Ortodoksi budzą gniew

Ortodoksi budzą gniew

Ultra-Orthodox Jewish teens attend the funeral for Rabbi Mordechai Leifer, as Israeli police try to control the crowd of mourners, the latest in a string of clashes between security forces and ultra-Orthodox Jews violating a national coronavirus lockdown order, in the port city of Ashdod, Israel, Monday, Oct. 5, 2020. The late rabbi, who had been the spiritual leader of a small ultra-Orthodox community founded a century ago in the U.S. city of Pittsburgh, died Sunday after a long bout with COVID-19. (AP Photo/Tsafrir Abayov)

W Izraelu wirus zwiększa podział między religijnymi Żydami a świeckim społeczeństwem Gdy na początku października z powodu koronawirusa zmarł 64-letni ortodoksyjny rabin Mordechaj Leifer, izraelska policja postanowiła wypracować porozumienie z jego zwolennikami, aby umożliwić pogrzeb zgodny z wytycznymi w sprawie zdrowia publicznego. Ale na pogrzebie pojawiły się tysiące ludzi, ignorując zasady dystansu społecznego, doszło do zamieszek i starć z siłami porządkowymi. „[Policja] nas nienawidzi, nienawidzi religii. To jest wojna z religią, nic więcej”, skomentował Yulish Krois, ultraortodoksyjny rabin i ojciec osiemnaściorga dzieci. Takie naruszenia obostrzeń przez ultraortodoksyjną populację, która w większości nie przestrzega ograniczeń nałożonych przez władze, rozgniewały izraelską opinię publiczną i wywołały nową falę niechęci ze strony świeckich Izraelczyków. „Mamy problem. Niektóre grupy po prostu nie przestrzegają zasad – przyznaje Moshe Morgenstern, koordynator ds. zdrowia w mieście Bene Berak. – Próbujemy rozmawiać z ich przywódcami, rabinami. Staramy się z nimi pracować”. Morgenstern dodaje, że śmiertelność nie jest wyższa niż w pozostałej części kraju podczas drugiej fali pandemii: „Grupa wiekowa zarażonych jest młoda; wielu to uczniowie jesziwy. To jednocześnie dobrze i źle”. 12% z prawie 9 mln Izraelczyków stanowią charedim, czyli członkowie konserwatywnych ugrupowań religijnych. Nigdzie w Izraelu nie mieszka tak wielu ultraortodoksów jak w Bene Berak. W 185-tysięcznym mieście są idealne warunki do rozprzestrzeniania się COVID-19. Żyje tu o połowę mniej ludzi niż w Tel Awiwie, ale liczba zarejestrowanych przypadków zakażeń jest dwukrotnie wyższa. Lokalne wybuchy epidemii w społecznościach ultraortodoksyjnych grożą jej wymknięciem się spod kontroli w całym Izraelu. „Przestrzegamy zasad Tory, a nie państwa”, można usłyszeć od mieszkańców Bene Berak. U charedim na kobietę przypada średnio siedmioro dzieci, są więc najszybciej rozwijającą się grupą demograficzną Izraela. Dyrektor generalny Ministerstwa Zdrowia Chezy Levy powiedział dziennikarzom, że ok. 34% osób, u których zdiagnozowano wirusa, było ultraortodoksami. Natomiast dr Ronni Gamzu, główny ekspert rządu ds. zdrowia i powstrzymania pandemii, podał jeszcze wyższą liczbę, twierdząc, że ok. 40% niedawno potwierdzonych przypadków to charedim. „Myślę, że są trzy główne powody”, mówi Netanel Ben Ari, znawca tematyki charedim, w rozmowie z niemieckim „Die Zeit”. Ben Ari urodził się w Bene Berak, obecnie mieszka w Hajfie. 10 lat temu żył wśród ultraortodoksów. „Po pierwsze, należy zadać pytanie, co ich najbardziej cieszy i nadaje sens ich życiu. Dla ultraortodoksów to udział we wspólnej modlitwie. Po drugie, w społeczności panuje duża nieufność wobec władz państwowych. Po trzecie, są w niej konflikty i brakuje jednolitego postępowania wobec pandemii”. Bene Berak, podobnie jak inne ultraortodoksyjne miasta i dzielnice, od początku pandemii znajduje się w centrum uwagi jako jedno z epicentrów zarazy. Duża część tamtejszego społeczeństwa uważa jednak, że jej sposób życia wystarczająco chroni przed wirusem. Według maksymy żydowskich mędrców „ten, kto studiuje Torę, chroni cały świat”. Z doniesień izraelskich mediów wynika, że niektórzy rabini wydają się wspierać koncepcję „odporności stadnej” wśród młodych uczniów, chociaż nie jest jasne, w jaki sposób ma ona chronić innych. Już w marcu jeden z rabinów ogłosił, że „odwołanie studiów nad Torą jest bardziej niebezpieczne niż koronawirus”. Natomiast niedawno „The Jerusalem Post” poinformował, że ultraortodoksyjni uczniowie powrócili do charedimskich szkół podstawowych Talmud-Tora i średnich Yeshiva Ketana w zarażonych dzielnicach, w tym w Bene Berak, Beitar Illit, El’ad oraz na niektórych przedmieściach Jerozolimy. Stało się to mimo decyzji rządu o zamknięciu placówek edukacyjnych w miejscach oznaczonych na czerwono na mapie epidemicznej Izraela. 92-letni rabin Chaim Kanievsky, sam zakażony koronawirusem, nakazał otwarcie szkół powiązanych z jego grupą, po tym jak nie osiągnięto porozumienia w sprawie ponownego uruchomienia placówek edukacyjnych. Kolejnym miastem dotkniętym wysokimi wskaźnikami zarażeń koronawirusem jest Jerozolima, a w niej ultraortodoksyjna dzielnica Me’a She’arim. W ostatnich dniach nasiliły się tam starcia z policją, oskarżaną o zbyt radykalne egzekwowanie ograniczeń. Okolica jest także domem dla kilku konserwatywnych sekt, które odrzucają autorytet państwa. Brak dystansu społecznego wśród niektórych ortodoksyjnych Żydów i warunki mieszkaniowe oraz liczne rodziny również

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2020, 46/2020

Kategorie: Świat