W Serbii, czyli „nigdzie”

W Serbii, czyli „nigdzie”

Prapremiera polska „Upadku” Biljany Srbljanović 

W sopockim Teatrze Atelier odbyła się polska prapremiera głośnej sztuki Srbljanović.

Sceptycy nazywają ją „serbskim produktem eksportowym”, wielbiciele – objawieniem współczesnej dramaturgii. Jedno jest pewne: sztuki Biljany Srbljanović – „Trylogia belgradzka”, „Sytuacje rodzinne” i „Upadek”, które zostały

przetłumaczone na 20 języków

i są grane w ponad 30 krajach – nie pozostawiają obojętnym. W sopockim Teatrze Atelier odbyła się polska prapremiera głośnego „Upadku” w reż. André Hübnera-Ochodlo.
Zza ogromnego białego prześcieradła wyłania się fragment dużego ekranu, na którym pojawia się wykrzywiona bólem twarz rodzącej kobiety. Kiedy ta swoista kurtyna opada, okazuje się, że owa kobieta powiła naród. Jest Świetlaną, Nadmatką i dyktatorem absolutnym. Rodziną nowo poczętego narodu jest zbiór absurdalnych postaci – fanatyczni intelektualiści (Bogusława Schubert i Małgorzata Zajączkowska), zagubiona i słaba Vera (Anna Kociarz), pijak i prostak Żivko, żałosny wódz-figurant i młodzieniec Jovan. To w nim jak w inkubatorze wykluwa się wirus – faszyzm. Nadmatka rodzi jeszcze kościół, koszary i telewizję – potężne narzędzia nacjonalistycznego państwa.
Z każdą sceną nakręca się spirala szaleństwa, wzmocniona w spektaklu Ochodlo projekcjami wideo, które nie są „uzupełniaczem”, ale równie ważną częścią przedstawienia. Tam właśnie dzieją się rzeczy najstraszniejsze, choć nie są to zdjęcia archiwalne. Reżyser epatuje widza brutalnością, wyuzdanym prostactwem, okrucieństwem;

światem, nad którym zapanowały demony.

Trudno to znieść, ale udaje mu się perfekcyjnie wytrącić widownię z poczucia bezpieczeństwa, jakie daje wygodny teatralny fotel. Absurd dotyka tak mocno, że Jovan celujący z broni w publiczność wydaje się niemal realny.
To spektakl, którego mocną stroną są aktorskie role: Andrzeja Pieczyńskiego (Żivko), Ewy Kasprzyk (Świetlana) i Rafała Mohra (Jovan). Widzowie czują się wręcz bombardowani ludowo-nowoczesną mieszanką muzyki Marka Czerniewicza i scenografią André Ochodlo: kolczastymi drutami, rzeźnickimi hakami, brudem. W wojennym szaleństwie małe państwo upada. Powstaje nowe, ale nadal odgrodzone kolczastym drutem. Jeszcze przed belgradzką premierą ekstremalna prawica w Serbii oskarżała Biljanę Srbljanović o zdradę narodu. Krytycy jednak podkreślali, że jeszcze nikt nie napisał uczciwszej sztuki o tym, co stało się w Jugosławii, a autorka zastrzegała, że rzecz dzieje się w Serbii, „czyli nigdzie”. Jak w sztuce „Ubu Król”. To może zdarzyć się wszędzie – przestrzega także Ochodlo. Czy przekonująco? Trzeba zobaczyć.

 

Wydanie: 31/2002

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy