Tag "Łukasz Gibała"

Powrót na stronę główną
Kraj

Lewica po krakowsku

Refleksje po I turze wyborów

Za nami I tura głosowania w przedterminowych wyborach włodarza miasta w Krakowie. Poszczególni kandydaci otrzymali następujące poparcie: Łukasz Gibała (bezpartyjny) 36,38%, Monika Piątkowska (popierana przez KO i PSL) 29,91%, Michał Drewnicki (PiS) 17,5%, Aleksandra Owca (Razem) 6,91%, Daria Gosek-Popiołek (KW Nowej Lewicy) 4,81%, Michał Klimek (Konfederacja Brauna) 4,11%, Sławomir Pietrzyk (SDPL) 0,37%. W II turze spotkają się Łukasz Gibała i Monika Piątkowska.

Prezydent Krakowa wybierany jest na niepełną, około dwuipółletnią kadencję, tzn. do końca obecnej pięcioletniej kadencji, która upływa wiosną 2029 r. Niniejszy tekst nie stanowi pogłębionej analizy przyczyn i skutków krakowskich wyborów – będzie to raczej garść refleksji z punktu widzenia środowiska krakowskiej inteligencji lewicowej, niezwiązanego wytycznymi określonej partii politycznej.

Wygranych I tury jest troje: Łukasz Gibała, Monika Piątkowska i Aleksandra Owca. Gibała przekonująco wygrał pierwsze starcie, a ponadto jest niekwestionowanym faworytem przed II turą, jako że można się spodziewać, że poprze go zdecydowana większość elektoratów Michała Drewnickiego i Michała Klimka. Wydaje się, że także większość „antyestablishmentowego” elektoratu Aleksandry Owcy. W dodatku to Łukasz Gibała cieszy się największą rozpoznawalnością spośród wszystkich kandydatek i kandydatów w tegorocznych wyborach.

Piątkowska uzyskała znacznie większe poparcie, aniżeli wskazywały na to sondaże, a także przedwyborcze przewidywania mieszkańców i mieszkanek Krakowa. Na początku kampanii była kandydatką stosunkowo mało rozpoznawalną przez osoby, które nie śledzą na bieżąco lokalnej polityki. Ponadto w sposób naturalny i całkowicie od niej niezależny jej kandydatura była osłabiona faktem, że odwołany w tegorocznym referendum prezydent miasta Aleksander Miszalski wywodził się – tak samo jak Monika Piątkowska – z Koalicji Obywatelskiej.

W Piątkowską najmocniej też uderzała krytyka działań rządu Donalda Tuska w skali ogólnopolskiej. W tej sytuacji prawie 30% poparcia jest sukcesem w tym sensie, że wydaje się, iż Piątkowska „wybroniła się”. I o ile nie zrealizuje się scenariusz druzgocącej klęski w II turze, może ona liczyć na namaszczenie na kandydatkę KO na prezydenta Krakowa w wyborach w 2029 r. Nawet w wypadku porażki w wyborach 11 października.

Aleksandra Owca uzyskała wynik, który satysfakcjonowałby Razem w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych, a ponadto wygrała pojedynek na lewicy z Darią Gosek-Popiołek.

Kandydat PiS nie wygrał, ale także nie przegrał. Na niełatwym dla partii Jarosława Kaczyńskiego krakowskim terenie uzyskał wynik wyższy od tego, jaki wróżyła mu większość sondaży. Wydaje się, że jest to również najbardziej prawdopodobny kandydat PiS w wyborach w 2029 r. Chyba analogicznie należy ocenić rezultat Michała Klimka, kandydata partii Grzegorza Brauna.

Przegranych tegorocznych krakowskich wyborów jest dwoje. Przegrał oczywiście Sławomir Pietrzyk, który uzyskał śladowe poparcie, przy wsparciu kanapowej dzisiaj Socjaldemokracji Polskiej oraz przy „wsparciu-niewsparciu” Nowej Fali Joanny Senyszyn (Nowa Fala

Paweł Sękowski – prezes Stowarzyszenia „Kuźnica”, redaktor naczelny kwartalnika „Zdanie”, historyk, adiunkt w Instytucie Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Olek Miszalski padł

Gra o tron Krakowa rozegra się w trójkącie KO-PiS-Gibała

W referendum za odwołaniem Aleksandra Miszalskiego, prezydenta Krakowa, głosowało 171 tys. obywateli i to wystarczyło do jego odwołania w mieście liczącym 810 tys. mieszkańców. W 2024 r. Aleksander Miszalski zwyciężył przy niskiej frekwencji, uzyskując 133 tys. głosów i pokonując kontrkandydata, Łukasz Gibałę, 5434 głosami. Gibała, wieczny kandydat na prezydenta Krakowa, siostrzeniec Jarosława Gowina, przegrał wybory po raz trzeci, zadając kłam powiedzeniu, że do trzech razy sztuka. To jemu przypisuje się sprawczość i główne finansowanie komitetu organizacyjnego referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta. I on chciałby być głównym beneficjentem referendalnego sukcesu.

Rada miasta ocalała, choć niewiele brakowało, by podzieliła los prezydenta. W wyborach do rady miasta Koalicja Obywatelska, mająca na pokładzie kandydatów Lewicy, zdobyła 118 641 głosów. Na pozostałe komitety, z których część nie uzyskała mandatów, głosowały 177 133 osoby. Taki wynik dał Koalicji bezpieczną większość w radzie miasta.

Pierwszy rzut oka mógłby sugerować, że przeciwnicy prezydenta po prostu zmobilizowali swoich wyborców. Oznacza to również, że nawet gdyby prezydent przekonał do udziału w referendum wszystkich swoich zwolenników, efekt byłby taki sam. Porażka po części wynikała ze słabego mandatu wyborczego prezydenta i słabnącej pozycji PO/KO w Krakowie. Warto przypomnieć, że po upokarzających klęskach w kolejnych wyborach na prezydenta miasta PO w 2018 r. przyłączyła się do Jacka Majchrowskiego, tworząc wspólny z jego kandydatami komitet wyborczy.

W wyborach w 2024 r., po długo odkładanym zakończeniu rządów Jacka Majchrowskiego, KO nie przeprowadzała procesu prawyborów kandydata. Aleksander Miszalski, pełniący funkcję przewodniczącego partii w Małopolsce (od 2017 r.), sam się ogłosił kandydatem. Co prawda, musiał czekać prawie trzy miesiące na zatwierdzenie swojej kandydatury przez Donalda Tuska, ale nominację uzyskał i wybory, choć w niezbyt imponującym stylu, wygrał.

Jak się okazało, rządził w sumie tak, jak zgłosił się do wyborów. Samodzielnie.

Rządy rozpoczął od konfliktu ze swoim koalicjantem, Lewicą. Wbrew postanowieniom umowy koalicyjnej powołał wiceprezydentów bez konsultacji z koalicjantem, a jednego, a właściwie jedną – wbrew niemu. O tym, skąd w Krakowie na funkcji zastępczyni prezydenta znalazła się urzędniczka z Sopotu, współpracowniczka Jacka Karnowskiego, huczało od wiosny do wiosny, a nawet do jesieni. W efekcie radni Lewicy formalnie wyszli z klubu radnych i koalicji rządzącej. Faktycznie współpraca trwała, choć była raz bardziej, raz mniej szorstka.

Zrozumiałe więc, że w poniedziałek, tuż po ogłoszeniu wyników referendum, Włodzimierz Czarzasty ogłosił, że Aleksander Miszalski nie był w koalicji z Lewicą. Marszałek Sejmu i szef Lewicy zostawił odwołanego prezydenta samego ze swoją porażką. Można, a nawet trzeba się zastanawiać, co oprócz bardzo

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Platforma wzięła Kraków

Po miesiącu miodowym nowej władzy rywalizacja polityczna rozgorzeje na nowo. Także wewnątrz grupy rządzącej miastem Jeszcze kilka miesięcy temu Łukasz Gibała uchodził za murowanego faworyta krakowskich wyborów. Jednak PO rzuciła do Krakowa wszystko, co miała, i w agresywnej kampanii przeważyła wynik na swoją korzyść. Miasto jest podzielone, a nowy prezydent mówi o zakopywaniu rowów.  Kilka miesięcy temu przewidywano, że do drugiej tury wejdą Łukasz Gibała oraz kandydat PiS. I że będzie ona dla Gibały spacerkiem. Były

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jan Widacki

Krakowska szkoła filozoficzna

Kiedyś była „krakowska szkoła historyczna”. Uchodziła za konserwatywną, choć wedle obowiązujących dzisiaj standardów trzeba by ją uznać za liberalno-lewacką. Krytycznie patrzyła na dzieje nasze (grzech pierwszy i w zasadzie niewybaczalny), świętości szargała („ale Świętości nie szargać, bo trza, żeby święte były”, szydził Wyspiański, jednak dzisiejsze półgłówki, specjaliści od „polityki historycznej”, nie dostrzegły szyderstwa, wzięły ten cytat dosłownie i nawet często wytaczają jako argument w dyskusji). Nawet w podstawy wspomnianej polityki historycznej ta krakowska szkoła historyczna godziła,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

„Dobra zmiana” po krakowsku

Na fotel prezydenta Krakowa ma ochotę Łukasz Gibała, siostrzeniec Jarosława Gowina Łukasz Gibała, były polityk Platformy Obywatelskiej i Twojego Ruchu, kilka tygodni temu rozpoczął zbieranie podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego. Akcja przebiegła wyjątkowo sprawnie, bo na ulice wysłano liczną grupę dobrze opłaconych „wolontariuszy”, którzy byli równie nachalni jak naganiacze zachęcający do skorzystania z jednego ze znajdujących się w Rynku Głównym klubów ze striptizem. Ogłoszono już triumfalnie, że wymagana liczba

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.