Śmierć prokuratorów w Teksasie

Śmierć prokuratorów w Teksasie

Czy to bandyci z rasistowskich gangów wydali wojnę wymiarowi sprawiedliwości?

W Stanach Zjednoczonych doszło do serii ataków na urzędników wymiaru sprawiedliwości. Istnieją podejrzenia, że funkcjonariuszy mordują bandyci z rasistowskich gangów.
W Teksasie po tragicznej śmierci dwóch prokuratorów zaostrzono środki bezpieczeństwa. W zakrojonym na szeroką skalę śledztwie uczestniczy FBI. 3 kwietnia senator John Cornyn, republikanin z Teksasu, w liście do prokuratora generalnego USA Erica Holdera stwierdził, że w obecnej sytuacji należy pozwolić prokuratorom federalnym na przychodzenie do pracy z bronią.

Zabójcy z szarego samochodu

31 stycznia zastępca prokuratora teksaskiego hrabstwa Kaufman, 57-letni Mark Hasse, zaparkował samochód na parkingu przy sądzie w Houston. Hasse brał udział w dochodzeniu przeciwko 34 przywódcom Aryan Brotherhood (Bractwa Aryjskiego), potężnego gangu białych rasistów, działającego także w więzieniach. W listopadzie 2012 r. wielka ława przysięgłych w Houston oskarżyła ich o morderstwa, usiłowanie morderstwa, porwania, wymuszenia i handel narkotykami oraz inne poważne przestępstwa. W grudniu departament bezpieczeństwa publicznego stanu Teksas ostrzegł, że „aryjscy bracia” planują odwet na funkcjonariuszach wymiaru sprawiedliwości.
31 stycznia dwóch gangsterów Ben „Tuff” Dillon i James „Dirty” Meldrum przyznało się przed sądem w Houston do niektórych przestępstw. Ale prokurator Hasse już tego nie usłyszał. Kiedy wyszedł z samochodu, padły strzały. Śmiertelnie ranny prawnik osunął się na ziemię. Według relacji świadka, sprawcy przyjechali szarym samochodem, byli ubrani na czarno i mieli maski na twarzach.
Ten zamach wstrząsnął Teksasem, stanem, w którym prawo do noszenia broni uważane jest za dar Boga, jednak ataki na urzędników Temidy zdarzają się rzadko. Kryminaliści dobrze wiedzą, że ten, kto targnie się na prokuratora, ścigany jest bezlitośnie przez potężną machinę państwową. Gubernator stanu Rick Perry wyznaczył 100 tys. dol. nagrody za pomoc w ujęciu zabójców. Prokurator Kaufman County i zwierzchnik Marka Hasse, 63-letni Mike McLelland, zapowiedział przed kamerami, że zbrodniarze nie unikną kary. Powiedział twardo: „Mam nadzieję, że to oglądacie. Jestem pewien, że was znajdziemy. Wyciągniemy was z każdej dziury!”.
McLelland, były żołnierz i weteran pierwszej wojny w Zatoce, twardą ręką walczył z przestępcami. W barach i restauracjach swego hrabstwa wywiesił tablice, na których można było zobaczyć kajdanki i przeczytać ostrzeżenie: „Jeśli zapłacisz fałszywym czekiem, trafisz za kraty. Prokurator Mike McLelland”. Ale w mającym wiejski charakter Kaufman County, w którym mieszka najwyżej 110 tys. ludzi, do poważnych czynów kryminalnych dochodziło rzadko.
Prokurator McLelland także brał udział w śledztwie w sprawie Bractwa Aryjskiego. Gdy zginął Mark Hasse,  zrozumiał, że może być następny. W wywiadzie prasowym powiedział: „Teraz nie rozstaję się z bronią. Wychodzę uzbrojony nawet na spacer z psem. Przypuszczam, że będą chcieli mnie dopaść, właśnie gdy będę na zewnątrz”.

Strzały w Wielką Sobotę

W Wielką Sobotę, 30 marca, prokurator McLelland został zastrzelony we własnym domu w pobliżu miasteczka Forney, ok. 30 km na wschód od Dallas. Ofiarą morderców padła także jego żona Cynthia, emerytowana pielęgniarka. Nikt nie widział zabójców, jako że domy rozrzucone są rzadko, a sieć polnych dróg zapewnia znakomite możliwości ucieczki.
Policjant, który oglądał miejsce zbrodni, opowiedział potem reporterowi dziennika „Dallas Morning News”: „Wszędzie leżały łuski po pociskach. To niewiarygodne. Czegoś takiego jeszcze tu nie było”.
Mike McLelland jest 13. prokuratorem zamordowanym w USA od lat 60. XX w., kiedy National Association of District Attorneys (Narodowe Stowarzyszenie Prokuratorów Okręgowych) zaczęło prowadzić rejestr takich zbrodni. Ale po raz pierwszy prokurator w Stanach Zjednoczonych został zgładzony wraz z żoną.
„To zamach nie tylko na dwoje dobrych ludzi, ale na cały wymiar sprawiedliwości”, oświadczył oburzony sędzia Bruce Wood. W gmachach sądów i innych instytucjach teksaskiej Temidy zaczęli pełnić służbę liczni policjanci, a niektórzy prokuratorzy otrzymali 24-godzinną ochronę. Jay Hileman, prokurator federalny w Houston, poinformował, że rezygnuje z prowadzenia sprawy przeciw 34 oskarżonym z Aryan Brotherhood, ponieważ lęka się o swe życie.
Gubernator Perry podwyższył wyznaczoną nagrodę do 200 tys. dol.
Pogrzeb małżonków McLelland odbył się na przedmieściu Dallas pod osłoną policyjnych strzelców wyborowych. Szok był tym większy, że obywatele mieli w pamięci tragiczny los 57-letniego Toma Clementsa, jednego z dyrektorów departamentu więziennictwa stanu Kolorado.
19 marca Clements oglądał telewizję w swoim domu w Colorado Springs, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Dyrektor podszedł, aby otworzyć. Chwilę później żona Clementsa usłyszała huk strzałów. Znalazła męża śmiertelnie ranionego w pierś.
Policja urządziła zmasowaną obławę. Po dwóch dniach i szalonym pościgu samochodowym stróże prawa z Teksasu dopadli w mieście Decatur domniemanego zabójcę. Był nim 28-letni biały mężczyzna Evan Spencer Ebel, przebywający na zwolnieniu warunkowym skazaniec z Denver. Dochodzenie wykazało, że za kratami należał do sprzymierzonego z Bractwem Aryjskim gangu białych rasistów 211 Crew (Załoga 211), a z więzienia został zwolniony na skutek pomyłki urzędniczej o cztery lata za wcześnie. Ebel nie dał się wziąć żywcem. Postrzelił próbującego zatrzymać go policjanta. Wkrótce potem trzej funkcjonariusze podziurawili kulami jego cadillaca. Ranny gangster wyszedł jeszcze z dymiącego auta i otworzył ogień do stróżów prawa. Zginął od ich kul 160 km od miasta Kaufman. Policja jak dotąd nie ustaliła, czy miał on związek z zamachami w Teksasie. Udowodniono jednak, że Ebel przed zamachem na dyrektora więzienia zastrzelił dostawcę pizzy.

Kula zamiast kanapki

Wkrótce potem śmierć dosięgła kolejnego funkcjonariusza wymiaru sprawiedliwości. 58-letni szeryf Eugene Crum z Williamson w stanie Zachodnia Wirginia bezpardonowo tropił handlarzy narkotyków – prawie 200 wysłał za kraty. Konsekwentnie prowadził akcję „Zero tolerancji”. Nawet lunch jadł często w samochodzie w pobliżu siedziby sądu, na parkingu znanym jako miejsce spotkań dilerów, gotów w każdej chwili wkroczyć do akcji. Szeryf dobrze wiedział, że każdego dnia naraża życie. 3 kwietnia sędzia Michael Thornsbury zapytał go, czy po ostatnich zabójstwach prokuratorów boi się i jak postąpi, gdy także na niego przyjdzie kolej. „Cóż, stoczę dobrą walkę”,  odparł szeryf i poszedł na lunch na „narkotykowym parkingu”. Nie zdążył zjeść kanapek. Nagle z innego auta wyszedł mężczyzna, wyciągnął broń i kilkakrotnie strzelił przez otwarte okno samochodu szeryfa. Trafiony w czoło Crum zginął na miejscu. Sprawca, 37-letni Tennis Melvin Maynard, niemający wcześniej konfliktów z prawem, został osaczony po policyjnym pościgu. Stawiał opór i w strzelaninie odniósł ciężkie rany. Nieprzytomny przewieziony został do szpitala. Motywy mordercy na razie nie są znane.
FBI, Strażnicy Teksasu (Teksas Rangers) oraz biura miejscowych szeryfów nie potrafią jednak wytropić zabójców prokuratorów. Aresztowano tylko kilku ludzi, którzy grozili w internecie funkcjonariuszom wymiaru sprawiedliwości, ale okazało się, że osoby te nie mają związku z popełnioną zbrodnią (zostaną oskarżone o groźby wobec funkcjonariuszy publicznych, za które mogą usłyszeć wyrok nawet 10 lat). Atmosfera strachu utrzymuje się nie tylko w Teksasie. Gubernator stanu Connecticut Dan Malloy zrezygnował z przemówienia, które miał wygłosić na temat leczenia autyzmu. Rada miasta Racine w stanie Wisconsin wyraziła zgodę, aby pochodzący z wyborów urzędnicy przychodzili z bronią na zebrania odbywające się w budynkach publicznych.
Kryminolodzy oraz emerytowani i aktywni funkcjonariusze policji i różnych agencji bezpieczeństwa zastanawiają się, czy morderstwa są ze sobą powiązane i czy rzeczywiście Aryan Brotherhood maczało w nich palce. „Przyczyn może być wiele. Niektórzy zabijają na skutek zaburzeń psychicznych. Inni, jako naśladowcy głośnych zbrodni, spragnieni sławy. Prawdę poznamy po aresztowaniu sprawców, wyjaśniał realistycznie były funkcjonariusz Federalnej Agencji Wywiadowczej, Mark Safarik. Niektórzy wyrażają obawy, że ostatnie akty przemocy oznaczają początek nowej ery, w której funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych nie będą żyli bezpiecznie.


Rasistowscy bandyci
Według ocen National Gang Intelligence Center, w Stanach Zjednoczonych grasuje obecnie ponad 2,5 tys. gangów, w których działa 1,4 mln kryminalistów, 40% więcej niż w 2009 r. Liczba gangsterów w Teksasie oceniana jest na 100 tys. Organizacja białych rasistów Aryan Brotherhood ma w tym stanie ok. 4 tys. członków, część przebywa na wolności, inni siedzą w więzieniach. „Aryjscy bracia” głoszą wyższość białej rasy i w zakładach karnych walczą niekiedy z ciemnoskórymi skazańcami. Gang w Teksasie dzieli się na pięć sekcji, każda z nich ma swego „generała”. Pomaga mu stała rada, zwana kołem, podejmująca wszelkie decyzje dotyczące działalności przestępczej. Gangsterzy, którzy odmawiają wykonywania rozkazów koła, są zabijani lub bici albo usuwa im się ogniem będący logo bandy tatuaż ART. Istnieją podejrzenia, że „aryjscy bracia” weszli w porozumienie z narkotykowymi kartelami Meksyku i za ich wzorem zaczęli zabijać funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości.

Wydanie: 16/2013

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy