Serce górnika

Serce górnika

Przez 34 lata honorowi krwiodawcy z KGHM oddali ponad 53 tys. litrów krwi. Ilu ludzi uratowali? Jesteśmy ogromnym odbiorcą krwi – mówi prof. Alicja Chybicka, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej we Wrocławiu. – Po transplantacji szpiku, kiedy organizm w ogóle nie produkuje płytek krwi i erytrocytów, trzeba choremu przetaczać krew. Każdego dnia mamy takich przetoczeń 20, co znaczy, że codziennie potrzebujemy 20 dawców krwi. Taka akcja jak ta, którą ostatnio zorganizował lubiński klub „Serce górnika”, to dla nas prawdziwe błogosławieństwo. Przyjechał cały autobus z górnikami, wszyscy oddali krew, a na woreczkach z krwią napisano, że jest ona zarezerwowana dla naszych dzieci. Krew była różnych grup, w tym rzadkich, minusowych, których szczególnie brakuje. W dodatku prezes krwiodawców, pan Jerzy Ziółkowski, zapewnił, że jeśli będzie potrzebna krew konkretnej grupy, to klub wyśle osoby, które ją mają. I to w każdej chwili. Krwiodawców jest tylu, że zawsze znajdą się dawcy, którym już skończył się okres karencji, niezbędny, by nie osłabiać organizmu. Dar życia Media dolnośląskie sporo miejsca poświęciły akcji górników, którzy przyjechali do kliniki ratującej dzieci z nowotworami. Oddali 13,5 l krwi, zajmowali przez kilka godzin małych pacjentów, oderwali ich od szpitalnego życia, zrobili wspólne fotografie do kroniki. Kronikę emisariusz kliniki właśnie zawiózł do Rzymu, bo dzieci i pracownicy kliniki oraz Fundacji „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową” starają się, by ich Dom Nadziei otrzymał imię Jana Pawła II. – Pod stałą opieką mamy 2 tysiące dzieci, a jednorazowo w klinice przebywa ok. 60 – mówi prof. Chybicka – Choroba nowotworowa dziecka jest leczona mniej więcej trzy lata. Potem przez pięć lat musimy naszego małego pacjenta obserwować. Udaje nam się wyleczyć około 70% dzieci chorych na nowotwory złośliwe. To dobry wynik, ale gdyby rozpoznania były wcześniejsze, współczynnik uratowanych byłby bez wątpienia znacznie wyższy. A wśród lekarstw ratujących życie krew jest niezastąpiona. Z bardzo pobieżnego obliczenia wynika, że klinika zużywa rocznie ponad 300 l krwi. Dlatego tak cenna jest inicjatywa lubińskich górników. W dniu pierwszej akcji górników w klinice gospodarzem była zastępczyni kierownika, doc. Bernarda Kazanowska. – To było bardzo emocjonalne. „Krew jest darem życia”, mówimy sloganowo, ale to najrzetelniejsza prawda. Widać to szczególnie u naszych dzieci. Podajemy im lekarstwa, które powodują spadek poziomu erytrocytów, czyli – mówiąc krótko – brak tym dzieciom własnej krwi. Codziennie potrzebujemy preparatów krwiopochodnych. Bez takich leków nie przeżyłyby leczenia. Wzruszające jest to, że górnicy przyjechali sami, spontanicznie. Wzruszeni byli krwiodawcy, wzruszone były dzieci i my – cały personel. To, że zadeklarowali dalszą współpracę, pomoc, daje nam nadzieję, iż troska o krew nie będzie naszym codziennym problemem. Mamy takiego pacjenta, który ma rzadką grupę krwi, a potrzebuje jej dużo. I wiemy, że w Lubinie już szykuje się grupa dawców. Ten chłopiec – bez przesady – będzie zawdzięczał życie górnikom. Pracuję tu już 25 lat i dobrze wiem, jak często problemem jest brak odpowiedniej grupy krwi, a krwi nie da się niczym zastąpić. Wielu lekarzy nie wytrzymuje w tej pracy. Ale – twierdzą szefowe kliniki – więcej jest takich, którzy tę pracę traktują jako posłannictwo. Każde wyleczone dziecko sprawia, że zespół się umacnia. – Wyleczone przez nas dzieci – mówi doc. Kazanowska – stworzyły stowarzyszenie „Nasza Nadzieja”. Prezesem jest Witek Maćkowiak. Był leczony chyba w latach 70., obecnie jest prawnikiem. W stowarzyszeniu działa wielu innych byłych pacjentów. Są bardzo pomocni. Przede wszystkim dają obecnym chorym wiarę, że można stąd wrócić do normalnego życia. Wielkie sadzenie Dziwna to grupa ci lubińscy krwiodawcy. Kto raz wstąpił do klubu, ten nigdy z niego nie odchodzi. Spośród 1475 członków klubu „Serce górnika” około 700 to osoby, które ze względu na wiek albo choroby zostały wykluczone z bezpośrednich akcji oddawania krwi. Ale pozostają one w gronie przyjaciół. Potem ci przyjaciele zasilają szeregi klubu. I tak stale

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2004, 44/2004

Kategorie: Kraj