Szlaban dla autozłomu

Szlaban dla autozłomu

Laweciarze śpieszą się, jak mogą, by zdążyć przed nowymi przepisami, mającymi ograniczyć import starych pojazdów

Od początku roku na naszych przejściach granicznych ponownie stoją długie kolejki używanych samochodów, czekające na wjazd do kraju. Ten widok zdążył stać się już dla nas rzadkością po marcu ub.r., kiedy zaczęły obowiązywać przepisy ograniczające napływ autozłomu.
Przypomnijmy, że importowane auta używane musiały być na tyle sprawne, by przejechać granicę na własnych kołach. Nie można też było sprowadzać aut osobowych starszych niż dziesięć lat, zaś pojazdów użytkowych – starszych niż sześć lat. Ówczesne regulacje wywołały protesty laweciarzy, import używanych aut minimalnie spadł. Spadła też o 13% liczba przypadków kradzieży samochodów i, według informacji Komendy Głównej Policji, jedną z przyczyn było zmniejszenie się zapotrzebowanie na części zamienne do starych pojazdów, najczęściej sprowadzanych z zagranicy.
Ale nadszedł 2002 r., na mocy naszego traktatu stowarzyszeniowego z Unią Europejską przestały obowiązywać ograniczenia co do wieku importowanych samochodów – i hulaj dusza, piekła nie ma. Do Polski nadciągają w tej chwili lawety z najstarszymi bodaj samochodami Europy.
Ruch na przejściach zwiększył się kilkakrotnie, na wjazd trzeba czekać nawet dobę. Jeszcze gorzej jest w urzędach celnych – tam czeka się nawet tydzień. Charakterystyczne, że z tygodnia na tydzień rośnie średnia wieku sprowadzanych samochodów – w Rzepinie i Kołbaskowie już ponad połowa importowanych pojazdów ma dziesięć i więcej lat, podobnie dzieje się w innych urzędach. Sprowadza się bardzo dużo kilkunastoletnich diesli (a stare silniki wysokoprężne są wyjątkowo szkodliwe dla środowiska), do Polski bez większych problemów wjeżdżają nawet auta z lat 70.!

Polak potrafi

A przecież, choć ograniczenia wiekowe straciły ważność, nadal obowiązują przepisy nakazujące, by importowane auto było sprawne technicznie. Ba, przewidując, że Polskę może zalać fala autozłomu, Ministerstwo Infrastruktury wydało rozporządzenie dopuszczające do ruchu tylko te pojazdy, które pomyślnie przejdą próbę kontroli czystości spalin, według normy Euro 2. I nic nie pomogło!
Importerzy samochodów wygrali krótką batalię interpretacyjną, czy sprowadzane samochody muszą, czy nie muszą mieć katalizatora. Okazało się, że nie muszą – co stanowiło poważne ułatwienie, gdyż odpadła konieczność kłopotliwego instalowania wypożyczonego katalizatora na czas kontroli i wymontowywania go później.
Uzyskanie dokumentów zaświadczających o dobrym stanie technicznym stanowiło już znacznie mniejszy problem. Stosowne papiery mają dziś nawet ewidentne graty, na oko ledwo trzymające się kupy. Każda stacja diagnostyczna może przecież wystawiać świadectwa dopuszczenia do ruchu. Importerzy w kolejkach wymieniają się informacjami o „łaskawych” stacjach oferujących potrzebne dokumenty za pewien procent wartości auta (na ogół od 5 do 10%, im auto starsze, tym procent wyższy). Nie ma też większych problemów ze znalezieniem stacji, gdzie przymyka się oczy na zawartość tlenku węgla i innych niebezpiecznych substancji, a do próby, miast ziejącego trującym dymem grata, podłącza się perfekcyjnie wyregulowane auto dyżurne. Polak potrafi.

Druga strona medalu

Ostatnie lata to okres ogromnego wzrostu przywozu używanych aut osobowych do naszego kraju (patrz wykres) przy jednoczesnym spadku sprzedaży samochodów fabrycznie nowych. Tegoroczne prognozy firmy analitycznej Samar mówią, że jeśli nie wprowadzi się kolejnych ograniczeń, to wielkość importu starych samochodów może sięgnąć 300 tys. sztuk. W styczniu sprowadzono do Polski ponad 18 tys. używanych aut osobowych, ale wielkość importu rośnie z dnia na dzień.
Wszystko to oczywiście fatalnie odbiłoby się na kondycji rodzimego przemysłu motoryzacyjnego. Ponieważ jednak każdy medal ma dwie strony, więc Stowarzyszenie Prywatnych Importerów Samochodów ocenia, że wzrost importu samochodów używanych może dać zatrudnienie nawet i 50 tys. ludzi, na ogół z małych miasteczek i wsi, zarabiającym dotychczas bardzo kiepsko lub bezrobotnym. Cała branża lakierniczo-mechaniczna zacznie pracować na wyższych obrotach.
Przyjazd setek tysięcy zmechanizowanych staruszków będzie szkodliwy dla środowiska naturalnego, pogorszy bezpieczeństwo na drogach i spowoduje wzrost ilości trudnego do zutylizowania złomu. Dla budżetu państwa byłby to jednak niemały zastrzyk finansowy. W styczniu wpływy z tytułu akcyzy, VAT i ceł od importowanych samochodów wyniosły prawie 60 mln zł, co nie jest kwotą do pogardzenia.
Pojawienie się na krajowym rynku dużej liczby tanich aut sprawi też, że wiele osób wykorzysta je dla działalności gospodarczej, wzrośnie ich aktywność, łatwiej będą mogły zarobić.

Uszczelnić tę sieć

Na drugim biegunie są interesy naszego przemysłu motoryzacyjnego. Można by nieco cynicznie, powiedzieć, że już teraz jest on w tak rozpaczliwym stanie, iż rosnąca sprzedaż autozłomu nie może mu zaszkodzić. Najważniejsze inwestycje (np. Toyota) już nas ominęły, największe zwolnienia (Fiat, Daewoo) już się dokonały. I niezależnie od przepisów antyimportowych ludzie zaczną kupować fabrycznie nowe samochody (które na całym świecie są mniejszym lub większym, ale zawsze symbolem statusu materialnego) wtedy, gdy będą mieć pełniejsze portfele. To zaś w tym roku im raczej nie grozi, bo wzrost gospodarczy wyniesie zaledwie 1%.
Wiadomo jednak, że racje producentów nowych aut są ważniejsze – i nie bez powodu. Argumenty w postaci zamykanych fabryk i tysięcy zwalnianych ludzi mają większy ciężar gatunkowy niż interesy rozdrobnionego „pospolitego ruszenia” gospodarczego, klepiącego i lakierującego stare auta. Za wielkim przemysłem stoją też racje historyczne – wiele państw budowało swą pomyślność gospodarczą na bazie rozwoju nowoczesnego przemysłu motoryzacyjnego. Nie było bodaj żadnego, które osiągnęłoby prosperity dzięki importowi starych, używanych aut.
Rząd wie zatem nie od dziś, że trzeba coś zrobić, by ograniczyć import. Pakiet propozycji miał „wejść” na posiedzenie Rady Ministrów 12 lutego, ale materia okazała się nader skomplikowana i sprawę odroczono co najmniej o tydzień. Rozważa się podniesienie stawek podatku akcyzowego na samochody ponadczteroletnie (nawet do 60%) i zmniejszenie akcyzy na auta nowe (z 6 do 3%), a także wzrost opłat za rejestrację starych samochodów. Wprowadzony może zostać administracyjny zakaz przywożenia do Polski aut ponaddziesięcioletnich. Byłoby to wyraźne uszczelnienie sieci, którą dotychczas bez problemu pokonują stare samochody sprowadzane do Polski.

 

 

Wydanie: 7/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy