Kable już zwinięto

Kable już zwinięto

Okłamywano pracowników w Ożarowie, mówiąc: nie zamkniemy fabryki, nie przeniesiemy produkcji

Upadek Fabryki Kabli w Ożarowie i dramat jej załogi to historia kłamliwych zapewnień, złych intencji, złamanych obietnic, arogancji i ukrywania prawdy. Można powiedzieć, iż to klasyczny konflikt kapitału z pracą, lecz konflikt na polską, cwaniacką miarę, gdzie ważne jest, by za wszelką cenę wyprowadzić partnera w pole, gdzie nie liczy się własne słowo, a pojęcie „etyka biznesu” nic nie znaczy.
Z formalnego, prawnego punktu widzenia działania biznesmana Bogusława Cupiała, właściciela Tele-Foniki, który doprowadził ożarowski zakład do ruiny, są w pełni legalne.
Miał prawo kupić fabrykę w Ożarowie od Elektrimu, jej poprzedniego właściciela? Miał. Dostał na to zgodę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta.
Wolno mu było zamknąć tę fabrykę wtedy, gdy uznał to za stosowne, a maszyny i surowce wywieźć tam, gdzie mu się żywnie podobało? Jak najbardziej! I jego świętym prawem było zwolnienie ludzi, którzy wzgardzili wspaniałomyślną ofertą, by po spędzeniu kilkudziesięciu lat życia na nudnym Mazowszu przeżyć fascynującą przygodę na Ziemiach Odzyskanych i pociągnąć pod Szczecin, gdzie na jakiś czas mogli znaleźć pracę (cóż z tego, że gorzej płatną) w innym zakładzie Tele-Foniki. Wycofanie się z sześciomiesięcznych odpraw i zamienienie ich na krótsze też było zgodne z przepisami, skoro pikietujący nie chcieli odejść z pracy po dobroci.
Wszystko to prawda, ale… i lista tych „ale” jest długa.

Piękne obietnice

Przede wszystkim Tele-Fonika w ogóle nie powinna móc kupić Ożarowa. UOKiK pod kierownictwem Tadeusza Aziewicza dwukrotnie odmawiał zgody na kupno Elektrimu-Kable (w skład tej grupy kapitałowej wchodził właśnie Ożarów oraz fabryki kabli w Bydgoszczy i Szczecinie), gdyż po tej transakcji Tele-Fonika stałaby się monopolistą, kumulującym 90% produkcji w Polsce. Cezary Banasiński, obecny szef UOKiK, wyraził zgodę. Urząd wytłumaczył, że na rynku europejskim Tele-Fonika bynajmniej nie będzie mieć monopolistycznej pozycji, zaś połączone polskie kablownie lepiej stawią czoła zagranicznej konkurencji. UOKiK zapomniał, że jeszcze nie jest europejskim urzędem antymonopolowym lecz tylko polskim. Można jednak zrozumieć, iż uwierzył w zapewnienia o potrzebie wspólnego działania i nie przewidział, że będzie to połączenie przez likwidację. Przecież w styczniu szef Tele-Foniki publicznie zapewniał: „Nie zamierzamy zamykać żadnej z fabryk ani przenosić produkcji, nie są przewidywane zwolnienia w Elektrimie-Kable”. Andrzej Bąbaś, przedstawiciel Tele-Foniki, obiecywał zaś solennie: „Podtrzymujemy nasze zobowiązanie, że przynajmniej do czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej akcje Elektrimu-Kable pozostaną w obrocie giełdowym”. To zobowiązanie było bardzo ważne dlatego, że na przejęcie Kabli, spółki giełdowej, musiała wyrazić zgodę Komisja Papierów Wartościowych i Giełd. I po takim zobowiązaniu oczywiście zgodę wyraziła.
Minęły niespełna dwa miesiące. W marcu Bogusław Cupiał zabrał się za likwidację Ożarowa. – Decyzja w sprawie likwidacji fabryki jest nieodwołalna. Firma wytwarza kable, na które załamał się popyt. Poziom wynagrodzeń jest tu najwyższy, a wydajność najniższa – oświadczył rzecznik firmy, Jerzy Jurczyński. Pan rzecznik zapewne nie zdaje sobie sprawy, jak niewiarygodnie brzmiały te słowa, skoro jego zwierzchnicy kilka tygodni temu mówili coś zupełnie innego. Ale w końcu rzecznikowi płacą nie za wiarygodność, więc nie musi się tym przejmować. Wspomniane „załamanie popytu” jakoś nie przeszkadza w przewożeniu maszyn i surowca z Ożarowa do zakładów w Bydgoszczy i Szczecinie, gdzie – jak informują przedstawiciele Tele-Foniki – są one niezbędne do produkcji. Czy kabli, produkowanych na identycznych maszynach, ale w innym mieście, załamanie nie dotyczy?
Jednocześnie władze Tele-Foniki złamały swe zobowiązanie i postanowiły wycofać Kable z giełdy (spółka nie musi wtedy ujawniać swych bilansów).

Niepotrzebni muszą odejść

Oczywiście, żaden racjonalnie myślący biznesmen nie zamyka fabryki po dwóch miesiącach słabszych wyników (jeżeli te słabsze wyniki rzeczywiście miały miejsce, bo wiarygodnych informacji nie przedstawiono i nikt z wyjątkiem właściciela nie wie, jaka jest prawdziwa kondycja Ożarowa). Taką decyzję podejmuje tylko ten, kto przejął zakład konkurenta po to, żeby go wyeliminować i umocnić swą dominującą pozycję. Nie jest to sprzeczne z prawem, w ten sposób zlikwidowano np. polski przemysł elektroniczny. Trudno jednak uznać to (zwłaszcza w kontekście wcześniejszych obietnic) za uczciwą działalność gospodarczą, prowadzoną w dobrej wierze.
To prawda, w Ożarowie zarabiało się nieco lepiej niż w zakładach szczecińskich i bydgoskich, ale o zarobkach, wydajności i sytuacji na rynku kabli właściciel Tele-Foniki dokładnie wiedział, zanim kupił ożarowską fabrykę, i wtedy absolutnie mu to nie przeszkadzało. Prawdą jest też, że koniunktura dla fabryki pogorszyła się, gdy Telekomunikacja Polska została sprzedana francuskiej firmie państwowej. France Télécom, zgodnie z francuską racją stanu, zaczął dokonywać zakupów od rodzimych dostawców i popyt na polskie kable spadł – ale to również wiadome było od dawna.
Najważniejsze, że zakład w Ożarowie w chwili kupowania go przez Tele-Fonikę był rentowny, wciąż nowocześnie wyposażony (mimo że zadłużony po uszy Elektrim, żyjąc z Ożarowa, do minimum ograniczył inwestycje) i miał zamówienia na przyszłość. Skoro dla Tele-Foniki okazał się zbędnym zakupem, z powodzeniem mógł zostać sprzedany. Przecież we wniosku dotyczącym przejęcia Elektrimu-Kable, złożonym przez Tele-Fonikę do UOKiK, deklarowano wyodrębnienie Fabryki Kabli w Ożarowie w postaci oddzielnego podmiotu, dla celów ewentualnej sprzedaży. Sprzedania firmy domagali się też robotnicy broniący swych miejsc pracy. Jednak i ta deklaracja okazała się pustymi słowami. – Nie po to przecież przejmowaliśmy fabrykę w Ożarowie, aby ją teraz sprzedawać – szczerze oświadczył rzecznik Jerzy Jurczyński. Naturalnie przejęto ją w celu likwidacji…

Wszyscy byli odwróceni

Agonia Ożarowa nastąpiła przy dziwnej bierności urzędów mających dbać o jakość naszego życia gospodarczego. Gdy Komisja Papierów Wartościowych i Giełd dowiedziała się, że wbrew wcześniejszym deklaracjom Tele-Fonika chce jednak wycofać Kable z giełdy, zareagowała wycofaniem zgody na zakup tej spółki. Tele-Fonika odwołała się od tego postanowienia. Ale KPWiG, zamiast od razu podtrzymać wcześniejszą decyzję, zwleka z zajęciem ostatecznego stanowiska i mówi się, że jednak wyrazi zgodę, uznając metodę faktów dokonanych.
Ministerstwo Gospodarki niby prowadziło bezstronne mediacje, ale oświadczyło: „Dalsze próby mediacji stały się bezcelowe wobec odrzucenia przez protestujących ofert składanych przez właściciela”. No to co to za mediacje, które mają polegać na tym, że trzeba przyjąć złożoną ofertę? Jeżeli tak, to przecież nie potrzeba mediować.
Bogusława Cupiała określa się często mianem twardego, drapieżnego biznesmana. Właściwie od podstaw zbudował potęgę fabryki kabli w Myślenicach, z łatwością uzyskał zamówienia na dostawę kabli od – państwowej jeszcze wówczas – Telekomunikacji Polskiej, potem kupił fabrykę kabli w Krakowie. Szedł jak burza. Ale może każdemu, nawet najbardziej dynamicznemu przedsiębiorcy, potrzebny jest moment, w którym uświadomi sobie, że ludzie nie są zwykłym ruchomym mieniem firmy, które można dowolnie przerzucać na drugi koniec kraju, że z wypowiedzianych deklaracji i złożonych obietnic trzeba się czasem rozliczyć, że odpowiedzialność za słowo jest bardzo ważna także w biznesie.

 

 

 

Wydanie: 48/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy