Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Nasz człowiek w Iraku nazywa się Ryszard Krystosik. To on reprezentował Polskę w naradzie pod namiotem rozstawionym pod Nasiriją. Na pewno nie czuł się tam źle. W USA spędził około 20 lat. W Iraku ponad pięć.
Krystosik jest warszawiakiem, skończył gimnazjum Batorego (a może Reytana?), potem Szkołę Główną Służby Zagranicznej, Wydział Dyplomatyczno-Konsularny. W pierwszą zagraniczną misję pojechał do Laosu, gdzie pracował w Międzynarodowej Komisji Nadzoru i Kontroli.
Po powrocie z Indochin rozpoczął pracę „na kierunku amerykańskim”. Był stypendystą Fullbrighta, studiował w Princeton oraz w Szkole Spraw Publicznych im. Woodrowa Wilsona. A potem jego życie toczyło się prostym rytmem: placówka w USA, Departament III w MSZ (amerykański), którego wicedyrektorem był dwukrotnie. To chyba już wtedy zyskał wśród kolegów pseudonim „Chrystusik”. Po pierwsze – od nazwiska, a po drugie – dlatego że był zawsze spokojny, grzeczny i uczynny.
W ambasadzie w Waszyngtonie rozpoczął karierę od stanowiska attaché, by dojść do stanowiska I sekretarza. W stałym przedstawicielstwie przy ONZ w Nowym Jorku był radcą ds. politycznych, a potem zastępcą przedstawiciela Polski w Radzie Bezpieczeństwa ONZ (było to w czasie, gdy Polska była niestałym członkiem RB). Potem jeszcze raz był na placówce w Waszyngtonie, gdzie doszedł do stanowiska zastępcy ambasadora.
Tę pięknie rozwijającą się karierę przerwał rok 1989 i wejście do MSZ Krzysztofa Skubiszewskiego. Solidarnościowa władza z takimi jak Krystosik postępowała według prostego schematu: albo zwalniała, albo przenosiła do mniej ważnego departamentu. Krystosika spotkało to drugie – został wicedyrektorem Departamentu Afryki, Azji, Australii i Oceanii.
Mimo że było to dla niego de facto zesłanie (przez pięć lat miał faktyczny zakaz zagranicznych wyjazdów) zachował się, jak to on, correct. Ten stan najlepiej ilustruje jak najbardziej prawdziwa anegdota: Krystosik napisał jakieś pismo po angielsku i zaniósł je Skubiszewskiemu. Ten poprawił dwa wyrazy. Krystosik zna perfekcyjnie angielski, więc wiedział, że poprawki były bez sensu. Ale przyjął je z kamienną twarzą, bo minister ma zawsze rację, i takie pismo wysłał.
W roku 1995 Krystosik wyjechał do Bagdadu na stanowisko szefa Sekcji Interesów USA. Dlaczego on? O tym zadecydowały jego znakomite kontakty z amerykańskimi dyplomatami. Bo to Departament Stanu zatwierdzał kandydatów proponowanych na pracowników sekcji przez nasze MSZ. On znał Amerykanów, a oni jego. I z nim, zawodowcem w pełnym tego słowa znaczeniu, woleli mieć do czynienia niż z zakochanymi w USA dyplomatami nowego naboru. Nie przeszkadzało im, że jako PRL-owski dyplomata w USA przez lata stał po drugiej stronie barykady…
Wczesnym latem roku 2001 Krystosik wrócił z Bagdadu i zameldował się, z grubym plikiem pochwał i amerykańskim odznaczeniem, w centrali. Tam jeszcze dekomunizowano, więc natychmiast wysłano go na emeryturę.
To jest rzecz, nad którą zastanawiają się dziś starsi panowie w MSZ – w jaki sposób emeryt Krystosik znalazł się w namiocie pod Nasiriją?

 

Wydanie: 17/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy