Szołochow wielkim pisarzem był

Szołochow wielkim pisarzem był

Pomnik autora „Cichego Donu” w centrum Moskwy oznacza oficjalne zrównanie go z Gogolem, Tołstojem i Dostojewskim

Szołochow z wiosłami na rufie łodzi rybackiej przeprawiający się przez Don w otoczeniu płynących koni. Głowy czerwonych rumaków są zwrócone w jedną stronę, głowy białych – w przeciwną. I tylko jedno źrebię jest poza nurtem rzeki – nie wie, w jakiej grupie płynąć…
24 maja w Moskwie odsłonięto drugi w rosyjskiej stolicy pomnik Szołochowa. Tym razem monumentalny, za państwowe pieniądze i w samym centrum miasta – na bulwarze Gogolewskim, w pobliżu domu przy ulicy Siwcew-Wrażek, w którym mieszkał pisarz w czasie bytności w stolicy. Pierwszy pomnik Szołochowa odsłonięto w 2001 r. w południowo-wschodniej części Moskwy, z inicjatywy mera Jurija Łużkowa, za pieniądze pochodzące ze zbiórki, w której uczestniczyli mieszkańcy i firmy.
Nowy pomnik odpowiada duchowi pisarza, który na krótko przed śmiercią mówił synowi, że wojna domowa w Rosji wcale się nie zakończyła. Przeciwnie – nabiera mocy i „zapłonie ponownie. Jej czas nadchodzi…”.
Monument przy bulwarze Gogolewskim w Moskwie ostatecznie przesądził o zaliczeniu posądzanego o plagiat pisarza do panteonu rosyjskiej literatury. Szołochow urodził się w 1905 r. nad Donem, w zamożnej rodzinie kozackiej. Skończył cztery klasy szkoły parafialnej. W czasie wojny domowej walczył po stronie czerwonych. W składzie oddziału aprowizacyjnego opróżniał kozackie gospodarstwa z żywności. W 1922 r. przyjechał do Moskwy. Imał się różnych prac, w tym najcięższych: był m.in. tragarzem i murarzem.
Opisuję początek zadziwiającego losu młodego kozaka, żeby dostrzec moment narodzin pisarza. Było nim wejście Szołochowa do zespołu literackiego Młoda Gwardia, publikacje prasowe, a przede wszystkim pierwsze niewielkie opowiadania. Odzwierciedlają one nieskomplikowany pogląd niedojrzałego autora, że świat dzieli się na dobrych czerwonych i złych białych.
Szołochow – jako pisarz – debiutował opowiadaniem „Znamię” w wieku 19 lat. Nic nie zapowiadało, że zostanie wielkim pisarzem. I nagle, po trzech latach – w 1927 r. – młody kozaczek przywiózł znad Donu do Moskwy monumentalną powieść „Cichy Don”, która w kręgach literackich wywołała efekt detonującego pocisku.
Genialny tekst trudno powiązać z obliczem 22-letniego dońskiego „źrebaka”. Poza tym gdyby wszystko, co napisał, złożyć na kupkę, byłoby tego najwyżej sto stron. A tu pojawił się gigantyczny tekst wielkości pierwszego tomu „Wojny i pokoju”. Przy tym realia I wojny światowej zostały opisane z wielkim znawstwem.
Ten fenomen wymagał wytłumaczenia. Pojawiła się wersja o znalezieniu genialnego rękopisu, która prześladowała Szołochowa do końca życia. Rzesza badaczy literatury próbowała udowodnić plagiat, a z drugiej strony inna rzesza cieszących się nie mniejszym autorytetem nie tylko w środowisku badaczy literatury (np. kierująca specjalną komisją do zbadania sprawy siostra Lenina – Maria Uljanowa) dowodziła, że powieść napisał Szołochow.
Tę historię jeszcze bardziej skomplikowała sytuacja związana z przyznaniem pisarzowi literackiego Nobla. Zgodnie z regulaminem nagrody autor powinien przedstawić rękopis lub choćby jego fragmenty. Szołochow oznajmił, że cały rękopis powieści zaginął w czasie wojny, i przysłał przepisany na czysto tekst, w którym nie było ani jednej poprawki. To dolało oliwy do ognia.
Moim zdaniem, należy uwierzyć w fenomen młodego geniusza – nie tylko dlatego, że w 1999 r. dyrektor Instytutu Rosyjskiej Literatury Rosyjskiej Akademii Nauk, Nikołaj Skatow, potwierdził oficjalnie, że znajdujący się w rękach prywatnych tekst to z całą pewnością rękopis powieści. Choć rzadko, podobne nagłe wzloty jednak się zdarzają. Czy nie mniej zdumiewający jest los Lwa Tołstoja, który wyruszył na Kaukaz, zaciągnął się jako wolontariusz do służby wojskowej i – gdy kompletnie zabrakło mu pieniędzy – napisał pospiesznie swą pierwszą powieść, „Dzieciństwo”? Prawdziwe arcydzieło, perłę literacką. Miał tylko dwa lata więcej niż Szołochow po napisaniu pierwszego tomu „Cichego Donu”.
Trudniejsza do wytłumaczenia niż wzlot literackiego geniusza jest sprzeczność między głębokim zrozumieniem w „Cichym Donie” podłości wojny domowej, potępieniem krwiożerczego apetytu ideałów bezklasowego społeczeństwa, otoczeniem losów ludzkich aureolą humanizmu – a zachowaniem autora, który faktycznie pozostał żołnierzem oddziału aprowizacyjnego. Choćby wtedy, gdy wspominając z trybuny XVIII Zjazdu WKP(b) proces dysydentów Siniawskiego i Daniela, żałował: „Gdyby ci chłopcy z nieczystym sumieniem dostali się w moje ręce w pamiętnych latach 20.
O, nie taki wyrok otrzymaliby ci potępieńcy!”.
Tej apoteozy rozstrzeliwania w żaden sposób nie da się pogodzić z mądrością „Cichego Donu”. Ale przecież Włodzimierz Majakowski także był okrutny wobec wrogów, co wcale nie pomniejsza jego miejsca w literaturze.
Na fali sukcesu wielkiej książki Michaił Szołochow wiódł życie szczęściarza i ulubieńca władzy. Stalin go nie ruszył, Chruszczow i Breżniew obsypywali nagrodami. Miał ogromny dom nad brzegiem Donu, służbę. Wolny czas spędzał na polowaniu i biesiadowaniu z partyjnymi naczelnikami. Pisarzy Szołochow nie lubił – zresztą z wzajemnością. Stronił od stolicy.
Mimo to geniusz „Cichego Donu” jest bezdyskusyjny. A pomnik w centrum Moskwy oznacza oficjalne zrównanie Szołochowa z Gogolem, Tołstojem i Dostojewskim.

 

Wydanie: 25/2007

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy