każde naruszenie postanowień rezolucji ONZ Waszyngton może uznać za powód do wojny. Ostateczny raport inspektorzy mają przedstawić do 21 lutego. Jeśli Bagdad nie spełni warunków rezolucji, Rada Bezpieczeństwa ma zebrać się w celu omówienia sytuacji. Amerykańscy przywódcy głoszą wszakże stanowczo, że tym razem postanowienia Rady nie będą dla nich wiążące.
Sekretarz stanu Colin Powell oświadczył w telewizji CNN: „Nie będziemy czekać do lutego, aby przekonać się, czy Irak współpracuje, czy nie… Zwrócimy się do ONZ o autoryzację wszystkich niezbędnych kroków, a jeśli ONZ nie będzie skłonna tego uczynić, Stany Zjednoczone i podobnie myślące narody rozbroją Irak siłą”. Zbrojna konfrontacja nad Zatoką Perską jest nieunikniona. Zdaniem wielu komentatorów, Waszyngton pragnie przecież za wszelką cenę zdobyć kontrolę nad irackimi zasobami ropy, największymi na świecie zaraz po złożach saudyjskich, zanim uczynią to koncerny z innych państw już teraz zawierające z Bagdadem korzystne kontrakty.

 

Wydanie: 46/2002

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy