System stworzony do nadużyć

System stworzony do nadużyć

Przyzwolenie na inwigilację i zbieranie informacji o obywatelach jest w Polsce tak duże, że w innych krajach pokazują nas jako przestrogę


Dr Marcin Rojszczak – radca prawny, adiunkt na Wydziale Administracji i Nauk Społecznych Politechniki Warszawskiej. Specjalista w zakresie cyberbezpieczeństwa oraz prawnych aspektów inwigilacji elektronicznej.


Kiedy po raz pierwszy usłyszał pan o systemie Pegasus?
– W środowiskach zajmujących się inwigilacją czy prawami człowieka przypadek NSO Group, twórcy systemu Pegasus, był omawiany od kilku lat. Ale powiem coś być może przewrotnego: Pegasus nie stanowi największego problemu.

Jak to? Przecież właśnie rozmawiamy o skandalu z domniemanym inwigilowaniem opozycji politycznej w Polsce za pomocą narzędzia, które hakuje telefony!
– Tylko że prawdziwym problemem w Polsce jest wykorzystanie tego systemu w modelu prawnym, z którego wymontowano kilkanaście zabezpieczeń służących w normalnym państwie do ochrony społeczeństwa przed nadużyciami, np. poprzez zastosowanie Pegasusa. Sam fakt istnienia takiej technologii i zdolności prowadzenia ukierunkowanej inwigilacji nie jest jeszcze problemem. Pegasus powstał jako oprogramowanie do celów wywiadowczych – jest zresztą jednym z wielu systemów, które robią dokładnie to samo co izraelskie oprogramowanie. Ale u nas komuś przyszło do głowy, żeby taki system wykorzystać do działań krajowych, i to w sposób daleko wykraczający poza ramy procedury karnej. I nawet gdyby istniała możliwość zakazania producentowi Pegasusa, spółce NSO Group, dystrybuowania tego oprogramowania, to problem nieproporcjonalnych uprawnień inwigilacyjnych polskich służb oraz faktycznego braku nadzoru nad ich działaniem nie zniknie. To naiwne myślenie.

Dlaczego?
– A dlaczego wszystkie dane na temat przelewów i operacji finansowych w działalności gospodarczej w Polsce są dostępne dla CBA następnego dnia po ich wykonaniu? I to bez konieczności uzyskania zgody sądu? Nikt sobie nie zadaje takich pytań. To, co się u nas dzieje, jest niespotykane w skali światowej.

Minister Ziobro i minister Wąsik mówią, że wszystkie państwa tak robią.
– Ale tak nie jest. Właściwie nie ma innego państwa, które tak robi – to znaczy w którym szerokie uprawnienia inwigilacyjne połączone są z brakiem kontroli nad ich wykorzystaniem. Już pod tym względem – obok wielu innych – Polska jest wyjątkiem, na tyle istotnym, że to raczej nam przyglądają się ze zdziwieniem eksperci z innych krajów.

Do 2015 r. mieliśmy prawo, które poza pewnymi wyjątkami nie pozwalało używać w postępowaniu karnym dowodów zgromadzonych nielegalnie. Obecnie nie można wyłączyć dowodów tylko z tego powodu, że zostały zdobyte nielegalnie. Dlaczego to ważne? Bo gdyby nie ta zmiana, nie mielibyśmy problemu Pegasusa. Tego systemu nie da się użyć legalnie w procedurze karnej w sposób zgodny z zasadami działania państwa demokratycznego. Można w pracy wywiadu czy walce z terroryzmem, ale…

…nie w sądzie w sprawie o korupcję czy o co tam się podejrzewa ofiary ataków z użyciem Pegasusa?
– Tak. Mówimy o CBA jako o służbie specjalnej, ale CBA nie ma uprawnień w zakresie prowadzenia działalności wywiadowczej czy kontrwywiadowczej. CBA ma uprawnienia organów ścigania. Dlatego gdybyśmy mieli sensowne zabezpieczenia, wykorzystywanie czy posiadanie przez tę służbę takiego narzędzia byłoby niemożliwe. I na pewno dużo trudniejsze do wytłumaczenia niż teraz: po co wydaliśmy dziesiątki milionów złotych na narzędzie, którego nie można właściwie legalnie zastosować do ścigania przestępców w Polsce?

Ale nadzór nad stosowaniem uprawnień inwigilacyjnych właściwie nie istnieje. Jeżeli chodzi o odsetek zgód wydawanych przez sądy na użycie środków operacyjnych – takich jak podsłuchy – to wyprzedzamy nawet Mołdawię. A właśnie ona była do niedawna przykładem podawanym na międzynarodowych konferencjach do zilustrowania tego, jak nadzór nad służbami nie powinien wyglądać. Europejski Trybunał Praw Człowieka powiedział już dawno, że jeśli sądy akceptują 95% albo i więcej wniosków o podsłuchy, to nie możemy mówić o skutecznym nadzorze nad służbami. A u nas ten mechanizm nie popsuł się wczoraj, on nie działa od wielu lat.

Czyli oburzenie opozycji też jest przesadzone?
– Nie tylko politycy, ale i prawnicy często uważają, że przestępców trzeba łapać za wszelką cenę. To szokujące, bo gdy zapytać ich o inne prawa czy wolności obywatelskie, to rozumieją potrzebę ich ochrony. Rozumieją, że nie można pozbawić wolności bez wyroku niezależnego sądu ani że nie można przesłuchiwać bez obecności adwokata. Ale gdy chodzi o inwigilację elektroniczną, to już nie protestują. Niestety, rozumienie, czym jest i jak działa demokracja, nie w pełni w Polsce się przyjęło.

Prawnicy i politycy broniący przed PiS konstytucji wcześniej byli obojętni na naruszanie konstytucyjnego prawa do prywatności?
– Oczywiście, że nie wszyscy i znajdziemy z łatwością nazwiska osób, które konsekwentnie się sprzeciwiały nadużyciom i brakowi nadzoru. Ale poprzednia większość rządząca nie zadała sobie trudu, żeby zastosować wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2014 r., który wskazywał, że tę ochronę i kontrolę nad służbami należy wzmocnić. Nie zrobiono tego, a potem PiS wykorzystało sytuację i pod pretekstem dostosowania się do orzeczenia TK wprowadziło zmiany dodatkowo osłabiające model zabezpieczeń prawnych. I co teraz mamy? Pegasusa poza kontrolą, ale i masowy dostęp do metadanych dotyczących komunikacji elektronicznej. Jesteśmy liderem w tej dziedzinie. Organy ścigania co roku raportują pobieranie z systemów telekomunikacyjnych ponad miliona tego typu zapisów. A żyjemy w 38-milionowym kraju.

Ale ktoś powie, że amerykańskie służby takie jak NSA też mają masowy dostęp do danych o milionach obywateli i co?
– Ale na tym polega różnica! Czym innym jest agencja wywiadu prowadząca globalny nasłuch elektroniczny, a właśnie tym jest amerykańska NSA, a czym innym zbieranie takich informacji przez organy ścigania w kraju. To kluczowa sprawa. U nas często pojawia się ten argument: „bo Amerykanie wszystkich podsłuchują”. Ależ proszę bardzo, to porównajmy sobie, jak to działa w procedurze karnej – ilu osób dotyczy, z jakiego powodu, jaki był skutek tej inwigilacji. Ile zarzutów postawiono i ile było wyroków skazujących. W przypadku USA takie liczby i informacje są dostępne, dzięki czemu możemy faktycznie zobaczyć, czy Amerykanie powszechnie używają inwigilacji do ścigania swoich obywateli podejrzanych o przestępstwa. Okaże się, że nie: mają bardzo rygorystyczne regulacje, nawet jeśli są one inne niż nasze w Europie. My zaś pod względem inwigilacji i jej dopuszczalności jesteśmy zdecydowanie bliżej Rosji niż Niemiec.

Bo pozwalamy na wszystko?
– Sądy mają kontrolować to, czy dane dotyczące obywateli są pobierane w uzasadniony sposób, prawda? Ale w przypadku dostępu do metadanych sędzia nie jest w stanie skontrolować dziesiątek tysięcy informacji, więc opiera się na wycinku spraw. Przy czym nie ma ustalonych standardów i każdy sąd realizuje ten nadzór inaczej. W efekcie faktycznej ocenie podlega 1% spraw. To iluzoryczna kontrola. Albo nie mamy mechanizmów bezpieczeństwa, albo ich nie stosujemy. Podobnie niedoskonały jest nadzór nad stosowaniem kontroli operacyjnej. Sądy czasem usprawiedliwiają się tym, że niczego nie wiedzą i nie mają informacji, na co właściwie wydają zgodę, bo w tych wnioskach od służb nic nie ma.

Przecież wystarczyłoby domagać się precyzyjnych wniosków: kogo i dlaczego służby chcą objąć kontrolą. Tak to chyba miało działać, prawda? Służby czy organy ścigania powinny pisać, po co i w jakiej sprawie zwracają się do sądu o zgodę na kontrolę operacyjną, żeby uniknąć nadużywania inwigilacji czy podsłuchu z błahego powodu.
– Tak. Sądy nie mają obowiązku wszystkiego zaopiniować pozytywnie. Sędzia może się domagać od służb dowolnych dokumentów, ale też w ogóle nie musi się zgadzać na zatwierdzenie takiego wniosku. Sędzia nie jest chodzącą pieczątką. Zdarza się, że sędziowie mówią, że jeśli nie będą zatwierdzać tych wniosków o podsłuchy, to zostaną odsunięci i przeniesieni do innego wydziału. Bo takie są obecnie realia funkcjonowania sądów. Ale tu wracamy do kwestii niezależności. Jeżeli sędziowie, osoby, które mają sprawować niezależną kontrolę, sami myślą o sobie, że nie są niezależni – to jak mówić o możliwości sprawowania skutecznej kontroli? Ale to również jest problem tego, co przewija się od początku w naszej rozmowie: rozmontowania zabezpieczeń prawnych w ostatnich latach.

Ale czy powinno nas dziwić, że z tego wszystkiego najbardziej oburza podejrzenie używania inwigilacji znanych ludzi i liderów opozycji do politycznych celów?
– W dzisiejszej Polsce są także środki, które pozwalają na gromadzenie informacji o nas wszystkich, co tworzy ramy dla inwigilacji nieograniczonej. I to już zdecydowanie powinno martwić nas wszystkich. Nasz rząd zbiera o nas tyle danych – i to na podstawie przepisów w oczywisty sposób niezgodnych z prawem UE i standardami międzynarodowymi – że może spokojnie stwierdzić, kto z nas i kiedy zdradza swojego partnera. Tę wiedzę może pozyskać wyłącznie na podstawie danych telekomunikacyjnych i finansowych, które już posiada. Jeżeli np. jakaś grupa wpływu w ramach rządu uzna za potrzebne opracowanie ustawy o czystości małżeńskiej, to środki techniczne, aby wprowadzić ją w życie, już są.

Możemy się śmiać z tego pomysłu – ale tak samo do 2015 r. można było się śmiać z pomysłu, że CBA będzie miało dostęp do informacji na temat procedur in vitro. A obecnie go ma. Mogą to z łatwością ustalić sobie ABW i CBA. Jak widać, we współczesnej Polsce informacja tego typu jest niezbędna do walki z przestępczością korupcyjną. Pytanie, czy przy takich pomysłach w ogóle jeszcze poruszamy się w sferze państwa demokratycznego. Taka masa danych i brak jakiegokolwiek nadzoru tworzą po prostu gigantyczne ryzyko nadużycia władzy.

To się kiedyś zmieni?
– Polskie prawo zostało skonstruowane tak, że nie ma żadnych negatywnych konsekwencji nadużywania inwigilacji. Choćby niedopuszczalność dowodów w procesie karnym. Wiele osób powie, że to takie nic. Co nam z tego, skoro ostatecznie nagrania jadą być może tylko na Nowogrodzką?

Ale spójrzmy na to inaczej. W Irlandii trwa obecnie postępowanie dotyczące osoby skazanej za zabójstwo. Znacząca część dowodów wykorzystanych w procesie pochodziła z systemów telekomunikacyjnych i została zgromadzona na podstawie przepisów, co do których Trybunał Sprawiedliwości już w 2014 r. orzekł ich niezgodność z prawem UE. Obecnie trwa spór, czy zgromadzenie i wykorzystanie przez państwo danych w sytuacji, w której było już jasne, że czynności te prowadzone są bez podstawy prawnej, naruszyło prawa oskarżonego do uczciwego i sprawiedliwego procesu. To skomplikowana sprawa, ale coraz więcej wskazuje na możliwość wzruszenia tego wyroku.

Część społeczeństwa jest tym oburzona i pyta: „niby dlaczego?!”. Jest jednak i druga część, która widzi, jak fatalna to sytuacja, ale domaga się od rządu podjęcia działań, które sprawią, że organy władzy będą działały zgodnie z prawem i do takich nadużyć więcej nie będzie dochodziło. Aby nie było sytuacji, w której państwo najpierw doprowadza do skazania na podstawie nielegalnie zgromadzonych dowodów, a po kilku latach zapada wyrok uniewinniający i zasądzane jest wysokie odszkodowanie.

A jak to się ma do nas?
– Identyczne przepisy jak irlandzkie do dzisiaj obowiązują w Polsce. Niemal od 10 lat wszystkie dowody oparte na metadanych pochodzących z systemów telekomunikacyjnych są tak samo skażone jak w przytoczonej sprawie irlandzkiej. To są tysiące wyroków skazujących, w których wykorzystano wadliwe dowody. Minister Ziobro może mówić, że wszystko jest świetnie i trzeba inwigilować, ale to nie on będzie potem płacił odszkodowania. A do nas fala podobnych pozwów również dotrze. I bardzo nie chciałbym obudzić się w sytuacji, w której na wolność wypuszczamy skazanych za naprawdę poważne, odrażające zbrodnie – pedofilów i morderców – bo ich prawa zostały podeptane na etapie postępowania karnego. Nie jest sztuką wsadzić wszystkich do więzienia na podstawie nielegalnych dowodów. Nie jest też sztuką wszystkich inwigilować i nie zebrać żadnych legalnych i sensownych dowodów. Dziś sprawa irlandzka jest tematem niszowym, ale Pegasus trzy lata temu także był tematem niszowym. Jeszcze będziemy mieli duży problem, co z tym zrobić.

j.dymek@tygodnikprzeglad.pl

Fot. archiwum prywatne

Wydanie: 8/2022

Kategorie: Kraj, Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy