Tag "Brigitte Bardot"
B.B. odmieniła nie tylko kino
Brigitte Bardot 1934-2025
B.B. Supergwiazdą kultury Zachodu stała się z wyboru, kiedy poczuła się kobietą wyzwoloną
Do filmu weszła przypadkiem. Supergwiazdą kultury Zachodu stała się z wyboru, kiedy poczuła się kobietą wyzwoloną. Obrończynią praw zwierząt uczyniło ją wrodzone współczucie dla słabszych.
Do statusu gwiazdy zbliżała się krokiem lekkim, choć po mocno wyboistej drodze. Rodzice, którzy w 1934 r. czekali raczej na syna, dali jej imię po celtyckiej bogini, patronce sztuki i magii. Wzrastała w Passy, prestiżowej dzielnicy Paryża, o największej liczbie Mercedesów na kilometr kwadratowy. Po pewnym czasie zorientowała się, że niedowidzi na lewe oko. Zdiagnozowano ambliopię, zespół leniwego oka, którego nie da się skorygować okularami. Okulary pomagały za to na lekki zez. Tymczasem upośledzone oko z trudem wyczuwa przestrzeń, więc Brigitte porusza się i gestykuluje wolniej, w sposób mniej skoordynowany. Później prasa uzna to za spontaniczną metodę aktorską.
Pan i pani rodzice
Rodzice okazują się surowi, czasem nieludzcy. Kiedy mała Brigitte wraz z siostrą tłuką talerz, który „był w rodzinie od 100 lat”, dostają po 20 pasów na goły tyłek. Gorzej, że rodzice „od teraz” każą mówić do siebie per pani i pan, bo dzieci okazały się osobami obcymi. „Pamiętajcie, że nie jesteście tu u siebie, tylko u nas! To nie jest wasz dom”, słyszą dziewczynki. W tym miejscu dzieciństwo kończy się nieodwołalnie. Brigitte ma siedem i pół roku, myśli o samobójstwie. W domu od rana do nocy słychać kłótnie rodziców. Podczas jednej z nich ojciec siada okrakiem na poręczy balkonu, grożąc, że zaraz skoczy. Za to podczas wystawnych kolacji dla wysoko postawionych przyjaciół oboje grają harmonijne małżeństwo.
Kiedy po śmierci ojca (1974) matka proponuje, by córki zwracały się do niej jak dawnej, „mamo”, Brigitte nie umie się na to zdobyć. W szkole dla dzieci burżuazji radzi sobie mizernie (powtarza siódmą klasę), także dlatego, że panuje tu koszarowy dryl i nauka pamięciowa. Matka, która z usposobienia jest niespełnioną artystką, widzi w Brigitte same defekty. Dziewczynka po powrocie ze szkoły patrzy w lustro w holu kamienicy i przyznaje jej rację. Chowa się w sobie. Otwiera się tylko na lekcjach baletu klasycznego – burżuazja posyła na nie dzieci, by zaznały praktyk dworu królewskiego. Matka przy okazji uczy ją trzymać się prosto: stawia jej na głowie dzbanek pełen wody, a kiedy ta się ulewa, wymierza dziewczynce policzek.
Pierwsze zdjęcie prasowe małej Brigitte ukazuje się dzięki protekcji znajomej rodziców na łamach „Jardin des Modes” w 1949 r. Brigitte jest modelką prezentującą sweterki. Matka zgodziła się, pod warunkiem że w tekście nie będzie wymienione nazwisko Bardot. Redaktorki zapamiętały, że dziewczynka, śmiejąc się, zasłaniała usta ręką, by ukryć przerwy między zębami. „Wyglądała dość pospolicie. A na zdjęciu była wspaniała”, wspominały po latach. Polecają ją wyżej i Brigitte ląduje na okładce francuskiego „Elle”.
Tak wpadła w oko Pierre’owi Braunbergerowi, producentowi filmowemu z talentem do wyławiania nowych twarzy. To on wypatrzy najpierw Gérarda Philipe’a, a później Jeana-Paula Belmonda. Podsuwa Brigitte początkującemu reżyserowi Rogerowi Vadimowi, który szuka dorastającej panienki do roli w swoim filmie. Podczas pierwszego spotkania dziewczyna ciągle zasłania usta, kiedy się śmieje. Nie szkodzi – Roger jest porażony jej niebanalną urodą. Zna się na tym – to on wypatrzył wcześniej Audrey Hepburn, a potem odkrył Catherine Deneuve i Jane Fondę. „Zazwyczaj słucha się osób, które coś mówią. Pan słucha, chociaż się nie odzywam”, powie podczas pierwszego spotkania ośmielona Brigitte, lat 14.
Dwa lata później będzie miała za sobą pierwszą próbę samobójczą (odkręca gaz) i zostanie kochanką Vadima. Na spotkania urywa się z lekcji. Roger pisze jej usprawiedliwienia, podrabiając pismo matki. Ale też podsuwa książki i wprowadza w świat artystów. Niebawem dziewczyna wykrzyczy: „Żegnaj, maturo, będę gwiazdą kina!”. Tymczasem, kiedy wzięcie zdobywa nowe medium – telewizja, Brigitte obnosi modne stroje przed kamerą.
Film zakazany przez Watykan
W kinie debiutuje koszmarnym kiczem „Wioska w Normandii” (1952). Wprawdzie gra u boku samego Bourvila, ale kwestie wygłasza drętwo i bełkotliwie, kompletnie nieustawionym głosem. Mocniej przemawia za to jej kobiecość, zwłaszcza w kostiumie kąpielowym. A w 15 kolejnych filmach statystuje jako siostra głównej bohaterki albo służąca. Zawsze jako „ślicznotka”, pozostając elementem tła. „Były to okropne chały, dobre jako środek nasenny”, powie po latach. Z tym, że dobrze płatne. Za pierwszą wyższą gażę kupuje mężowi używane BMW. Kiedy kręci pierwszy film (naga za plastikowym parawanem prysznica) za Kanałem La Manche, dziennikarze nazywają ją sex kitten, zmysłowym kociakiem. „Kogo pani najbardziej podziwia?”, pytają na konferencji prasowej. Odpowie: „Izaaka Newtona. Odkrył, że ciała mogą się przyciągać”. Jej cięte riposty z czasem przejdą do legendy.
Sceptycy mieli co wytykać dziewczynie: piegi, nierówne zęby (w dzieciństwie nosiła aparat ortodontyczny), pucułowate policzki, mizerną dykcję, chmurne wejrzenie. I wypowiedzi w radiu czy telewizji urywane w pół zdania, jakby nie była w stanie dokończyć myśli. Mówili o niej „Bufetowa”. Ważniejsze, że w tym samym 1952 r. poślubia Vadima, który cierpliwie przyswaja katechizm, by ceremonia mogła się odbyć w kościele. Para anonimowo trafia na okładkę „Elle” – Brigitte ciągle jest modelką bez nazwiska.
W 1953 r. Brigitte, wciąż jako starletka, spaceruje podczas Festiwalu Filmowego w Cannes po Croisette, jednej z najsłynniejszych promenad na świecie. Przechadza się w stroju kąpielowym, w topie bez ramiączek. Dziś powiedzielibyśmy, że Bardotka spacerowała w bardotce. Paparazzi sfotografowali ją od każdej strony i stracili zainteresowanie. Brigitte znaczyła tu tak niewiele, że nie zaproszono jej na finałowy bankiet. Zapamiętała to sobie. Kiedy w 1956 r. pokazany na festiwalu film „I Bóg stworzył kobietę” wyniósł ją na szczyty powodzenia, zorganizowała na finał własny bankiet na jachcie. I wszyscy, którzy się liczyli, zawitali do niej, pomijając uroczystość oficjalną.
Po tym sukcesie Roger Vadim poszedł za ciosem. Kiedy film promowano we Włoszech, kazał w Rzymie, w pobliżu Watykanu, zawiesić do wysokości drugiego piętra baner z Brigitte w bikini. I z napisem: „Zobacz film, którego zakazał Watykan”. Policja nie tylko szybko baner zdjęła, ale i zniszczyła wszystkie materiały promocyjne oraz kopie filmu. Ostatecznie Watykan ocenił film jako najgorszą pornografię. Podczas wystawy światowej w Brukseli watykańscy urzędnicy umieścili na swoim stoisku duży portret Brigitte Bardot, która została opisana jako „symbol zepsucia naszych czasów”. Efekt? Na stoisko przybywali bardzo liczni goście, aby naocznie sprawdzić, jak to „zepsucie” się prezentuje. Było coś na rzeczy, bo we Francji film promowano hasłem: „I Bóg stworzył kobietę, a diabeł wymyślił B.B.”.
W tym czasie nagie fotki Brigitte chodziły w Stanach po 5 dol. sztuka (wówczas suma nieprzyzwoicie wysoka). Pewien dyplomata francuski został w 1958 r. zatrzymany na amerykańskim lotnisku, ponieważ próbował przemycić do Stanów 50 tys. rozebranych zdjęć aktorki. Kroniki światowej dyplomacji nie podają, czy ostatecznie się obłowił, czy nie.
Ten szum był nieprzypadkowy, ponieważ film „I Bóg stworzył kobietę” stał się nowym rozdziałem w karierze Brigitte. Więcej, okazał się ważną datą w historii sztuki filmowej. Mimo że to kino klasy B: jedna dziewczyna i dwaj bracia, którzy rywalizują o jej względy i ciało. Zagrała tu panienkę głupiutką, ulegającą kaprysom, porywom namiętności, nieodpowiedzialną. Taką, która robi to, na co akurat ma ochotę, bez oglądania się na konsekwencje. Choć jednocześnie kruchą, ciepłą i współczującą. Nasuwało się porównanie z Jamesem Deanem, a Francuzom z bohaterkami powieści Françoise Sagan.
„Zobaczyliśmy kobietę, która w 1954 r. kocha się dlatego, że ma na to ochotę, jest zakochana w jednym mężczyźnie, a potem w drugim i z tego powodu nie czuje żadnego wstydu, wprost przeciwnie, ma poczucie wolności, które upaja”, pisała Françoise. Na jej pogrzeb Brigitte posłała kwiaty z karteczką: „Mojej siostrze”. Historycy uznali później, że ten film był pierwszym impulsem, który doprowadził do paryskich rozruchów z 1968 r.
Rybaczki i koński ogon
Brigitte była tak ujmująca, że miliony dziewcząt chciały teraz zachowywać się i wyglądać jak ona. Twarz we wcześniejszych filmach pokrywano jej makijażem jak maską – Vadim postawił na nagą twarz, a po każdym ujęciu na nowo targał jej włosy. Mówiono, że Brigitte nosi „sałatę na głowie”. Filmował jej ciało z każdej strony (także spocone), ale pokazywał też charakter. Pozwalał jej na planie improwizować, mówić własnym tekstem. Większość zdjęć wykonywano w plenerze, co wcześniej było nie do pomyślenia.
Tu przypomnienie: na filmy miłosne od zawsze chodziło się po instruktaż. Przecież to z kina dziewczęta nauczyły się zamykać oczy przy pierwszym pocałunku, to z kina wiedziały, kiedy do tego pocałunku stawać na palcach. To z ekranu chłopcy zgapiali, jak prosić dziewczynę do tańca, jak podawać kwiat i o czym rozmawiać z przyszłym teściem. A już kwestia mody, zwłaszcza damskiej, oraz tego, co nazywamy „szykiem” (czyli nie to, co dyktują żurnale, ale „co się nosi”), ma z filmem fundamentalny związek.
Gdyby nie Brigitte Bardot, całe pokolenie dziewcząt nie nosiłoby spodni rybaczek, włosów spiętych w koński ogon i tej jej bardotki bez ramiączek. To, co nosiła Brigitte, wręcz zachęcało do ruchu: wkładała dżinsy, szorty, jeżeli koszule, to męskie, najwyraźniej pożyczone od kolejnego absztyfikanta. Jeździła modelem Floride, podarowanym jej przez Régie Renault, z tablicą rejestracyjną B.B.1934. Prasa przypomniała z tej okazji, że za kwotę,
Au revoir B.B.
Brigitte Bardot wyprzedziła rewolucje społeczne, ale jej wybory były co najmniej kontrowersyjne
Korespondencja z Francji
Śmierć Brigitte Bardot wzbudziła wiele emocji na całym świecie. W mediach, także społecznościowych, zamieszczane są przede wszystkim wzruszające zdjęcia aktorki ze zwierzętami, którym poświęciła część życia. Jej aktywizm miał jednak i ciemną stronę, o której – poza granicami rodzinnego kraju – mówi się stosunkowo niewiele. We Francji obserwuje się wyraźną polaryzację wokół tego tematu: media i osoby publiczne z prawej strony sceny politycznej oddają aktorce hołd, podczas gdy lewa strona i centrum w najlepszym razie nie rozpisują się na temat jej śmierci, pomijają ją milczeniem albo przypominają o niechlubnej przeszłości francuskiej ikony.
Brigitte Bardot była wielokrotnie karana za nienawiść na tle narodowościowym czy rasizm. Od wielu dekad wspierała politycznie skrajną prawicę, której wcześniejsze poglądy były znacznie bardziej radykalne niż te prezentowane przez współczesne Zjednoczenie Narodowe (partia, pod nazwą Front Narodowy, została założona w 1972 r. przez Jeana-Marie Le Pena i m.in. Pierre’a Bousqueta, byłego członka Waffen SS, oraz Léona Gaultiera – gorącego zwolennika pojednania francusko-niemieckiego).
Dodatkowo broniła publicznie mężczyzn, którzy dopuścili się gwałtów albo molestowania seksualnego: Gérarda Depardieu czy Nicolasa Bedosa, którzy byli częścią jej najbliższego otoczenia. Sprawiło to, że w ostatnich latach stała się główną francuską antyfeministką.
Faszyzująca muza
Zmarła aktorka została zapamiętana jako ta, która wyprzedziła rewolucje społeczne drugiej połowy XX w. Tuż po wojnie, w latach 50., jeszcze przed rewolucją seksualną, Brigitte Bardot dała się poznać jako kobieta wyzwolona. Jako ta, która zrewolucjonizowała konserwatywne kino, bez skrępowania prezentując młodzieńczą, kobiecą energię. Deklarowała przy tym niechęć wobec macierzyństwa – po urodzeniu syna powiedziała, że wolałaby urodzić psa (syna, Nicolasa-Jacques’a Charriera, wychowywali ojciec i dziadkowie). Można wręcz stwierdzić, że była prekursorką trendu child free. Niewątpliwie miało to wpływ na zmianę postaw, zwłaszcza mieszkańców francuskiej wsi,
Koniec seksualnych chuliganów
Rewolucja roku 1956
Film Rogera Vadima „I Bóg stworzył kobietę” (1956) uchodzi za pamiętny przejaw rewolucji seksualnej w krajach zachodnich. Także u nas występująca w tym dziele Brigitte Bardot stała się symbolem przemian obyczajowych. Sam Vadim, twórca superkobiety Barbarelli (1968), którą zagrała Jane Fonda, dziś zostałby uznany za niegroźnego erotomana i seksistę. Wtedy jednak miał swoje pięć minut i odegrał znaczącą rolę w historii.
BB często gościła na łamach polskiej prasy. Popularny tygodnik „Przekrój” był forpocztą okcydentalizmu, więc w 1957 r. żaden numer nie mógł się obejść bez jej zdjęcia. Filmy z udziałem francuskiej gwiazdy wyświetlane w kinach nad Wisłą cieszyły się wielką popularnością. O tych przemianach w obyczajach napisał książkę prof. Jerzy Kochanowski. Młoda wrocławianka przepytywana w 1957 r. przez prasę opowiadała, że Polki w jej wieku z biciem serca czekają na każdy film z BB, by podpatrzeć coś z francuskiej mody i obyczajowości.
Wprawdzie mieliśmy znakomitą Modę Polską i Telimenę, ale zasadniczo starano się nosić to, co naśladowało modę zachodnią. Nasze zapatrzenie na Zachód zachowało trwałość od czasów Warszawy stanisławowskiej, kiedy obowiązywała w Polsce lingua franca. Wszyscy też podpatrywali modę u Jamesa Deana i Marlona Brando – symboli młodzieżowej rewolucji.
Należało cieszyć się chwilą. „Przyszłość wymyślono po to, aby psuć teraźniejszość”, mówiła BB. Wielkie miasta uchodziły za szukające przyjemności, rozerotyzowane, libertyńskie i zepsute już od czasów antycznego Rzymu, co pamiętamy z Sienkiewiczowskiego „Quo vadis”. Podobnie w 1956 r. prawica ówczesne przemiany obyczajów uważała za przejaw ateizacji, a „bez Boga ani do proga”; zaczyna się konsumpcjonizm, zepsucie moralne i kryzys, potem przychodzi upadek rodziny, kryzys demograficzny i rozwody. Dopóki kościoły były pełne, panował porządek moralny. Dla prawicy miejscem kobiety jest dom i kuchnia. W pracy kobieta tylko się męczy.
Te archaiczne poglądy służą obecnie przede wszystkim usprawiedliwieniu sytuacji, w której młode pokolenie nie ma warunków materialnych ani mieszkaniowych do założenia rodziny. Wymyśla się więc wspomniane racjonalizacje, podczas gdy prawda wygląda właśnie tak: dla młodych nie ma wystarczająco często pracy na etat z normalną pensją i nie ma mieszkań do wynajęcia, które by się rymowały z zarobkami. Nie mówi się o tym, ale główny ruch na rynku mieszkań generują u nas dziedziczenie i spadki, bo dominują mieszkania własnościowe. Na 250 tys. urodzeń przypada obecnie 400 tys. zgonów, z licznego pokolenia żegnających się ze światem boomersów.
American Dream z ciemną kuchnią
O PRL wolno obecnie mówić tylko źle, a tymczasem zachodnia rewolta obyczajowa 1956 r. była przejawem postępu, skutkowała lepszym życiem, równouprawnieniem i modernizacją. W Polsce te zmiany, na skalę znacznie skromniejszą, nazywano małą stabilizacją. Był to biedny, wschodnioeuropejski American Dream z ciemną kuchnią zamiast domku z basenem na przedmieściu. Za szczyt marzeń uznawano od 1957 r. samochód Syrenka, a i to dla nielicznych (według Gomułki samochód i kawa były przesadnym luksusem).
Kobiety otrzymały jednak wtedy prawo do aborcji (1956), starano się stopniowo upowszechniać edukację seksualną i niezmiernie ważną antykoncepcję. Środki antykoncepcyjne były skromne, a też farmaceuci nie mieli odpowiedniego rozeznania co do sprzedawanych globulek i kremów. Specyfiki te funkcjonowały w handlu jak towar zakazany, wiedzieli o nich nieliczni. Zamiast antykoncepcji często stosowano – już po fakcie – aborcję. Kościół potępiał jedno i drugie.
Ważną rolę w upowszechnianiu antykoncepcji odegrały dziennikarki z prasy kobiecej. „Kobieta i Życie” i „Przyjaciółka” zaangażowane były także w walkę o emancypację. Początkowo w 1957 r. w Państwowym Zakładzie Wydawnictw Lekarskich wydrukowano niezbyt celny kalendarzyk płodności kobiety według Ogino-Knausa, zgodny z zaleceniami Kościoła. Do końca roku ruszyła już szeroka kampania. Uważano, że ówczesna zbyt wysoka rozrodczość jest problemem, a nie dobrodziejstwem, i wynika z biedy, wszak kraje wysoko rozwinięte mają rozrodczość niską. Hasłem dnia stało się planowanie rodziny. Poradni świadomego macierzyństwa jednak brakowało i zgłaszały się tam prawie wyłącznie kobiety już w ciąży.
Człowiek jest chory, kiedy coś go boli
Na wsi po wojnie panowała jeszcze archaiczna mentalność i uważano, że człowiek jest chory, kiedy coś go boli. Znikali stopniowo znachorzy i babki, pojawiały się ośrodki zdrowia, a porody odbierane były teraz profesjonalnie. Powszechna dostępność służby zdrowia (na wsi poza pracownikami państwowymi dopiero w 1971 r.) była niesłychaną rewolucją. W książce Eweliny Szpak „Mentalność ludności wiejskiej w PRL” czytamy, że w latach 60. Kościół blokował emancypację kobiet. W rezultacie dziewczyna ćwicząca na WF w stroju gimnastycznym budziła zgorszenie starszych. Jedna z przepytywanych wyznała: „Kiedyś ksiądz to z kijem chodził na zabawy i biada tej pannie, która miała za mało poważny strój albo za długo była na zabawie. Wpadał wśród tańczących o jedenastej, walił kijem gdzie popadło i nikt nie mówił o nim źle”.
Później, w 1973 r., w PZWL pojawiło się powojenne wydanie „Małżeństwa doskonałego”, holenderskiego podręcznika ginekologa Theodora Hendrika van de Veldego z 1926 r., spolszczonego w 1935 r. Jak na polskie warunki był to postęp. Kobiety coraz realniej zdobywały też równouprawnienie, stawały się niezależne, poszły do szkół, uzyskiwały maturę, kończyły studia, osiągały sukcesy zawodowe już nie tylko w fabryce. Były lekarkami, nauczycielkami, sędziami, profesorkami, urzędniczkami. Po 1956 r. znacznie podniósł się poziom życia. W 1957 r. Marian Turski pisał w „Sztandarze Młodych”: „Marzeń o samochodzie, o mieszkaniu, o zarobku nie należy pomniejszać”. Dla ludzi najważniejsze jest „znośne, lepsze życie”. Założenie rodziny
Brigitte Bardot już się nie pokazuje
Żyje i jest użyteczna. Ma wszystkie wady i zalety Francuzów. Jej słabości rzucają się w oczy. Czasami zachowuje się z wyższością, pogardliwie Ukryta wśród wspaniałej roślinności strojna kaplica góruje nad morzem. Przed wejściem kamienna ławka zacieniona gałęziami sosny, między którymi widać usiane cekinami blasku Morze Śródziemne. Na południe – latarnia morska Camarat, gdzie dzień i noc czuwają strażnicy. Na północ – przylądek Capon, który zanurza się w morzu. W tym miejscu słychać regularny







