Z tarczą czy bez tarczy?

Z tarczą czy bez tarczy?

Amerykanom bardziej opłaca się zainstalować antyrakiety na Ziemi Baffina i na Grenlandii, a Rosji zrezygnować z iskanderów Nieoczekiwana informacja agencji Interfax o podjętej rzekomo decyzji rosyjskiej nt. wstrzymania instalacji nowoczesnych rakiet Iskander w strefie Kaliningradu wywołała spore zamieszanie w świecie polityki. Również z dużym zdziwieniem musiała tę informację przyjąć opinia publiczna. Bez względu na to, czy informacja jest prawdziwa, czy jest to tylko sondowanie opinii, stanowi ona nową jakość w aspekcie projektu instalacji tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach. Kłopoty z antyrakietami Tymczasem kilka tygodni temu amerykańscy zwolennicy budowy systemu antyrakietowego o zasięgu globalnym odetchnęli z ulgą. 13. z kolei próba zestrzelenia rakiety balistycznej zakończyła się sukcesem. Rakieta klasy Minuteman 1 odpalona z alaskańskiej bazy Kodiak została zestrzelona przez trójstopniową rakietę Minuteman 3 wystrzeloną z bazy Vandenberg w Kalifornii. Trzynastka okazała się więc szczęśliwa dla amerykańskiego kompleksu przemysłowo-militarnego. Przy okazji jednak wścibscy analitycy znaleźli swoiste kuriozum systemu. Na dobrą sprawę USA nie mają dziś mobilnych dwustopniowych antyrakiet na paliwo stałe, które mogą być odpalane na zimno, a jednocześnie będą celne i w każdej chwili gotowe do użycia. W próbach używano przede wszystkim rakiet Minuteman kolejnych generacji. Ale są to typowe pociski ofensywne. Jako antyrakiet przewiduje się użycie mutacji rakiet Posejdon albo równie leciwych, bo skonstruowanych na przełomie lat 60. i 70. antyrakiet Spartan, oczywiście po odpowiednich modyfikacjach. To, że Stany Zjednoczone praktycznie nie mają nowoczesnej strategicznej antyrakiety, w kręgach profesjonalistów było wiadome od dość dawna. Optymiści związani przede wszystkim z koncernem Lockheed Martin, a także z Boeingiem twierdzą, że nie będzie problemu, żeby w ciągu najdalej dwóch lat skonstruować i wprowadzić do użytku skuteczną antyrakietę, którą można odpalać na zimno. Sceptycy przypominają jednak sytuację z antyrakietami operacyjnymi systemu THAAD, nad którymi pracowano prawie 15 lat, zanim uzyskały przyzwoitą sprawność. Chociaż i ten najnowocześniejszy system jest oceniany jako mniej zaawansowany od znacznie prostszego i tańszego rosyjskiego odpowiednika S-400, który niedawno został wprowadzony do użytku. Polityczne rachunki Amerykańscy Demokraci z zaciśniętymi zębami patrzyli, jak administracja George\’a Busha wydaje miliardy dolarów na kolejne eksperymenty z tarczą antyrakietową. Politycy związani z Lockheedem Martinem i z Boeingiem bez trudu przekonali amerykańskiego prezydenta, że kilkanaście, a później łącznie ok. 40 baz antyrakietowych skutecznie osłoni terytorium amerykańskie przed rakietowym atakiem ze strony państw bandyckich, ale także Rosji i Chin. W ciągu siedmiu lat eksperymentów i badań rząd USA wydał 60 mld dol. bezpośrednio na tarczę antyrakietową, dalsze zaś minimum 50 mld dol. wydano w sposób pośredni. Teraz może się okazać, że cała ta technologia jest praktycznie do niczego. Symulacje dowiodły bowiem, że nawet gdyby Stany Zjednoczone dysponowały 40 bazami w newralgicznych punktach świata, to przy masowym ataku amerykańskie antyrakiety mogłyby przechwycić zaledwie ok. 20% rakiet napastnika. Ponadto ewentualny atak ze strony Iranu czy Korei Północnej, który biorąc pod uwagę postęp technologiczny w tych krajach, możliwy byłby najwcześniej za ok. 10 lat, mógłby zostać praktycznie całkowicie przechwycony przez funkcjonujący system AEGIS umieszczony na 14 atomowych krążownikach klasy Ticonderoga. System ten nie tak dawno udowodnił swoją przydatność, kiedy jeden z krążowników zestrzelił sztucznego satelitę, który zboczył z orbity i mógł spaść na Ziemię. Głównym przeciwnikiem dla USA pozostaje więc Rosja, bo póki ona zachowuje swój potencjał rakiet ofensywnych – znacznie większy od amerykańskiego – politycy znad Potomaku nie mogą nawet marzyć o jednobiegunowym układzie świata, w którym ważne decyzje podejmowane byłyby wyłącznie w Białym Domu. Każda kolejna administracja stara się też odwdzięczać zaprzyjaźnionym grupom przemysłu. O ile Republikanie mogli liczyć niemal tradycyjnie na Lockheeda Martina, o tyle Boeing bliższy był Demokratom. Partia ta cieszyła się też zawsze większą przychylnością przemysłu stoczniowego, produkującego wielkie lotniskowce i atomowe okręty podwodne. Już obecnie media amerykańskie sugerują, że nowy prezydent zmniejszy zamówienie na produkowane przez Lockheeda supersamoloty F-22 Raptor z 700 do 300 sztuk. Laser i ultradźwięki zamiast tarczy Natomiast z tarczą antyrakietową Amerykanie poczekają. Bo w międzyczasie uzyskali postęp w zakresie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 05/2009, 2009

Kategorie: Kraj