Snob polski

Nobilituje duża gotówka i artystyczna świta

Kiedy na początku lat 70. koncern Mercedesa wkroczył na rynek amerykański, zaproponował dość niskie, konkurencyjne ceny. Jednak auta sprzedawały się bardzo źle. Dopiero niemal dwukrotne podniesienie cen spowodowało szturm na salony Mercedesa. Okazało się, że klienci chcieli, by auto będące symbolem prestiżu było drogie.
Podobne doświadczenie miał sławny dyktator mody, Pierre Cardin, produkujący kosztowne stroje dla wąskiej klienteli. Gdy na początku lat 80. zaczął swoim nazwiskiem firmować większą grupę towarów – parasole, naczynia, meble – jego marka przestała być modna. Dopiero powrót do polityki elitarnej sprzedaży przywrócił Cardinowi sympatię snobów i powstrzymał degradację z ekstraklasy. Produkty luksusowe nie mogą być masowe. Snob chce się wyróżniać.
W potocznej opinii snob to ”szpaner”, ktoś pragnący podkreślić swoje znaczenie, zwrócić na siebie uwagę, wyróżnić się z tłumu. Najczęściej poprzez pieniądze.
– Dzisiejszy snobizm związany jest z luksusem. Dawniejsze snobistyczne ”być” zostało całkowicie zastąpione przez ”mieć”. Polscy snobi są dzisiaj gladiatorami konsumpcji – uważa kulturoznawca, Roch Sulima – a kupują głównie na pokaz. Gromadzenie drogich towarów jest dla nich sposobem na ”bycie kimś”. Kiedyś określenie ”snobizm” oznaczało nieudolne aspirowanie do świata kultury. Obecny polski snob aspiruje do świata rzeczy, które, zdaniem przedstawicieli kultury masowej, dają prestiż. Dziś chcąc być snobem, trzeba mieć pieniądze. Wykorzystuje to wolny rynek, reklamując snobizmy jako potrzeby konsumenckie.
– Snob afiszuje się drogim zegarkiem, markowym garniturem i sygnetem z brylantem. Udaje, że jego sygnet jest rodowy, a rodzina wywodzi się z arystokracji. Podkreśla, że jest zamożny – twierdzi pracownik dużego sklepu jubilerskiego w Warszawie.
– Wakacje dla snoba? – albo safari, albo rejs dookoła świata. Standard, wiadomo, najwyższy – mówi pracownik biura turystycznego w Krakowie. – Modne są Seszele, Karaiby, Kenia. Snob zawsze wybiera to, co modne, chce być ”na fali”.
Pracownica warszawskiego biura turystycznego uważa, że najbardziej snobistyczna oferta to wyjazd na safari w Kenii albo rejs na Karaiby. – Zdarza się, że przychodzi ktoś i pyta o najdroższe wczasy albo wybiera wyjazd do Kenii za ponad 10 tys. zł, bo ”wszyscy już tam byli”. W maju miałam klienta, który zdecydował się na rejs na Karaiby, chociaż mówił, że nie znosi pływania, nie opala się, i najchętniej by posiedział z wędką na Mazurach. Zapytałam go: – To może chce pan krajowe wczasy nad jeziorem? A on spojrzał na mnie oburzony: – Co pani? Wyśmieją mnie w firmie.

Miłość do blichtru

Nie są już znakiem luksusu telefony komórkowe. Jeszcze kilka lat temu, gdy najlepsze modele kosztowały ponad tysiąc dolarów, posiadacze ”komórek” chętnie się nimi afiszowali w miejscach publicznych. Dzisiaj wiele osób może sobie pozwolić na kieszonkowy telefon. A snob nie lubi tego, co popularne. Ani tego, co tanie.
– Snobistycznie oznacza dziś luksusowo – stwierdza zdecydowanie socjolog, Stanisław Jóźwicki. – W Polsce A.D. 2000 snobizm przypisany jest bogatym.
Znakiem czasów stały się powstające w dużych miastach sklepy z drogą biżuterią za kilkaset tysięcy złotych, równie drogimi meblami, dywanami. Do projektantów wnętrz, którzy za urządzenie rezydencji liczą sobie po 20-30 tys. zł, trzeba zapisać się w kolejkę. Waldemar Wąsowicz, dekorator wnętrz, twierdzi, że spora część jego bogatych klientów radzi się, jakie meble są dziś modne. – Niedawno miałem klienta, biznesmena, który chciał zamówić meble ”takie jak ma Kulczyk” i był rozczarowany, że nie wiem, jak wyglądają meble pana Kulczyka. Zdarza się, że ktoś zamawiając meble, prosi, ”żeby było widać, ile kosztują”.
Na podobnej zasadzie część snobów kupuje drogie obrazy i bywa na aukcjach. Pracownik domu aukcyjnego w Warszawie mówi, że wiele osób, które kupują obrazy, w ogóle nie zna się na sztuce: – Kupują najczęściej na pokaz. Radzą się nas, jacy artyści są na fali, jakie dzieła uchodzą za drogie. Obrazy wieszają w widocznych miejscach, także w swoich firmach. Prawdziwi znawcy sztuki, kolekcjonerzy, stanowią może 10% klientów, reszta to nowobogaccy. Niektórzy wynajmują fachowców, żeby za nich dokonali zakupu, bo sami nie wiedzą, co jest warte kilkadziesiąt, a co kilka tysięcy złotych.
– Ambicje kulturalne ma niewielka część naszych snobów, ale ta grupa stopniowo się powiększa – uważa Stanisław Jóźwicki. – Kiedy już bogaty snob kupi luksusowe auto, urządzi rezydencję i ”zaliczy” Seszele, zaczyna chcieć czegoś więcej. Zaczyna bywać na wystawach, aukcjach, koncertach. Często w ten sposób rozbudza w sobie autentyczne zainteresowanie sztuką, ale to wymaga czasu.
Sprzedawca luksusowych zegarków firmy Patek Philippe mówi, że droższe modele, po 500 tys. zł, trudno sprzedać, ale najtańsze – męskie po 36 tys. zł, damskie po 28 tys. zł – idą jak woda. Modele po 500 tys. zł znajdują tylko kilku nabywców rocznie. Największą popularnością cieszą się zegarki Longinesa w cenie do 10 tys. zł. Ekspedientka z warszawskiego ekskluzywnego sklepu La Boutique Suisse mówi, że największą część klienteli stanowią młodzi biznesmeni: – Często przynoszą ze sobą wycięte z gazety zdjęcie modnego zegarka, albo radzą się, jaki model jest ”na topie”. Widać, że wielu dobrze się czuje w starym Casio na plastikowym pasku, za 20 zł, ale chce kupić drogi zegarek, aby się dowartościować, na pokaz. Klientów kupujących drogie zegarki z wewnętrznej potrzeby jest mało.
Autoryzowanych salonów samochodowych BMW, Mercedesa i Jaguara jest ponad 80. Sprzedają rocznie po kilkadziesiąt aut, ceny rzędu 400-500 tys. zł nie odstraszają klientów. Nawet przedłużone limuzyny – jaguar daimler super V8, którymi jeździ się z szoferem, znajdują co roku kilku nabywców.
Więcej osób kupuje luksusowy model BMW (z lodówką, barkiem, telefonami, elektrycznymi żaluzjami itd.), za około 450 tys. zł. Bardziej popularny jest najtańszy model – ”dla ubogich snobów” – za 120 tys. zł.
– Aby produkt był uznany za ekskluzywny, snobistyczny, musi być nie tylko dostatecznie drogi, lecz także rzadki, żeby ”kłuł w oczy” – uważa Anna Wróbel, analityk firmy zajmującej się badaniem zachowań konsumenckich. – W Polsce ”efekt pokazowy” działa o wiele silniej niż na Zachodzie, tu ludzie o niższych zarobkach i pozycji społecznej naśladują ludzi o wyższych zarobkach i prestiżu. Wiele osób zapożycza się, by kupić drogi samochód, podczas gdy w mieszkaniu ma przetarty dywan czy starą, źle działającą lodówkę. Co roku w grudniu część ludzi bierze kredyty, żeby pokazać się na ekskluzywnym balu sylwestrowym, w odpowiednio drogiej kreacji. Okazuje się, że mnóstwo ludzi znajduje przyjemność w przepłacaniu, to ich dowartościowuje.
Kolejnym znakiem czasów są liczne szkoły savoir-vivre’u przy stole oraz konsumpcji win.
– Polskiego snoba stać już na picie szampana za kilkaset złotych i wina za kilka tysięcy złotych, ale nie wie on, jak, w czym i do czego pić cenny trunek, ani czym się on różni od popularnej ”Sophii” za 8 złotych – uważa Jan Adamek ze szkoły konsumpcji win. – Często się zdarza, że bogaci ludzie, zazwyczaj mężczyźni parający się biznesem, przychodzą po radę – chcą urządzić w domu piwniczkę, ale nie wiedzą jak. Zdaniem nauczyciela degustacji, edukacja kulinarna jest Polakom potrzebna, bo często kompromitują się w towarzystwie. – Niedawno widziałem eleganta, który w prestiżowej restauracji zamówił czerwone wino za kilka tysięcy złotych do kurczaka. Kiedy indziej pani udająca damę prosiła o wrzucenie kostek lodu do koniaku.
Socjologowie zwracają uwagę, że bywanie w drogich restauracjach i otaczanie się luksusowymi produktami nie cechuje wyłącznie snobów; często takie zachowania wymuszają otoczenie i praca. Szefowie dużych koncernów mają przypisane do stanowiska służbowe limuzyny marki BMW czy Saaba, zaś w ekskluzywnych restauracjach często bywają służbowo. To podkreśla ich wysoką pozycję społeczną i zapewnia dobre pierwsze wrażenie na kontrahentach.

Kiedyś Marquez i Fellini

Snob polski nie pojawił się dopiero w III Rzeczpospolitej. Istniał także w ojczyźnie proletariatu, tyle że inaczej manifestował swoją obecność. W czasie socjalizmu snob nie mógł afiszować się dobrami luksusowymi – jeśli miał dużo pieniędzy, to fakt ten starał się ukryć. Zresztą sklepy nie sprowadzały wtedy markowych towarów po astronomicznych cenach. Towarem, jakim szpanował snob peerelowski, były co najwyżej nabyte w Peweksie zachodnie dżinsy, papierosy i alkohole. Kupowane za dewizy kosztowały bardzo dużo w stosunku do zarobków – markowe dżinsy dorównywały średniej płacy sfery budżetowej. Snobistyczna młodzież zabiegała o przywożone z zagranicy perfumy, płyty i książki.
– W socrealizmie nie imponowało się dobrami materialnymi, one były nawet ostentacyjnie pogardzane. Wówczas nobilitował społecznie snobizm intelektualny, artystyczny – mówi socjolog, Stanisław Jóźwicki. – Snobi stwarzali i rozwijali mody artystyczne, stawali się forpocztą.
Jan Ptaszyn Wróblewski wspomina, że w latach 50. modne i nobilitujące było słuchanie jazzu. – Jazz, uważany za wytwór zgniłej moralnie zachodniej cywilizacji był zakazany w socrealistycznej Polsce. Ponadto słuchanie jazzu wyróżniało, jazz był uważany za muzykę hermetyczną, dla elity, dla znawców. Potem snobi spotykali się na koncertach Jazz Jamboree. Ważne było, żeby należeć do elitarnego towarzystwa.
Zygmunt Kałużyński wspomina, że peerelowski snob był na bieżąco z osiągnięciami kina zachodniego. Kolejki po bilety na Konfrontacje filmowe ustawiały się już wiele dni wcześniej. O filmach pokazywanych na Konfrontacjach dyskutowało się potem w towarzystwie (większość z nich ze względów cenzuralnych nie wchodziła na ekrany), na tych, którzy nie znali tematu, patrzyło się z wyższością. Modni byli reżyserzy uważani za trudnych – Fellini, Herzog, Bergman.
Lata 70. i pierwsza połowa lat 80. przyniosły mody literackie. Najsilniejsza okazała się moda na literaturę iberoamerykańską, która objęła najszersze kręgi Polaków – od licealistów po emerytów. Borges, Cortazar i Marquez stali się pisarzami wręcz kultowymi. Ich książki miały po kilka wydań, kilkusettysięczne nakłady rozchodziły się jak świeże bułki. – Klienci nie żałowali pieniędzy na modne książki – uważa Jan Plucicki, właściciel antykwariatu w Białymstoku. – Nie byli to wcale ludzie bogaci, najczęściej nauczyciele i studenci, skromnie ubrani. Wielu zapisywało się na określone tytuły, obiecywało za zdobycz ”każdą cenę”. Ale snobizm literacki był też wcześniej. Pamiętam, że za Gomułki na pniu rozszedł się stutysięczny nakład ”Ulissesa” Joyce’a.

Ważne, gdzie i z kim

Peerelowskiemu snobowi było łatwiej niż współczesnemu – wystarczyła szczera chęć dołączenia do podziwianej grupy i odrobina samozaparcia, żeby bywać na odpowiednich imprezach. Dzisiaj jest inaczej – ważne jest nie to, czego się słucha, co się czyta i ogląda. Ważne jest, gdzie się bywa, w czym się bywa i z kim się bywa. A to kosztuje.
Snobi mają swój ranking lokali, w których należy regularnie się pokazywać. We Wrocławiu modny jest ”Zielony Kogut”, w Białymstoku restauracja w hotelu ”Gołębiewskim”, w Krakowie – ”Wierzynek”. W Warszawie – ”Qchnia Artystyczna” na Zamku Ujazdowskim, ”Barbados” przy Teatrze Wielkim, restauracja w hotelu Sheraton. Tam się bywa, bo tam jest drogo. Wprawdzie restauracje u Fukiera czy u Gesslera na Starówce nie ustępują cenami, ale Starówka nie jest modna. – Tam jest za dużo przypadkowych gości, zagranicznych biznesmenów i turystów – twierdzi znana prezenterka telewizyjna. – A przecież kiedy idzie się na parę godzin do lokalu, chce się spotkać znajome towarzystwo, a nie byle kogo.
Najbogatsi snobi, którzy nie życzą sobie przebywania w towarzystwie zwykłych zjadaczy chleba, zakładają swoje kluby. Karta członkowska kosztuje w nich od kilku do kilkunastu tysięcy złotych rocznie. – To drogo, ale przynajmniej wiadomo, że byle motłoch się tu nie przypałęta – ucina elegant zdążający do elitarnego Business Center Club.
Z kolei snobi artystyczni lubią kameralny lokal Bliklego na Nowym Świecie, gdzie można spotkać Tadeusza Konwickiego. Wciąż modny jest też ”Czytelnik” na Wiejskiej, gdzie stałymi gośćmi są Gustaw Holoubek, Andrzej Łapicki oraz filmowcy.
– W dobrym tonie jest uczęszczanie na bale dobroczynne i gale towarzyszące przyznawaniu Fryderyków i Wiktorów – uważa dziennikarz z TVN. – Liczy się, że zostało się zaproszonym, bo wiadomo, że organizatorzy starannie dobierają gości, gdyż dysponują ograniczoną liczbą miejsc. Ale już gale w Teatrze Wielkim nie są modne. Tam chodzi muzyczna warszawka, a to hermetyczne środowisko.
– Od kilku lat bardzo ważnym wyznacznikiem społecznym jest wysoka pozycja zawodowa i społeczna, co wpłynęło na upowszechnienie zachowań snobistycznych, stwarzających pozory bycia lepszym, ważniejszym – twierdzi socjolog, Ireneusz Krzemiński. – Snobowi imponują ludzie kultury i lubi przebywać w ich towarzystwie. Sam nie robi kariery artystycznej, ale pochlebia mu, że zna sławnych ludzi.
Jeśli jest dostatecznie bogaty, aby sponsorować jakieś przedsięwzięcia, wybiera festiwale artystyczne, gdzie może osobiście poznać atrakcyjne dla niego środowisko. Nierzadko zdarza się, że naciska na organizatorów, aby zaprosili konkretne osoby, gdyż chce zawrzeć z nimi bliższą znajomość.

Coś dla Kowalskiego

Obok snobizmu dla bogaczy i światowców rozwija się także snobizm w skromnym wydaniu, na który nie trzeba wydawać pieniędzy. To snobizm przejawiający się w naśladowaniu postaw i zachowań, które nam imponują. – Najbardziej powszechne, zwłaszcza wśród młodzieży, jest snobowanie się na styl amerykański – uważa Ireneusz Krzemiński. – Polacy wzorują się przede wszystkim na kulturze amerykańskiej. Dlatego chętnie udają luz, niestety, w rodzimym wydaniu graniczy on z niegrzecznością czy wręcz arogancją.
Cechą ”luzackiego” stylu bycia jest także nazywanie idoli po imieniu, np. ”Boguś” o Bogusławie Lindzie, ”Czarek” o Cezarym Pazurze itd. Wypada też posługiwać się cytatami z filmów, zwłaszcza z ”Psów” Władysława Pasikowskiego. To podkreśla przynależność do środowiska zafascynowanego określonymi idolami.
W środowisku studentów kierunków humanistycznych wypada znać książki Paula Austera, filmy Jima Jarmuscha oraz dyskutować o cenzurze obyczajowej w sztuce. Modna jest ostentacyjna rezygnacja z oglądania telewizji i słuchania popularnej muzyki. Do dobrego tonu należy bywanie na spotkaniach autorskich i kupowanie ”Zeszytów Literackich” – aby należeć do snobistycznej elity, trzeba podzielać, choćby pozornie, jej zainteresowania.
– Innym popularnym snobizmem jest snobizm językowy, czy może – snobizmy językowe, bo jest ich wiele – twierdzi prof. Jan Miodek. – Młodzież podkreślająca swoją znajomość techniki komputerowej co chwila używa przymiotników ”wirtualny” i ”medialny”, aby zaznaczyć swój amerykański luz, wykrzykuje co chwila ”wow!” (”łał”), nazwę wody mineralnej ”aqua” wymawia jako ”akła”, zaś Nike z Samotraki to dla niej ”Najki”. Z kolei ludzie na wyższych stanowiskach snobistycznie nadużywają słów przestarzałych, które, ich zdaniem, dodają wagi wypowiedziom. W ostatnim czasie karierę zrobiły takie słowa: ”ważki”, ”jednakowoż”, albo obco brzmiące ”artykułować”, ”ewidentnie”.
Dość popularne, zwłaszcza w dużych miastach, są snobizmy kulinarne. – Ciągle zyskuje na popularności wegetarianizm, często fałszywy, demonstrowany publicznie, zwłaszcza w towarzystwie wpływowych wegetarian. Modne jest urządzanie przyjęć stylizowanych na wiejskie – kaszanka, golonka, pierogi, swojska kiełbasa i grubo krojony chleb – mówi Iwona Dorszcz z firmy organizującej bankiety. – Demonstracyjnie ignorowana jest wykwintna kuchnia, np. francuska i włoska. To moda ostatnich trzech lat.

Apetyt na Armaniego

– Polacy są snobami, ale szpanują tym, co dawno przestało być modne na Zachodzie – metką i marką – twierdzi mieszkający w Polsce Bernard Margueritte, korespondent francuskich mediów. – Francuski snob to snob którejś z rzędu generacji, nie afiszuje się drogimi rzeczami, jak robi to polski snob. Snob francuski bywa na imprezach artystycznych, kupuje dzieła sztuki i sztukę użytkową, sponsoruje wydarzenia kulturalne. Nie szpanuje drogim samochodem ani marką zegarka.
Z kolei snob amerykański nie przywiązuje wielkiej wagi do marki samochodów i luksusowych ubrań. Jeśli już chce ”szpanować” autem, to wybierze bardzo stary, rzadki model. Ale nawet zabytkowe auto nie daje prestiżu. Amerykańskiego snoba nobilituje kupowanie dzieł sztuki oraz finansowanie wydarzeń artystycznych. Dlatego należy on do fundacji kulturalnych, działa w organizacjach charytatywnych (często ”na pokaz”), łoży pieniądze na kulturę i edukację, w zamian za co jego nazwisko figuruje w muzeach, galeriach czy na plakatach. W towarzystwie lubi popisać się znajomością trendów w sztuce, czy podkreślić, że zna repertuar opery w Paryżu i Wiedniu. Chętnie też pokazuje się na festiwalach filmowych i wystawach, w czym przypomina nieco snoba peerelowskiego. Z tą różnicą, że na wystawy jeździ nie do warszawskiej Zachęty, lecz do Rzymu czy Paryża.
Ekspedientka ze stoiska firmy Chanel w warszawskiej Galerii Centrum uważa, że wiele klientek kupujących drogie francuskie kosmetyki wygląda bardziej niż skromnie. – Nierzadko kobiety wysupłują z portfela ostatnie pieniądze albo proszą o mniejszy flakonik wody toaletowej, bo na wybrany nie starcza im pieniędzy.
Flakonik dobrych perfum kosztuje około 300-800 złotych. Klientów nie brakuje. Przez trzy lata liczba markowych perfumerii zwiększyła się ze 100 do 350.
– Kupowanie luksusowych towarów często pełni funkcję terapeutyczną – uważa psycholog, Janina Burecka – dowartościowuje nas. Wiemy, że nawet jeśli nie stać nas na kostium czy garnitur u Armaniego, to możemy mieć choćby mały flakonik jego wody toaletowej. Tym tłumaczę m.in. karierę, jaką na całym świecie zrobiły kosmetyki francuskiej firmy ”L’Oreal”, zachęcającej klientki znakomitym psychologicznie hasłem ”Jestem tego warta”. Zresztą polską specyfiką jest nie od dziś życie ponad stan – inaczej niż na Zachodzie, wysokość dochodów nie decyduje o tym, czy kupujemy drogie rzeczy. Ubrania u Armaniego kupuje urzędniczka, studentka i właścicielka dużej firmy, różni je tylko ilość i cena kupowanych towarów. Polacy często się zapożyczają, aby kupić ekskluzywne towary. Wynika to właśnie ze snobizmu.
Zdaniem socjologa Ireneusza Krzemińskiego, snobistyczne afiszowanie się luksusowymi towarami i dowartościowywanie się poprzez nie, zaczyna być wypierane przez raczkujący jeszcze, ale umacniający się, snobizm kulturalny. Wymaga on, by orientować się w sztuce, wiedzieć, czego słuchać, co czytać i oglądać.
Czy zatem wszyscy jesteśmy snobami? Wygląda na to, że większość z nas. Snobizm ogarnia wszelkie strefy życia. Snobujemy się na miarę naszej kieszeni. Nie wszyscy możemy spędzić wakacje w Kenii czy pójść na bal sylwestrowy do Sheratona, ale wszyscy możemy raz na jakiś czas udać się na wystawę malarstwa czy do opery, a potem wypić dobre francuskie wino – i poczuć się lepiej. Nawet jeśli bułgarska ”Sophia” za 8 zł smakuje nam tak samo.

Zakupy snoba
Mercedes S 600 coupé – wersja podstawowa – ok. 600 tys. zł, wersja z dodatkami – ok. 700 tys. zł.
BMW L7 – 560 tys. zł, wersja wzbogacona – 650 tys. zł.
Mercedes S 500 – wersja podstawowa – 430 tys. zł, wersja z dodatkami – 550 tys. zł.
Jaguar V8 – ok. 450 tys. zł.
Męski zegarek Patek Philippe – ok. 500 tys. zł.
Damski zegarek Piaget Audacity – ok. 300 tys. zł.
Złoty pierścionek (złoto 18 kt) z 2-karatowym diamentem wysokiej klasy, osadzonym w platynie – 90 tys. zł.
Wieczne pióro firmy Montegrappa ”Platynowa Afrodyta” – 85 tys. zł.
Dwutygodniowe wczasy na Seszelach z przelotem pierwszą klasą, w hotelu pięciogwiazdkowym – ok. 34 tys. zł.
Wieczne pióro platynowe firmy Mont Blanc – 28,5 tys. zł.
Skórzany zestaw wypoczynkowy firmy Lucciano (dwie kanapy, fotel, puf) – 35 tys. zł.
Krzesło firmy Bruno Munari – 15 tys. zł.
Garnitur Armaniego – 8 tys. zł.
Płaszcz Diora – 14 tys. zł.
Torebka skórzana firmy Chanel – 4 tys. zł.
Pantofle damskie firmy Donna Karan New York – 3 tys. zł.

Zdaniem większości Polaków, o snobizmie świadczy pięć atrybutów luksusu, w następującej kolejności: samochód, rezydencja (oczywiście, ze służbą), markowe ubrania, biżuteria i wino.
Podczas gdy na Zachodzie nabywcami dóbr luksusowych są głównie prawnicy, lekarze i przedstawiciele wolnych zawodów, w Polsce większość stanowią biznesmeni, nowobogaccy.

Pradziad z Cambridge
Snobi całego świata wywodzą się z angielskiego miasta Cambridge. Tam właśnie, w XIII wieku, zaczęto określać mianem ”snob” ludzi pragnących osiągnąć awans społeczny dzięki nauce. W rejestrach studentów college’ów przy wielu nazwiskach znajduje się adnotacja: ”s.nob.”, przy innych zaś – ”nob”. W rejestrach tych zapisywano pochodzenie społeczne uczniów. Przy nazwiskach wysoko urodzonych wpisywano: ”nobility” – w skrócie ”nob.”, przy nazwiskach dzieci posiadaczy ziemskich: ”county”, natomiast przy nazwiskach ubogich studentów zaznaczano: ”sine nobilitate”, w skrócie ”s.nob.”. Ta ostatnia grupa stała najniżej w szkolnej hierarchii.
”Sine nobilitate” najczęściej wywodzili się z gminu, poprzez edukację na uniwersytecie chcieli wspiąć się wyżej. Ale nie tylko edukacja ich interesowała. Naśladowali także zachowanie stojących wyżej od nich paniczów z dobrych rodzin. Wzorowali się na nich pod względem obyczajów, manier, ubioru, sposobu wysławiania się.

Wydanie: 46/2000

Kategorie: Społeczeństwo
Tagi: Ewa Likowska

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy