Minister lat 27

Minister lat 27

Niektórzy kpią, że w pierwszą podróż zagraniczną szef austriackiego MSZ pojedzie do Disneylandu

Korespondencja z Wiednia

Najmłodszy minister w historii II Republiki, Sebastian Kurz, już trzy lata temu okupował czołówki gazet. Jako przywódca młodzieżówki ludowców (ÖVP) zachęcał do głosowania na partię kampanią „Czarne jest podniecające!”, pozując z atrakcyjnymi dziewczętami na czarnym hummerze przed wiedeńskim klubem Moulin Rouge. Jako 24-latek został sekretarzem stanu ds. integracji i… okazał się zdolnym, skutecznym politykiem. Przetrwał żarty z nazwiska, oznaczającego krótki, krótko, i pytania o jego polityczne przetrwanie.
Młody sekretarz stanu błyskawicznie wskoczył na polityczny szczyt, a teraz jest najmłodszym w Europie ministrem spraw zagranicznych. Macedoński szef MSZ Antonio Milošoski miał 30 lat, kiedy otrzymał tekę, a serbski, Vuk Jeremić – 31 lat.
Nowy rząd Austrii jest nieco starszy od poprzedniego, średnia wieku wynosi 49,9 lat. Kurz, student prawa bez doświadczenia dyplomatycznego, musi sporo się nauczyć, by swobodnie zasiąść do stołu rozmów choćby z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem.
Za nominacją Kurza stoi Michael Spindelegger (ÖVP), obecny wicekanclerz, minister spraw zagranicznych w poprzednim rządzie. „Spiegel” w wydaniu online pisze, że na początku kariera młodego chrześcijańskiego demokraty uchodziła za polityczny humbug, teraz Sebastian Kurz dojrzał i jest ostatnią nadzieją ÖVP. W wyborach 29 września 2013 r. otrzymał zresztą 35,7 tys. głosów, najwięcej ze wszystkich kolegów! „Urodziłem się, chodziłem do szkoły, studiowałem”, tak wcale nie w wielkim skrócie brzmi życiorys zdolnego młodego ministra, pochodzącego z robotniczej dzielnicy Wiednia, Meidling, obecnie zdominowanej przez imigrantów, gdzie tradycyjnie wybiera się socjaldemokrację, nie tzw. czarnych.
Kurz szukał kontaktu z ludowcami i zbierał pierwsze doświadczenia w młodzieżówce ÖVP w innej dzielnicy, potem został jej szefem na szczeblu partyjnym. Mając 21 lat, bez skutku kandydował do parlamentu. To on dzięki dyskusyjnej kampanii (uznanej za seksistowską) wpłynął na uruchomienie weekendowej całodobowej komunikacji metrem w Wiedniu (2009 r.).
Integracja przez wkład i działanie – tak brzmi motto sekretarza do spraw integracji, a teraz ministra Sebastiana Kurza. – Polityk powinien po prostu dobrze pracować. Jeśli ktoś ocenia moją pracę dobrze, powinien mnie wspierać i nic więcej. To podstawowa myśl demokracji – mówi. Przez trzy lata udało mu się unowocześnić i rzeczowo prowadzić „debatę o obcokrajowcach”, ponadto żaden polityk SPÖ, ÖVP czy FPÖ nie wypowiada się tak swobodnie i konkretnie jak ten 27-latek. Jest ucieleśnieniem sprawiedliwego, który cudzoziemcom dał nowe oblicze, pokazując ich jako ludzi sukcesu. Tak jak Aleksandrę Izdebską, szefową największego austriackiego koncernu komputerowego, Polkę z pochodzenia. Jego inicjatywy na rzecz integracji, publiczne dyskusje podczas „Śniadań migracyjnych”, reformy w systemie nauczania czy wpływ na złagodzenie wymogów przyznawania obywatelstwa austriackiego przekonały krytyków i zyskały uznanie opinii publicznej, w tym międzynarodowej. – Kurza nie odbiera się jako karierowicza, nie żyje dzięki funkcji. Pracuje rzeczowo, małymi kroczkami i nie obiecuje gruszek na wierzbie – mówi ekspert polityczny Thomas Hofer.
Brytyjska prasa nie zostawia jednak na nim suchej nitki: „To chłopczyk. Jego nazwisko jest krótkie”. „Neue Zürcher Zeitung” sceptycznie wypowiada się o rozmowach młodzika z Johnem Kerrym czy Catherine Ashton. A rzymski „Corriere della Sera” podkreśla, że nawet Metternich nie doszedł do takiego stanowiska w wieku 27 lat. Cóż, dość komicznie mogą wyglądać szczyty dyplomatyczne z takimi politykami jak Emma Bonino (65 lat), Laurent Fabius (67), José Manuel García-Margalló (69) czy Guido Westerwelle (52). Może 50-letni Radosław Sikorski będzie Kurzowi życzliwy, choć wiceministrem spraw zagranicznych został dopiero w wieku 35 lat.
Nowy minister spraw zagranicznych Austrii może korzystać ze studenckich zniżek w podróżach do obcych krajów, śmieją się internauci. Niektórzy twierdzą zaś, że polityka zagraniczna Austrii tak upadła, że i z Kurzem kraj nie ma nic do stracenia. Pojawiły się złośliwe pomysły na telewizyjny show „Nastolatki na ministrów spraw zagranicznych!”, w którym nowy szef resortu miałby się dzielić doświadczeniami. No i pierwsza podróż – do Disneylandu.
Sebastian Kurz musi zatem przygotować się na wiele wyzwań. Przed nominacją usłyszał słowa wsparcia od najmłodszego dawniej ministra finansów (1970-1981), wówczas 32-letniego Hannesa Androscha z SPÖ, że choć wadą jest brak doświadczenia w fachu, to zaletą jest jego doświadczenie w rządzie. – W świecie stosunków międzynarodowych podchodzi się swobodnie do wieku – stwierdził Androsch. Czas pokaże, czy wiek jest faktycznie tak ważny. Warto dać Kurzowi szansę.

Wydanie: 1/2014

Kategorie: Świat
Tagi: Beata Dżon

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy