Show z prałatem w roli głównej?

Show z prałatem w roli głównej?

W rozgrywce arcybiskup Gocłowski – ksiądz Jankowski prałat stoi na przegranej pozycji

Głośna sprawa ks. Jankowskiego zbliża się do finału. Zgodnie z prawem kościelnym proboszcz gdańskiej parafii św. Brygidy nie ma w rozgrywce ze swym biskupem żadnych szans – będzie musiał zwolnić stanowisko. Metropolita gdański, abp Tadeusz Gocłowski, i powołana przez niego rada konsultacyjna podjęli już decyzję w sprawie prałata harcownika. Teoretycznie Jankowski może się odwołać do watykańskiej Kongregacji ds. Kleru. Gdyby nie podporządkował się również jej decyzji, grozi mu zawieszenie w funkcjach kapłana a divinis. Część parafian zrzeszonych w pompatycznym Komitecie Obrony Polskości, Kościoła i Księdza Prałata broni Jankowskiego, ale nawet gdyby powstała z tego mała, parafialna schizma, to i tak zapewne wkrótce by zwiędła, przewiduje o. Adam Boniecki.
„Sprawa Jankowskiego” może jednak zapoczątkować w Kościele ważny zwrot.
Spośród zarzutów wysuwanych wobec proboszcza parafii św. Brygidy jego przełożony, abp Gocłowski, odrzuca oskarżenia o nadużycia seksualne, „bo niczego nie udowodniono”. Ale inne działania księdza dyskwalifikują go w oczach przełożonego. A są one – jak przyznał arcybiskup w rozmowie z dziennikarzami – wykorzystywane przez niektórych parlamentarzystów, popierających Jankowskiego. Metropolita napisał w liście pasterskim skierowanym do blisko 700 duchownych pracujących na terenie archidiecezji: „Wydarzenia, które mają miejsce od kilku miesięcy w Kościele gdańskim, rzutują na cały Kościół w Polsce”.

Odchodzą, zaciskając pięści

Abp Gocłowski, rozmawiając z prasą w Warszawie, powiedział, że ma nadzieję, iż nie będzie musiał usuwać Jankowskiego biskupim dekretem, że podejmie on, zrzekając się parafii św. Brygidy, pracę w centrum ekumenicznym, które sam zorganizował przy kościele pod wezwaniem św. Brygidy. Gdyby jednak ks. Jankowski się upierał, to mimo jego pięknej karty z dawnych czasów, gdy był kapelanem „Solidarności”, zostanie wobec niego zastosowane prawo, które pozwala biskupowi zmienić proboszcza.
Gdy zapytałem arcybiskupa, czy ks. Jankowski (zważywszy jego notoryczny antysemityzm) byłby w takim centrum właściwą osobą do prowadzenia dialogu z kimkolwiek, odpowiedział, iż wierzy, że człowiek może zmieniać poglądy. Jednak główny zarzut sformułowany w liście metropolity brzmi: „U tego kapłana jakby czas się zatrzymał. Z ambony uczynił trybunę polityczną, wygłasza poglądy, które nie odzwierciedlają stosunku Kościoła do niektórych problemów w relacjach między ludźmi, co wytwarza (…) klimat niechrześcijańskich reakcji w stosunku do ludzi”. Gocłowski nie zaprzeczył, że miał na myśli Radio Maryja, gdy ubolewał w liście, że „niektórzy ludzie stojący pod amboną albo otwierający głośniki radiowe” czasem „wychodzą, zaciskając pięści, zamiast wyciągać do innych otwartą ciepłą dłoń”.
W liście do kapłanów archidiecezji znalazły się słowa zdecydowanego potępienia „manipulacji religijnymi sloganami, popartymi skrajnym, czyli grzesznym nacjonalizmem” i mocne zdanie o tym, że „nasze niewłaściwe zachowanie jest najgroźniejszą formą prześladowania Kościoła”.

Przy otwartej kurtynie

Kilkutygodniowe wewnętrzne śledztwo diecezjalne ustaliło, że postępowanie księdza wobec chłopców, którymi się otaczał na plebanii i którzy w większości nie byli ministrantami, było „niepokojącym zjawiskiem”. Gocłowski podsumował te wnioski: „Duszpasterz nie może pozostawać pod zarzutem braku respektu dla rodziców, którzy wobec biskupa płaczą, że ich syn, pozostając w bliskich relacjach z kapłanem, ucieka z domu, otrzymuje od kapłana pieniądze, nad którymi nie mają żadnej kontroli, że ten syn zagrożony jest narkotykami, że nie chodzi do szkoły”.
Tomasz Lis, który po siedmiu miesiącach niepojawiania się w telewizji zainaugurował swój program w Polsacie jako showman we włoskim stylu, na jednego z głównych bohaterów programu wybrał prałata Jankowskiego. Ksiądz nie miał wiele do powiedzenia i kręcił, chociaż w końcu przyznał niechętnie, że jeśli metropolita gdański odwoła go z parafii, będzie musiał odejść. Jednak pojawienie się prałata w nowym programie Lisa było wydarzeniem – oto po raz pierwszy w Polsce bolesne i kłopotliwe wewnętrzne sprawy Kościoła są roztrząsane w telewizyjnym talk show nadawanym w godzinie największej oglądalności. Lis nagrał wywiad kilka dni przed swą premierą i ogłoszony w dniu emisji list abp. Gocłowskiego oraz konferencję prasową arcybiskupa w Warszawie część mediów komentowała jako wymuszone przez ofensywę medialną prałata. Jankowski twierdził, iż stoi przed „wewnętrznym dylematem”, czy ma dochować wierności Bogu, czy służyć biskupowi. Nie odważył się jednak powtórzyć w telewizji oskarżenia, iż działania metropolity gdańskiego zmierzające do jego usunięcia z parafii są „spełnieniem testamentu komuny”, ponieważ to komunistyczny minister spraw wewnętrznych, Kiszczak, pierwszy domagał się od Episkopatu jego usunięcia ze stanowiska. „Dziś zastanawiam się – powiedział ks. Jankowski w kazaniu wygłoszonym 26 września – czy historia zatoczyła aż tak wielkie koło, że chce się wypełnić swoisty testament komuny?”.
Narastający od dawna bolesny i ostry konflikt wewnątrz Kościoła po raz pierwszy rozgrywa się przy podniesionej kurtynie i zmusza hierarchów odpowiedzialnych za stan tej instytucji w Polsce do otwartego zajmowania stanowisk. Niektórzy moi rozmówcy z katolickich kręgów intelektualnych wiążą z tym nadzieje na przełamanie niemocy Episkopatu, o której pisał nie dawno z taką goryczą bp Tadeusz Pieronek, m.in. w kontekście Radia Maryja.


Prałat Jankowski w rozmowie z red. Lisem zapewniał, że nie ma teraz żadnych samochodów, tylko ma je „w użytkowaniu”, a jaguar, w którym go widują, jest „nie w jego stylu”, bo tam nie ma jak się zmieścić, bo to „chyba tylko samochód dla sekretarki i dyrektora”.

Wydanie: 41/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy