Tag "Paryż"
Kto zastąpi obecną mer Paryża?
Mieszkańcy stolicy Francji nie tylko wybiorą nowego mera, lecz także zagłosują według nowego, bardziej bezpośredniego systemu wyborczego
Korespondencja z Francji
15 marca odbędzie się pierwsza tura wyborów na mera Paryża. Przekrój profili tegorocznych kandydatów jest bardzo zróżnicowany – od Rachidy Dati, „self-made woman”, paryskiej milionerki, po Sarah Knafo – przyjaciółkę prawicowego Érica Zemmoura.
Wyborcy francuscy oraz obywatele innych państw członkowskich Unii Europejskiej, jeśli są wpisani na listy wyborcze we Francji, głosują na radnych gminnych (w Paryżu są to radni Paryża). Zasady wyborów różnią się w zależności od wielkości gminy – poniżej lub powyżej 1 tys. mieszkańców. Najbliższe wybory na radnych gminnych i radnych Paryża odbędą się właśnie 15 oraz 22 marca br. Mieszkańcy głosować będą również na radnych wspólnoty między-gminnej, a w przypadku metropolii Lyonu – na radnych metropolitalnych. Radni gminni i radni Paryża wybierani są na sześć lat, mer Paryża pełni zaś funkcję zarówno administracyjną, jak i reprezentacyjną: kieruje miejskimi służbami, przygotowuje budżet i ma istotny wpływ na kształt polityki miejskiej.
Do tej pory to radni dzielnicowi decydowali, kto obejmie stanowisko burmistrza, jednak w 2026 r. mieszkańcy Paryża zagłosują bardziej bezpośrednio – a to oznacza, że najbliższe wybory mają wyjątkowe znaczenie. Dodatkowo, po raz pierwszy od lat, skrajna prawica w sondażach notuje tak wysokie poparcie, co jest bezprecedensowym zjawiskiem w stolicy Francji.
Między skrajną prawicą a status quo
Po ćwierćwieczu dominacji socjalistów w ratuszu – w latach 2001-2014 rządził Bertrand Delanoë, a od roku 2014 do 2026 Anne Hidalgo – stolica Francji może stanąć przed politycznym zwrotem. Coraz częściej mówi się, że prawica ma realną szansę na odzyskanie władzy w mieście, które przez lata kojarzone było z lewicowym modelem zarządzania. Paryż funkcjonuje dziś jako lewicowa wyspa, trochę jak Warszawa w Polsce. W zbliżających się wyborach Paryżanie oddadzą dwa głosy: jeden na radnych swojej dzielnicy,
Paryż bez kawiarni nie istnieje
Bistra, integralna część art de vivre, znikają z przestrzeni publicznej
We Francji ten widok jest niemal tak symboliczny jak wieża Eiffla. Taras kawiarni, rząd rattanowych krzeseł zwróconych ku ulicy, stoliki ustawione blisko siebie. Wielu ludzi siada na chwilę, na kawę, która niepostrzeżenie zamienia się w godzinę obserwowania miasta. W środku – przy ladzie – rozmowy toczą się między espresso a kieliszkiem wina. Nikt się nie spieszy. Nikt nie pyta, czy może się dosiąść.
Przedpokój miasta
Do bistro nie przychodzi się wyłącznie na kawę czy po to, by coś przekąsić. Bistro to styl życia. Miejsce przecinania się losów. Ktoś wpada przed pracą, ktoś po drodze na zakupy. Przy jednym stoliku omawia się półgłosem sprawy zawodowe, jakby od tej rozmowy zależało coś więcej niż tylko kolejny e-mail. Przy barze stały bywalec rozmawia z kelnerem – nie o menu, raczej o pogodzie, polityce, o tym, co wczoraj mówili w radiu. Kelner słucha, potakuje, dolewa wina. Zna swoich gości. Wie, kto pije kawę na stojąco, kto musi usiąść, kto przychodzi codziennie, a kto tylko wtedy, gdy coś w życiu przestaje się układać.
Rozmowy w bistrze nie wymagają ceremonii. Zaczynają się i kończą nagle. Ktoś dosiada się bez pytania. Ktoś inny wychodzi w połowie zdania. Bistro działa jak przedpokój miasta – jest czymś pomiędzy pracą a domem. To tu przekazuje się informacje, umawia spotkania, podejmuje drobne decyzje. Krzesła stoją blisko, więc chcąc nie chcąc, słucha się cudzych historii. Nikt jednak nie myśli o naruszeniu prywatności – to raczej część kultury miejsca.
Takie sceny to codzienność w wielu miastach: Paryżu, Nicei, Antibes, Lyonie, Bordeaux czy na wyspiarskiej Korsyce. I właśnie te sceny powoli znikają. Na początku XX w. we Francji istniało ponad 508 tys. bistr i kawiarni. Dziś zostało ich mniej niż 40 tys. Znikają z przestrzeni miejskich cicho, bez manifestów i pożegnań.
Café de Lyon w Nicei istnieje od 130 lat. Mieści się w dawnym sklepie mięsnym, na trasie, którą przemierzali pierwsi pasażerowie linii kolejowej Paryż-Lyon-Marsylia. Lokal prowadzi Patrick François – przejął go po ojcu. W latach 80. stworzył tu atmosferę i klimat w stylu art déco, wplatając w wystrój relikty przeszłości. – Mamy ekspres przelewowy z początku XX w. To jedno z pierwszych takich urządzeń – niezbyt praktyczne, ale bardzo estetyczne – mówi z dumą Patrick. Dorastał w zapachu kawy i zgiełku rozmów. – Ludzie, hałas, atmosfera. Najlepiej się czuję, gdy lokal jest pełny. Nawet zimą taras nie świeci pustkami. Zawsze jest na co popatrzeć. Ludzie przechodzą, życie miejskie się toczy.
W obliczu powolnej erozji takich miejsc Francuskie Stowarzyszenie Bistr i Kawiarni oraz PMU (operator zakładów na wyścigi konne w Europie) ogłosiły wspólną inicjatywę: starania o wpisanie francuskich bistr na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO, argumentując, że bistro jest integralną częścią art de vivre. Pomysł poparł prezydent Emmanuel Macron. „To batalia, którą chcemy stoczyć w UNESCO, ponieważ nasze kawiarnie i bistra sprzedają nie tylko kawę, ale też croissanty, bagietki i tradycyjne produkty. Są strażnikami czasu”, powiedział na początku stycznia podczas ceremonii dzielenia się galette des rois (ciastem pieczonym we Francji z okazji święta Trzech Króli) w Pałacu Elizejskim.
Już Honoré de Balzac pisał, że „lada w kawiarni jest parlamentem ludu”. Trudno się z nim nie zgodzić. Przez dekady francuskie kawiarnie były centrami życia intelektualnego. To w nich przy stolikach dyskutowali Jean-Paul Sartre,
Olga Boznańska nad dachami Paryża
2025 – Rok Olgi Boznańskiej
Mimo zaszczytów gwiazda malarki najjaśniej błyszczała w jej własnych czterech kątach
Pokazanie w 1896 r. obrazów na Salon de la Société Nationale des Beaux-Arts na Polu Marsowym było dla sztuki Boznańskiej jak otwarcie drzwi do nowego kraju, do tego – jak podkreślała – bez protekcji. A kiedy drzwi do Francji się otworzyły, należało z tego skorzystać. Jednak papa Boznański kręcił nosem także na Paryż. Skarżył się młodszej córce na upór i niezdrowy tryb życia starszej („nie chce jeść, wygląda jak trup”), na wydawanie przez nią pieniędzy, jakby jutra nie było, a także wzywał Izabelę jako posiłki – żeby zamieszkała z siostrą i to wszystko ukróciła. Tyle że Izabeli ani się śniło przebywać pod jednym dachem z Olgą. (…) Swoją drogą, papie Boznańskiemu wspieranie obu córek przychodziło z coraz większym trudem, chociażby z racji starzenia się, chorób i coraz mniejszych zarobków. Do tego wynajmowana lokatorom kamienica przy Wolskiej 21 pochłaniała więcej pieniędzy, niż ich przysparzała. Lecz mimo narastających problemów ojciec pragnął, żeby Olga mogła malować, dopóki tylko zdrowie i wiek mu pozwolą.
Boznańska malowała zatem w Paryżu i malowała Paryż – nie z perspektywy żabiej, jak Monachium, ale z perspektywy ptasiej. Portretowała Miasto Świateł z bezpiecznego oddalenia i z bezpiecznego miejsca, czyli ze swojego gniazda w pracowni. Dzięki temu to ona dominowała nad Paryżem, a nie Paryż nad nią. „Takie obszerne place, tyle horyzontu, a wszystkie malownicze i wyglądające jak obraz wspaniały”, zachwycała się, uważając tamtejsze widoki za gotową kompozycję, tylko łapać za pędzel.
Niemniej maluje ją we własnym stylu, prowadząc ten pędzel z energią – a to zamaszyście, a to uderzając o podłoże z szybkością właściwą pracy nad szkicem, co widać choćby na przykładzie „Placu de Thernes w Paryżu” (1903). W efekcie powstaje płaska kompozycja utrzymana w szarosrebrzystej zimnej kolorystyce, spod której przebija jednak ciepły odcień tektury, ożywiany a to plamą czerwieni, a to plamą zieleni. Boznańska nie (d)opowiada widoku od A do Z, zaledwie go sugeruje. Paryskie pejzaże aż migoczą, jakby zatrzymana w nich chwila nie przestawała rozbłyskiwać przed oczami. Kojarzą się z dokonaniami impresjonistów, którzy za jednego z bohaterów obrazów obrali współczesny sobie Paryż, mimo że Boznańska się od nich odżegnywała. Z kolei płaskość i widok z lotu ptaka odsyłają nas do sztuki japońskiej. Bowiem w Paryżu szał na japońszczyznę zdawał się nie mieć końca. A z których okien patrzyła na Paryż japonizująca Polka?
W 1898 r. wynajęła mieszkanie przy rue Campagne-Premiere 17 i pracownię przy rue de Vaugirard 114, a w 1907 r. przeniosła się na Boulevard Montparnasse 49, do pracowni połączonej z mieszkaniem, którą zajmowała do końca życia.
Na początku XX w. Montparnasse było paryskim przedmieściem zamieszkiwanym przez obcokrajowców, w tym przez Polaków. Miało charakter dzielnicy ni to półmiejskiej, ni to półwiejskiej – zresztą lubowało się w kontrastach. Z kościołami sąsiadowały tu przybytki rozkoszy i teatry rewiowe. W jednej z tutejszych tancbud, Grande Chaumiere, narodził się kankan. Nic dziwnego, że spacerując po Montparnassie, można było napotkać i rolnika, i fakira, i księdza, i tancerkę, i malarza. Barwności przydawało mu wiele prywatnych szkół malarskich i jeszcze więcej pracowni. Różne kreatywne indywidualności bądź indywidua sprowadzały się tutaj od końca XIX w. Do montparnasskich lokatorów należeli: Arthur Rimbaud, Guillaume Apollinaire, Henri Rousseau, Pablo Picasso, Amedeo Modigliani, a z polskich artystów: Stanisław Wyspiański, Józef Mehoffer czy Tadeusz Makowski. Montparnasse upodobały
Fragmenty książki Marty Motyl Boznańska. Nie tylko „Dziewczynka”, Lira Warszawa 2025
Poczuć z bliska ogień
Czego w olimpijskim mieście jest więcej? Sportu, barierek i maskotki o imieniu Phryge. Czego mniej? Śmieci na ulicach oraz paryżan i paryżanek.
Korespondencja z Paryża
Olimpiada w Paryżu to sport, sztuka, trochę polityki.
Na jednym z budynków przy rue de Rivoli wisi plakat ze sportowcem, który po olimpijskim zwycięstwie uniósł pięść w geście Czarnych Panter. Na ogrodzeniu przy jednym z okolicznych skwerów wystawa pięknych sportowych zdjęć Williama Kleina. Po czerwcowych wyborach do Zgromadzenia Narodowego paryskie mury wciąż krzyczą „Soyez pas racistes = votez NFP” („Nie bądź rasistą = głosuj na NFP”, czyli Nouveau Front populaire, lewicową koalicję). W lipcu zaś Francuzi udowodnili, że największą sportową imprezę na świecie można otworzyć w sposób, w jaki jeszcze nikt tego nie zrobił, czyniąc z miasta wielką scenę i odgrywając na niej artystyczny spektakl o braterstwie, siostrzeństwie, wolności i równości.
W mariaż sportu ze sztuką wmieszała się jednak polityka.
– To była przesada – mówi barman w jednej z kawiarni i z wykrzywioną miną pokazuje mi w telefonie zdjęcie słynnej już sceny przy stole, w której niektórzy dopatrzyli się nawiązania do „Ostatniej wieczerzy” Leonarda da Vinci, a drudzy ripostowali, że nawiązuje do obrazu Jana van Bijlerta „Uczta bogów”.
– Nie jestem katolikiem, ale wyobraź sobie, że twoja córka albo syn oglądają w telewizji coś takiego.
– I love it! – rzuca bukinistka znad Sekwany. – Bardzo inkluzywna ceremonia, i to mi się podobało!
– Paryż zawsze był w awangardzie, więc ceremonia mnie nie zaskoczyła – uważa Marc Alaux, który prowadzi wydawnictwo i księgarnię. – Rozumiem jednak, że niektórzy ludzie mogli poczuć się urażeni. Transmisję ogladało pewnie z miliard osób na całym świecie i może Aya Nakamura nie musiała tańczyć w taki sposób – tu Marc zaczyna się wyginać i przesuwa dłoń po klatce piersiowej.
– Ceremonia bardzo ładna. Jedynym minusem był deszcz – dodaje sprzedawca pamiątek ze sklepiku przy Boulevard Saint-Michel. – Ale każdy ma prawo do swojej opinii, bo na tym właśnie polega demokracja.
Dyskusja w paryskich kawiarniach i francuskich mediach trwa, a tymczasem organizatorzy oświadczyli, że żadna to „Ostatnia wieczerza” i żaden Jezus. Reżyser spektaklu Thomas Jolly w kanale telewizyjnym BFMTV zapewnił, że ukazał po prostu pogańską ucztę z bogami Olimpu, a w jego pracy nie ma miejsca na pragnienie poniżenia kogokolwiek czy czegokolwiek.
Z przeszłości ku przyszłości
Po co kolejna wystawa impresjonistów, których i tak pełno w tym mieście?
Korespondencja z Paryża
Paryż od zawsze kojarzy mi się z impresjonizmem, a impresjonizm z Paryżem. Wieści o kolejnej wystawie twórców tego gatunku akurat w tym mieście nie powinny mnie zatem zaskoczyć. A jednak zaintrygowały: po co kolejna ekspozycja tego, czego i tak tam pełno?
„Paryż 1874. Wynalezienie impresjonizmu” w Musée d’Orsay odwołuje się wprost do słynnej wystawy, która 150 lat temu uznana została za akt narodzin gatunku. Pokazano wtedy, z manifestacyjną dumą, obrazy niedopuszczone przez jurorów z Królewskiej Akademii Malarstwa na doroczną, oficjalną prezentację, zwaną Salonem Paryskim.
Zamysłem tegorocznej ekspozycji stało się wierne odwzorowanie tamtej sprzed półtora wieku. Dla lepszego wglądu w kontekst zestawiono obrazy impresjonistów z tymi, które zostały wówczas przez Akademię uznane i dopuszczone do Salonu. Stworzyło to okazję dla takich jak ja, zwykłych miłośników malarstwa, by zbliżyć się do tajemnicy impresjonizmu.
Mam wielu znajomych, dla których pozostaje on ulubioną i najwyżej cenioną odsłoną malarstwa. Przemawia zrozumiałością scen, kolorystyką, pogodą i optymizmem. Widzą go jako klasykę, bez której sztuka nie mogłaby istnieć.
Na rocznicowej wystawie w Musée d’Orsay postacie „Tancerki” czy „Paryżanki” Auguste’a Renoira, widoki „Bulwaru Kapucynów” Claude’a Moneta czy wiejskie pejzaże Camille’a Pissarra zachwycają pięknem i doskonałością. I są dość oczywiste. Jakież zatem kontrowersje mogły budzić w tamtej epoce i czym tak bardzo bulwersowały ówczesnych arbitrów? Trudno uwierzyć, dlaczego nurtowi temu całkowicie odmawiano prawa zaistnienia na dorocznych, najważniejszych w Europie, prezentacjach nowości malarskich.
Przejście do sal eksponujących prace dopuszczone do oficjalnego Salonu ułatwiło mi zrozumienie problemu. Dominują tu pompatyczne sceny mitologiczne, takie jak satyr zabawiający się z bachantką czy uskrzydlony Kupidyn z amorkami, uznanych autorów epoki, których nazwiska trudno jednak dziś przywołać. Wszystko formalnie doskonałe i piękne, ale jakże sztuczne i nierzeczywiste.
Musée d’Orsay do 14 lipca
Jak efektywnie planować swój czas podczas krótkiego wyjazdu?
Odwieczne pytanie podróżników – jak w krótkim czasie zobaczyć wszystko, co nowa okolica ma nam do zaoferowania? Efektywne planowanie podróży to często jedyny sposób na to, by bez większych problemów wycisnąć z każdej podróży jak najwięcej. Sprawdźmy, jak sprawić,
TikTok kontra republika
W sieci islamscy influencerzy zachęcają francuską młodzież do noszenia religijnych strojów w szkołach Młoda twarz jest filmowana z przodu, w tle leci hiphopowy utwór. Na ekranie pojawia się tekst: „Kiedy w szkole pytają mnie, dlaczego mam zasłoniętą twarz, z dumą odmawiam im wyjaśnienia”. Za chwilę czytamy kolejny napis: „To naprawdę smutne, że muszę ukrywać swoją tożsamość i tłumaczyć się ze swojego ubioru (…). Niech Allah ułatwi nam to. Zasłona jest obowiązkowa w islamie. »Odważ się,
W poszukiwaniu straconego czasu naszej epoki
Wyzwolenie klasowe, seksualne i artystyczne to wiodące tematy twórczości noblistki Annie Ernaux Inaczej niż rok i dwa lata temu werdykt Akademii Szwedzkiej tym razem nie zaskoczył. Annie Ernaux była jedną z faworytek bukmacherów. Francuska pisarka od lat uznawana jest za autorkę ikoniczną, dlatego decyzję o przyznaniu jej Nobla szeroko komentowali krytycy i czytelnicy, zazwyczaj wyrażając aprobatę dla tego wyboru. Nad Wisłą o Ernaux zrobiło się głośno na początku tego roku, gdy Czarne wydało






