Tag "zdrowie psychiczne dzieci"
W tej robocie nie możesz być zimną rybą
Karetka jedzie do dziecka. Przypadki ratownika medycznego
W swojej pracy spotykam się z bardzo różnymi historiami dzieci i młodzieży. Chcę opowiedzieć bez upiększeń o tym, co widzę na co dzień. O sytuacjach, które czasami mnie przytłaczają, czasami frustrują, a czasami zostają ze mną na zawsze. To są moje doświadczenia i obserwacje zebrane przez lata. Tu nie ma ściemy ani wymyślonych historii. W każdym zdarzeniu, które opisuję, brałem udział albo byłem świadkiem. Przeżywałem je. Tak, przeżywałem, bo w tej robocie nie możesz być zimną rybą (…).
Agresja wobec innych i siebie
Przychodzą wezwania do szkół i to często dotyczy już bardzo wczesnych klas. Coraz częściej wzywa się nas do dzieci, które są agresywne. Słyszę: „Przyjedźcie, bo uczeń zaatakował nauczyciela”. Albo: „Dziecko pobiło rówieśnika”. Pewnie my w ich wieku też się czasami biliśmy, to się zdarzało zawsze. Ale teraz trafiają się dzieci, w których jest tak wielka nienawiść do innych, do świata i do siebie, że mnie, dorosłemu facetowi, to się nie mieści w głowie.
Mamy jakąś dziwną epidemię dzieci z zaburzeniami, dzieci, które czasami mają wszystko, są przeopiekowane i nikt im nie stawia granic. A kiedy zderzają się z rzeczywistością, w której nie ma już mamy i taty na każde gwizdnięcie, wówczas nie radzą sobie nawet z prostymi drobiazgami. Coraz częściej przyjeżdżamy do dzieci, które same sobie robią krzywdę. Samookaleczenia zaczynają się od drobiazgów: ktoś dostał złą ocenę, ktoś usłyszał nieprzyjemny komentarz na korytarzu czy przeczytał w internecie. I to już wystarcza, żeby dziecko sięgnęło po nóż, żyletkę albo cyrkiel.
Kiedy przyjeżdżamy, widzimy dzieci pocięte na rękach, nogach, czasem na brzuchu. One same już nie wiedzą, dlaczego to zrobiły. Mówią: „Bo nie wytrzymałam”; „Bo chciałem, żeby ktoś zauważył”. Albo nie mówią nic. Milczą. (…)
Blanka
Pierwsze wezwanie do niej dostałem w 2023 r. Miała wtedy 13 lat. Bardzo ładna, inteligentna dziewczynka. Wezwanie do domu dziecka. Blanka była tak nawalona mefedronem, że, jak to się mówi w naszym slangu: „Ona szybciej stała, niż ty chodzisz”. Właśnie wróciła z jakiejś ucieczki z torbą ciuchów, które prawdopodobnie ukradła albo uzyskała za korzyści seksualne. W placówce wybuchła kłótnia i Blanka wpadła w szał. Zaczęła rzucać sprzętami w koleżanki i w pracowników. Przyjechała policja. Wszedł taki wielki policjant z ramieniem grubszym niż moje udo, dosłownie człowiek-kwadrat, 2 na 2 m. Blanka do wszystkich krzyczy, wyzywa: „Chuj wam w dupę!” (to jedno z lżejszych) i dalej rzuca garami, talerzami, co tam miała pod ręką. Nie da się do niej podejść. Poprosiliśmy policjantów o założenie kajdanek. A oni nie mogą, bo gówniara nie ma skończonych 14 lat – takie są przepisy. No to mówię: „Panowie, zanieście ją chociaż do karetki siłą”. Podszedł do niej ten wielki policjant, a ona rzuciła się na niego jak pilot kamikadze. Zaczęła go okładać pięściami, kopać, gryźć. Oczywiście poradził sobie z nią trzema palcami i zaniósł do auta.
Na całe to zajście opiekunki z domu dziecka odwracają się do okna, nie patrzą – w razie czego w sądzie powiedzą prawdę: „Niczego nie widziałyśmy”. W karetce okazuje się, że nie mamy czym jej przywiązać, bo brakuje pasów na wyposażeniu, a ona zaczyna demolować sprzęty. Pada decyzja o rozpoczęciu procedury założenia „karty przymusu bezpośredniego” i zawiezieniu jej na oddział psychiatryczny. Ale oczywiście – nikt nas nigdy się nie uczył, jak taka procedura wygląda w przypadku dziecka, formalnie dotyczy ona pacjenta dorosłego. Blance udaje się w końcu podać leki uspokajające, dziewczyna się wycisza. Zatem zmiana decyzji i wieziemy ją na SOR. Na oddziale leki przestają działać, Blanka próbuje ugryźć pielęgniarkę. Dostaje pasy i kolejną dawkę głupiego jasia.
Pamiętam ją dobrze nie tylko z tego jednego zajścia; do Blanki jeździłem w sumie 13 razy. Dziewczynka pochodziła z patologicznej rodziny. Ojciec w więzieniu, matka alkoholiczka, kompletnie niezainteresowana wychowaniem dzieci. Próbowaliśmy jej pomóc wiele razy – wyciągaliśmy ją w stanie bezwładności ze śmietników, z klatek schodowych, z parku. Trafiła w końcu do poprawczaka o podwyższonym rygorze, ale uciekła i stamtąd. Jest bardzo prawdopodobne, że już nie żyje, bo w wieku 14 lat pakowała heroinę dożylnie i zadawała się z ludźmi, którzy nie dbają o życie młodej dziewczyny. Znaliśmy ją wszyscy w naszych zespołach – zawoziliśmy ją albo do bidula, albo do psychiatryka. I co robić, kiedy z tygodnia na tydzień widzisz, jak to dziecko gaśnie? Nikt nie może jej pomóc. To nie jej wina, że ojciec garus, a matka alkoholiczka. Jestem bezsilny. (…)
Na sportowo
Mieliśmy wezwanie do przemocy domowej. W zgłoszeniu: uraz głowy, uderzenie jakimś przedmiotem w czoło, rana krwawiąca. Już po opisie wiadomo, że coś się tam musiało wydarzyć. Zajeżdżamy pod wskazany adres – ładna ulica, widać od razu, że mieszkają tu ludzie, którym się powodzi. Naprawdę ładny dom zamożnych ludzi. Ale jak wchodzimy do środka, to wszystko jak zwykle. Szkło na podłodze, przewrócone krzesło, zbita lampa, jakaś roztrzaskana doniczka. Typowy obrazek po domowej awanturze.
W środku już jest policja. Ktoś siedzi w kuchni, ktoś inny stoi w korytarzu. (…) Pacjent to facet około pięćdziesiątki, przystojny, ładna koszula, włosy przystrzyżone. Powiedziałbyś normalnie, że to człowiek sukcesu. Trzyma się za głowę, krew mu ścieka po skroni. Kiedy pytam, co się stało, patrzy na mnie pustym, zimnym wzrokiem. Takim, który pamięta się długo. I mówi: „Uderzyłem się”. Oczywiście niczego nie chce, nie potrzebuje pomocy, mam się nie wtrącać i zabierać ten plasterek, którym mu przykleiłem opatrunek. Typowa gadka, jaką słyszysz od ludzi, którym się wydaje, że kontrolują sytuację.
No dobra. Nie mam prawa zmuszać go do niczego, jeśli nie chce. (…) I wtedy przychodzi policjantka. Mówi, że na piętrze jest jeszcze jedna osoba, która potrzebuje pomocy. Prowadzą nas na górę. Wchodzimy do pokoju, a tam siedzi młoda dziewczyna. 16, może 18 lat, trudno powiedzieć. Ładna, ale taka, jakby już jej ktoś odebrał młodość. Patrzy na nas i mówi cicho, że chyba ma złamane żebra. Pytam ją, po czym to wnioskuje. Zaczyna mówić coś o bólu, o tym, że nie może oddychać. Wyciągam ręce, żeby ją zbadać, a ona się cofa. Dobrze, mówię, zbada ją koleżanka, która była ze mną w zespole. Ja tylko potrzebuję wiedzieć, co się stało, żeby wpisać do dokumentacji.
Dziewczyna patrzy na mnie i mówi, spokojnie, bez emocji: „Pokłóciłam się z ojcem”. I po chwili dodaje: „Bo mój ojciec jest psychopatą”. Zaczyna mi opowiadać o tej kłótni takim językiem, że mam wrażenie, jakbym słuchał relacji profesjonalisty z zawodów MMA. Mówi: „Założył mi dźwignię łokciowo-kolanową, ale ja, żeby się wywinąć, użyłam chwytu obronnego, tylko że on wtedy chwycił mnie za włosy i założył dźwignię na bark. I wtedy już nie wiedziałam, co robić”.
Siedzę i słucham. A w tym, jak to mówi, nie ma krzyku, nie ma emocji. To jest relacja z bójki, która w tej rodzinie wygląda jak codzienność. Potem dodaje, że ojciec jest fanem broni białej – i faktycznie, wszędzie w domu widać noże, maczety, teleskopy, jakieś klingi porozwieszane jak trofea. A ona mówi dalej: „Wtedy chwyciłam to, co było najbliżej – pałkę teleskopową – i rozjebałam mu głowę”. Później się okazało, że to taka znana rodzina w okolicy. Wszyscy – ojciec, syn, córka – w reprezentacji Polski w jednej ze sztuk walki. Jeżdżą, trenują, startują. (…)
Czerwiec miesiącem samobójców
Z czym wam się kojarzy czerwiec? Pewnie z tym, że koniec roku szkolnego, wakacje, noc świętojańska i długie wieczory z dziewczyną czy chłopakiem. Same przyjemności. Niestety, czerwiec to też miesiąc, w którym najczęściej jeździmy do dziecięcych samobójców. Są sceny, które zostają w pamięci na zawsze. Zapnijcie pasy, bo będzie hardkor.
To jedna z najcięższych historii,
Zakażmy telefonów w szkołach
Smartfony to problemy z koncentracją, cyberprzemoc oraz negatywny wpływ na relacje społeczne
Podczas gdy kolejne kraje europejskie wprowadzają zakaz korzystania ze smartfonów w szkołach, polscy politycy dopiero się nad tym zastanawiają. Niesmak budzi nie tempo rozważań, lecz sam styl przepychanki. Większość polityków jest co do zasady za zakazaniem używania komórek w szkołach (chociaż warto się przyjrzeć, jak szybko Ministerstwo Edukacji Narodowej przeszło od „i tak 60% szkół już zakazało, a my wolimy zostawić to w gestii społeczności szkolnych” do „pracujemy nad ustawą”). Osią sporów jest polityczne pierwszeństwo i możliwość powiedzenia, że zakaz smartfonów to nasza zasługa. MEN chce wejść w paradę marszałkowi Szymonowi Hołowni. Jak zwykle na ostatnim miejscu są dzieci. A czas ma znaczenie, co pokazują liczne badania i pozytywne dane płynące z krajów, które już zakazały korzystania z komórek w szkołach.
W stronę Zachodu
Te kraje to chociażby Francja, Norwegia, Grecja, Włochy czy Portugalia. Poza Europą podobne ograniczenia obowiązują w Brazylii, Australii i Nowej Zelandii oraz w ponad 20 stanach USA. Dotyczą zwłaszcza szkół podstawowych i gimnazjów, ale w wielu przypadkach również szkół średnich.
Francja zdecydowała się na ograniczenie smartfonów, smartwatchów czy tabletów na terenie szkół podstawowych i średnich już w 2018 r. Złamanie zakazu grozi konfiskatą sprzętu do końca dnia, nakazem pozostania w szkole dłużej lub dodatkowymi pracami domowymi. W przypadku nagminnego łamania zakazu uczeń może zostać nawet relegowany. Mimo tak ostrych ograniczeń zakaz nie wywołał kontrowersji ze względu na drastyczne przypadki rówieśniczej cyberprzemocy. Obecnie Francuzi sprawdzają nowy sposób na ograniczenie elektroniki w szkole. Testuje się tam pause numérique – rozwiązanie, które zakłada oddanie urządzeń na czas pobytu w szkole przez niemal 50 tys. uczniów. Celem jest nie tylko cisza na lekcji, ale też budowanie uważności i zdrowych relacji rówieśniczych.
O krok dalej poszła Belgia – tam w ponad 370 placówkach (region Walonii i Brukseli) uczniowie oddają telefony do depozytów lub zamykanych szafek już od przedszkola.
W grudniu 2022 r. włoskie ministerstwo oświaty wprowadziło zakaz używania telefonów komórkowych podczas zajęć lekcyjnych w szkołach podstawowych. Po trzech latach we Włoszech wprowadzany jest taki sam zakaz dotyczący szkół średnich.
Rząd Portugalii zatwierdził na początku lipca tego roku zakaz korzystania przez uczniów ze smartfonów w szkołach podstawowych oraz gimnazjach. „Dekret rządu został podyktowany dobrymi wynikami uczniów szkół, w których w ostatnich latach obowiązywał zakaz korzystania z telefonów komórkowych”, tłumaczył premier Luís Montenegro. Restrykcje zaczną obowiązywać z początkiem nowego roku szkolnego, czyli w połowie września.
W kolejnych państwach smartfon w szkole staje się synonimem rozproszenia. Ograniczanie używania tego typu urządzeń jest zaś sposobem na odbudowę uwagi i relacji oraz polepszenie jakości nauki. W Wielkiej Brytanii i Norwegii, które jako jedne z pierwszych zdecydowały się na bardziej rygorystyczne traktowanie telefonów w szkołach, widać wyraźną poprawę wyników egzaminów. Największy skok odnotowano wśród uczniów, którzy wcześniej mieli najsłabsze wyniki. Spektakularne są jednak dopiero dane dotyczące zdrowia psychicznego i bezpieczeństwa. W norweskich szkołach po wprowadzeniu
k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl
Prawa ucznia między bajki
Rozstrzygnięto konkurs pokazujący, jak łamane są prawa ucznia – wygrał zapis, który łamie i polską konstytucję, i prawo międzynarodowe
Stowarzyszenie Umarłych Statutów jest pierwszą i największą w Polsce organizacją bezpośrednio broniącą interesów uczniów. Przyświeca mu cel rozpowszechniania wśród polskich uczniów wiedzy o ich prawach i sposobach ich ochrony, pomocy w indywidualnych przypadkach oraz lobbowania za zmianami czyniącymi polską szkołę wolną od bezprawia i skutecznie przygotowującą do życia w XXI w.
Pod koniec stycznia Stowarzyszenie Umarłych Statutów ogłosiło wyniki IV edycji plebiscytu na Statutowy Absurd Roku. To forma happeningu, poprzez którą największa organizacja zajmująca się ochroną interesów uczniów zwraca uwagę na problem nagminnego nieprzestrzegania praw uczniowskich w polskich szkołach. Dyrektorzy, nauczyciele, pedagodzy i sami uczniowie często nie wiedzą, jak powinien wyglądać prawidłowo skonstruowany statut szkoły.
Dyrektor ważniejszy niż Konstytucja RP
Plebiscyt organizowany przez SUS odbywa się czwarty rok. Stowarzyszenie tropi najbardziej niedorzeczne przepisy obowiązujące w szkołach na terenie całej Polski. W tym roku wygrała Szkoła Podstawowa nr 2 z Wodzisławia Śląskiego. Zwycięski zapis był parafrazą art. 31 Konstytucji RP, mówiącego, że ograniczenie praw i wolności obywatelskich jest możliwe tylko na mocy ustawy. W wodzisławskiej podstawówce natomiast ustanowiono, że takie uprawnienie będzie przysługiwało dyrektorowi. – Wśród praw, które mogły być ograniczone, znalazły się Konwencja o prawach dziecka, Powszechna deklaracja praw człowieka czy niektóre prawa wynikające wprost z konstytucji. Taka sytuacja w Polsce jest możliwa w zasadzie tylko w ramach stanu wyjątkowego wprowadzonego przez prezydenta na wniosek rządu. A statut wodzisławskiej szkoły przyznawał tę kompetencję dyrektorowi placówki – wyjaśnia Damian Zdancewicz z SUS.
Przypadek jest skrajny, ale nie odosobniony. Co więcej, art. 31 Konstytucji RP jest w statutach szkół chyba najczęściej łamanym zapisem ustawy zasadniczej. SUS opublikowało w 2023 r. raport „Prawa ucznia w Polsce”, w którym ponad 80% ankietowanych mówiło o poczuciu
Brawo Australia!
Wreszcie ktoś się odważył powiedzieć: dość! Rzucić wyzwanie faktycznym władcom świata – wielkim korporacjom internetowym z Doliny Krzemowej. Chodzi o zakaz korzystania z mediów społecznościowych przez osoby, które nie ukończyły 16. roku życia. Rząd australijski wziął na poważnie to, co wiadomo od dawna i co zostało potwierdzone licznymi badaniami. Media społecznościowe szkodzą, przede wszystkim dzieciom i młodzieży. Uznaje się zasadnie, że odpowiadają za lawinowe pogarszanie się stanu zdrowia młodych ludzi – psychicznego, a poniekąd i fizycznego (epidemia otyłości wynikającej m.in. z braku ruchu). Ich fatalne oddziaływanie nie budzi już dziś żadnych wątpliwości. Dzieci i młodzież nie wytrzymują psychicznie hejtowania w sieci (mnożą się samobójstwa), ciągłego porównywania się z innymi, które skutkuje obniżonym poczuciem własnej wartości, przebodźcowania związanego z zalewem informacji płynących z sieci (w większości marnej wartości), wyobcowania ze środowiska rówieśniczego oraz, szerzej, społecznego, co wywołuje poczucie samotności. Źle znoszą dostęp do treści internetowych skoncentrowanych na silnych emocjach, najczęściej o charakterze negatywnym, zderzanie się z całym złem tego świata znajdującym odzwierciedlenie w internecie. Nie przesadzę, jeśli powiem, że media społecznościowe stały się trucizną, która niszczy wchodzące w życie pokolenia. Nie tylko obniżają ich standard życia rozumianego w kategoriach psychicznych, ale także przyczyniają się do zmniejszania ich zdolności interaktywnych, społecznych, wspólnotowych, być może też intelektualnych.
Ta ostatnia sprawa jest elementem szerszego zjawiska – pogłębiania się zidiocenia ludzkości.
Jednostka chorobliwa
Złego gnoma w baśni Grimmów można było unicestwić tylko, czym prędzej odgadując jego imię. Baśń to nadzwyczaj żywotna, bo z pokolenia na pokolenie nasila się lęk ludzkości przed tym, co nienazwane. Dziś próżno szukać najdziwaczniejszych nawet upodobań lub przypadłości, które nie miałyby swojego miejsca w katalogu patologicznym. Młode matki licytują się na listy chorób zdiagnozowanych u ich dzieci, które w tym czasie zdrowo i wesoło popylają na placach zabaw. „Mój ma ADHD i zespół niespokojnych nóg,
Egzorcysta zamiast psychiatry?
Co miesiąc 70 dzieci próbuje popełnić samobójstwo, tymczasem Ministerstwo Zdrowia unieważniło konkurs na telefon zaufania Setki tysięcy dzieci wymagają pomocy psychiatrycznej, tymczasem w Polsce brakuje co najmniej 300 lekarzy tej specjalności. Kolejni składają wypowiedzenia. Nie ma kto leczyć, a liczba samobójstw wśród najmłodszych wciąż rośnie. Mamy zapaść. Pandemia pogłębiła problemy psychiczne wśród dzieci i młodzieży. Coraz więcej najmłodszych próbuje odebrać sobie życie. Coraz częściej – skutecznie. Tymczasem psychiatria dziecięca






