Tag "PiS"

Powrót na stronę główną
Aktualne Przebłyski

Agnieszka Glapiak, zegarek i wiele miejsc pracy

Kolejny dowód na mizerny poziom kadr PiS to Agnieszka Glapiak. Od lipca zastępuje „taliba PiS” (Macieja Świrskiego) i jest przewodniczącą Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Przewodniczącą kuriozalną, bo z zarzutami prokuratury.

Glapiak pracowała wcześniej u ministra Błaszczaka w MON. Ministerstwo, goszcząc delegacje zagraniczne, wręczało prezenty, m.in. zegarki. I tak się porobiło, że zegarek marki Longines La Grande Classique nie trafił do Koreańczyków, ale do Glapiak. Polityczka zaprzecza, ale prokurator wie swoje. Nie jest to zresztą jej jedyny problem. Za rządów PiS zasiadała w radach nadzorczych spółek skarbu państwa i była dyrektorem w Akademii Sztuki Wojennej. Miała z tego drugą pensję. W KRRiT przepisy nie pozwalają na dodatkowe zarobki. Co więc zrobiła Glapiak? Zmieniła zasady dotyczące swojego stanowiska. I znowu może kosić kasę z paru źródeł. Ach, to PiS i jego zasady.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Roman Kurkiewicz

Suwerenność i pochwała policyjnych mordów

Dynamika rozwoju paramilitarnych bojówek wykonujących brudną robotę w imieniu albo zamiast władzy jest dobrze zbadana i opisana.

XX w. dostarczył wystarczająco dużo na to dowodów i dokumentacji. Bojówki, takie jak dzisiaj de facto formacja ICE w USA, nie spadają z nieba bez zapowiedzi. Ich politycznymi drożdżami jest budowana latami, czasem tylko miesiącami atmosfera strachu i lęku – pod pozorem fałszywych albo zmanipulowanych powodów. Robi to klasa polityczna, media ochoczo się dołączają, władza klaszcze w dłonie. Kończy się tak samo: przemoc i terror, spreparowane wcześniej wobec słabych, „innych”, barbarzyńców, odległych, nieznanych, w pewnym momencie nieuchronnie wkraczają na własne podwórko państwowe i dosięgają „zwykłych” ludzi. Bo się nie spodobali, bo źle się kojarzą, bo stawiają opór bezprawiu, bo chcą odejść czy odjechać, bo wstawiają się za kimś słabszym, poniewieranym przez przebierańców bez twarzy, bez dystynkcji, bez mózgu, bez nazwisk.

Tak zwane patrole ICE grasują po USA, w Minneapolis, potrafią zaaresztować przypadkowe osoby, zakuć w kajdanki małe dzieci pod szkołą, w końcu zastrzelić z zimną krwią kogoś tam, poetkę, pielęgniarza, za chwilę kogoś kolejnego. Ślepa przemoc legitymizowana,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Andrzej Romanowski Felietony

Z samych prawaków zguba Polaków

„Z samych panów zguba Polaków”, pisał w roku 1790 Stanisław Staszic. Po pięciu latach Polski już nie było. Dziś miejsce panów zajęli prawacy, a moja trawestacja czyż nie jest zgrabniejsza? Pytanie tylko, co z Polską.

Kolejne formy polskiej niepodległej państwowości były w XX w. powoływane przez siły lewicowo-liberalne. Powstawały zawsze w drodze porozumienia: w roku 1918 z Radą Regencyjną, w roku 1989 z PZPR. W konsekwencji nowe państwo stawało się państwem dla wszystkich. Zagwarantowały to w roku 1921 Konstytucja marcowa, a w roku 1997 Konstytucja „wielkanocna”. Ale tak Druga, jak Trzecia Rzeczpospolita były szybko pozbawiane swych ideowych fundamentów.

Wszak nie minęły nawet dwa miesiące od historycznego Listopada, gdy w styczniu 1919 r. książę Eustachy Sapieha i płk Marian Januszajtis spróbowali dokonać prawicowego zamachu stanu. Na taki akt wrogości wobec tworzącego się państwa nie zdecydowali się wtedy nawet komuniści. I żaden z członków Komunistycznej Partii Robotniczej Polski nie rzucał potem grudami błota w świeżo obranego Pierwszego Prezydenta, żaden też z premedytacją i zimną krwią Prezydenta tego nie zastrzelił. Ówczesna prawica, endecja, nienawidziła swego państwa: było ono za mało polskie. Dla mniejszości narodowych miała więc tylko jedną propozycję: wynarodowienie. A zatem była jak dynamit rozrywający państwo: działała jak komuniści. U jednych i drugich Polska nie mogła być dla wszystkich.

Oczywiście fundamentów Drugiej RP nie niszczyli cieszący się niewielkim poparciem komuniści. Czyniła to przede wszystkim, mająca rząd dusz,

a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Wojna, którą odpalił Duda

Od ponad dwóch lat nie ma nominacji ambasadorskich

Wiele musi się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu. Kolejne spotkanie Karola Nawrockiego i Radosława Sikorskiego pozwala przypuszczać, że są oni na dobrej drodze, by zawrzeć umowę w sprawie ambasadorów. Mamy bowiem nienormalną sytuację: od ponad dwóch lat prezydent RP – najpierw Andrzej Duda, teraz Karol Nawrocki – nie podpisuje nominacji. A jeżeli już, to w drodze wyjątku. W efekcie w najważniejszych państwach ambasadorami kierują chargé d’affaires, co zdecydowanie osłabia pozycję Polski.

Ta blokada jest niezrozumiała, tracą na niej i prezydent, i szef MSZ. Pora więc się porozumieć. Czyli de facto zburzyć wszystko to, co zbudowało w naszej dyplomacji PiS.

Co zbudowało PiS

PiS przejęło MSZ po wygranych wyborach w 2015 r. z głębokim przekonaniem, że oto wkracza do jaskini lwa, na wrogie terytorium, opanowane przez byłych agentów SB, ludzi Geremka i przeciwników PiS. To przekonanie pozostało w PiS do końca.

W efekcie trwający przez lata spór między prezydentem RP a rządem w sprawie ambasadorów, w istocie przepychanka, przekształcony został niemal w bój o znaczeniu ustrojowym. Kancelaria Andrzeja Dudy stale wchodziła w konflikt z MSZ w kwestii nominacji ambasadorów. Wnioski o podpis czekały miesiącami. Ówczesny szef MSZ Witold Waszczykowski głośno mówił, że nie rozumie tej blokady.

„Na biurku pana prezydenta jest wiele nominacji, wielu kandydatów, których można by wysłać. Oczekuję wyjaśnień, o co chodzi, jakie zarzuty, jakie problemy stawia się tym kandydatom, ewentualnie centrali MSZ”, wołał Waszczykowski w Radiu RMF FM. Zarazem przypominał, że są to kandydaci zaakceptowani przez MSZ, premiera oraz sejmową Komisję Spraw Zagranicznych. I że ich kandydatury czekają na podpis od miesięcy.

Jeżeli więc dziś dowiadujemy się, że kilkadziesiąt placówek jest kierowanych przez chargé d’affaires, warto pamiętać, że w czasach PiS nie było dużo lepiej. Takie placówki jak Paryż czy Rzym pozostawały nieobsadzone i przez rok. Upór Dudy czasami był zabójczy. Przez wszystkie etapy na drodze do stanowiska ambasadora w Norwegii przebrnął Jarosław Łasiński, ale prezydent nie podpisał mu nominacji i pół roku później MSZ przedstawiało inną kandydaturę (Iwony Woickiej-Żuławskiej).

W ten sposób Andrzej Duda wywalczył przyczółki swojej władzy: Stany Zjednoczone, ONZ, Izrael, Chiny, Watykan – tam pojechali ambasadorzy z jego rekomendacji. Polityka zagraniczna została podzielona: sprawy europejskie to premier, transatlantyckie – prezydent, obronne – trochę prezydent, trochę szef MON, reszta – MSZ.

Ustawa, której nikt nie pamięta

A partia? PiS? Partia też się wpychała i ostatecznie się wepchnęła, gdy szefem MSZ został Zbigniew Rau. To on dokończył czystkę w MSZ i doprowadził do legalizacji upartyjnienia, wprowadzając na początku 2021 r. nową ustawę o służbie zagranicznej.

Ustawa zmieniła pozycję ambasadorów. Oddzieliła ich od korpusu MSZ, postawiła ich w roli nominatów politycznych. Nie wymagano już od nich choćby znajomości języków obcych, przestali być odpowiedzialni za bieżące kierowanie ambasadą,

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Psy zamarzają na łańcuchach

Prezydent skazał na niedolę tysiące psów

Jesteśmy w malowniczej wsi pod Białą Podlaską. Wszędzie śnieżny puch. Aż się prosi, żeby wyciągnąć starego Canona i złapać to na kliszę. Na zewnątrz jest minus 20 stopni. Trzy wychudzone psy mieszkają na podwórku w jednej klatce. Nie ma tu nawet kawałka dachu, ziemia pod łapami to rozkopane i zamarznięte błoto. Jeden z psów leży na ziemi i się nie rusza. Śpi? Można się łudzić, ale to zwłoki. Nie śmierdzą, bo konserwuje je mróz. Sąsiadka zauważyła je dzień wcześniej i zaalarmowała o sytuacji w internecie. Wstawiła zdjęcia. Nie było sensu wzywać służb. I tak nic by nie zrobiły. Zamarznięty pies leży, jak leżał, od wielu godzin, chociaż dom właściciela jest kilka kroków dalej. Niby są tu jakieś budy, tylko nie ma w nich nawet kawałka słomy, żeby psiaki mogły się ogrzać. Nogi martwego zwierzęcia są w wielu miejscach nadgryzione. Czyżby towarzysze niedoli byli w aż tak wielkiej desperacji? W końcu w starych garnkach obok budy jest jedynie zamarznięta woda.

Cierpienie przegrywa z polityką

Od trzech tygodni w Polsce panują siarczyste mrozy. Centrum Modelowania Meteorologicznego IMGW co dzień ostrzega przed kolejnymi dużymi uderzeniami zimna. Zaleca się nie wychodzić częściej niż to konieczne. A zima jeszcze długo nie odpuści. 21 stycznia meteorolodzy ostrzegali przed mroźnymi nocami. Średnia temperatura w nocy dla niektórych regionów wynosiła nawet minus 18 st. C. Psy podwórkowe w taką pogodę zamarzają. Od ich właścicieli niewiele się bowiem wymaga. W skrócie – ma być buda i miska z wodą. W lokalnych mediach pojawiają się tymczasem kolejne komunikaty o psach, które zamarzły na łańcuchach.

„W gospodarstwie trzy psy były trzymane stale na łańcuchach – bez bud, bez słomy, bez wody i bez jedzenia poza resztkami ze stołu. (…) Żadnego schronienia, tylko przeciągi i mróz. Najgorzej miał pies przypięty przy pomieszczeniu, w którym brakowało części dachu i ściany. Mróz wchodził tam bez żadnej bariery, a konstrukcja mogła w każdej chwili runąć. Do tego temperatury spadające w nocy do minus 15 stopni… Te psy walczyły o życie każdej nocy. (…). Takie warunki to znęcanie”, piszą w mediach społecznościowych aktywiści z Pogotowia dla Zwierząt.

– Pies w takich warunkach doświadcza jednocześnie cierpienia fizycznego i psychicznego. Fizycznie odczuwa przenikliwe zimno i ból, który z czasem staje się coraz silniejszy. Łańcuch utrudnia mu ruch i tym samym zwierzę nie ma możliwości rozgrzania się. Co więcej, często w niskich temperaturach łańcuch wrzyna się w ciało psa i tu chyba nie muszę podkreślać z jak wielkim cierpieniem się to wiąże. Psychicznie to poczucie bezradności i strachu. Łańcuch odbiera możliwość ucieczki i schronienia się w innym miejscu. Pies czuje narastającą panikę, która z czasem przechodzi w apatię. W takich warunkach pies często przestaje walczyć, rezygnuje, nie szczeka, nie reaguje i czeka na śmierć – wyjaśnia Monika Majchrzyk-Pyzińska z Fundacji Serce w Futrze.

Wiele miała zmienić tzw. ustawa łańcuchowa. Zakaz trzymania psów na łańcuchach uratowałby wiele burków przed śmiercią na mrozie. Jednak prezydent Karol Nawrocki ustawę zawetował. Dokument miał regulować też wiele kwestii związanych z losem zwierząt domowych. W ustawie jest mowa o większym nadzorze nad działalnością schronisk, jak i o zwiększeniu kar za znęcanie się nad zwierzętami.

Nad dokumentem pracował zespół ponad politycznymi podziałami i w

k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Mocny w gębie

Sędzia Dariusz Łubowski z Sądu Okręgowego w Warszawie powinien zrzucić togę i zająć się polityką

Dariusz Łubowski był niemal bogiem w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Od 2018 r. jako kierownik sekcji postępowania międzynarodowego do spraw z zakresu prawa karnego jednoosobowo decydował o stosowaniu europejskiego nakazu aresztowania (ENA). Taka patologiczna sytuacja nie przeszkadzała Zbigniewowi Ziobrze. Pewnie dlatego, że sędzia nie tylko wydawał wyroki po myśli pisowskiej władzy, ale uzasadniał je zgodnie z przekazem partyjnym, recenzując przestrzeganie praworządności w państwach Unii Europejskiej.

Wrogie zachowanie Niemiec

Jesienią 2025 r. Łubowski został okrzyknięty bohaterem narodowym, bo odmówił ekstradycji do Niemiec i zwolnił z aresztu Ukraińca Wołodymyra Żurawlowa podejrzewanego o wysadzenie gazociągów Nord Stream. Zdaniem sędziego, nawet gdyby Żurawlow wysadził gazociągi, to nie zrobiłby nic złego, bo Nord Stream jest częścią infrastruktury krytycznej Rosji, agresora, który napadł na Ukrainę. I nie ma znaczenia, że gazociągi wysadzono w pobliżu duńskiej wyspy Bornholm i mogły tam zginąć przypadkowe osoby.

„Zniszczenie rosyjskich rurociągów i pozbawienie wroga miliardów euro wypłacanych przez Niemcy za pompowany nimi gaz miało głęboki sens militarny. Bo osłabiło potencjał zbrojny Rosji”, a „zachowanie Niemiec było z tego punktu widzenia wrogie wobec Ukrainy” – wywodził Łubowski, co zabrzmiało jak powtarzana przez polityków PiS insynuacja, że Niemcy wspierają Rosję w wojnie z Ukrainą.

Rosyjskie rurociągi nie są rosyjskie, należą do konsorcjum zarejestrowanego w Szwajcarii, w którym udziały mają: rosyjski Gazprom oraz prywatne niemieckie spółki Wintershall, E.ON Ruhrgas (obecnie Uniper) i holenderska firma Gasunie. Niedorzeczne jest twierdzenie, że zniszczenie Nord Stream osłabiło potencjał zbrojny Rosji, która czerpie gigantyczne zyski ze sprzedaży gazu do Niemiec. Rosja finansuje zbrojenia, sprzedając gaz i ropę, ale do Chin, Indii i Turcji. W lipcu 2025 r. „Rzeczpospolita” donosiła, że tylko te trzy kraje (w ciągu trzech lat od rozpoczęcia wojny w Ukrainie) wspomogły budżet wojenny Rosji kwotą ok. 400 mld euro. Tymczasem rzekomo sprzymierzeni z Rosją Niemcy przeznaczyli na pomoc walczącej Ukrainie ok. 50 mld euro i są po USA największym krajem darczyńcą pod względem politycznym, finansowym, wojskowym i humanitarnym.

W tym samym czasie gdy wysadzono Nord Stream, Polska też finansowała Putina, kupując rosyjską ropę i gaz. Politycy ówczesnej opozycji rzucali gromy pod adresem rządu PiS, a wiceminister spraw zagranicznych Piotr Wawrzyk tłumaczył, że Polska musi się wywiązać z podpisanych umów z reżimem Putina, bo w przeciwnym razie Rosja mogłaby się domagać odszkodowania (sic!).

Idąc tokiem rozumowania sędziego Łubowskiego, gdyby Żurawlow wysadził na terytorium Polski gazociąg jamalski lub cysterny z rosyjską ropą, nie byłby to akt terroru, ale czyn bohaterski. Absurdalnie przy tym zabrzmiały wywody sędziego na temat koncepcji wojny sprawiedliwej,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Był Czarnobyl

Adam Szostkiewicz pisze celnie w „Polityce”: „Gdzie jest radykalna propalestyńska lewica zachodnia, gdy reżim ajatollahów zabija tysiącami własnych obywateli, którzy mają go dość? Dlaczego milczy głucho, gdy wcześniej tak głośno protestowała w obronie ludności cywilnej w Strefie Gazy? Bo Izrael jest wrogiem Iranu, a wróg ich wroga jest ich sojusznikiem?”.

Dodam, że to też odnosi się do polskiej lewicy i do kilku moich znajomych. Generalnie wymagać od ludzi konsekwencji i logicznego myślenia to za wiele, bo są jeszcze emocje i uprzedzenia. Zdumiewające zjawisko to odrodzenie się antysemityzmu w Polsce i w świecie – nie dlatego, że krytykuje się Izrael, on zasłużył na krytykę, chodzi o sposób, w jaki się to robi. Zapominając, że tam, jak u nas, społeczeństwo jest pęknięte na pół, jest liberalne i jest prawicowo-religijne. Teraz Izraelem rządzi żydowski Braun, Mentzen i Kaczyński. Nam też to grozi.

Ostatnio słucham książek, a rzadziej je czytam. Lektorami są zwykle młodzi aktorzy, którzy przekręcają szpetnie nazwiska, szczególnie te niepolskie. Już nie znają fundamentów naszej kultury.

Ostatnio słuchałem biografii Juliana Tuwima Mariusza Urbanka. Przypominam sobie,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Zaślepienie

Unia nie niszczy naszego rolnictwa, ale dopłaca do niego grube miliony

W wielu miejscach Polski odbyły się niezbyt liczne demonstracje rolników oraz działaczy związanych z PiS i obiema Konfami, a przeciwko podpisanej przez Unię Europejską umowie z Mercosurem, przede wszystkim zaś przeciwko rządowi Donalda Tuska, koalicji rządowej i Unii. Demonstrujący sympatyzowali z nacjonalistami, Batyrem i tym wszystkim, co wrogie postępowi, tolerancji, demokracji i sojuszowi z Zachodem. Za to nie było żadnych gestów wrogości wobec Putina i zagrożenia, jakie rosyjska agresja na Ukrainę stanowi dla Polski. Demonstranci machający flagami i antyunijnymi transparentami, którymi obwiesili traktory warte czasem po milion złotych, przyjechali protestować przeciwko nędzy, upadkowi rolnictwa i udręczeniu przez okrutny reżim Donalda Tuska. To od dawna ci sami ludzie, w większości związani z obozem nacjonalizmu, a także chłopską Solidarnością, która stała się taką samą zdegenerowaną przybudówką do zadań specjalnych jak Solidarność Piotra Dudy.

Hasła też te same. Precz z Unią, która jest oczywiście niemiecka i rządzona z Berlina, więc słusznie budzi gniew polskich narodowych patriotów i ludzi głębokiej wiary, zwłaszcza wyznawców głoszącego ubóstwo i obronę Polski przed Zachodem Rydzyka, sług Maryi i rycerzy świętego JPII. Skoro Unia jest niemiecka, a Tusk to ktoś w rodzaju gauleitera na Polskę, tylko kwestią czasu jest, kiedy słusznie zostanie za okrutne represje i doprowadzenie narodu do nędzy skazany na dożywocie (jak trafnie wezwał jeden z pisowskich mężów stanu i kryształowo uczciwych polityków, pan Romanowski).

Ta demonstracja to przejaw nie tylko głupoty, co zdarza się na wielu demonstracjach, ale i niepojętego zaślepienia. Rolnictwo stanowiące ok. 3% PKB jest w Polsce nowoczesne przede wszystkim dzięki unijnym dopłatom, a grupą, która najbardziej na wejściu Polski do Unii skorzystała, są chłopi.

Sama umowa Unia-Mercosur została podpisana mimo zapewnień Batyra, że ma jako nacjonalista i gorący patriota doskonałe stosunki z premier Włoch Giorgią Meloni i, jak sugerował, „załatwił” włoski sprzeciw wobec tej haniebnej, antypolskiej i antywłoskiej, szerzej – antyludzkiej, umowy.

Jak widać, dał się zwieść. Włochy były za Mercosurem. Wieś jest wroga wobec Unii i jakiejkolwiek demokratycznej formacji politycznej (ufa ludziom wskazanym przez Kościół, przede wszystkim nacjonalistom, antyszczepionkowcom i Radiu Maryja). Moim zdaniem głównym źródłem tej wrogości jest ciągle cieszący się na prowincji i w wielu wioskach prestiżem i zaufaniem Kościół, będący przechowalnią nacjonalizmu. I teraz trzeba biednym prawdziwym chłopom patriotom i rycerzom wiary dalej o Polskę walczyć.

Nie bardzo wiadomo, co nasi dzielni, niezłomni współcześni rycerze mają zrobić. Jak przekonać niemiecką Unię i jak obalić znienawidzonego Tuska oraz wyprowadzić Polskę z okrutnego Mercosuru? Chyba nadszedł czas, aby postawić kosy na sztorc, co obiecują od lat działacze wiejskiej Solidarności,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Wojciech Kuczok

Dymy nad kalderą

Zmarł Béla Tarr, najwierniejszy druh i ekranizator Mistrza Apokalipsy, László Krasznahorkaia, artysta, którego dzieła w kategorii najbardziej przygnębiających filmów świata zajmują całe podium. W ramach prywatnych obrzędów żałobnych puściliśmy sobie z przyjacielem „Harmonie Werckmeistera”, które przerażają dzisiaj po stokroć silniej niż przed ćwierćwieczem, gdy były realizowane.

Film o narodzinach zbiorowej przemocy inspirowanej przez demonicznego manipulatora był na przełomie wieków zaledwie alegorią historyczną, wpisującą się w modę na katastrofizm przełomu tysiącleci, dzisiaj ogląda się to jak aktualną diagnozę społeczną, kino ściśle realistyczne. Główny bohater, człowiek duchowy, galernik wrażliwości, kończy w domu wariatów – gdy rozum zaśnie, tylko tam w najlepszym razie pozostaje miejsce dla jednostek niepoddających się stadnemu instynktowi zbrodni i zniszczenia.

Tarr był wiecznie udręczonym pesymistą, ale nawet w „Harmoniach…”, będących adaptacją „Melancholii sprzeciwu” zeszłorocznego noblisty, twórcy mają przebłysk naiwnego optymizmu. Oto rozjuszony tłum dokonujący pogromu pacjentów szpitalnych. Na widok niedołężnego, bezbronnego starca porzuconego w łaźni dzika tłuszcza zamiera, by po chwili się wycofać, naga siła zatrzymuje się dopiero przed nagą… słabością.

Dzisiaj świat pogrąża się w galopującym szaleństwie, którego tak łatwo zastopować się nie da. Z niejaką nadzieją patrzymy w najbliższą przyszłość, licząc np. na to, że republikanie przerżną wybory połówkowe, a Orbán straci władzę na Węgrzech. Ale do listopada daleko – jakąż

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Po co nam Szwajcaria?

Marek Prawda został wyznaczony na ambasadora RP w Szwajcarii. Piszemy „wyznaczony”, gdyż szanse na to, że prezydent Nawrocki mianuje go ambasadorem, są niewielkie. Byłoby wyjątkowym wyczynem, gdyby udało się to załatwić…

Nawrocki ma przynajmniej dwa powody, by Markowi Prawdzie misję zagraniczną utrudnić. Po pierwsze, bywał on w karierze w miejscach, które Nawrocki wskazywał jako wrogie. Bo Marek Prawda to nabór Geremka. Do MSZ przyszedł w roku 1992, z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Wyjechał zresztą natychmiast do ambasady RP w Niemczech (fuj!). Potem był ambasadorem w Szwecji, w Niemczech (no proszę…), w Unii Europejskiej (jeszcze gorzej), a później, w latach 2016-2021 (i to już zdrada największa!), dyrektorem Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. Służył tej Unii – tak rozumuje prawica – która była przeciwko Polsce Kaczyńskiego. Więc wróg, czyż nie?

Po drugie, był też członkiem Konferencji Ambasadorów, jednoczącej byłych dyplomatów, krytykujących politykę PiS. A to przecież i dla Dudy, i dla Nawrockiego akt wrogości.

Nawiasem mówiąc, jeśli chodzi o Konferencję Ambasadorów,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.